Małe dzieci bywają pocieszne, ale potrafią też dać popalić. Obserwowałam dzisiaj na placu zabaw scenę znaną chyba (przynajmniej w przybliżeniu) każdej mamie, kiedy to dwuletni synek poproszony o podniesienie książki i podanie mamie podszedł i patrząc mamie w oczy po prostu książkę podarł.

Oczywiście reakcja społeczeństwa przebywającego akurat na placyku była natychmiastowa. Dało się słyszeć ściszone i nieco bardziej podniesione, zatroskane głosy, że Jak to tak można dziecko wychowywać i kultowe Co z takiego wyrośnie?! Troska o losy i dobre wychowanie naszego młodego pokolenia nie przestaje mnie zadziwiać w kontekście wizyt parkowo-placykowych.

Rozwija się jak diabli

Patrzyłam na tego dwulatka i na zmieszaną mamę ze współczuciem, bo wyraźnie mamie się głupio zrobiło. A nie powinno. Przecież dziecko zachowało się dokładnie tak jak ma prawo zachowywać się dwulatek. Właściwie ta mama powinna się cieszyć, że jej dziecko rozwija się bardzo prawidłowo. Rozumiem jednak jej zakłopotanie. Nikt nie lubi być oceniany przez wszystkowiedzących obcych.

Przecież ja też nie raz kuliłam ogon pod siebie i w pośpiechu zabierałam się z miejsca zdarzenia żeby tylko nie wysłuchiwać jak to dzisiaj się wychowuje dzieci. Wiem, że bywają skrajne przypadki pobłażania pewnym trudnym do zaakceptowania zachowaniom. Jasne. Ale większość tych placykowych, niby skandalicznych zachowań, jest zupełnie normalnym procesem rozwoju dziecka. Mówię o takich młodszych dzieciach, mniej więcej do trzeciego roku życia.

Ucieka

Odkryło niedawno, że ma nogi, które niosą dokądkolwiek zechce, to ucieka. Nie ma większej frajdy dla półtorarocznego i dwuletniego dziecka niż ucieczka. Taki maluch nie zdaje sobie sprawy z zagrożeń płynących ze świata. On jest dla siebie całym światem i tak naprawdę wszystko co dzieje się dookoła jest jedynie ciekawym dodatkiem do jego skromnej osoby. Nie rozumiejąc istnienia niebezpieczeństwa, nie jest w stanie zrozumieć zakazów więc buntuje się i ucieka. To daje poczucie wolności i samodzielności. Radość niezmąconą jeszcze świadomością czyhających za rogiem cieni.

Nie twierdzę, że trzeba dziecku pozwalać na bieganie gdzie chce i kiedy chce, ale zrozumienie jego sposobu podejścia do tematu biegania. Pokazuje, że nie kieruje nim żal, chęć uwolnienia się od kiepskich rodziców, ale radość i ciekawość. Tylko tyle.

Krzyczy

Nie bardzo potrafi powiedzieć co czuje to krzyczy. Jasne, można zrobić smutną minę, można zagrać klasyczną podkówką, można nawet tupnąć nogą. Ale najczęściej na rodziców bardzo szybko takie sztuczki przestają działać. Jeśli nie można wyjaśnić i pokazać, to co pozostaje w komunikacyjnym wachlarzu?

Zwłaszcza kiedy mały człowiek zauważy jak szybko rodzic (i cały świat) zaczyna reagować na jego aktywność popartą krzykiem. Zazwyczaj wtedy natychmiast coś się dzieje. Uwaga skupiona jest na krzyczącym więc w pewnym sensie cel został osiągnięty. Rodzic zatem stara się krzykacza uspokoić. A jak to robi to już zupełnie inna bajka. Czasem uda się „wykrzyczeć” wymarzoną zabawką, a czasem nic z tego. Ale uwaga jest.

Histeryzuje

Cały wpis popełniłam kiedyś na temat dziecięcej histerii i sposobów radzenia sobie z nią (zobacz wpis Poskromienie złośnicy. 5 metod radzenia sobie z dziecięcą histerią). Jest ich wiele, ale sama histeria bierze się dokładnie stąd co krzyki i różne inne tzw. negatywne zachowania. Z niemocy.

Maluchy nie potrafią poczekać, odroczyć swoich pragnień, bo żyją konkretną chwilą. Ani przeszłość ani przyszłość nie mają żadnego znaczenia. Liczy się to co dzieje się w tym momencie. Jeśli więc dziecko słyszy, że musi na coś poczekać albo Lizaka kupię jutro, to tak naprawdę nie rozumie co się dzieje. Wie tylko, że nie dostanie tego czego pragnie tu i teraz. Zaczyna więc walczyć o swoje. Złościć się i okazywać niezadowolenie na różne sposoby. Gama histerycznych zachowań i wymuszeń jest naprawdę imponująca u istot żyjących na świecie dwa lub trzy lata. Wiesz coś o tym? 😉

Zajrzyj też na stronę z nagraniem, w którym opowiadam o sposobach radzenia sobie z dziecięcą histerią i atakami złości.

Zainteresował cię ten temat? Zapisz się na newsletter i nie przegap kolejnego wpisu »

Rzuca przedmiotami

Tak, to może być problem. Chwilowy, jeśli to jakiekolwiek pocieszenie. Zazwyczaj 1,5 latki uwielbiają tego rodzaju zabawy. Taki maluch tak naprawdę dopiero odkrywa czym jest grawitacja i z upodobaniem testuje odkrycie na wszystkie możliwe sposoby. Nie rzuca więc przedmiotami po to by je niszczyć. Nie robi tego złośliwie tylko z ciekawości i właściwej dla wieku fascynacji sprawą.

A że przy okazji nie do końca rozumie, że rzucanie własnym butem czy starą skarpetką zasadniczo różni się od rzucania twoim telefonem czy szklanką, to już inna historia. Ta faza dość szybko minie, jeśli oczywiście nie została włączona do popisowych numerów związanych z histerią i innymi sposobami zwracania na siebie uwagi. Pozostaje ci usuwać z pola zasięgu rzeczy cenne i cierpliwie tłumaczyć czym rzucać można i w jakim kierunku.

Gryzie, szczypie, ciągnie za włosy

Czy to znaczy, że nie potrafi funkcjonować w społeczeństwie? Bynajmniej. To znaczy, że potrafi zakomunikować (niewerbalnie póki co) własne zdanie, najczęściej niezadowolenie. Bardzo często pogryzienia zdarzają się podczas kłótni między rodzeństwem. To sposób dominacji i wyjaśnienia, kto jest górą, kto mocniejszy, na kogo jestem wściekły. Najpierw dwulatek gryzie niemowlaka, a potem ten młodszy gryzie starszego, bo się szybciutko nauczył. Z kolei starszy już rozumie, że tak się zachowywać nie może.

Młodsze dzieci potrafią też człowieka pociągnąć za włosy żeby sprawdzić jego reakcję. Jest natychmiastowa i zazwyczaj głośna. To fascynuje, bo na zwykłe stęknięcie czy kwilenie rodzic nie reaguje tak ochoczo jak na szarpanie za włosy. Nie pokazuj dziecku, że to jest sposób na przyciąganie twojej uwagi czy (nie daj Boże) świetna zabawa. Nie śmiej się z takich zachowań, tłumacz, że boli.

Kłamie

Maluchy do trzeciego roku życia nie bardzo odróżniają fikcję od rzeczywistości, dlatego może wyglądać, że kłamią. Po prostu czasem mówią nieprawdę, ale dlatego, że uważają ją za prawdę. I to co mówią jest prawdą w ich świecie. Kiedy Karolina miała 2 lata wszystkim mówiła, że ma pięć. A po roku moje trzyletnie dziecko wszystkim tłumaczyło, że ma lat osiemnaście. Kłamała? No tak, ale może bardziej mijała się z prawdą obiektywną. Ale niej to była prawda (zupełnie subiektywna, rzecz jasna).

Czasem maluchy nie mówią prawdy już nieco bardziej świadomie chcąc np. uniknąć konsekwencji jakiegoś zachowania. Ale to już nieco starsze dzieci. Wtedy wiesz, że należy reagować i tłumaczyć dziecku na czym polega mówienie prawdy i kłamstwo z pełną świadomością konsekwencji.

Jest złośliwe

Wracam do sceny opisanej na samym początku kiedy to chłopiec patrząc mamie w oczy podarł książkę. Czy to jest złośliwe dziecko? Nie, to dziecko badające granice, które wyznacza rodzic. Dwulatek ma pełne prawo do takiego właśnie badania nowych terytoriów. Testuje rodzica od rana do wieczora i sprawdza, na ile może sobie pozwolić.

To jest niezwykle cenne doświadczenie i tak naprawdę jedna z pierwszych poważnych lekcji zarówno dla dziecka jak i dla rodzica. Bo dorosły mimo, że zdaje sobie sprawę z tego, że dziecko złośliwe nie jest, może odczuwać przykrość i złość. Patrzy mi w oczy i nie słucha, co jest grane? Już ja młodego nauczę! A tu wcale nie o nauczkę chodzi tylko o zrozumienie i podążenie za potrzebą dziecka. Malec chce wiedzieć na ile może sobie pozwolić. Trzeba mu to spokojnie wyjaśnić.

Przerywa i wtrąca się

Tak i będzie to robiło jeszcze jakiś czas z jednego prostego powodu. Taki mały malec ma bardzo mizernie rozwiniętą pamięć krótkotrwałą. Oznacza to tyle, że za chwilę może już nie pamiętać co takiego najważniejszego na świecie chciał powiedzieć czy zrobić właśnie teraz. Właśnie wtedy kiedy ty rozmawiasz przez telefon albo z dawno niewidzianą przyjaciółką. Pamiętam, że zawsze, ale to zawsze i bez wyjątku przerywałam czynności i rozmowy kiedy małe dziecko chciało mi coś powiedzieć. Z szacunku dla dziecka rzecz jasna.

Trzeba jednak uważać, żeby nie przeszło to w notoryczne przerywanie np. rozmowy dorosłych przez nieco już starsze dziecko. Ja tak „szanowałam” Karolinę, że do dzisiaj ma problem z poczekaniem na swoją kolej podczas rozmowy. A tak naprawdę już trzylatek może poczekać przez chwilę. Jasne, zdarzy się od czasu do czasu, że po tej chwili zapomni co chciał powiedzieć. Każdemu się zdarza 😉

Jestem pewna, że masz jeszcze własną, długą listę spraw, które sprawiają, że na placyku, w sklepie czy w autobusie ludzie patrzą dziwnie i wznoszą oczy do niebios, bo przecież oni wychowaliby lepiej. Jestem ciekawa, jak wygląda twoja lista?

Zainteresował cię ten temat? Zapisz się na newsletter i nie przegap kolejnego wpisu »

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This