Jestem mamą dziewczynki i widzę, że różnię się zasadniczo od mam wychowujących chłopców. Może nie pod każdym względem, ale jednak. Czy to dobrze? Czy nie powinno być tak, że dziewczynki i chłopcy wychowywani są na równych prawach, przywilejach i obowiązkach? Hmmm…

Generalnie dzieci (ludzie) mają takie same prawa i tak powinno być. Jednak chłopcy i dziewczynki mają różne potrzeby. Od jakiegoś czasu sporo się nad tym zastanawiam. Na ile nasze zachowania są uwarunkowane wychowaniem, środowiskiem, stereotypami i najróżniejszymi czynnikami kulturowymi, a na ile do głosu dochodzi tzw. „płeć mózgu”?

Interesuje cię ten temat? Zapisz się na newsletter i nie przegap kolejnego wpisu »

1. Komunikacja

Mali chłopcy później niż dziewczynki zaczynają zauważać, że na świecie funkcjonuje coś takiego, co się nazywa komunikacja werbalna. Trochę później zaczynają rozumieć i kojarzyć słowa, tym samym polecenia. I zazwyczaj później zaczynają się nimi posługiwać. Rodzicom może się wydawać, że z chłopcami trudniej się porozumieć. I to jest prawda, ale taka zupełnie naturalna. Trzeba dostosować komunikację do potrzeb dziecka.

Dziewczynki są już od urodzenia bardziej nastawione na kontakt (werbalny i niewerbalny). Małe babeczki potrafią nawiązać kontakt wzrokowy z dorosłym, co chłopcom sprawia ogromną trudność. Dorosłemu może się wydawać, że chłopiec nie jest zainteresowany otoczeniem. A to też zmyłka. Jest, tylko po swojemu. Jesteśmy przyzwyczajeni do patrzenia sobie w oczy więc naturalne wydaje się i normalne, kiedy niemowlak też to robi.

2. Zabawa

Chłopcy napędzani męskimi hormonami są bardziej ruchliwi i jakby chaotyczni, może nawet agresywni. Lubią w coś uderzyć, kopnąć, szturchnąć, rozłożyć na kawałki. Wtedy mówi się, że chłopcy są niegrzeczni. Zwłaszcza w grupach przedszkolnych pokutuje często podział na tych niegrzecznych chłopców i grzeczne dziewczynki. A to wcale nie jest prawda, że są niegrzeczni. Oni inaczej poznają świat.

Weźmy choćby zabawki, które w rękach kilkuletnich chłopców zazwyczaj ulegają natychmiastowej dekonstrukcji. Lalka, samochód, telefon, nieważne co, ważne, że da się rozłożyć na części. Mózg chłopców jest zainteresowany tym, co znajduje się w środku. Taka potrzeba, która nie wynika ze złej woli czy nieszanowania, tylko z ciekawości i chęci poznawania.

Potrzeby dziewczynek skierowane są w stronę rzeczy ładnych, stąd te wszystkie kokardki, spineczki, wstążeczki, falbanki i kręcące się sukienki. Każdy wie, że „ładność” to dość subiektywne wyobrażenie, ale chyba wiadomo, o co mi chodzi. Ładne dla małych dziewczynek są kotki, pieski, serduszka, kwiaty, koraliki, lalki. Ładne czyli nie zniszczone, nie rozłożone na części pierwsze.  Dziewczynce zależy na posiadaniu schludnej zabawki, przebywaniu w miłym dla niej otoczeniu. Chłopcu niekoniecznie. „Ładność” otoczenia ma zupełnie drugorzędne znaczenie.

chłopiec

3. Aktywność

Zdecydowanie częściej chłopcy szukają aktywności fizycznej, która wręcz wiąże się z ryzykiem. Dlaczego? W ich mózgu jest to powiązane z ośrodkiem przyjemności. Czyli raczej niebezpieczne zabawy gwarantują przyjemność. I coś w tym jest, że ci nasi mali faceci wciąż potrzebują kolejnych dawek adrenaliny. Pokonując jedną granicę już wyznaczają sobie kolejną. Więc zabawy związane z rywalizacją w końcu też zaczynają sprawiać przyjemność. Może niekoniecznie już w przedszkolu, ale z początkiem szkoły, owszem. Dobrze więc kierować energię chłopców na sport, gdzie powinna królować zdrowa rywalizacja i nauka samodyscypliny.

Chłopcy mają też lepiej rozwiniętą koordynację oko-ręka, co w praktyce oznacza, że lepiej grają w piłkę i są lepsi w sportach i zajęciach ruchowych, choćby budowaniu z klocków.

Dziewczynki niekoniecznie potrzebują aktywności sportowych do szczęścia. Jasne, że wiele dziewczynek chętnie uprawia sport, ale nie kręcą ich aż tak działania drużynowe np. piłka nożna. Aktywności dziewczynek często też idą w kierunku form artystycznych, plastycznych. Zwłaszcza, że od pierwszych tygodni życia mają lepiej wykształcone słuch i wrażliwość dotykową. Małe damy godzinami potrafią skupiać się na zeszytach, szlaczkach, projektowaniu mody, kolorowaniu, lepieniu z plasteliny. Chętniej śpiewają i tańczą. A większość chłopców często trudno zagonić do stolika z kredkami. Jeśli już się uda to na chwilę i najczęściej „na odwal się”.

4. Problemy

Każdy przeżywa radości, smutki, sukcesy, porażki, kłótnie z przyjaciółmi i wszystkie dziecięce problemy, których po prostu trzeba doświadczyć. Jednak rozmawianie o nich i szukanie rozwiązań, to już zupełnie inna sprawa.

Dziewczynki lubią rozmawiać i to jest fakt. Mają potrzebę komunikowania się werbalnie. Często się mówi o paplaniu dziewczynek. Ale przecież te rozmowy to coś zupełnie naturalnego, taka potrzeba. Dzięki tej umiejętności łatwiej im potem nazywać dobre i złe emocje. Są po prostu podszkolone w tym zakresie.

Jeśli więc chcesz poważnie porozmawiać ze swoją córką to zadbaj o atmosferę sprzyjającą konwersacji. Dziewczynki lubią w takich momentach czuć się bezpiecznie np. we własnym pokoju. Warto wyciszyć hałasy i rozpraszacze. Patrzeć w oczy, pogłaskać po ramieniu. Dziewczynce w takich warunkach łatwiej się otworzyć. Kiedy okazujesz, że słuchasz.

Chłopcy nie lubią rozmawiać i trzeba przyznać, że trudno się z nimi gada o uczuciach. I to w każdym wieku. To jednak nie powód, by odpuszczać ważne rozmowy. Trzeba się do nich jednak inaczej przygotować. Chłopcu łatwiej będzie opowiadać o problemie np. podczas spaceru, w ruchu. Nawet jeśli sprawa jest poważna, pozwól dziecku podskakiwać, rozglądać się, nie zmuszaj do patrzenia wciąż w oczy i siedzenia nieruchomo. To tylko zestresuje, a żadnych pozytywnych efektów nie przyniesie.

5. Nauka

Już od początku wychowania widać różnicę między płciami. Dziewczynki potrafią od początku skupić się na prostych obrazkach czy kolorach w książce. Wykazują zainteresowanie rysunkiem lub treścią, dźwiękami, słowami. Wydaje się, że wiemy o co im chodzi, nawet kiedy jeszcze nie mówią.

Mali chłopcy nie koncentrują uwagi na obrazie  czy treści. Widząc książkę chcą nią rzucić, podrzeć, posmakować. Czyli po prostu sprawdzić, co jest w środku, z czego się składa. Dorośli mają wrażenie, że z chłopcami trudniej się od początku dogadać w sprawie domowych rytuałów i reguł. I to prawda, bo już wiesz, że z komunikacją werbalną startują z innego poziomu niż dziewczynki.

Dziewczynki ze swoim naturalnym potencjałem świetnie radzą sobie w szkolnych ławkach, bo potrafią się dłużej skoncentrować na zadaniu. Żmudne rysowanie detali, powtarzanie wzorów to dla nich właściwie przyjemność, to samo z czytaniem, z liczeniem już trochę gorzej. Ale wszystko ma swoje dobre i złe strony, bo początkowy świetny start, zazwyczaj kończy się słabszym finiszem w gimnazjum czy liceum. Różnice się wtedy wyrównują, ale dziewczynki mają tendencję do obarczania siebie winą za niepowodzenia. Bo od początku były przyzwyczajone, że dobrze szło.

dziewczynka

Chłopcy tego nie odbierali w ten sposób od początku, więc czasem się mówi, że „spływa jak po kaczce”, „zdolny, ale leniwy”. A on po prostu nie wymaga od siebie więcej niż musi (lub oczekują inni) i nie widzi problemu kiedy coś się wali. Chłopiec łatwiej wytłumaczy sobie, że takie są warunki obiektywne, nie jego wina, że się nie mógł nauczyć i pies zjadł pracę domową. Znasz to?

Chłopakom trudno wysiedzieć im w ławce przez 45 minut. Nie potrafią się koncentrować na tak długo jak dziewczynki. Jest nawet taki trend w edukacji, który mówi o tym, żeby dzieciom, zwłaszcza chłopcom, pozwolić się uczyć w ruchu. Nie mam na myśli nauki przez doświadczanie, ale np. zakuwanie dłuższych partii materiału w ruchu. I odpowiadanie też w ruchu. Udowodniono, że dzieciom jeżdżącym na hulajnodze, podskakującym czy choćby pstrykającym długopisem podczas odpowiedzi, łatwiej powiedzieć, czego się nauczyły w domu niż tym stojącym na tzw. odpytywanece przy tablicy. Trudno zaprzeczyć, że coś w tym jest. Ruch rozładowuje napięcie, sprawia, że człowiek inaczej oddycha i tym samym myśli.

6. Emocje

Oczywiście emocje obu płci są podobne. Jednak w naszym społeczeństwie mamy utarte (choć z tym walczymy), że chłopcy rzadziej powinni płakać. Nie daje im się do tego społecznego przyzwolenia. Czasem świadomie, a czasami nie. Boimy się (czy co?), że kiedy dziecko upadnie i płacze, to nadmierne pocieszanie może z niego zrobić mięczaka. Musi się ogarnąć i iść dalej.

Dziewczynek z kolei nadmiernie żałujemy, drżymy nad nimi i uczymy bycia emocjonalną (żeby nie powiedzieć histeryczną) istotą, która częściej niż chłopiec załatwia sprawy płaczem. Za to mniej pozwalamy ogólnie, mniej przystoi dziewczynce. I to w każdym wieku, choć oczywiście w wieku dorastania objawia się to najbardziej.

Przyłapany na paleniu syn oczywiście dostanie reprymendę, ale gdzieś tam mu się wybacza, bo chciał spróbować. Paląca dziewczynka to już niemal patologia. Trochę odbiera się dziewczynkom prawo do doświadczania, przez co muszą bardziej kombinować, ukrywać potrzeby, zainteresowania, chęć doświadczania. Im starsze dzieci tym większe widoczne różnice w podejściu do świata i zachowaniach.

Z naturą nie wygrasz

Kobiety nastawione są raczej na dawanie, poznawanie drugiego człowieka, wysłuchanie jego historii. Chłopcy natomiast myślą o rywalizacji, prestiżu i rzeczach. Są skupieni na sprawach materialnych i nie ma w tym nic złego. Taka jest męska natura. Teraz jednak rodzi się pytanie, co z tym fantem zrobić?

Szkoła jest zdecydowanie nastawiona na wychowanie „prodziewczynkowe” czyli sumienność, rzetelność, dokładność i pilność. Dekonstrukcja podręcznika, ławki, mapy czy piłki nie wchodzi w grę. Zupełnie niesłusznie. Szkoła, to jednak nie jest całe życie. Jest też dom, są rodzice, relacje międzyludzkie i świadomość rodzicielska. Mając świadomych rodziców dziecko zapewne może liczyć na zrozumienie potrzeb i konkretnych zachowań oraz takie pokazywanie świata, które sprawi, że będzie się rozwijać i odkrywać na miarę swoich możliwości.

Czym zatem jest ta „płeć mózgu”? To założenia teoretyczne, które warto znać i mieć z tyłu głowy, żeby poszerzać możliwości wychowawcze. Mnie bardzo pomaga w pracy świadomość, że inaczej rozmawia się o ważnych sprawach z chłopcami i dziewczynkami. Stosuję to i sprawdza się. Czy w każdym wypadku? Nie, oczywiście że nie. Przecież oprócz teorii i natury mamy jeszcze kulturę i tzw. środowisko rodzinne. Ich wpływ na zachowanie i wychwanie jest właściwie kluczowy. 

Wszystko sprowadza się do aktywnego rodzicielstwa i obserwacji. A każda teoria jest tylko teorią i natura nie raz to ludziom udowodniła. Patrząc jak Karolina wspina się po skałkach na wyścigi ze starszymi kolegami i na jej kolegów bawiących się u niej w pokoju lalkami Barbie, to wydaje mi się, że każdy znajdzie swoją drogę. I to jest w wychowaniu najpiękniejsze. 

Ten wpis inspirowany jest książką pt. „Płeć mózgu”, A. Moir, D. Jessel. 

Zainteresował cię ten temat? Zapisz się na newsletter i nie przegap kolejnego wpisu »

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This