Biorąc do ręki tę książkę pomyślałam sobie, że będzie to jedna z tych naszpikowanych nastolatkowymi powiedzonkami publikacji, w których roi się od głupich żartów. No co? Nie można tak pomyśleś? Ale po raz kolejny sprawdziło się stare powiedzenie, żeby nie oceniać książki po okładce. Trzeba przeczytać.

Tak, na okładce bardzo wiele się dzieje. I dobrze. Tak samo zresztą jak w środku. To książka i komiks zarazem. Ilustracje są uzupełnieniem całej narracji. Nie można ich pominąć, nie są tylko ozdobą. „Dymki” mają znaczenie, jak w każdym komiksie.

Zaczęłam czytać i szukać w głowie odpowiedzi na pytania: dla kogo? po co? komu się spodoba? Ogólnie historia jest o dziesięcioletnim chłopaku i piłce nożnej. Skąpana głównie w księżniczkowych publikacjach (mamy córek tak mają) sądziłam, że nie odnajdę się w tym futbolowym świecie.

A tu niespodzianka. Odnalazłam się, córka się odnalazła, koleżanki córki się odnalazły, kuzynki się odnalazły i oczywiście wszyscy koledzy i znajomi też. Dla chłopaków zresztą  nie było to żadne wyzwanie. Dla nich ta książka to rodzaj magnesu przyciągającego uwagę. Jest świetnie napisana, stworzona dla dorastających małolatów, interesujących się sportem. A jeśli tym sportem jest piłka nożna, to strzał w dziesiątkę (gol, znaczy się) gwarantowany.

Ale wracając do moich obaw. Zdawało mi się, że książka dedykowana sportowcom i to konkretnie chłopakom, nie ma szans na dziewczyńskim polu zainteresowań. I po raz kolejny się bardzo zdziwiłam. Może to za sprawą Karoli, czyli dziewczyny występującej w opowieści. Karola jest mądra, bystra, zna się na sporcie i w dodatku jest ładna. Podoba się chłopakom. Czy to ma znaczenie?

Dla tzw. wczesnej młodzieży ma i to ogromne. Wszystko, co mówią, robią, myślą i rekomendują koledzy (konkretnie rówieśnicy) ma fundamentalne znaczenie. Mama i tata mogą być fajni i ci w książce są fajni. Ale ta fajność ma się nijak do fajności rówieśników. I do spraw, których dorośli najczęściej nie potrafią zrozumieć (co nie znaczy, że nie powinni probować).

ksiazka 04

Są więc chłopaki, jest drużyna piłkarska, jest mecz (a właściwie mistrzostwa), są emocje, ambicja, rywalizacja i nagle pojawia się Artur. Syn znanego piłkarza, który właśnie sprowadził się do miasta i jako nowy uczeń pojawia się w szkole. Są uczucia, a jakże. Te pierwsze fascynacje, oblewanie rumieńcem, kombinowanie, jak tu się spodobać. Rewelacja.

Jednak najbardziej powala mnie język, którym całość została napisana. Bo przecież napisał to dorosły. Ktoś, kto doskonale rozumie dzieciaki i potrafi wczuć się w ich sytuację. Rzadko zdarzają się tacy dorośli. Jak już się pojawią na autorskim firmamencie, powinni pisać i pisać, i pisać.

Naprawdę polecam tę książkę, jest się z czego pośmiać, jest kilka spraw (i trudnych słów do ogarnięcia), są dylematy i przemyślenia, których często brakuje nastolatkom zapatrzonym jedynie w gry komputerowe. Jest wszystko, czego trzeba w tym wieku i kilka porad (między wierszami), na które radzę rzucić okiem rodzicom dorastającej młodzieży 😉

Autor Rafał Skarżycki
Wydawnictwo Nasza Księgarnia

Spodobała ci się recenzja? Kup tę książkę!

Przejdź do księgarni
Data recenzji
Nazwa produktu
Hej, Jędrek! Kto tu rządzi?
Ocena
4

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This