Rodzicielstwo to bardzo dziwna sprawa. W erze „przeddzieciowej” człowiek marzy o wycieczkach, wygranych na loterii, romansach, amantach filmowych, koncertach, sławie i chwale, blasku fleszy. W erze „dzieciowej”, do wszystkich poprzednich marzeń, dochodzi jeszcze jedno: pierwsza kupa w nocniku. Może nie jest to widok nadający się na główne strony gazet, ale dla mnie ten właśnie widok był z pewnością powodem do dumy i radości. Kiedy ma się w domu małe dziecko, przychodzi czas, w którym – chcąc nie chcąc – trzeba zacząć podążać za tym konkretnym (śmierdzącym) marzeniem. Jak wiadomo szczęściu i marzeniom warto pomagać. Ja przynajmniej wolę działać, zamiast siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż „samo się stanie”.

Pobierz listę książek, które ułatwią dziecku naukę korzystania z nocnika »

Romans z pieluchą

Pielucha to bardzo fajny wynalazek. Wygodny, prosty w użyciu, ale też niesamowicie zaśmiecający naszą planetę. Mówię oczywiście o pieluchach jednorazowych. Choć lubię dbać o naszą planetę, to nie zdobyłam się na używanie innych pieluch. Po prostu jestem wygodna. Doszłam do wniosku, że skoro dziecko i tak przewraca mój świat do góry nogami, to chociaż w tym temacie ułatwię sobie życie. I ułatwiłam, oczywiście z wyrzutami sumienia względem matki natury.

Jednak przyszedł taki moment kiedy trzeba było się z pieluchą pożegnać. Niby kawałek zasikanego (lub gorzej) brudu, a jednak człowiekowi trochę żal. Nigdy nie podejrzewałam siebie o sentyment do pieluchy, ale nie mając dzieci człowiek nie podejrzewa siebie o wiele rzeczy. Na przykład ostatnio wypowiedziałam zdanie, którego raczej nie ma szansy wypowiedzieć bezdzietna osoba: „Dziewczynki, jedzcie kolację, a ty Karolina nie strasz Tosi szynką”. Pewnie tobie też się zdarza złapać na wypowiadaniu dziwnych komentarzy, prawda?

Jednak wracając do pożegnania z pieluchą. Tak, jest trochę żalu, bo koniec z wygodą. Czas na nowe wyzwanie, czyli nocnik. Ale jest też radość, bo używanie pieluch jednorazowych daje ostro po kieszeni. Nocnik natomiast oznacza samodzielność pociechy i po prostu rozwój. Zatem w tym całym żalu pocieszeniem są widoki na grubszy portfel, duma i zadbanie o planetę. To w sumie dobra zmiana (czy ja to naprawdę napisałam?) 😉

Szorstka przyjaźń z nocnikiem

Zaczyna się. Trzeba wytłumaczyć dziecku, że gdzieś te siuśki i kupy muszą wędrować kiedy nie ma już pieluchy. Z założenia do nocnika, ale szybko okazuje się, że teoria swoją drogą, a siki swoją (najczęściej przez nogawkę, prosto na dywan). Ale przecież dla matki nie ma rzeczy niemożliwych. Jakoś trzeba malucha do nocnika zachęcić. Najważniejsze pytanie tego tematu brzmi: kiedy? I zaraz po nim kolejne: jak? Zaplanować konkretne działania w dobrym momencie. To też teoria. Sporo jest różnych teorii związanych z tym tematem.

Jedni sadzają dziecko na nocnik chwilę po tym jak nauczy się samodzielnie, stabilnie siedzieć, czyli po 6 miesiącu życia. Inni czekają i zwlekają, bo pociecha jeszcze nie jest gotowa. Jedni uważają, że lepiej gdy całą akcją steruje rodzic. To znaczy wyznacza czas w ciągu dnia przeznaczony na nocnik. Wtedy najlepiej sadzać tuż po przebudzeniu (rano czy po drzemce), po obiedzie, po spacerze. Inni uważają, że dziecko samo powinno regulować sobie czas zainteresowania nocnikiem. Natura wie lepiej. Jedni uważają, że nocnik po pierwsze, a sedes dopiero w drugiej kolejności. Inni pomijają fazę sadzania na nocnik i od razu uczą załatwiania się do ubikacji.

Zrobiłam mały reaserch i naprawdę niemal do każdej z metod są przytoczone badania i wykonane eksperymenty. Jednak mimo całej tej wiedzy teoretycznej kluczem jest chyba gotowość dziecka i rodzica do współpracy. Zdaję sobie sprawę z tego, że ile dzieci tyle różnych sposobów i sprawdzonych metod. Skupię się jednak na tym co sprawdziło się u nas, a była to metoda oswajania z nocnikiem. I powiem szczerze, że wyszło to trochę przypadkiem.

Kiedy Karolina miała jakieś 7-8 miesięcy, nasłuchaliśmy się od znajomej, jaką to piękną, dorodną i cudowną kupę sadzi jej synek już od 7 miesiąca życia. Prosto do nocnika. I co? My nie damy rady? Jak jej synek może to i nasza córka sobie poradzi z wyzwaniem, prawda? Jeszcze tego samego dnia nocnik zamieszkał z nami. nocnik-4

Obliczanie idealnego momentu

Tak jak wspomniałam, niektórzy zaczynają bardzo wcześnie, jak dziecko zaczyna siadać. Gdzieś czytałam, że ten dobry (najlepszy z możliwych) moment został przez naukowców wyliczony i jest to ok. 2 lat w przypadku dziewczynek i 2,5 roku w przypadku chłopców. Skąd ta różnica? Skąd wiek? Podobno dziecko nie potrafi wcześniej zapanować nad swoimi mięśniami, po prostu wsłuchać się w swoje ciało na tyle, żeby zakomunikować, wytrzymać, podejść do nocnika i zrobić swoje. Kiedy młodsze dzieci robią kupę do nocnika, to najczęściej jest ona „złapana” przez rodzica w dobrym momencie, bo mniej więcej wiadomo o jakiej porze dziecko się załatwia. Może do pieluchy, ale może też do nocnika. Wszystko mu jedno.

Ale to tylko ogólna teoria amerykańskich naukowców. Każdy przecież rozwija się w innym tempie. A u nas? Kilkumiesięczne dziecko było zachwycone nocnikiem. Wsadzało go sobie na głowę, ładowało do niego zabawki, siadało na nim, rzucało, popychało, turlało, ale z całą pewnością nie kumało nic ze spraw związanych z odpieluchowaniem. Jakież było nasze zdumienie! 😉

Na zainteresowanie nocnikiem i zrozumienie tematu trzeba było poczekać aż dojrzeje. Czyli właśnie mniej więcej do drugiego roku życia. Nocnik z nami został, bawiła się nim, znała dobrze i od czasu do czasu przypominaliśmy jej, do czego tak naprawdę powinien służyć. Ale nic na siłę. Dlatego wierzę tym amerykańskim naukowcom, którzy obliczyli średni wiek i wierzę w metodę oswajania z przedmiotem.

Zaznajomienie dziecka z nocnikiem

Warto zaplanować zakup nocnika na kilka tygodni przed planowanym przystąpieniem do konkretnych działań oduczających. Przez ten czas dziecko może się nim w najlepsze bawić, a ty od czasu do czasu informuj i przypominaj, do czego tak naprawdę ten przedmiot służy. Jeśli dziecko zna nocnik (jako przedmiot), powinno bez problemu przyjąć do wiadomości, że po kilku tygodniach oswajania czas na działanie.

Czas zachęcić pociechę do siadania (bez pieluchy i majtek) na nocniku. Oczywiście nie ma w tym żadnego przymusu. Pełen luzik. Jak chce to świetnie, jak nie to nie. Cały czas jednak nocnik krąży w orbicie waszych zainteresowań i pokazujesz maluchowi (dosłownie wrzucając) gdzie powinna znajdować się kupa z pieluchy.

Trzeci etap jest bardzo fajny, bo rodzice pozwalają biegać po domu bez pieluchy, na golasa albo w samych majtkach. Wszystko po to, żeby złapać siuśki i kupki do nocnika. Jasne, że nie uda się od razu. Kiedy dziecko zasika podłogę (lub nawet lepiej, jeśli zrobi kupę) to wszystko nadal powinno lądować w nocniku. Takie obrazowe pokazanie maluchowi, gdzie jest miejsce „tych rzeczy” jest po prostu znakomitą lekcją. I tak pewnie trzeba będzie ją kilka razy powtórzyć, bo wiedzieć gdzie jest miejsce siuśków, a poinformować i je tam donieść, to dwie różne sprawy. Ale powoli, bez ciśnienia, krok po kroku. nocnik-1

Rady nie od parady

  • Ważne, żeby dziecko skojarzyło hasło z działaniem. Zatem dużo rozmawiajcie i nazywaj rzeczy po imieniu, jednym ustalonym kodem. Jeśli więc kupa ma lądować w nocniku, to zawsze kiedy się pojawi warto się ucieszyć i zakomunikować: „Zrobiłeś kupę, gdzie jest jej miejsce? Tak, brawo, w nocniku”.
  • Zazwyczaj rodzic wie, kiedy taka kupkowa akcja ma nastąpić, bo to zdarza się mniej więcej o tej samej porze każdego dnia. Wtedy właśnie warto zachęcić do korzystania z nocnika. Dziecko rozumie już gdzie jest miejsce kupy i sików, zatem jest to kwestia umiejscowienia ich tam gdzie trzeba. Jeśli malec nie jest na to gotowy i się całą sytuacją denerwuje to odpuszczaj sobie sadzanie. Pokazywanie i rozmowa wystarczą. Co więcej? Luz i zachęcanie co jakiś czas, aż do skutku.
  • Ważna jest też reakcja na zrobienie siku lub kupy do nocnika. To wielka radość, brawa, cała sala szaleje, zwycięstwo! Bo to jest krok milowy i powód do dumy. Tylko może taki bardziej intymny. Warto uszanować prawo dziecka do intymności. Nie trzeba od razu wysyłać filmiku z relacją całego zdarzenia do rodziny i znajomych.
  • A jeśli już o intymności mowa, to… przykład idzie z góry. Zatem możesz zaprosić dziecko do toalety i pokazać, jak dorośli się załatwiają. Rozbieranie, siadanie (lub stanie w przypadku chłopców), mycie rąk. Wszystko ma znaczenie. Dziecko najszybciej uczy się przez obserwację.
  • Chłopcy mają trochę trudniej, bo muszą opanować dwa sposoby – na stojąco i na siedząco. I tu ważne jest, żebyś dopilnowała, by synek nauczył się ich obu. Lepiej zacząć od siedzenia, bo odwrócenie kolejności może sprawić, że (dumne z wyczynu) dziecko będzie się chciało załatwiać wyłącznie na stojąco. A w przypadku „dwójki” może to być naprawdę trudne do ogarnięcia.
  • Motywowanie to ważna sprawa, tylko najlepiej werbalne – słowami. Nagradzanie dziecka za załatwienie się do nocnika np. cukierkiem, szybko odbije się czkawką (i nadwagą). Może się zdarzyć (na pewno się zdarzy) bunt na pokładzie i siuśki (lub dziecko łaskawie siadające na nocniku) zobaczysz dopiero kiedy zapłacisz cukierkiem. Zresztą, dziecko to nie pies, żeby je nagradzać smakołykiem za wykonaną sztuczkę. Odpieluchowanie to nie tresura, tylko współpraca i uważne przyglądanie się potrzebom malucha.
  • Ze względu na pomyślny przebieg tej współpracy, nie warto się spinać i stresować dziecka. Karanie (i nagradzanie), prośba, groźba, błaganie, usilne namawianie i szantaż nie wchodzą w grę. Jeśli pociecha nie chce współpracować w nocnikowym temacie, to znaczy, że nie jest gotowa. Pozostaje cierpliwie czekać. Lepsze to, niż zrażenie dziecka do nocnika i prób przez krzyki, naciski lub szantaże.
Brzmi znajomo? Tego nie mów!
  • „Jak się nie wysikasz, to nie pójdziemy na spacer.”
  • „Jak zrobisz ładnie kupkę do nocnika, to włączę bajkę.”
  • „Jak nie będziesz umiała sikać do nocnika, to się dzieci będą śmiały.”
  • „Popatrz, Zosia jest w twoim wieku i już korzysta z nocnika.”
  • „Nie wierć się, tylko skup na sikaniu.”
  • „Musisz umieć się wysikać, bo w przedszkolu nie można chodzić w pieluszce.”

Posiedzenie dogłębnie przemyślane

  • Prędzej czy później rodzi się pytanie: sadzać czy nie sadzać na sedes? Sprawdź reakcję dziecka, to się dowiesz. Większość dzieci kojarzy go z ogromną dziurą, która prowadzi „niewiadomodokąd”. Zresztą, nocnik do nauki jest wygodniejszy (zwłaszcza dla młodszych dzieci). Dziecko może oprzeć nogi o podłogę i przyjąć wygodną pozycję (a bywa, że spędza na nocniku sporo czasu). A obserwując rodziców w toalecie, maluch sam wykaże nią zainteresowanie w odpowiednim dla siebie momencie. Kiedy już umie załatwiać się do nocnika, można myśleć o podkładce na muszlę. Zazwyczaj taka jest właśnie kolejność, choć znam dzieci, które pominęły etap nocnika. Jednak jest to zdecydowana mniejszość w ogólnej skali.
  • Sadzanie dziecka na nocniku przed telewizorem nie ma sensu. Mały człowiek powinien skupić się na własnym ciele i potrzebach, na rodzicu, rozmowie i temacie. Trudno to zrobić wgapiając się w bajkę. Możesz natomiast korzystać z pomocy edukacyjnych w postaci choćby lalek z nocnikami lub całej masy książek na temat żegnania się z pieluchą.
  • Dobra kupa jest ważna. Wiem, brzmi to absurdalnie, ale mówię o tym z dwóch konkretnych powodów. Po pierwsze, dziecko lubi swoją kupę. Wyszła z jego ciała, jest jego własnością i jest ważna. Trzeba więc traktować ją z szacunkiem, a nie jedynie jak śmierdzące zło. Pokazując dziecku, jak pozbywasz się kupy z nocnika (przecież jakiś cudem zawsze jest czysty), pamiętaj, że wyrzucasz jego własność. Mogą się zdarzyć protesty. Wtedy też przydają się książki o kupach i po prostu rozmowa. Najcześciej wystarcza krótkie wyjaśnienie i pożegnanie śmierdzącego gościa: „Pa kupko, miłego pływania w ściekach.” Tyle wystarczy.
  • Drugi powód ma związek z jedzeniem. Mając przed sobą trening nocnikowy warto zadbać o dietę pociechy, tak żeby kupka łatwo wychodziła. Zatwardzenie przecież samo w sobie jest nieprzyjemne. Czekanie aż kupa wyjdzie (i to z bólem) może wytworzyć w dziecku bardzo nieprzyjemne skojarzenia z siedzeniem na nocniku. Zatem dieta też ma znaczenie.
  • I na koniec – wygodny nocnik (choć kupujecie go na początku). Niby wszystko jedno, a jednak to „gadżet”, z którego będziecie korzystać kilka razy dziennie. Jeśli zaczynacie odpieluchowanie z nieco starszym, mówiącym, chodzącym już dzieckiem, to warto wybrać się na wspólne zakupy. Wybór nocników powala na łopatki, każdy znajdzie coś dla siebie. Są modele ergonomiczne, tańsze, droższe, grające, błyszczące, mówiące, śpiewające. Tańczących jeszcze nie widziałam. Najważniejsze jednak, żeby ten nocnik był funkcjonalny i wygodny. Powodzenia!

Pobierz listę książek, które ułatwią dziecku naukę korzystania z nocnika »

Posłuchaj: Jak nauczyć dziecko korzystania z nocnika

Podcast Tylko dla Mam, odc. 4

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This