Czytanie dzieciom książek nie jest żadnym wyzwaniem. Powiem więcej, wyszukiwanie ciekawych książek dla dzieci jest moim fetyszem. Cierpię, kiedy zdarza się, że nie mogę jechać na targi do Krakowa. Wrocław oczywiście jest punktem obowiązkowym. Choćby godzina, zawsze wykroję na taką atrakcję. Kiedyś próbowałam z małym dzieckiem na ręku, ale to żadna atrakcja, zwłaszcza dla malucha. Na targach są setki ludzi, ciasnota, przepychanki, krzyki, targowanie się. To nie jest miejsce dla małego dziecka. To jest polowanie! Ale kiedy łupy oglądamy w domu, to już zupełnie inna bajka. No właśnie, bajka…

Pobierz przykładowy rytuał wieczornego czytania dziecku – krok po kroku »

Czas start

Czasem zdarza mi się słyszeć coś w stylu: „Ooooo, a jak to możliwe, że wy codziennie czytacie?” „Ooooo” – myślę sobie wtedy – „Jak my dajemy radę? Chyba genialni jacyś jesteśmy!” Hehehe… Ale tak na serio. Jak tu znaleźć czas na tak pracochłonną i myślochłonną (wybacz upodobanie do tworzenia słów) czynność? Nie lepiej w tym czasie poodkurzać, napić się kawki, zrobić paznokcie czy iść do kina? Czytanie nie zając, jeszcze się naczyta w szkole. I takie różne słyszę. Każdego dnia.

Pierwszą książkę dla Karoliny przyniosła w prezencie babcia. Pamiętam ten tytuł do dziś, choć minęło kilka lat. To właściwie były dwie książki, o kotku i o piesku (Łatku jeśli dobrze kojarzę). Jedno zdanie na stronę i oczywiście całość do rymu. Mała miała wtedy równo sześć miesięcy. Od tego dnia codziennie czytaliśmy jej książki. Tak, codziennie. Każdego dnia.

Nie ukrywam, że bywały dni, kiedy po szesnastym przeczytaniu (wyrecytowaniu właściwie) przygód pieska Łatka, miałam kilka pomysłów na dokończenie jego historii w bardzo brutalny i krwawy sposób. Ale dziecku się to najwyraźniej nie przejadło. Potem oczywiście było coraz więcej książeczek. Każda przerobiona dokładnie od deski do deski. Każdego dnia jakaś.

Sposób na nudę

Nie uważam, żeby to było wielkie wyzwanie. Umówmy się, przecież liczba rzeczy, które mama (tudzież tata) robią codziennie z dzieckiem, takim jeszcze nie chodzącym – do przedszkola, żłobka czy na własnych nogach – jest ograniczona. Tak, tak, też widuję te wypowiedzi tzw. celebrytek na temat macierzyństwa: że każdy dzień to jak nowa przygoda, że nuda, monotonia i jeszcze raz nuda, nie wkradły się nigdy na ich podwórko.

Cóż, na moje jednak, monotonia – zwłaszcza na macierzyńskim – wkradała się dość regularnie (zapraszam do przeczytania wpisu pt. Nie lubię bawić się z dzieckiem. Czy jestem złą matką?). I walczyłam z nią między innymi właśnie czytając książki. Przy czym nie było to zwykłe czytanie, bo przy małym dziecku się tak nie czyta. Były to niewątpliwej urody scenki aktorskie, obrazujące życie Łatka i jego kompana kotka, którego imienia już nie pamiętam.

Wiem, że reguły są mile widziane w wychowaniu, rytuały i różne takie. Ale naprawdę do codziennego sięgania po książkę nie trzeba pisać, a już na pewno redagować, jakiś nowych zasad pedagogicznych. Jeśli książka jest dla małego człowieka czymś tak normalnym jak zabawka albo (z całym szacunkiem) nocnik, to właściwie nie ma opcji, żeby nie czytać codziennie. Każdego dnia.

Im częściej, tym łatwiej

Potem jest o wiele łatwiej. Mimo zmęczenia przedszkolnego, powrotów do pracy po macierzyńskim, szukania nowych zasad funkcjonowania rodziny bogatszej o małego (potem już dużego) człowieka, to nikt mi nie powie, że nie da się czytać każdego dnia. Kwadrans przed snem albo dłużej jeśli ktoś ma życzenie. Wtedy książkę można po prostu traktować jak narzędzie wyciszające. Choć oczywiście czytanie dzieciom w dzień nie jest zabronione. Każdego dnia.

Ktoś mnie zapytał, co z wyjazdami. Przecież za granicą albo w święta jest tyle atrakcji, że nie ma kiedy czytać. No więc… zagranica nie sprawia, że zapominam, jak się czyta polskie bajki. A obżarstwo w święta sprzyja polegiwaniu i czytaniu. Zresztą jeśli dziecko jest przyzwyczajone do codziennego czytania, będzie się go domagało niezależnie od miejscowości, w której nocuje i strefy czasowej, w której aktualnie przebywa. Więc jest łatwiej. Nie trzeba pamiętać o czytaniu, wystarczy czytać. Każdego dnia.

Zawsze w walizce znajdzie się miejsce na książkę dla dziecka. To nie jest ciężki przedmiot, nie jest też bardzo duży. Zamiast więc trzeciej pary sandałów można spakować kilka bajek. Choć oczywiście nie wierzę, żeby ktoś kiedykolwiek przed takim wyborem stanął. Zawsze da się upchnąć jedno i drugie, prawda?

Trawienie bajki jest ważne

Bajkowy świat fantazji jest idealnym miejscem dla naszych dzieci, które świetnie czują się w krainie mówiących zwierząt, przedmiotów i wszelkich symboli. A to dlatego, że w ich sposobie myślenia dominuje jeszcze animizm, który powoduje, że przypisują przedmiotom nieożywionym cechy istot żywych.

Dzięki bajkowym postaciom dzieci mogą zobaczyć świat z innej perspektywy, co może być pomocne choćby w przełamywaniu egocentryzmu (ja, ja, ja, moje, moje, moje). Mogą wspólnie z bajkowymi bohaterami przeżywać ich przygody, troski, smutki i radości, dzięki czemu rozwijają wrażliwość i empatię. W bajkach normy i zasady są jasne, przystępnie przedstawione. Wolę sięgnąć po mądrą bajkę niż głowić się jak czterolatkowi opowiedzieć o ideałach dobra, piękna, sprawiedliwości oraz kryteriach ocen ludzkich zachowań. W bajkowym świecie wyraźnie zaznaczają się role społeczne, co pomaga w ich przyswojeniu i daje wzorce do naśladowania.

Książki rozbudowują słownictwo, wyobraźnię, poczucie piękna oraz przekazują tradycje (naszej lub innej) kultury. Na każdym kroku widzę, że są również źródłem radości, optymizmu i świetnej zabawy. Potencjał istniejący w książce można z powodzeniem wykorzystać, aby pomoc dziecku poradzić sobie w trudnej dla niego sytuacji (rozwód rodziców, problemy szkolne, odrzucenie przez rówieśników, itd).

Dlatego za każdym razem kiedy czytamy, pozwalam dzieciakom (z racji zawodu nie tylko z córką czytamy) przeżyć książę. Może mnie nudzić, że po raz kolejny sięgamy po tę samą bajkę. Dla dziecka to ważne. Prośba o czytanie raz po raz tej samej opowieści jest dla mnie informacją, że bajka trafiła, jest trawiona, ma znaczenie dla malucha. Kiedy to widzę, nie zostawiam dziecka samego z przemyśleniami.

Oczywiście cieszę się na wewnętrzną refleksję, ale też zachęcam do rozmowy. Im młodsze dzieci, tym trudniej im ogarnąć całość. Rozmowa bardzo pomaga. Nawet zwykle opowiadanie własnymi słowami. Dlatego czasem „zapominam” co się przydarzyło Pippi czy Karolkowi. Żeby usłyszeć, jak daną treść widzi dziecko.

czytanie-dzieciom-1

Żyjemy w czasach, kiedy pięknych, wartościowych książek jest pod dostatkiem. Poruszają się po najdziwniejszych (często też bardzo trudnych) tematach. Staram się jako rodzic, orientować w tym rynku. Bo tak jak z zabawkami, nie wszystko co szeroko reklamowane warte jest uwagi. Z drugiej strony, mnóstwo wartościowych tytułów umyka, bo się o nich po prostu nie dowiadujemy. Jakoś trzeba się w tym gąszczu możliwości odnaleźć. Czasem trafi się skucha, trudno, taki życie. To nie znaczy, że przestajemy szukać. Każdego dnia 🙂

Zabawa z bajką

Kiedy za oknem pada można dzieci zachęcić do przejrzenia biblioteczki z bajkami. Warto uświadomić maluchom, że bajki – oprócz ciekawej historii – niosą często ze sobą różne przesłania, które nie zawsze są widoczne na pierwszy rzut oka. Dzieci mogą się pobawić w detektywów szukających drugiego dna w znanych bajkach.

Na pierwszy ogień można weźcie Jasia i Małgosię. To nie tylko sceneria lasu i tematyka z nią związana, ale również problem bezpieczeństwa. Co robić, aby się nie zgubić, jak się zachować w trudnej sytuacji, wreszcie jak wyjść z trudnego położenia?

Domek z piernika to punkt wyjścia do rozmów o powściągliwości przed zachłannością, uleganiu pokusie. Czarownicę i jej plany trzeba pokonać mądrym rozeznaniem sytuacji, przewidywaniem i działaniem. Daje nam to możliwość zastanowienia się nad biernością w kontaktach z dorosłymi. Stąd już tylko kok do rozmów o „złym dotyku”, jeśli oczywiście uważacie, że to ważne rozmowy.

Jakie jeszcze bajki mają drugie dno?

  • Brzydkie Kaczątko – szacunek, akceptacja odmienności,
  • Pchła Szachrajka, Lis Witalis – uczciwość,
  • Kubuś Puchatek – bliskość, umiejętność cieszenia się z małych rzeczy,
  • Pinokio – odpowiedzialność.

Chcesz wiedzieć, jak wygląda nasz domowy rytuał wieczornego czytaniaKliknij, aby otrzymać plik PDF? Opisałam wszystko krok po kroku. A jak to wygląda u ciebie?

Mam też coś jeszcze. Może zainteresują cię propozycje, które zebrałam w kilku wpisach:

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This