Każdemu pewnie zdarzyło się dostać taką książkę lub podarować. Taką, która wciąga tylko na chwilę. Jeśli taki nietrafiony prezent wręczymy dorosłemu to jeszcze pół biedy. Zazwyczaj ma na tyle przyzwoitości by rzucić okiem choć na okładkę i notkę na końcu, pochwalić zdjęcie autora czy burknąć, że słyszał o niej i marzył. Jaaaasne.

Jednak w przypadku dzieci możesz być pewna, że jeśli książka nie zainteresuje to koniec. Amen. Po prostu leci do kąta łapać kurz zapewne aż do najbliższych generalnych porządków. Potem podzieli los nielubianych zabawek i za małych ubrań – zostanie oddana, by „uszczęśliwić” inne dziecko.

Mam kilka pomysłów na to, co można zrobić z taką niechcianą książką np. oddać do domu dziecka, przekazać dla najbiedniejszych czy choćby podarować miejscowej bibliotece. Jednak nie ma się co oszukiwać – najczęściej taka książka przechodzi z rąk do rąk, aż któreś ręce potraktują ją flamastrami lub po prostu skierują do śmietnika.

Nie lubi książek?

Dla dziecka najprzyjemniejsza w czytaniu jest… zabawa. Dlatego książkę od najmłodszych lat w ten właśnie sposób traktuję i już nie raz o tym mówiłam – jak zabawkę. Nie znaczy to wcale, że pozwalam dziecku kopać nią w piasku jak łopatką lub robić z kartek statki w wannie.

zasnij-ze-mna-2

Jednak każdy rodzic malucha wie, że warto na początek zainwestować w taki rodzaj książki, którą bobas będzie mógł dosłownie zmasakrować. Dzięki temu mały człowiek pozna i doświadczy, że książka to przedmiot, który ma kratki (może jeszcze szmaciane lub z grubej tektury, a nie takie szeleszczące, ale zawsze kartki), że się je przewraca, że czasem da się wyrwać, że na nich jest coś napisane i narysowane.

Niby banał, a gdy tak poobserwujesz półroczne dziecko w kontakcie z książką, to oprócz tego, że taka zwykła (czyt. delikatna) książka szans na przeżycie nie ma, to jednak widać, że ten dziwaczny przedmiot fascynuje.

My książki kupujemy

Tylko, żeby było jasne. Kupienie półroczniakowi książki i pękanie z dumy jakim to światłym jest się rodzicem, niewiele wnosi w wychowanie i rozwój potomka. Prawda jest taka, że każdą książkę musisz z dzieckiem czytać! Potem jak się nauczy czytać samodzielnie to już inna sprawa. Ale ta perspektywa znajduje się na razie za siedmioma lasami i siedmioma górami, prawda?

Są takie serie, które znakomicie sprawdzają się właśnie na tym (niszczycielskim) etapie rozwoju. Szukaj więc wszystkich małych (klockowatych, twardych, gumowych lub materiałowych) książek, gdzie jest bardzo mało treści, za to kilka (więcej niż cztery na krzyż) pojedynczych obrazków na stronie.

Oprócz obrazków (najlepiej podpisanych dużymi literami, to się malcowi przy okazji „uruchomi” czytanie globalne) znakomite są proste wierszyki. U nas bardzo sprawdziła się seria, w której występował niejaki Kotek Apsik i jego przyjaciele. Mało tekstu, prosty wierszyk, rytmiczny i niewydumany. Na Fredrę (Małpa w kąpieli) i Konopnicką przyjdzie jeszcze czas. Wiadomo przecież, że nadmierna ambicja jest gorsza od… 😉

Gdyby ktoś miał wątpliwości czy warto półrocznemu dziecku kupować książkę, to je chętnie rozwieję – oczywiście, że warto! Tylko żeby prezent był trafiony, to uświadomiona w posługiwaniu się pierwszymi książkami musisz być i ty. Niby żadna filozofia, a jednak trochę tak. Wychodzę z założenia, że jak już spędzam czas z dzieckiem, to niech ten czas będzie jak najlepiej wykorzystany.

Kolorowe obrazki to jedno, jednak one nie przyciągną uwagi na długo. A codzienne czytanie (oczywiście, że kilka razy dziennie) jak najbardziej tak. To trening pamięci, a przede wszystkim nauka mówienia w najdoskonalszy z możliwych sposobów – przez rozwijanie wyobraźni i pobudzanie ciekawości.

zeboszczotki-2

Zainteresował cię ten temat? Zapisz się na newsletter i nie przegap kolejnego wpisu »

Jak czytać bobasowi?

Podczas czytania (za każdym razem nie tylko przy pierwszym czytaniu) pokazuj każde możliwe do pokazania słowo. Jeśli czytasz kotek to pokaż go palcem, jeśli czytasz myje to zademonstruj jak kot się myje, jeśli czytasz szyja to pokaż dziecku gdzie kot ma szyję i gdzie ono ją ma.

To zabawa i nauka mówienia w jednym, najczęściej ładnie zilustrowanym pakiecie. Zwłaszcza tatusiowie mają tendencję do polemizowania z tą metodą w myśl znanej zasady: Skoro raz powiedziałem, że kocham i nie odwołałem, to wiadomo, że tak jest. Po co się powtarzać? więc… Skoro raz mu pokazałem kota na obrazku to wie jak kot wygląda.

Dawanie dziecku do ręki książki dla samego dania (żeby móc powiedzieć: Moja biblioteczka pęka w szwach) nie ma sensu. Tak samo jak czytanie dziecku, które uczy się mówić bez pokazywania obrazków. Oczywiście coś tam zawsze „liźnie” – osłuchuje się z językiem, łapie rytm i spędza czas z rodzicem więc nie powinno narzekać.

Krótka wycieczka do Hiszpanii

Postaw się jednak przez chwilę na miejscu takiego bobasa. Znajdujesz się w obcym kraju, gdzie wszystko jest nowe. Ciekawe owszem, ale nie znasz języka i nie bardzo potrafisz nazywać otaczającą rzeczywistość. Słyszysz, że mówią po hiszpańsku, ale co oni mówią to już nie wiesz.

Nagle widzisz tabliczkę z hiszpańskim napisem i słyszysz jak ktoś odczytuje go na głos. I co? Nadal nic. Po chwili gruby gość stojący przed tobą w jakiejś kolejce odsuwa się, a zza jego pleców na wyżej wspomnianej tabliczce wyłania się obok napisu rysunek toalety. I co? I od razu wiesz, że dwa kroki w bok wykonane przez grubego jegomościa saved your day 😉

zlamalem-trabe-2

Dokładnie tak samo jest z czytaniem dziecku. Dla dorosłego jest oczywiste, że kto to kot. Dla dziecka kot to tylko „hiszpański dźwięk”. Żeby puzzle w głowie ułożyły się w zgrabną całość należy mu przy każdej okazji tego kota pokazywać. Dopiero kiedy zauważysz, że malec słysząc słowo kot biegnie pokazać placem obrazek kota, będziesz wiedziała, że misja zakończona została sukcesem.

O dumie rozpierającej rodzica w tym magicznym momencie wskazywania pierwszy raz kota nawet nie wspominam.

Jestem ciekawa, czy mając małe takie najmłodsze, kilkumiesięczne) dziecko czytasz (lub czytałaś) mu książki. Jakie są (były) Wasze ulubione? Polećcie jakieś hity! 🙂

Zainteresował cię ten temat? Zapisz się na newsletter i nie przegap kolejnego wpisu »

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This