Jestem wielką fanką wczesnej nauki czytania. Lubię czytanie globalne. A właściwie zabawy z nim związane. Ogólnie lubię edukowania przez zabawę od pierwszych miesięcy życia. Część rodziców przeraża się kiedy mówię o tym głośno. To ci, którzy nie zdają sobie sprawy z tego, że i tak edukują dziecko od pierwszych chwil życia. Jeśli się przerażają, to znaczy, że nie edukują świadomie. 

Pobierz przykładowe zabawy z czytaniem globalnym »

Maluch patrzy, podpatruje, powtarza. Nie raz pewnie słyszałaś, że dziecko jest odbiciem lustrzanym rodziców. Kiedyś się w nim przejrzysz i zobaczysz swoje nawyki, usłyszysz teksty, dostrzeżesz skopiowane zachowania. To wszystko edukacja. Jednak dzisiaj chciałam opowiedzieć o tradycyjnie postrzeganej edukacji – czytanie, w całkiem nowej odsłonie – globalne. Dla kogo to? Dla dzieci od pierwszego do 5-6 roku życia. Kiedy jeszcze nie głoskują wyrazów.

Ani białe, ani czarne

Jest kilka metod nauki czytania. Także tego wczesnego. Każda opiera się na nieco innych założeniach. Wszystkie są naprawdę ciekawe. Wszystkimi – jako pedagog – bardzo się interesuję. Szczerze mówiąc, nie bardzo lubię obserwować walkę pomiędzy zwolennikami poszczególnych metod nauki czytania. Każdy twórca woła, że jego najlepsza.

Z mojego punktu widzenia – do każdej metody można się przyczepić, ale też większość z nich warta jest poznania. Sprawdzenia. Moim zdaniem, dla ciebie i twojego dziecka, najlepsze jest to, co razem uznacie za interesujące. Wszystko zależy od samego dziecka, wieku, temperamentu, sposobu wspólnego spędzania z nim czasu i wielu, wielu czynników. Dzisiaj skupiam się na zabawach związanych z czytaniem globalnym.

Nie zabierajmy im dzieciństwa!

Kiedy mowię o wczesnym czytaniu – a gadam o tym na lewo i prawo – słyszę często: Nie zabierajmy dziecku dzieciństwa. Jeszcze się zdąży nauczyć czytać. Słyszę też różne inne teksty świadczące o tym, że rodzice wypowiadający je, najczęściej nie przepadali za szkołą. Albo mieli zbyt ambitnych rodziców, którzy stawiali za wysokie wymagania. Słyszę stres na dźwięk słów: szkołanauka.

Wczesne edukowanie (także nauka czytania) nie mają nic wspólnego z potocznie rozumianym nudnym siedzeniem w ławce. Zwłaszcza kiedy rozmawiamy o czytaniu globalnym. Metodzie wymyślonej przez Glenna Domana, którą stosować można podczas zabaw już z półtorarocznym dzieckiem. Jej współczesna wersja, dostosowana do języka polskiego, opiera się wyłącznie na zabawie.

Metoda Glenna Domana

Pierwotnie Glenn Doman stworzył czytanie globalne dla dzieci z różnymi upośledzeniami. Żeby ułatwić im naukę czytania. Rezultaty były tak zaskakujące, że doszedł do jedynego słusznego wniosku, a właściwie pytania. Skoro tak świetnie to działa na dzieci z najróżniejszymi problemami, to jak zadziała na zdrowe dzieci? Szybko się przekonał, że wspaniale.

Wiem, brzmi dziwacznie i niewiarygodnie, ale nie byłabym sobą, gdybym nie przetestowała tego na własnym dziecku. Zrobiłam to kiedy Karolina miała niecałe 2 latka. Wyniki były znakomite. Od tej pory używam tej metody w pracy z najmłodszymi dziećmi. Dla mnie to praca, dla nich zawsze zabawa.

Wracając do „zarzutu” związanego z odbieraniem dzieciństwa. Jeśli dawanie narzędzi do lepszego poznawania świata i sprawniejszego funkcjonowania mózgu, jest odbieraniem dzieciństwa, to tak. Czuję się winna. Odbieram wielu dzieciom dzieciństwo. Od razu też nasuwa mi się pytanie, czy lepiej dać dziecku „być dzieckiem” i pozwolić ślęczeć przed telewizorem ile zechce? Czy to naprawdę lepsze niż twórcze zabawy z rodzicem?

Jakim cudem to działa?

Właściwie dzisiejsze czytanie globalne, zwłaszcza z kilkunastomiesięcznym dzieckiem, opiera się wyłącznie na zabawie. Nie ma takiej siły na ziemi, która mogłaby zmusić dziecko w tym wieku do siedzenia i uczenia się w tradycyjnym (analityczno-syntetycznym) pojęciu tego słowa. Dziecko nie ma też jeszcze takich możliwości poznawczych. Nie ten etap rozwoju i tyle.

Powiedz mi jednak, czy dziwi cię, kiedy twoja mała pociecha np. podczas spaceru, rozpoznaje loga różnych firm i wypowiada na głos ich nazwy? Albo czyta szyldy na witrynach sklepowych? Czy wtedy krzyczysz załamana: Nie czytaj tego! Odbierasz sobie dzieciństwo!? Czy może raczej cieszy cię, że dziecko tak sprawnie kojarzy?

Znam dwulatka, który po znaczkach potrafi określić większość marek samochodów (ja w życiu tego nie ogarnę). Najmłodsi potrafią dorwać telefon lub i’pada i klikać w odpowiednią ikonkę z ulubioną piosenką, bajką czy zdjęciem, prawda? Nie potrafią przeczytać hasła inforującego, że to plik ze zdjęciami. Ale kojarzą obrazek z konkretnym znaczeniem.

Obrazek to nic innego, jak symbol do skojarzenia. To wszystko rodzaj czytania globalnego. Wyrazy też są takimi symbolami, które najmłodsi potrafią skojarzyć i zapamiętać.
Nie na zasadzie p-r-z-e-l-i-t-e-r-o-w-a-n-i-a, ale jako całość.

Jeśli jesteś mamą, która czyta dziecku książki, pokazuje świat w obrazkach, to zakładam, że zainteresuje cię czytanie globalne. W pewnym sensie, jest bardzo zbliżone do czytania zwykłej książki z dzieckiem.

Zabawa i jeszcze raz zabawa

Metoda jest prosta, bo na tym etapie pomija naukę literek. Dziecko widząc podpisany obrazek, zapamiętuje wygląd tego podpisu dokładnie na tej samej zasadzie, na jakiej kojarzy np. dwa srebrne łuki ze słowem McDonald. Nie wie (i nie musi wiedzieć), że to litera M. Wie natomiast, jakie słowo te łuki reprezentują.

To czytanie globalne w czystej postaci. Pokazując dziecku obrazek podpisany oko i czytając na głos ten podpis, uczysz jak kojarzyć wygląd podpisu (wyrazu) z obrazkiem. Sama się przekonasz, że po kilku takich zabawach dziecko samo będzie wiedziało, co jest napisane pod konkretnym obrazkiem.

Potem, kiedy już będzie miało jego wygląd zakodowany w pamięci, wystarczy, że pokażesz sam napis oko. Dziecko przyporządkuje napis do konkretnego obrazka. I odczyta go bezbłędnie. Wiem, że brzmi to nieprawdopodobnie. Może ci wydawać się, że wymaga to wielu godzin pracy i ćwiczeń z dzieckiem.

Nie, nie wymaga. Wystarczy dosłownie kilka minut dziennie. I koniecznie dobre materiały do ćwiczeń. Może to być raz lub dwa razy dziennie. Jak ominięcie dzień lub dwa to też się nic nie stanie. Nie ma to właściwie znaczenia. Ważna jest jednak jakaś (niekoniecznie codziennie) systematyczność i dużo pozytywnych emocji. Traktuj to wyłącznie jako zabawę.

Jeśli chcesz widzieć rezultaty tych zabaw, to załóż sobie, że wygospodarujesz (chciałam napisać poświęcisz, ale to żadne poświęcenie) 5-10 minut dziennie na tę aktywność. I tak się przecież wspólnie bawicie. Spędzacie razem czas. Może to być jedna z wielu codziennych, twórczych zabaw. Dziecko z pewnością ją polubi. Bo dzieci lubią takie zgadywanki obrazkowe.

Jak konkretnie ma wyglądać taka zabawa?

Jeśli chodzi o takie maluchy, to nie ma sztywnych ram. Ale dla ułatwienia sobie tej zabawy możesz skorzystać z poniższych wskazówek.

  • Stwórz radosny rytuał. Żeby maluch kojarzył to z wesołą zabawą. I ty też.
  • Pierwsze wyrazy powinny być krótkie i znane dziecku z codzienności, z otoczenia np. usta.
  • Pokaż dziecku planszę i wypowiedz na głos wyraz. Nie głoskuj go, nie sylabizuj. Pojedyncze litery was nie interesują. Dla dziecka to ma być jeden spójny symbol kojarzony z obrazem i dźwiękiem.
  • Odczytując wyraz używaj więc jednego dźwięku np. piłka. Chodzi o jeden wyraz. Jeśli powiesz: Teraz przeczytam wyraz piłka, to bardzo utrudnisz maluchowi rozróżnienie i zapamiętanie dźwięku, o który ci chodzi.
  • Ilość nowych plansz (wyrazów) w tygodniu, zależy od możliwości dziecka. Ty znasz je najlepiej. Czasem uda się wprowadzić 1-2 dziennie, a czasem 3 na tydzień.
  • Pamiętaj, że to zabawa, nie szkoła. Nie musisz sprawdzać rezultatów i skrupulatnie notować wyników. Ciesz się jeśli pociecha czyta nowe i stare wyrazy.
  • Jeśli dziecko ma ochotę pochwalić się przed innymi zabawą w czytanie, to oczywiście super. Ale nie rób z tego rodzinnego widowiska.
  • Wprowadzaj trudniejsze wyrazy kiedy zauważysz, że dziecko opanowało już znaczną część tych najprostszych.
  • Jeśli dziecko zapamiętało już wygląd kilku wyrazów, możesz układać z nich śmieszne zdania. Oczywiście na początku krótkie. Nie muszą być sensowne np. Piłka ma oko. Dzieci przepadają za śmiesznymi wypowiedziami i dzięki śmiechowi (pozytywna emocja) szybciej je zapamiętają.
  • Zadawaj pytania: Gdzie jest dom? Gdzie jest piłka?
  • Nie nadużywaj słowa czytamy. Wy się bawicie. Zgadujecie. Tylko tyle.
  • Nie rób z tego wielkiej lekcji, bo to ma być kolejna, zwykła zabawa, która zainteresuję pociechę na kilka minut.

Pobierz przykładowe zabawy z czytaniem globalnym »

Bez spinki

Metoda czytania globalnego znana jest od lat sześćdziesiątych. Od tego czasu przeszła szereg ewolucji. Pomoce przydatne podczas zabawy również przeszły szereg zmian. Samo podejście do nauki jako zabawy, też się zmieniło.

Kiedyś były to sztywne wytyczne i praca jak w zegarku. Chodziło o dwie sesje dziennie, odpowiedni czas pracy z dzieckiem, kolejność wyrazów. Wprowadzanie kart z całymi zdaniami. To też jest dobra metoda, ale taka bardziej szkolna i dopasowana w większym stopniu do języka angielskiego niż polskiego. Sama miałam obiekcje, co do jej stosowania w czystej formie zalecanej przez Domana. Kombinowałam, zmieniałam, lawirowałam między regułami, żeby ułatwić dzieciom czytanie globalne po polsku.

Pewnie z powodu tego niedostosowania i sztywnych wytycznych, część rodziców zniechęciła się do czytania globalnego. Teraz jednak jest to wyłącznie zabawa. Od ciebie zależy, ile minut dziennie jej poświęcisz. Jeśli się zdarzy, że dziecko nie ma na nią ochoty, to też w porządku. Nic na siłę.

Czytanie globalne, inaczej całowyrazowe, do Polski przywędrowało jakieś dwadzieścia lat temu. Zaczęło się od książki Glenna Domana przetłumaczonej na język polski w 1992 roku pt. Jak nauczyć małe dziecko czytać, wydawnictwo Excalibur. Dzisiaj dzieło życia swojego ojca (wielokrotnie nagradzanego za wymyślenie tej metody) kontynuuje córka. Janet Doman prowadzi założony w 1955 roku Instytut Osiągania Ludzkich Możliwości.

Dobra zmiana

Ewolucja samej metody (właściwie materiałów) dotyczy dopasowania do konkretnych języków na świecie. To największy zarzut pod adresem pierwotnej wersji. Sama narzekałam, że sprawdza się w angielskim, ale już przy odmianie wyrazów – niekoniecznie. W języku polskim jest przecież mnóstwo odmian wyrazów, których niestety nie da się nauczyć przy czytaniu globalnym. Nie ma też takiej potrzeby.

Wystarczy uświadomić sobie prostą prawdę. To nie jest metoda, która ma całkowicie zastąpić szkolną (analityczno-syntetyczną) naukę czytania. Dziecko prędzej czy później i tak nauczy się odróżniać literki. Mniej więcej około 5-6 roku życia (często przy czytaniu globalnym dzieje się to o wiele szybciej) maluch ciekawi się tymi znaczkami. Wykorzystaj tę ciekawość i rozmawiaj o literach. Też przez zabawę. To nie jest temat tabu tylko dlatego, że czytacie globalnie.

Po co ten trud?

Nie raz jakiś rodzic pyta mnie, po co się trudzić z nauką czytania globalnego, jeśli dziecko i tak musi się nauczyć liter? W końcu przecież nauczy się też „normalnie” czytać, prawda? Zawsze wtedy odpowiadam, że jeśli uważasz to za trud – nie rób tego. To nie ma być droga przez mękę, tylko sposób na ciekawą zabawę edukacyjną. Budowanie więzi. Spędzanie czasu.

Ja wiem swoje. Nauka czytania globalnego (n a u k a, nie musi to być od razu płynne czytanie):

  • stymuluje wzrok, słuch i wzrok dziecka,
  • pomaga w nauce mówienia,
  • rozwija pamięć operacyjną i fotograficzną,
  • uczy spostrzegawczości, dostrzegania szczegółów,
  • pomaga w kojarzeniu,
  • zmniejsza ryzyko dysleksji,
  • zapobiega kłopotom w nauce (w szkole) np. dziecko płynniej liczy w pamięci,
  • usprawnia pamięć muzyczną,
  • bardzo uaktywnia prawą półkulę mózgu, która z kolei odpowiada za myślenie twórcze, nieszablonowe, intuicyjne.

Nie ma się co oszukiwać

Jeśli nauczysz dziecko czytać globalnie, to nie znaczy, że będziecie mogli pominąć naukę liter i szkolnego czytania (analityczno-syntetyczne). Już wiesz, że język polski jest zbyt skomplikowany, by czytać jedynie metodą globalną. Jednak na pewno twojemu dziecko nauka zwykłego czytania przyjdzie łatwiej i szybciej, jeśli będzie miało zaplecze związane z czytaniem globalnym.

Dlaczego? Bo część wyrazów będzie już znało więc proces składania pojedynczych liter w wyraz, będzie można pominąć. Będzie też potrafiło lepiej i szybciej kojarzyć. Będzie znało wygląd liter, bo przecież widzi je codziennie przy zabawie z wyrazami. Mózg wyćwiczony w czytaniu globalnym (a do tego wytrenowana pamięć fotograficzna) opanuje zwykłe czytanie po prostu szybciej. Płynniej. Bez problemów.

Czy pani zwariowała?

Karolina czytała już całkiem płynnie w wieku 4,5 roku. Nauczyła się, bo chciała. Przyszło jakoś tak naturalnie (m.in. dzięki zabawom z czytaniem globalnym). Wielu rodziców (i ludzi nie mających dzieci) pukało się głowy widząc czytającą pięciolatkę. Nie raz słyszałam, że jestem przesadnie ambitną matką, bo dziecko czyta.

Serio. Wtedy ja pukam się w głowę. Bo samodzielne czytanie takiego małego dziecka, zazwyczaj nie ma nic wspólnego z ambicją rodziców. Albo się dziecko tym interesuje, albo nie. Nie nauczysz na siłę, jeśli nie jest na to gotowe.

Wiem natomiast, że samodzielne czytanie daje ogromne poczucie pewności siebie. Duma rozpiera malucha, który potrafi sam sobie przeczytać książeczkę (lub tylko kilka wyrazów), czy choćby polecenie w ćwiczeniach na zajęciach w przedszkolu. To ważne z punktu widzenia dziecka. To poczucie, że jest dzielne, duże i samodzielne.

Samodzielne czytanie daje więcej możliwości poznawania świata. Widząc dziecko z nosem w książce (nie tylko moje, każde inne) wiem, że właśnie przebywa w świecie wyobraźni. Chłonie wiedzę i poznaje smaki życia, których na codzień, nie bardzo może doświadczyć. Widzę małego człowieka z otwartym umysłem i ogromną wyobraźnią. Co zrobi w przyszłości z tym bagażem, to już jego sprawa.

Duża pomoc

Wielką pracę w dostosowanie czytania globalnego do polskich realiów wykonała pani Maria Trojanowicz-Kasprzak. Filolog polski i pedagog przedszkolny. Wraz z wydawnictwem Pentliczek przygotowali wspaniały zestaw do nauki czytania z wykorzystaniem metody Glenna Domana oraz kilka pomocnych książeczek.

Kiedy Karolina była mała, nie miałam takiego zestawu pod ręką więc po części drukowałam karty i jakoś sobie radziłam. Były inne zestawy np. z czerwoną czcionką (wzór pierwotny z metody Domana), z której sama zrezygnowałam, bo dowiedziałam się, że oko ludzkie (i mózg) wcale jakoś lepiej nie reagują na ten kolor czcionki. Łatwiej czyta się (i koduje) czarny tekst na białym tle. Tu czcionka jest czarna na białym tle.

Podoba mi się pomysł na spersonalizowanie niektórych ze 139 kart zastawu: mama, tata, ja (dziecko), na które można nakleić zdjęcia i wtedy skojarzenie wyrazu z postacią – murowane. Maluchy lubią takie odnośniki do siebie i swojej rodziny. Potem, przy układaniu zdań np. Mama je ufo, jest jeszcze więcej śmiechu i dobrej zabawy.

Dla mnie jednak najważniejsze jest zrezygnowanie z pełnych zdań i wygodne w użyciu – dwustronne – karty. Część z nich ma nadrukowane zdjęcia i napisy, a z drugiej strony tylko napisy. Pozostałe (już bez obrazków) to także czasowniki, przymiotniki i inne, przydatne do tworzenia zdań po polsku, części mowy. W sumie bardzo poręczna całość z krótką instrukcją wyjaśniającą sposób używania podczas zabaw z dzieckiem.

czytanie-globalne-5

1, 2, 3

Uzupełnieniem tego zestawu są książeczki ilustrowane przez Renatę Grzybek. Trzy części serii Czytam globalnie: Jaś i Maja, Emu i Doda, Miś i but. Jeśli sama metoda przypadnie wam do gustu, to przecież nie ma większej radości dla pociechy, niż samodzielne przeczytanie książki. No dobrze, może być z pomocą rodzica.

Właściwie można z nich korzystać także bez zestawu bazowego. Strony są tak skonstruowane, że stają się swego rodzaju planszami do nauki czytania metodą globalną. Z jednej strony obrazek, z drugiej napis. I uwagi dla rodzica o wprowadzeniu (lub niewprowadzaniu) nowego słowa.

Poprzestając jednak jedynie na tych trzech książeczkach, szybko skończy się zapas nowych słów, a jestem pewna, że pociecha w kilka dni nauczy się czytać całość samodzielnie. Dlatego uważam, że są uzupełnieniem tego większego zestawu, w którym znajdziesz 139 tablic z różnymi częściami mowy. Niektóre z obrazkami, inne z samymi wyrazami (do układania tych śmiesznych zdań, o których wcześniej pisałam). Wielkie ułatwienie podczas zabawy.

czytanie-globalne-7

To ja ci mamo poczytam

Jeszcze jednym rarytasem do czytania globalnego, o którym koniecznie chcę opowiedzieć, są całe zestawy już mniejszych książeczek. Opracowane na dwóch poziomach trudności. W pierwszym zestawie mamy 14 tytułów, a w drugim 10.

Obdarowuję tymi zestawami wszystkie znane mi dwulatki (i młodsze pociechy). Same książki to naprawdę krótkie (kilkuzdaniowe) historyjki. To taki mój tajny sposób na zainteresowanie rodziców czytaniem globalnym.

Z założenia to książeczki dla dzieci, które już miały do czynienia z czytaniem globalnym. Czcionka już jest tu mniejsza niż w głównym zestawie. Jest to niewątpliwie kolejne narzędzie motywujące do samodzielnego czytania.

Jednak to też zestawy, które w nagłówku mają hasło Poczytam ci mamo. I dokładnie o to w nich chodzi. Dziecko czyta mamie, bo to wielka frajda. Jeśli nie globalnie, to w jakikolwiek inny sposób. Takie zestawy to nieoceniona pomoc przy zachęcaniu dziecka do nauki czytania dowolną metodą. Niekoniecznie wyłącznie globalnie.

czytanie-globalne-4

Obejrzyj filmik, w którym opowiadam o zestawie.

Przygotowałam kilka pomysłów na codzienne zabawy inspirowane czytaniem globalnym. Kliknij tutaj, żeby je pobrać i sprawdź, czy to się wam (tobie i dziecku) spodoba. Miłej zabawy!

Wpis powstał przy współpracy z wydawnictwem Pentliczek, bo te zestawy i książeczki, to ich dzieło. Jeśli ci się spodobały, to wejdź na ich stronę i poszperaj na wirtualnych półkach.

Data recenzji
Nazwa produktu
Zestaw do nauki czytania dla małych dzieci
Ocena
5

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This