Pierwsze gry nie muszą być wcale skomplikowane. Ba! Nawet nie powinny. Figle-Migle w oceniane, nie są. Dwulatek skoncentrowany jest głównie na poznawaniu świata przez smakowanie, dotykanie, słuchanie. Bacznie obserwuje. Dużo naśladuje i chłonie wiedzę niczym gąbka. Dokładnie tak samo gra w gry.

Daleki jest od spędzania długich minut na siedzeniu przy typowych planszówkach. Woli figlować i pewnie dobrze o tym wiesz (jeśli chcesz mieć pewność, że wiesz wszystko, przeczytaj wpis Cała prawda o dwulatku). Co wcale nie znaczy, że dwuletniego dziecka nie da się „wciągnąć” w grę. Wszystko oczywiście zależy od gry. A konkretniej – od tego, co ty zaproponujesz dziecku.

Jasne, że jak weźmiesz dwulatka ze sobą na zakupy, to na dziale dziecięcym wybierze sobie takie gry, które najbardziej mu się podobają. Dlatego moja rada brzmi: nie zabieraj dwulatka na dział dziecięcy w sklepie. Dla waszego wspólnego spokoju. Wybierz się sama. Wybierz grę i zrób dziecku niespodziankę.

Jak wybrać grę dla dwulatka?

Najprościej zerknąć na pudełko i przeczytać napisy. Producenci pilnują tego, by określać wiek, dla jakiego przeznaczona jest zabawka. Tylko, że producenci znają twojego dziecka. Nie wiedzą czy lubi zwierzęta, czy ma ulubioną maskotkę? Czy za najlepszą zabawę uważa chlapanie się w wodzie, czy może papranie farbami po ścianach? Takie rzeczy wie tylko mama.

Wybierając grę weź pod uwagę to, co lubi twoja pociecha. Wiesz, co sprawi jej przyjemność. Jeśli lubi opowieści z wodą i morskimi stworzeniami w tle, to na pewno uradują go Figle-Migle w oceanie Trefl.

Możesz się czasem zastanawiać, po co ruchliwemu dwulatkowi kupować grę planszową, przy której z założenia, trzeba spokojnie siedzieć? Powiem ci, choć to żadne odkrycie Ameryki nie będzie. Twoim obowiązkiem – jako rodzica – jest poszerzanie wiedzy dziecka i edukowanie go. Edukacja, w przypadku maluchów, które nie chodzą jeszcze do przedszkola ani szkoły, jest na głowie rodziców.

Nie ma wymówki, że taki maluszek to ma jeszcze czas. Zresztą, nawet jeśli bardzo byś nie chciała, to przecież dziecko i tak się uczy obserwując ciebie i świat (jeśli potrzebujesz kilku praktycznych wskazówek, jak postępować z dwulatkiem podczas zabaw i na codzień, to zerknij na wpis Dwulatek). Warto szukać sensownych zabawek, które wniosą w życie dziecka coś więcej niż tylko bierną obserwację. Niech wnoszą doświadczanie.

img_4179

Zaczyna się zabawa

Po rozłożeniu całej gry na pewno zauważysz, że dziecku spodobają się stworzenia morskie. Żeby wystartować trzeba je uwolnić z ramek. Niech maluch zrobi to samodzielnie. Już pierwsze ćwiczenie manipulacyjne dla dłoni, a jeszcze nie zaczęliście grać.

Zainteresował cię ten temat? Zapisz się na newsletter i nie przegap kolejnego wpisu »

Rozpakowywanie zabawki jest radością samą w sobie. Dziecko już podczas rozpakowywania „wczuwa się w zabawę”. Coś się zaczyna. Wie też, że w środku czeka niespodzianka. Nie musi od razu wiedzieć jak się gra. Samo oglądanie poszczególnych elementów i nawet zgadywanie do czego mogą służyć, jest znakomitą lekcją kojarzenia.

Żeby dziecko wiedziało jak grać i zainteresowało się regułami, musi wiedzieć, czym się bawi. Możecie tym morskim stworzeniom powymyślać własne imiona. Możecie wyklaskiwać ich nazwy albo rytmicznie sylabizować. W ten sposób łatwiej je zapamięta.

Możecie się zamieniać w te stworzenia np. każdy losuje jedno lub dwa. Można je też odrysowywać na kartkach i kolorować. Wtedy z dwóch kompletów z zestawu, zrobi wam się cały dywan (przepraszam – ocean) morskich stworzeń. Cały ocean to już nie przelewki. Jestem pewna, że fale wyrzucą wam na brzeg mnóstwo pomysłów na kolejne zabawy. A jeszcze nie zaczęliście grać!

Szanty i różne takie

Oprócz morskich stworzeń, jest też drewniana figurka – żeglarz. Czym on się zajmuje? Jakby to było, gdybyście wskoczyli na jakąś łódkę (może być rozłożony na dywanie koc lub ręcznik) i pożeglowały między tymi stworzeniami w oceniane? Przygoda – zupełnie niespodziewanie — czeka na dwulatka za każdym zakrętem (w tym przypadku – falą). Bez wychodzenia z domu. I jeszcze nawet nie zaczęliście grać!

Żeglując po dywanie-oceanie możecie wychylać się co chwilę i łowić pary, czyli takie same stworzenia. Akurat macie po dwa w zestawie. A jak już je wyłowicie, to przecież trzeba się przywitać. Opowiedzieć o sobie i o waszej morskiej wyprawie. Może one się nie znają? Może dawno się nie widziały? Może to jakaś zagubiona rodzina żółwi albo krabów? I wiecie co? Już zaczęliście grać.

img_4178

Przemyślana rozgrywka

Trefl przygotował kilka propozycji zabaw w oceanie właśnie dla najmłodszych. Między innymi dobieranie w pary. Ale nie tylko, bo jeszcze coś na kształt memory, układania sekwencjami, układania obok, nad, pod. Dodałabym do tego jeszcze przeliczanie, kolory, zgadywanie np. Mam w dłoni stworzenie, które ma szczypce i jest czerwone. Co to jest? Dziecko może powiedzieć nazwę tego stworzenia, ale może też podnieść z podłogi obrazek, który jest parą dla tego opisywanego przez ciebie. Potem się zamieniacie rolami.

I tak, krok po kroku, dochodzimy do planszy. Zasady proponowanych rozgrywek dostosowane są do wieku dziecka. Możecie się tą grą cieszyć nawet dwa lata, bo zasady są coraz bardziej skomplikowane. Stopniowanie trudności przy wykorzystaniu jednej zabawki to jest coś, co naprawdę bardzo mi się podoba.

Cieszę się, że producenci coraz częściej myślą o tym, że rodzic może pokazać dziecku „różne oblicza zabawki”. W zależności od wieku i umiejętności dziecka. Im starsze, tym więcej cierpliwości, dłuższy czas skupienia i trudniejsze zadania do rozwiązania. Super. Tak właśnie powinno być.

Sztuka do przećwiczenia

Jeśli chodzi o planszówkę, to nie liczyłabym na to, że małe dziecko jakoś szczególnie zrozumie na czym polega wygrywanie i przegrywanie. Tę sztukę – i to jeszcze z trudnem — próbują opanować pięciolatki. Młodsze dzieci po prostu chcą wygrywać.

Jednak podczas grania, siłą rzeczy, maluch uczy się na czym polegają zwycięstwo i przegrana. Z pewnością o wiele lepiej zniesie przegraną, kiedy zamieniacie ją na świetną zabawę np. kto przypłynie drugi do mety (trzeci lub po prostu ostatni) ma do wykonania śmieszne zadanie. Dwulatek będzie marzył o wykonaniu śmiesznego zadnia więc nie bardzo przejmie się przegraną.

A jeśli wygra, to czekają go owacje na stojąco i dziki taniec radości, prawda? Czyli właściwie to gra, w której wszyscy są wygrani. I takie gry dla najmłodszych najbardziej mi się podobają.

Zainteresował cię ten temat? Zapisz się na newsletter i nie przegap kolejnego wpisu »

img_4180

Spodobała ci się recenzja? Kup tę książkę!

Przejdź do sklepu
Data recenzji
Nazwa produktu
Figle-Migle w oceanie Trefl
Ocena
5

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This