Już nie wiem co mam robić. On ciągle się buntuje”. „Ja czarne, ona białe”. „Ja kąpiel, ona błoto”. Brzmi znajomo? Codziennie się z tym spotykam np. na placu zabaw, na spacerze, u znajomych. Znam oczywiście też z autopsji. A że znajomi znajomych wiedzą, że jestem pedagogiem i dużo rozmawiam z dziećmi, to ciągle pytają, co zrobić, kiedy dziecko zamiast współpracować, wykonywać polecenia i reagować na prośby „po mojej myśli”, po prostu się buntuje? Wtedy odpowiadam: „Cieszyć się, to dobrze, że się buntuje. Szuka, poznaje, sprawdza. Normalnie się rozwija”. 

Interesuje cię ten temat? Zapisz się na newsletter i nie przegap kolejnego wpisu »

Historia o histerii

Dzieci nie są głupie. Szybko pojmują, o co chodzi z buntem i czym to się różni od histerii „z premedytacją”. Już najmłodsze wiedzą, że różnica jest zasadnicza. Bunt jest pewnego rodzaju ćwiczeniem, sprawdzeniem, badaniem na żywym organizmie. Niestety w większości przypadków tym organizmem są rodzice. Histeria natomiast jest wybuchem emocji, które przerastają dziecko. Histeria zazwyczaj (po pierwszych kilku razach) ma na celu wymuszenie czegoś na dorosłym. Małemu człowiekowi brakuje argumentów, to ucieka się do tych, które są łatwo dostępne, zawsze pod ręką. Ale przede wszystkim do tych, które choć raz zadziałały na mamę lub tatę.

Dziecko (zwłaszcza kilkulatek) żyje chwilą, tu i teraz. Nie liczy się kiedyś w przyszłości, czy dawniej. Jeśli robi coś fajnego, miłego, to chce to robić bez przerwy. Jak mu ktoś przerywa, to się wkurza. Emocje narastają, jest ich coraz więcej, aż za wiele, to już krok do wybuchu. Nie zawsze dziecko potrafi je nazwać, a już na pewno zrozumieć. (Zerknij na wpis Ja mówię „nie”, a on patrzy mi w oczy i rzuca we mnie zabawką. Znasz to?). Kiedy rodzic zamiast pomagać nad nimi zapanować, jedynie je podsyca (zazwyczaj nieświadomie), wtedy pojawia się histeria.

Raczej nie ma opcji, żeby histeria u dziecka nie pojawiła nigdy. Ale jest szansa, że pojawi się raz i drugi, a potem pójdzie w niepamięć. Od czego to właściwie zależy? Wyłącznie od ciebie, mamusiu. Odpowiednia reakcja dorosłego uświadomi dziecku jedną z dwóch możliwości:

  • albo to, że histeria się opłaca, bo dzięki niej da się coś wywalczyć, postawić na swoim,
  • albo to, że histeria się nie opłaca, bo emocje owszem opadły, ale ten rodzaj negocjacji kosztuje zbyt wiele energii, przy czym cała para idzie w gwizdek.

dziecieca-histeria-1

Histeria nasza powszechna

Zdecydowanie gorzej, kiedy wiadomo, że z jakiegoś powodu twoje dziecko wybrało pierwszą opcję. Gorzej dla malucha, ale też dla ciebie, bo jest to trudne do opanowania zachowanie. Takie, na które wiele obcych osób zwraca uwagę, które im przeszkadza (choćby z powodu hałasu). I tak się tylko mówi, że nic nikomu do tego, jak wychowuję dziecko. Niby nic, ale dość trudno wcielić tę teorię w życie w trakcie napadu histerii. Wie o tym każda mama, która bezradnie patrzyła (lub przemawiała) do dwulatka wijącego się na sklepowej podłodze niczym karp wyjęty z wody. Czasem emocje przerastają dziecko, ale bywa też, że to taki znakomicie zagrany aktorsko karp. A co w tej scenie najważniejsze? Reakcja publiczności, czyli twoja.

Zamiast więc ubolewać nad tym, że malec wpada w histerię, warto pokazać mu (koniecznie pokazać, nie jedynie tłumaczyć), że ma różne możliwości. A przede wszystkim prawo do buntu i dawania upustu emocjom. Zarówno bunt, jak i histerię można kontrolować. Jest kilka technik uspokojenia zdenerwowanego dziecka. Warto wypróbować, która sprawdzi się w twoim domu, a właściwie która zadziała na konkretną pociechę.

5 sposobów reagowania na histerię dziecka

1. Ignorowanie

Żeby to wcielić w życie musisz mieć pewność, że się nie rozkleisz. Bo tak naprawdę radzenie sobie z histerią to nic innego jak panowanie nad emocjami dorosłego i uwzględnienie twoich cech charakteru. Jeśli wiesz, że nie dasz rady, nie wytrzymasz tego wrzasku, nie zajmiesz się czymś innym i pękniesz, wypróbuj inną technikę. Jeśli jednak wiesz, że dasz radę, to przeczekaj histerię. Rób swoje, bądź w pobliżu dziecka i obserwuj, ale nie reaguj. Tym sposobem pokażesz, że nie akceptujesz takiego zachowania. Nie jest ono warte twojej uwagi, chyba jest to jednorazowy wyskok. Nic nie zniechęca bardziej niż zignorowanie.

Choć właściwie nie jest to jedynie ignorowanie. Jest to zarazem bezstronne uczestniczenie w konflikcie. Jesteś blisko dziecka i akceptujesz jego zachowanie. Dajesz czas na wyrzucenie z siebie złości i przyjmujesz z otwartymi ramionami, kiedy już (zapewne uspokojone) będzie chciało do ciebie przyjść. Bez wyrzutów, bez lamentowania, bez karania za to zachowanie.

2. Odwrócenie uwagi

Najczęściej działa na młodsze dzieci. Wspominałam wcześniej, że one żyją chwilą obecną, to znaczy że dla nich liczy się tylko to co tu i teraz. Kiedy więc następuje wybuch i histeria, nie skupiaj się na niej. Szukaj sposobu (najlepiej zaskakującego) na skoncentrowanie uwagi na konkrecie np.: „Płaczesz, ojej, a tu twój króliczek ulubiony pluszowy czeka na przytulaska. Nie widział cię cały dzień, siedzi na półce i tęskni. Bardzo potrzebuje przytulenia, żeby się uśmiechnąć…”.

Młodszym dzieciom wystarczą czasem sekundy koncentracji na zupełnie innym temacie np. „Ooo, a ta dziewczynka na na bluzce Minionki. A ty tak lubisz Minionki. Jak się nazywa ten Minionek?” Pamiętając o tym, że maluch żyje teraźniejszą chwilą wiesz, że dzięki tej metodzie ta chwila szybko zamieni się w kolejną. Ty sterujesz koncentracją dziecka. Od ciebie zależy, czy będą to łzy, czy cokolwiek innego.

Ta metoda najlepsza jest dla młodszych dzieci, zwłaszcza dwulatków, z którym trudno jeszcze porozmawiać konkretnie o emocjach. Na pewno nie będzie dobra dla starszych pociech, które tych rozmów, argumentów, konkretów potrzebują. Kiedy więc starsze dziecko wpada w histerię, to tak naprawdę chce coś zakomunikować. Odwracanie uwagi może zostać odczytane jako ignorancja ze strony rodzica, brak zainteresowania emocjami, o których potrafi już opowiedzieć.

dziecieca-histeria-3

3. Coś za coś

Niektóre dzieci z premedytacją wykorzystują histerię. Jeśli się tego w pewnym momencie nauczyły, to znaczy, że parę razy zadziałało na dorosłego. Dobrym sposobem na jej zażegnanie jest zaoferowanie (podczas prostych rozmów i negocjacji) czegoś w zamian. Nie chodzi mi oczywiście o lizaka w zamian za uspokojenie się. Chodzi mi o zaspokojenie potrzeb dziecka.

Jeśli maluch nie chce np. kończyć zabawy na placyku lub wychodzić z urodzin koleżanki, to nie odstępując oczywiście od kończenia zabawy czy wychodzenia, warto dać mu informację o kolejnej wizycie na placyku zabaw lub spotkaniu z koleżanką. Czasem przy okazji urodzin wystarczy przypomnienie, że „Zosia/Jacek/brat/siostra już w czerwcu obchodzą urodziny i znowu będzie zabawa”. Takie coś za coś, to czasem zwykła nadzieja (obietnica) kolejnej wizyty, zabawy czy innej aktywności, która sprawi dziecku radość.

Gdy dziecko ma zakończyć zabawę, to trzeba je o tym wcześniej uprzedzić lub poinformować z jakiego powodu ma to zrobić. Jeśli powodem jest kolacja, a wiesz że prawdopodobnie dziecko nie będzie chciało zakończyć zabawy, to zrób na kolację coś, co bardzo lubi. Coś wartego zakończenia zabawy. Jeśli spieszysz się na autobus i to jest powód zakończenia zabawy, to zaproponuj jakąś inną zabawę w autobusie np. klikanie na twoim telefonie czy liczenie czerwonych samochodów. Sama wiesz, co dziecku sprawia przyjemność.

4. Stanowczość

Mądre głowy wspominają jeszcze o dwóch metodach zażegnywania histerii. Pierwsza z nich to metoda stanowczości, czyli bezwzględne wykonanie polecenia/zadania. Jeśli mówisz do dziecka, że idziemy, a ono nie chce, to po prostu robisz swoje. Pomimo histerii. Bierzesz za rękę i wychodzisz. Bierzesz na ręce i wychodzisz. Wydaje mi się ona dość bezduszna. Ciągle mam z tyłu głowy fakt, że dziecko jest bardzo bezbronne w stosunku do dorosłego. Zwłaszcza młodsze dziecko, które nie umie uargumentować powodów płaczu czy wpadania w histerię. Jeśli ktoś starszy, większy i silniejszy wziąłby mnie za rękę i wyprowadził z imprezy/placyku/pokoju, to czułabym wstyd, bezradność, uległość. Na dłuższą metę ta metoda przynosi więcej krzywdy niż pożytku.

5. Fala czułości

Druga opcja jest skrajnie odmienna. To metoda czułości, która polega na przeczekiwaniu histerii tuląc dziecko. Teoretycznie nie ma w tym niczego złego. Mało jest chyba na świecie rodziców zadowolonych z łez swojej pociechy. Każdy ma taki odruch, że chciałby przytulić. Jednak z histerią jest tak, że podczas tego wybuchu nie każde dziecko chce być przytulone i pocieszane. Wiele maluchów odtrąca wtedy (dosłownie, fizycznie) rodzica i dalej histeryzuje.

Sytuacja jest podwójnie trudna, bo dla dziecka odtrącanie rodzica jest afektem i jednocześnie czymś nienaturalnym. Zatem nie dość że łzy i rozżalenie, to jeszcze to dziwne zachowanie, którego pociecha sama nie jest w stanie zrozumieć. Dla rodzica takie odpychanie też nie jest w żaden sposób przyjemne. Może rodzić zdziwienie, ale też żal w stosunku do dziecka. Jak to? Ja wyciągam do ciebie rękę, a ty nie chcesz? Nie to nie. Oczywiście to nie jest dojrzała postawa, ale zdarza się dorosłym wcale nie rzadko.

Nieważne, jak metodę wybierzesz. Niewiele da się tu zaplanować. Ważne jednak, żeby dziecko czuło wsparcie ze strony rodzica. Maluch ma prawo do wybuchu emocji, to rodzic jest dorosły i on powinien panować nad sytuacją. Choćby po to, by dziecko czuło się bezpiecznie w tej (i tak niekomfortowej) sytuacji. Jeśli raz, drugi i trzeci pomożesz mu nazwać, zrozumieć emocje, to potem będzie już coraz łatwiej robić to samodzielnie.

A jaką ty masz metodę na histerię dziecka? Podaj proszę dalej mój wpis. Może przyda się jakiejś mamie w zapanowaniu nad emocjami malucha.

Zainteresował cię ten temat? Zapisz się na newsletter i nie przegap kolejnego wpisu »

Posłuchaj: Jak sobie poradzić z histerią dziecka

Podcast Tylko dla Mam, odc. 2

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This