Kiedy Karolinka była jeszcze u mnie w brzuchu byłam pewna, że będzie Michałem. Jakoś tak się wkręciłam w myślenie o tym, że to będzie chłopiec. Nie żeby mi specjalnie zależało, chyba hormony po prostu zadziałały tak a nie inaczej.

W połowie ciąży okazało się, że to jednak Karolinka. I od tego momentu (kiedy się dowiedziałam) zaczęłam myśleć o różnicach w wychowaniu dziewczynek i chłopców. Kiedy wchodziłam do sklepu dziecięcego, mój wzrok mimowolnie wędrował w kierunku różu, czyli działu dziewczęcego. Tak jest do dziś. Coś w tym różu jest, bo dziewczynki za nim zazwyczaj przepadają.

Interesuje cię ten temat? Zapisz się na newsletter i nie przegap kolejnego wpisu »

Czy to dobrze, że ten podział istnieje? W sumie mi nie przeszkadza, choć wiem, że został wykreowany przez speców od reklamy i sprzedaży. Są ubranka dla dziewczynek i dla chłopców, są też zabawki w ten sposób podzielone. Czasem sięgam po dedykowane konkretnej płci. Zwłaszcza kiedy widzę, że dziecko ma taką potrzebę.

Bardziej niż na konkretnych kolorach ubrań i zabawek, zależy mi jednak na tym, żeby moja córka wyrosła na szczęśliwą nastolatkę, a potem kobietę. Nie zdaję się jedynie na „dobre geny” 😉 i ślepy los. Ciężko pracuję nad tym, żeby znała swoją wartość. Nawet w sklepie z zabawkami jestem czujna. Mocno lawiruję między disneyowskimi opowieściami z niedoścignionymi ideałami księżniczek, lalkami Barbie i innymi, zwykłymi zabawkami. Nie bez radości oczywiście odkrywam, że mogę towarzyszyć jej w budowaniu szczęśliwego dzieciństwa. Jak?

Sześć najcenniejszych prezentów, których nie znajdziesz w sklepie

1. Akceptacja

Ona buduje wiarę w siebie. Najgorzej dla dziecka jest chyba wtedy, kiedy rodzic sobie wymyśli, jakie ono powinno być. Albo realizuje swoje niespełnione marzenia przez to kolejne pokolenie. Trochę na siłę. Bardzo się pilnuję, by tego nie robić i sięgam do najgłębszych zakamarków własnego dzieciństwa, próbując wyobrazić sobie, co czułam w konkretnych sytuacjach. Nie, nie akceptuję bezwarunkowo każdego zachowania, ale wciąż powtarzam, że nie musi być taka jak inni. Jej siła tkwi właśnie w wyjątkowości. Od lat to powtarzam i zawsze będę, choć wiem, że trudno małej dziewczynce funkcjonować (choćby w systemie edukacji), kiedy ma wtłoczone do głowy, że może pewne rzeczy robić po swojemu. Tym sposobem mam w domu dziewczynkę, której nie kupię koronkowej spódniczki i lakierków, bo to wydatek na jeden spacer. Chłopięce trampki i dziurawe getry – akceptuję.

2. Pasja

Dziecko potrafi bardzo zaskoczyć. Jak go nie miałam, to byłam przekonana, że można w maluchu po prostu zaszczepić pasję do konkretnych rzeczy i iść w tym kierunku. Dziś wcale tak nie myślę, no może nie do końca. Można pokazać i trochę zarazić, ale tak naprawdę bez obserwacji nic się nie wskóra. Bez wspólnego czasu rodzic nie dowie się, czego pragnie pociecha. Co mnie zaskoczyło? Jakimś cudem, w naszej niezbyt sportowej rodzinie, pojawiła się mało dziewczęca (na pierwszy rzut oka) pasja, jaką jest wspinaczka. Wszystkiego bym się spodziewała, różne opcje rozważałam, ale na to nie wpadłam i do dziś jestem w szoku. A jednak jest i wspólnie odkrywamy co i jak w tej dziedzinie zrobić, żeby ta pasja trwała i cieszyła jak najdłużej.

3. Wartości

Dla mnie jest oczywiście najpiękniejsza na świecie, jak każda córka dla swojej mamy. I powtarzam jej czasem (często), że jest ładna. Choć w świecie wypełnionym po brzegi lalkami, które wyglądają jak Pamela Anderson w najlepszych latach swojej kariery, staram się dbać i o to, by małej dziewczynce uświadomić, że nie uroda jest najważniejsza w życiu. Banał, ale dla dziecka nowość, jak wszystko na świecie. Tak więc dbamy o jej urodę i rozmawiamy o wyglądzie, ale pilnuję żeby nie na tym opierała swoje poczucie wartości. Nie chcę mieć w domu małej miss świata, tylko rezolutną kobietkę. I mam, bo czasem tuż po wymalowaniu paznokci wspina się na drzewo i prezentuje robakom swój wieczorowy makijaż.

4. Nauka

Nie chodzi o to, żeby każda kilkulatka umiała liczyć i biegle czytać, ale o to, żeby chciała poznawać świat, doświadczać go. Bo tylko tak staje się mądrzejsza. Oczywiście nic nie wydarzy się samo. Jakoś tak się utarło, że chłopcom więcej wypada, więcej się ich zachęca do doświadczeń i eksperymentów. Walczę o więcej dla dziewczynek. Wiem, że jeśli zamknę w czterech ścianach z włączonym telewizorem, to niewiele zdoła doświadczyć. Staram się każdego dnia pokazywać jej coś nowego. Niech to będzie kwaśna cytryna na języku, smak piany podczas kąpieli czy liczenie biedronek na spacerze, projektowanie sukienek, ale i budowanie wehikułu czasu. Niech potrafi poszukiwać odpowiedzi na nurtujące ją pytania, nie musi znać ich na pamięć.

5. Własne zdanie

Komunikacja. Może to trochę za mocne określenie, ale chodzi mi o to, że chcę mieć w domu dziecko, które dyskutuje. Tak, jest to męczące jak sto pięćdziesiąt. Ja to jeszcze pół biedy, gorzej z tymi nieszczęsnymi nauczycielami w szkole i przedszkolu. Tak, czasem zdarza jej się wymądrzać albo przechwalać. To jeszcze dziecko, które poszukuje i poznaje, bywa z siebie dumne i nie wie czym jest fałszywa skromność, tak ceniona w świecie dorosłych. Za wszelką cenę staram się na to pozwalać. Pewnie, że nie zawsze się da, nie zawsze jest czas i miejsce. Ale jestem najszczęśliwsza kiedy moja niemal siedmiolatka szuka logicznych, sensownych argumentów w dyskusji o jedzeniu groszku czy negocjuje godzinę pójścia spać.

6. Czas na zabawę

Z coraz większym trudem znajdujemy czas na jej wolny czas. Jednak dla mnie to priorytet. W związku z tym, że interesuje ją wiele spraw, to wiele chce zobaczyć i spróbować. Ale musi mieć też chwilę na nudę. Zwykłą nudę, kiedy siedzi na drzewie i udaje że jest wróżką albo Pippi albo Piratem Rabarbarem. Kiedy dłubie patykiem w kałuży i wraca do domu cała ubłocona. Kiedy siedzi zamknięta w pokoju i bawi się lalkami, misiami i klockami.

Siódmy prezent. Ten możesz kupić

Staram się podrzucać jej ciekawe zabawki. Ostatnio coraz cześciej domaga się dziewczyńskich i takich poszukuję (właściwie razem szukamy). I tak na różowym dziale z różowymi reklamami znalazłam różowy zestaw Natalia Club. Podobny do pewnych znanych klocków, a jednak inny więc zaintrygował. Padło na temat restauracyjny.

Z zaciekawieniem patrzyłam, jak z wielką frajdą samodzielnie układa całość i zaczyna się gotowanie, przyjmowanie zamówień, zamieszanie z gośćmi. A że klocki są kompatybilne z tymi popularnymi, to jest wiele możliwości rozbudowy tego jej dziewczęcego świata. Zresztą zestawy są różne, od małych do całkiem sporych, o różnych stopniach trudności i tematach zaprojektowanych z myślą o dziewczynkach. Sama zobacz.

W życiu małej kobietki bardzo ważne są przyjaciółki. Im starsza tym ważniejsze, oczywiście. Dlatego wybierając zabawki staram się szukać takich, którymi będzie się mogła bawić w większym gronie. Natalia Club nie dość że różowy, że elegancka restauracja, to jeszcze osiem figurek w zestawie i mnóstwo innych możliwości tematycznych do wyboru. Bardzo dobrze wpisuje się w temat przyjaźni i budowania relacji.

natalia-club-1

Budowałyśmy też razem, w ramach leniwej soboty. Nie przepadam za budowaniem, ale świetnie się bawiłam i cieszyłam obserwując, jak dziecko radzi sobie samodzielnie z odczytywaniem instrukcji. Potem trochę odjechałyśmy od planów z kartki, bo przecież nie tylko o to chodzi, żeby działać według wskazówek.

natalia-club-1a

natalia-club-2a

natalia-club-3a

natalia-club-4a

natalia-club-5a

Figurki mnie urzekły, bo mają ruchome rączki i szyję, która pozwala manipulować głową zabawki. Karolina z przyjaciółką spędziły długie godziny wkręcając się w zabawę. Nawet dostałam plastikowe naleśniki i koktajl w srebrnym kubeczku (pycha!).

natalia-club-6

natalia-club-3

natalia-club-5

natalia-club-2

Klocki Natalia Club produkowane są przez firmę Artyk. Sama sprawdź, gdzie kupić je w najlepszej cenie klikając w listę sklepów interentowych sprzedających te klocki.

Data recenzji
Nazwa produktu
Klocki Natalia Club
Ocena
5

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This