Pamiętam, że jako dziecko grałam w „Pomidora”. Ale w ziemniaka nie grałam nigdy. Do czasu kiedy wpadła mi w ręce gra towarzyska Gorący Ziemniak Familijny. Bardzo dobra nazwa, bo podczas gry jest naprawdę gorąco. Można się upiec. Są emocje.

Karolina mówi, że ta gra jest jak ziemniak – niemal każdy ją lubi 😉 Moja rodzina i znajomi polubili ją od razu. Myślałam, że dziecku najbardziej spodoba się zabawkowy ziemniak, którym trzeba się przerzucać podczas rozgrywki.

Tak, bardzo się spodobał, ale pytania chyba jeszcze bardziej. Bardzo zaciekawiła dzieciaki koncepcja szybkiego czytania (genialny sposób na zachęcenie dziecka do ćwiczenia w czytaniu) i konieczności odpowiadania na pytania „przed wybuchem”.

Jakim wybuchem? Każdy uczestnik wyciąga pytanie ze sterty kartoników. Na każdym kartoniku są cztery pytania. Z jednej strony oszczędnie, a z drugiej – tak szybko ich nie wyczerpiecie.

alexander-goracy-ziemniak-4

Trzymający ziemniaka uczestnik szybko czyta na głos pytanie. Oczywiście powinien prawidłowo na nie odpowiedzieć. Wszystko byłoby fajnie, gdyby miało się czas na dumanie i zastanawianie. A tu czasu nie ma, bo ziemniak robi się gorący. Nikt go nie chce trzymać za długo.

Jest też kolejny haczyk – czas w każdej chwili może się skończyć. Nigdy nie wiadomo kiedy to nastąpi. Jeśli się skończy i zostaniesz z ziemniakiem w rękach, to się poparzysz. I przesuwasz pionek na planszy o jedno miejsce bliżej grilla. Grillowane ziemniaczki są pyszne, ale jakoś nikomu nie zależy żeby tym ziemniakiem zostać.

alexander-goracy-ziemniak-5

Rodzinny czas

Wystartowałam do tej gry z siedmiolatką (ta wersja polecana jest przez producenta dla dzieci 8+). Pytania okazały się zadziwiająco intrygujące, choć niektóre (kilka) sprawiały trudności. Nie chodzi o jakąś bardzo skomplikowaną wiedzę. Jednak nie potrafiła wymienić np. ulubionych celebrytów (chyba, że liczymy Spongeboba) czy pierwiastków chemicznych.

I tak się świetnie bawiła. Bardziej niż na konkretnych odpowiedziach, zależało nam na wspólnym czasie więc te trudniejsze pytania po prostu podpowiadaliśmy. Dzięki temu poznała na nie odpowiedzi. Niby „tylko” rozrywka, a jednak i trochę edukacja. Jestem bardzo ciekawa pytań w Gorącym Ziemniaku Junior. Kiedy tylko będzie okazja sięgnąć po tę wersję, na pewno sprawdzimy.

Osobiście bardzo lubię wszelkie planszówki. Ich testowanie i rozgryzanie jest wciągające. Każdy ma jakieś hobby. Staram się zarazić nim Karolinę. Specjalnie nie muszę się starać 🙂

Pozytywne emocje

Dlaczego z ręką na sercu i uśmiechem na ustach polecam Gorącego Ziemniaka? Właśnie z powodu tego uśmiechu. To jest gra generująca dobre emocje. Odpowiedzi trzeba udzielać szybko i czasem bywają zaskakujące. Oczywiście śmieszne też.

Poleciłabym ją wszystkim, którzy mają ochotę odstresować się po całym dniu i spędzić rodzinnie trochę czasu. Albo na długie jesienne wieczory. U nas jakoś się tak przyjęło, że partyjkę Gorącego Ziemniaka rozgrywamy po kolacji. Wtedy już lekcje odrobione, człowiek najedzony, można się chwilę powygłupiać.

Zwłaszcza, że to gra nie wymagająca jakiegoś szczególnego wysiłku intelektualnego np. skomplikowanych obliczeń czy budowania strategii wojennej. Zmęczony człowiek na pewno poradzi sobie z odpowiadaniem na pytania. Założeniem jest relaks w czystej postaci i odrobina zdrowej „spinki” przy walce z czasem.

alexander-goracy-ziemniak-6

Gadżety

Sam gadżet w postaci ziemniaka sprawia, że bardziej się wczuwamy. Dzieci za nim przepadają. Z gadżetów jest też bączek do obliczania czasu. Trzeba go rozkręcić i ziemniak „wybucha” kiedy bączek przestaje się kręcić. Osoba, która w tym momencie trzyma ziemniaka traci punkt (a właściwie zbliża się do gorącego grilla).

Przy grze z dziećmi sprawdza się bardziej aplikacja dołączona do gry. Odmierza czas. Można ją sobie ściągnąć na telefon. Jest wygodniejsza niż bączek, zwłaszcza kiedy trzeba czytać pytanie, wymyślać odpowiedź i jednocześnie zerkać czy bączek się wciąż kręci. Aplikacja automatycznie kończy czas „wybuchem” więc nie trzeba się rozpraszać. Dziecko skupione na czytaniu pytania raczej nie będzie miało czasu na obserwowanie bączka.

Przypieczone i zadowolone

Grając z dzieckiem jest jeszcze kwestia wygranej i przegranej. To dobra gra do poćwiczenia. Generuje bardzo dużo pozytywnych emocji, co już lepiej nastraja nawet kiedy się nie wygra. Samo przegranie jest też zabawne. Niejedno dziecko śmieje się, że zostało upieczonym ziemniakiem. Śmiejąc się z przegranej łatwiej sobie z nią poradzić.

Tu nikt nie jest ostatni na mecie. Bycie ostatnim na mecie bywa zasmucające. Tu się po prostu zjada upieczonego ziemniaka. Każdy rodzic, który próbował kiedyś zjeść swoje dziecko (podczas zabawy oczywiście) wie, że to kolejna porcja śmiechu i łaskotek. Taka przegrana jest bezstresowa. Nie pozostaje mi zatem powiedzieć nic innego jak: upiecz i zjedz ziemniaka. Smacznego!

alexander-goracy-ziemniak-7

Zainteresował cię ten temat? Zapisz się na newsletter i nie przegap kolejnego wpisu »

Spodobała ci się recenzja? Kup tę grę!

Przejdź do sklepu
Data recenzji
Nazwa produktu
Gorący Ziemniak Familijny
Ocena
5

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This