Ostatnio udaliśmy się do nowych sąsiadów z wizytą. Było oglądanie mieszkania, po którym oprowadzała nas ich sześcioletnia córeczka. Maja ma to o czym marzy Karolina, czyli piętrowe łóżko. Piękne, prześliczne wręcz, z pościelą w misie i różowymi frędzlami. Cudeńko. Zapytałam więc Maję, czy lubi tam spać, a ona powiedziała mi, że wcale tam nie śpi. Śpi z rodzicami. Codziennie od sześciu lat. I nie zamierza tego zmieniać.

I tak od słowa do słowa rozmowa z sąsiadami zeszła na kombinowanie, jak tu oddelegować pociechę do jej własnego łóżka. Kiedyś już pisałam trochę o tym w kontekście dylematu spać czy nie spać z niemowlakiem. Dzisiaj skupiam się na poradach dla tych, którzy mają już dosyć spania z kilkuletnim dzieckiem. Tak, są tacy rodzice 🙂

Dlaczego to trochę temat tabu?

Jak to dlaczego? Przecież ktoś może pomyśleć, że chcąc się pozbyć dziecka w małżeńskiego łóżka masz go po prostu dosyć (dziecka, a nie łóżka). Nie wiem, czy ma to dla ciebie aż takie znaczenie, co inni pomyślą. Bądź jednak pewna, że ja niczego złego sobie o tobie nie pomyślę. Mało tego, będę trzymać kciuki za powodzenie akcji. Jeśli czytasz ten artykuł to znaczy, że wspólne spanie zaczęło być niewygodne. Nie czekaj aż urośnie do rangi wielkiego problemu.

Rozumiem jak ważna jest bliskość dziecka i mamy od urodzenia. Rozumiem zagadnienie współspania. Ale też umówmy się, jeśli dziecko jest już kilkuletnie, to mama ma prawo chcieć przespać bez niego całą noc. I nie oznacza to, że jesteś złym człowiekiem. Matka to nie cyborg i też jej się należy odpoczynek. A przyznasz chyba, że trudno spać z dzieckiem, które nie dość, że jest już spore (w końcu to już nie niemowlak, ani nawet dzidziuś), to w dodatku rozpycha się na wszystkie strony.

Zdarza mi się czasem spać z Karoliną np. kiedy jest chora lub Marek gdzieś wyjeżdża na kilka dni. Spoko. Raz na jakiś czas nie mam nic przeciwko temu, że przez większą część nocy jestem kopana, szturchana, drapana i budzona. Kilka dni przeżyję. Ale muszę mieć tę perspektywę, że to za kilka dni się skończy i dziecko wróci do swojego łóżka. Ja to światełko w tunelu widzę, rodzice Mai nie bardzo, bo mała stanowczo deklaruje, że się do własnego łóżka nie wybiera.

Inna sprawa, że rodzice też niechętnie o tym rozmawiają, bo uważają, że dziecko faktycznie jest już trochę za duże na wspólne spanie. Trochę wstyd o tym gadac na lewo i prawo, bo nie zareagowali wcześniej. Teraz nie wiadomo co z tym fantem właściwie zrobić. Kilka prób zachęcenia do spania we własnym łóżku spełzło na niczym. I tak wraca, i wraca, i wraca. Może z tego wyrośnie?

Dochodzą do tego kolejne wyrzuty sumienia (lub chociaż refleksja), że może trochę ten kilkulatek jest „zdzidziusiowany” za bardzo przez kochających rodziców. Jak to sprawdzić, czy jest zdzidziusiowany? (Nie, to nie jest fachowy termin pedagogiczny) Odpowiedz sobie na pytanie, czy twoja pociecha choć w jakiejś części sama się ubiera, myje, sprząta zabawki, czy jednak robisz to ty, bo uważasz, że dziecko ma na to jeszcze czas? I na drugie pytanie: czy twoje dziecko widzi ciebie jako konsekwentnego rodzica, który potrafi postawić granice i je jasno wytłumaczyć?

Brak konsekwencji jest rodzicielskim przyzwoleniem na to żeby dziecko ignorowało stawiane przez mamę i tatę uczucia i granice. Nie stawiasz ich przecież bez wyraźnego powodu, prawda? Jednak między tworzeniem reguł a ich egzekwowaniem jest często spora przepaść. I dziecko to widzi. Nie przestrzega ich tylko wtedy kiedy (słusznie) uważa cię za osobę nie potrafiącą ich egzekwować.

Jest jeszcze jeden aspekt, który warto przemysleć w temacie samodzielnego spania. Możesz udawać, że tak nie jest lub sobie zwyczajnie tego nie uświadamiać, ale bardzo często to właśnie dorosły nie jest gotowy na rozstanie z dzieckiem. W sensie, na oddelegowanie do własnego łóżka. I nie ma to nic wspólnego z potrzebami dziecka, bo jest to twój dorosły problem.

Zdarza się to np. na życiowych zakrętach (np. rozwód). Kiedy czujesz, że świat sypie się na kawałki a jedyną stałą, kochającą stałą, jest twoje dziecko. Tak, to jest stała, ale niech ta stała nie płaci swoją samodzielnością i emocjami za dorosłe problemy. Wiem, że to cudowne uczucie tak się wspólnie przytulić. Wtedy złe emocje odchodzą daleko. Tylko, że na dłuższą metę to jest droga do odebrania dziecku samodzielności. Nie można pociechy traktować jak lek za smutek, depresję i cudowną przytulankę. Wiem, że to tak działa, ale nie rozwiązuje problemu.

Dlaczego nie chce spać u siebie?

Z miłości

Pewnie dlatego, że jesteś fajną mamą. A dziecko (i chyba każdy człowiek) ma to do siebie, że lubi przebywać w towarzystwie osób, przy których dobrze się czuje. Dziecko cię kocha i dlatego chce z tobą spędzać 24 godziny na dobę. Miłość dziecka jest szaleńcza, bezwarunkowa i trochę ślepa. Dla kilkulatka niewidoczne są twoje sińce pod oczami i powieki na zapałki. Bo twoja pociecha, przy całej swej słodyczy, jest też małym egoistą, dla którego rodzic jest po prostu człowiekiem do kochania. Zawsze. Wszędzie. O każdej porze. Na każde zawołanie. I jak tu powiedzieć „nie” w kwestii spania?

Automatycznie włączają się wyrzuty sumienia, o których wspomniałam na początku. I to jest bardzo ważna sprawa, żebyś sobie z tymi wyrzutami sumienia poradziła. Chodzi mi o oto, że musisz być na taką zmianę (powiedzenie „nie”) gotowa. I oczywiście dziecko w pewnym sensie też, choć w tym wypadku raczej nie do niego należy decyzja.

Wiem, wiem, słyszę te oburzone głosy, że trzeba brać po uwagę to czego chce dziecko i poświęcić się dla dobra sprawy. Jestem jednak zdania, że przychodzi taki czas (przypominam, że rozmawiamy o kilkulatku) kiedy to rodzic musi dojrzeć do pewnych decyzji i wcielić je w życie mimo niezadowolenia dziecka. Współspanie powinno być potrzebą wszystkich, nie tylko jednej ze stron. Wtedy to ma sens.

Słodki bumerang

Czasem też jest tak, że dziecko spało już u siebie, ale teraz śpi u was, bo… parę razy przytuptało i już zostało. Ot tak, po prostu jakoś tak wyszło. A ty dla świętego spokoju pozwoliłaś żeby spało u was przez kilka nocy. Raz mu się coś śniło, innym razem nie mogło zasnąć, jeszcze innym bolał brzuszek, było smutne, chciało się poprzytulać, poczytać tylko chwilę w waszym łóżku. A potem obiecuję, że pójdę do siebie – słyszałaś za każdym razem. Ale nie poszło i tak zostało aż do dzisiaj.

I wraca każdej nocy, a kiedy próbujesz wynosić to znowu wraca, i znowu, i znowu. A kiedy tłumaczysz, to krzyczy, oponuje, wygłupia się i zawsze na końcu usłyszysz: I tak do was przyjdę. Po takim wyznaniu pojawia się kolejny dylemat: wynosić po raz setny (i tak przez to jestem niewyspana) czy pozwolić zostać (i tak jestem przez to niewyspana). Kiepski ten wybór, prawda?

Tu jest impreza

Maluch może uważać, że u was w łóżku jest weselej i przyjemniej niż u niego. Wiele pociech tak uważa i mają do tego pełne prawo. Wy sobie leżycie we dwójkę, możecie się przytulać, pogadać, a dziecko ma samo w tym swoim małym łóżku leżeć? Wtedy rodzi się zupełnie naturalna myśl: Wstanę i sprawdzę, czy za mną tęsknią. I tak wstaje, i wstaje, i wstaje. Jasne, że tęsknicie, jasne, że czekacie na buziaka, przytulasa i uśmiech. To miłe, tylko potem konieczny jest spacer do dziecięcego łóżka, żeby wiedziało, że jest kochane, ale ma swoje miejsce na ziemi do spania. Własne łóżko.

dziecko śpi samo

Twoja decyzja, twoja odpowiedzialność

Decyzja należy do ciebie. Rzadko się zdarza żeby dziecko przyszło do rodziców i powiedziało, że od dzisiaj chce spać we własnym łóżku. Jeśli tak się zdarzy to możesz się cieszyć jakbyś wygrała los na loterii. Jeden na milion. W innym przypadku bierzesz na klatę całe przedsięwzięcie ze wszystkimi konsekwencjami. A będą to najprawdopodobniej: nieprzespane noce w najbliższym czasie, niezadowolenie pociechy (może histeria), twoje chwile załamania i koniecznie, ale to koniecznie konsekwencja. Wiem, dużo tego i nie wygląda różowo, ale jeśli jesteś pewna, to warto poświęcić kilka nocy.

Żeby jednak mieć spokój sumienia, że dziecka nie krzywdzisz, upewnij się co do powodów nalegania na wspólne spanie. Jeśli to tylko (aż) oznaka miłości, dziecko jest zadbane, szczęśliwe, bezpieczne, sytuacja rodzinna jest stabilna, nie ma za sobą żadnej traumy czy wielkich zmian, to nie widzę powodu żeby nie wcielić decyzji w życie.

Bywa jednak i tak, że dziecko tego wspólnego spania potrzebuje z konkretnej przyczyny. Najczęściej jest to brak stabilizacji emocjonalnej i poczucia bezpieczeństwa. Dziecięcy świat zawala się kiedy w sposób drastyczny i nagły są wprowadzane spore zmiany w życiu rodzinnym. Mam tu na myśli np. rozwód, śmierć w rodzinie, chorobę. Takie naprawdę skrajne przypadki. Wtedy oczywiście nie ma sensu dodawać kolejnych zmartwień.

Mogą to również być stany chwilowe kiedy np. wracasz do pracy i spędzacie ze sobą o wiele mniej czasu, kiedy dziecko rozpoczyna przygodę z przedszkolem lub szkołą i czuje się niepewnie w nowej sytuacji. Albo (co dość powszechne) kiedy ma się pojawić młodsze rodzeństwo. Zrób wszystko, żeby dziecko nie poczuło się odrzucone tylko dlatego, że ma przyjść ktoś inny na jego miejsce. Zająć to miejsce w łóżku rodziców.  Wtedy oczywiście trzeba zacisnąć zęby i poczekać. Ale nie czekaj z założonymi rękami tylko działaj. Rób wszystko żeby ustabilizować sytuację i przede wszystkim emocje dziecka. W wielu przypadkach wystarczy czas. Trzeba poczekać aż pociecha przywyknie do nowej sytuacji.

W przypadku traumy, emocjonalnego trzęsienia ziemi, zdarza się tak, że sam czas to za mało i bierne czekanie nie wystarczy. Może potrzebna będzie pomoc specjalisty (psycholog, pedagog, pediatra)? Rozmowa, po której ty będziesz wiedziała jak pracować z dzieckiem żeby wyszło na prostą.

Jeśli wahasz się, czy poczucie bezpieczeństwa nie zostanie zachwiane przez decyzję o samodzielnym spaniu, mam kilka porad. Ściągnij sobie 7 sposobów wspierania poczucia wartości i bezpieczeństwa dziecka. Tak na wszelki wypadek.

Akcja delegacja

Kiedy już wiesz co i jak z emocjami (twoimi i dziecka) i jesteś gotowa wcielić w czyn marzenie o spaniu w łóżku jedynie z partnerem, a nie całą rodziną, to przystąp do działania. I nie mam na myśli wyniesienia cichaczem pociechy do dziecięcego łóżka kiedy zaśnie u was 😉 Działaj zgodnie z kryptonimem DPK:

  • decyzja (to już za tobą),
  • plan,
  • konsekwencja.

Plan jest prosty (w teorii). Jak każdy plan. I pamiętaj, że jak każdy plan możesz go w trakcie modyfikować. Przez modyfikowanie nie mam na myśli zarzucania go przy pierwszych trudnościach. Wręcz przeciwnie!

Rozmowa z dzieckiem

Trudna decyzja za tobą, wyrzuty sumienia pewnie jeszcze nie umilkły w twojej głowie. Jeśli mimo to ciągle chcesz się pozbyć z łóżka kilkuletniego dziecka, to oznacza, że możesz z nim o tym porozmawiać. Jesteś gotowa.

Pamiętaj, że ty już podjęłaś decyzję, ale dziecko jest wciąż na etapie błogiej nieświadomości, w której rodzice pozwalają codziennie przychodzić do sypialni na całą noc. Owszem, trochę marudzą, ale jakoś stanowczo nie wyrzucają. Nie możesz więc z dnia na dzień postawić szlabanu. Trzeba dziecko przygotować na tę zmianę stopniowo, żeby nie poczuło się odrzucone.

To jest pozytywna zmiana. Wiem, że dla ciebie to wizja nieprzespania kolejnych nocy i być może nawet wieczornych awantur, ale przecież nie można tego potomkowi w ten sposób przedstawić. Spanie we własnym łóżku powinno być odbierane jako wyróżnienie (dla dużych, samodzielnych dzieci), świetna zabawa wieczorna, w końcu świadome działanie pociechy. Jesteś na dobrej drodze.

Zacznij od tego, że w życiu każdego przychodzi czas na zmiany. Dobre zmiany, do których trzeba dorosnąć. I właśnie nadszedł taki moment kiedy twoja pociecha dorosła. Powiedz jej o tym jasno. Wymień też argumenty, które przemawiają za tą dorosłością np. Chodzisz już do przedszkola/szkoły od jakiegoś czasu. Tam chodzą duże dzieci, dzidziusie by sobie nie poradziły. I szukaj okazji by upewnić dziecko w tym przekonaniu przez najbliższe dni. Na początek wystarczy. Po kilku dniach zaproponuj spanie we własnym łóżku. Wszystko w ramach tej dorosłości.

Ważne, żebyś wymyśliła dobre argumenty, które naprawdę utwierdzą dziecko w przekonaniu, że jest już duże. W żadnym wypadku niech to jednak nie będzie „granie” młodszym rodzeństwem. Starszak nie ma ustępować miejsca młodszemu, a na pewno tak to odbierze jeśli powiesz: Jesteś już dużym starszym bratem. Czas żebyś spał we własnym łóżku, bo teraz Ala będzie spała z nami. Wszyscy się nie pomieścimy. 

Ja wiem, że to są sensowne i racjonalne argumenty, ale wyłącznie dla dorosłego. Jasne, że we czwórkę ciasno. Tak, to prawda, że syn jest teraz dużym, starszym bratem. Ale dziecko nie posługuje się racjonalnymi argumentami w swoich wyborach, tylko emocjami i skupieniem na własnych potrzebach. Szukaj więc innych argumentów przemawiających za dorosłością, choć wiem, że te wydają się najprostsze. Możesz w nich „użyć” młodszego rodzeństwa, ale wyłącznie w kontekście pokazania starszemu, że może więcej i więcej potrafi np. Dziękuję, że tak świetnie pomagasz mi przebierać pościel. Fajnie mieć takiego dużego i pomocnego synka. Ala jest jeszcze na to za mała. 

Rytuał

Każdy ma swoje wieczorne rytuały przed zaśnięciem. Pewnie nie raz słyszałaś, że najważniejsze jest wyciszenie. Tak to jednak przewrotna matka natura zaprogramowała, że jakoś wszystkie dzieci ożywiają się po kąpieli, czyli właśnie wieczorem. Wtedy włącza się faza na wygłupy, skakanie po łóżku i szaleństwa. Wiem, to jest bardzo słodkie, ale zrób wszystko żeby było jedynie chwilowe. Kilka minut – jeśli dziecko naprawdę tego potrzebuje, a nigdy: Niech się wyszaleje póki nie padnie.

Po tych kilku minutach powiedz jasno, że jest wieczór i pora wygłupów będzie jutro. Teraz jest pora spania. Wielu rodziców z jakiegoś dziwnego powodu podchodzi do usypiania jak do podchodów. Chcą sprowadzić dziecko do łóżka, ale żeby pociecha nie wiedziała, że to czas spania. A przecież to żadna tajemnica, przekaz jest prosty – wieczór jest porą spania, a twoje dziecko jest rozumną istotą. Im więcej informacji mu dostarczysz, tym szybciej zorientuje się w sytuacji.

Przy czym tekst w stylu: Marsz do łóżka!, nie jest żadną informacją. Zwłaszcza, że przed chwilą jeszcze skakaliście w najlepsze i była zabawa w łaskotki. Po takim czymś potrzebna jest chwila na złapanie oddechu, poleżenie (może być nawet na dywanie) i informacja, że czas do łóżka.

Zauważ jak sprytnie to rozgrywasz, Czas do łóżka to nie to samo co Idź spać, które automatycznie wzbudza bunt, chęć napicia się jeszcze, wysikania, zjedzenia itd. Czas do łóżka oznacza tyle, że dziecko będzie miało jeszcze chwilę za spokojną zabawę właśnie w łożku. Żadne kraksy samochodowe, mały chemik, przebiranki i pokazy mody, oglądanie telewizji czy granie na tabletach. Ekrany wyłączone i to dotyczy wszystkich, póki dziecko zaśnie.

Dlaczego? Dlatego, że niemowlakowi raczej wszystko jedno czy tata siedzi przed telewizorem kiedy ty czytasz bajkę na dobranoc, ale w kilkulatku może wezbrać fala zazdrości i tym samym buntu. Im szybciej ustalicie, że wieczór to czas wyciszenia dla wszystkich, tym szybciej dziecko zacznie zasypiać zgodnie z twoim planem.

Dobra, leży delikwent w łóżku, ale co dalej? Przecież jeszcze nie zaśnie. Zapytaj zwyczajnie na co ma ochotę i… zacznij negocjacje. Wyjaśnij, jakie są możliwe opcje do wyboru: czytanie, kolorowanie, słuchanie bajki z audiobooka, mozaika, zabawa pluszakami, rozmowa, teatrzyk cieni. Znasz swoje dziecko najlepiej, pewnie wiesz co mu sprawi przyjemność. To coś nie powinno angażować zbyt dużej ilości zabawek, oczywiście hałasu, migających świateł i generować bałaganu w łóżku (temperowanie kredek, wylejanki z ryżu, malowanie farbami itp. to chyba jasne, że nie bardzo).

Przygotowanie bazy

Łóżko

Spróbuj tak: Super jest być samodzielnym i mieć własne łóżko do dyspozycji, bo to twoje wyjątkowe miejsce na ziemi. Kiedy jednak używasz tego argumentu, to faktycznie zadbaj o to, by łóżko było dla dziecka atrakcyjnym miejscem. Nie jest to kącik do zabawy, ale do spania. To musi być jasne od początku do końca. Świetnym rozwiązaniem jest więc poproszenie dziecka o pomysł na pościel i pomoc w jej zakupie. Oprócz pościeli może to być np. miły jasiek, kocyk, baldachim, przymocowanie lampki nocnej, jej wybór w sklepie. Skoro mówisz dziecku, że jest samodzielne, to daj szansę na udowodnienie tego przez dekorowanie tego kącika na ziemi.

Przy okazji takich dekoracji może się okazać, że spanie z rodzicami podyktowane było np. strachem przed ciemnością. Wtedy prostym rozwiązaniem jest zostawienie ledowej lampki na całą noc. Oczywiście magicznej lampki.

Przyjaciel

Sposobem, który sprawdził się w kilku znanych mi przypadkach, jest powieszenie na widoku (po przebudzeniu) jakiegoś ciekawego obrazka. Sprawdzają się postacie z ulubionych bajek lub zwierzątka, o których układacie całe historie. Tak, żeby dziecko się z tą postacią „zaprzyjaźniło” i chciało się budzić widząc ją jako pierwszą. I chciało (uwaga!) iść do swojego łóżka, żeby ta postać z obrazka nie tęskniła całą noc.

Tak samo może zadziałać ulubiona, konkretna maskotka/zabawka, którą wraz z dzieckiem codziennie będziecie usypiać.

Cichy kąt

Skombinuj przy łóżku dziecka kącik dla siebie. Jeśli przeczuwasz, że przy tym łóżku spędzisz kilka(naście) nocy trzymając pociechę za rękę aż do zaśnięcia, to wymość i dla siebie wygodne gniazdko. Będziesz tam długo czytać bajki, wnosić dziecko po omacku w środku nocy jeśli jednak do was przytupta i znowu siedzieć, i czekać aż zaśnie. Pomyśl i o swojej wygodzie.

Moja znajoma miała zawsze pod ręką czytnik ebooków. Kiedy tak siedziała przy małej w nocy to po prostu sobie czytała, bez konieczności zapalania lampki (i rozpraszania dziecka). To świetny sposób na te nudne, wlokące się minuty kiedy wiadomo, że już z dzieckiem nie pogadasz, nie pośpiewasz, a siedzieć i tak musisz. Myślę, że sprawdzi się też jakiś sprzęt ze słuchawkami na uszach. Podcast? 🙂

Kolacja

Nie muszę chyba mówić, że w ten wieczorny rytuał nie jest wliczona kolacja. To część planu, który ogarniasz wcześniej. Głodne dziecko trudniej się usypia niż najedzone (nie mylić z przejedzonym na wieczór). Lekka kolacja o odpowiedniej (najlepiej zawsze tej samej) porze czasem jest twoim asem z rękawa. Bo przecież wiadomo, że delikwent użyje argumentu Jestem głodny, żeby wydostać się z łóżka i zaburzyć proces usypiania. Nie daj się nabrać. Nie jest głodny po normalnej kolacji. Nie jesteś złą matką odmawiającą dziecku posiłku jeśli wyjaśnisz, że pora kolacji była wcześniej, teraz jest pora spania. Zresztą zęby już umyte, tym bardziej jedzenie nie wchodzi w grę. Wracamy do hasła konsekwencja.

Dorzuciałabym do tego jeszcze hasło: manipulacja, bo takie 2-3 latki znakomicie i bez mrugnięcia okiem potrafią manipulować rodzicami. Kojarzysz bajkę Shrek? W którejś kolejnej części występował tam kot w butach. Zadziorny, podstępny, narcystyczny osobnik (z bardzo dobrym sercem), który jeśli tylko była taka potrzeba potrafił zamienić się w słodkiego kociaka z niewinną minką i ogromnymi oczami wgapiającymi się błagalnie w… przeciwnika. Zawsze udało mu się zmylić tego przeciwnika. Twój kilkulatek podczas „akcji po kolacji” jest dokładnie tym kotem w butach z bajki. Nie daj się zmylić.

Picie

Nierozerwalnie związany z przekąską jest też argument dotyczący picia. Tu możesz iść na kompromis i podać dziecku wodę na życzenie. Ale nie ma wstawania z łóżka. Jeśli już, to ty przynosisz wodę, a dziecko spokojnie czeka. Ja zawsze stawiałam wodę przy łóżku w jakimś niekapku, żeby dziecko mogło po nią sięgać kiedy zechce.

Detale

Wygodna piżama, przyjemna pościel, odpowiedni materac. To niby takie drugorzędne sprawy, ale pamiętaj, że w tej akcji i takie argumenty mogą zostać wytoczone przez pociechę: Tu mnie swędzi, tam uwiera. A pościel nie pachnie zbyt ładnie. Zadbaj o to, żeby to były rzeczy lubiane przez dziecko, wybrane przez nie samodzielnie. Wtedy trudniej będzie powiedzieć, że coś się nie podoba, nie pasuje.

Określona godzina

Od tego u nas nigdy nie było odstępstwa. Jedna konkretna godzina, o której wykąpane dziecko zapraszane było do spania. A właściwie do naszego wieczornego rytuału: czytanie bajki, opowiedzenie bajki, kołysanka. Niezależnie od pory roku, miejsca, podróży, wizyt gości. Jeśli wizyta gości się przedłużała, to po prostu głośno informowałam, że idę umyć dziecko, bo to jej pora szykowania się do snu. Goście nie są dla mnie wymówką, zwłaszcza kiedy mam problem, kiedy wiem, że jak ten raz odpuszczę, to będę musiała całą akcję wprowadzać w życie od nowa.

Wiem, że ten konkretny czas jest dość trudny do utrzymania. Nie raz walczyłam ze sobą, bo przecież lato jest, bo tak fajnie się bawią, bo jak się bardziej zmęczy to potem szybciej padnie. Tiiiiiaaaa, mam to przetestowane. Nawet dobre rady w stylu: Później położysz to dłużej pośpi. Słucham swojej intuicji, obserwuję dziecko i wiem, że trzymanie się tej zasady kurczowo przynosi pożądane efekty. Oczywiście teraz Karolina jest starsza i chodzi spać później niż kiedyś, ale to też jest zawsze konkretna, ustalona z nią godzina i zawsze jej się sztywno trzymamy.

Atmosfera

To niezmiernie ważna sprawa, do której jakoś mało przykłada się uwagi. Przede wszystkim światło. Do tych wieczornych zabaw dziecko powinno mieć włączoną tylko nocną lampkę przy łóżku. Łatwiej się wtedy wyciszy niż przy górnym oświetleniu. Dźwięki oczywiście też budują atmosferę. Mieszkając w mieście, a już na pewno w bloku, nie bardzo masz wpływ na to, czy sąsiedzi zachowują się cicho. Ale już na to czy cicho jest w domu (telewizor, radio itd.) można coś poradzić.

Dla kilkulatka powodem do wstania z łóżka może być ciekawy dźwięk dobiegający z telewizora, niepokojące odgłosy rozmowy rodziców, trzaskająca naczyniami zmywarka itd. Ciemność sprzyja wyolbrzymianiu różnych rzeczy, co spowoduje utrudnienie zaśnięcia. Wiem, że trochę to brzmi jak terror, bo dorosły przecież ma prawo zrelaksować się wieczorem przy telewizji lub rozmowie. Jeśli jednak wiesz, że to może wybić z rytmu zasypiania, to sobie daruj tych kilka minut. Rozmawiajcie szeptem i przez pół godziny nie włączajcie głośno wiadomości. To w sumie opłacalna taktyka, dzięki której szybciej będziecie mieli dziecko „z głowy”.

System zmianowy

Najgorsze jest to nudne siedzenie przy usypianiu i wstawanie w środku nocy. Nie powinno spoczywać na barkach tylko jednego rodzica. Oboje znacie plan i rytuał, trzymacie się konsekwentnie zasad, tak? Nic nie stoi na przeszkodzie żebyście się tą wartą wymieniali np. co drugą noc tata, czy jak wam wygodniej. To jest uciążliwy proces, ale przecież to jednak „tylko” nauka samodzielnego zasypiania, a nie wojna z wrogiem atakującym niepodległy kraj. Można się dogadać.

Usypianie to wyzwanie

Oczywiście już nawet naukowcy zabrali się za temat samego usypiania, co niekoniecznie musi mieć związek z nauczeniem dziecka spać samodzielnie. Usypianie to często zupełnie osobny temat. Różne są techniki. U nas sprawdziło się zostawanie przy dziecku aż uśnie we własnym łóżku. Choć oczywiście to dopiero połowa sukcesu, bo przecież wiadomo, że za kilka godzin (chwil) się obudzi i przyjdzie do naszego łóżka.

Nie ma innej rady, ta metoda polega na odprowadzaniu dziecka (lub odnoszeniu) do jego łóżka za każdym razem, nawet w środku nocy, nawet kilkakrotnie. Jeśli się przy tym pociecha wybudzi to trzeba odsiedzieć swoje od nowa. Cały ten proces może potrwać kilka dni lub nawet tygodni. I tu się człowiek zaczyna zastanawiać, czy ta metoda się sprawdzi? No cóż, u mnie się sprawdziła, u wielu znanych mi osób się sprawdziła, ale nie dam sobie ręki odciąć, że u ciebie się sprawdzi. Wiem tylko, że jak nie spróbujesz to się nie dowiesz. Pomyśl, czy masz wiele do stracenia?

U niektórych sprawdziło się przez pierwsze dni usypianie przez tego rodzica, który spędza z dzieckiem mniej czasu w ciągu dnia. Jeśli codzienna opieka jest na twojej głowie, to wyślij tatę na manewry. Z tą mniej zaangażowaną (nie znaczy, że mniej kochającą) osobą będzie dziecku łatwiej się rozstać. Czasem też właśnie z nią dziecko chętniej współpracuje. Ona też (z racji tego, że nie jest zmęczona całodzienną opieką nad dzieckiem, a pewnie jest stęskniona za pociechą) ma trochę większy zapas cierpliwości potrzebnej do usypiania.

U nas było przez jakiś czas tak, że Marek sporo wyjeżdżał, pracował do nocy i wracał wieczorem stęskniony i zmęczony. Ten wyciszający czas przy łóżku dziecka, chwila czytania bajki, rozmowa, kołysanka były też relaksem dla niego. Nieraz bardzo skutecznie zdołał sam siebie uśpić, a dziecko niejako przy okazji, ale ważne, że system się sprawdzał.

Czasem dziecko przychodzi w środku nocy, bo miało zły sen. Wtedy zawsze zapraszam do naszego łóżka, tulę, uspokajam i informuję, że możemy tak chwilkę poleżeć, ale potem wraca do siebie. Bywa, że dziecko przy tym poleżeniu zasypia, wtedy odnoszę i już. Co ważne, ono ma świadomość, że je odniosę, bo mu o tym powiedziałam. Budząc się we własnym łóżku nie ma żalu ani pretensji i nie jest zdziwione sytuacją (przecież zasnęło gdzieś indziej).

Z czasem to budzenie się u siebie staje się zupełnie naturalne. Informacja to podstawa. Oczywiście zawsze warto mieć pod ręką jakiś odstraszacz złych snów, jakieś zaklęcie, przytulankę obronną. W naszym przypadku to wymyślanie kary dla złego snu, który ośmielił się zakraść do głowy Karoliny. Oj srogie są te kary, może dlatego tak rzadko złe sny do niej przychodzą 😉

Warto też założyć, że kilkulatek powinien znać techniki samodzielnego zasypiania. Bo po jakimś czasie możecie spróbować umówić się z dzieckiem, że po czytaniu i kołysance wychodzicie z pokoju. Zasypia już samodzielnie. Oczywiście to tylko za zgodą pociechy. Wtedy sprawdzą się: stare i dobre liczenie baranów, wymyślanie bajki (w myślach), przypominanie sobie miłych rzeczy, które wydarzyły się w ciągu dnia, wyliczanka, rymowanka, planowanie urodzin, wycieczki itd. Naprawdę, sposobów jest wiele. Im więcej możliwości zaproponujesz dziecku, tym większa szansa, że znajdzie coś pasującego. Hasło Zamknij oczy i śpij! działa na kilkulatka jak płachta na byka. Na dorosłego zresztą działałoby podobnie.

Dziecięce lęki

Zerknij też na listę rzeczy, których dziecko w danym wieku może się bać. To również ma ogromne znaczenie przy nauce samodzielnego zasypiania. Czasem przypadkowe spotkanie czy wspomnienie spaceru może sprawić, że dziecko po prostu ze strachu przyjdzie ponownie do twojego łóżka.

Jeśli są lęki, to trzeba się z nimi rozprawić. Przede wszystkim porozmawiać, wyjaśnić, wytłumaczyć. W żadnym wypadku nie wyśmiewaj dziecka kiedy ci mówi, że nie chce spać w swoim pokoju, bo na ścianie jest plama w kształcie kalosza. Wyobraźnia plus niewielka jeszcze wiedza o świecie, przyrodzie i najróżniejszych zjawiskach sprawiają, że dziecko ma prawo czuć lęk przed rzeczami, które dla wielu dorosłych są po prostu niewiele znaczącymi „głupstewkami”.

  • 0–8 miesięcy – bobas boi się głośnych dźwięków, po prostu. Czasem jest to odkurzacz, innym razem wiertarka. Jeśli chcesz zadbać o jego nerwy to, zwłaszcza przy usypianiu i podczas snu, staraj się żeby hałasy do dziecka nie dobiegały.
  • 9–12 miesięcy – takie dzieci bardzo często zaczynają odczuwać lęk przed obcymi. O ile do tej pory bez problemu szły do każdego na ręce, tak obecnie mogą się bać wszystkich lub mieć wybrane osoby, z którymi za nic nie będą chciały mieć do czynienia. Jeśli akurat w tym wieku chcesz nauczyć dziecko samodzielnego spania, to raczej zrezygnuj z zabierania je w miejsca pełne obcych twarzy. Zapomnij też na jakiś czas o większej ilości nieznanych dziecku gości w twoim domu. A jeśli już nie ma wyjścia, to oswajaj powoli.
  • 12–24 miesiące – dzieci na tym etapie boją się zostawać same, boją się też rozłąki z bliską osobą. To znacznie utrudnia oczywiście naukę samodzielnego usypiania, ale tylko pod warunkiem, że wybierzesz metodę (której raczej nie polecam) pozostawienia dziecka samego w pokoju przez kilka minut. Żeby się przyzwyczaiło. Potem ten czas się każdego dnia o jakąś chwilę przedłuża. Założenie jest takie, że dzięki temu dziecko się „wypłacze” i nauczy samodzielnie spać. Teraz wyobraź sobie, że jesteś takim przerażonym ciemnością i brakiem rodzica dzieckiem. Co czujesz? Zdecydowanie lepiej jest pozostać przy dziecku aż do zaśnięcia. Twój powrót do pracy i zostawianie dziecka pod opieka niani w ciągu dnia również może lęk separacyjny nasilać. Tym większa praca do wykonania kiedy już jesteście razem – od tłumaczenia dlaczego wychodzisz do pracy, przez czytanie bajek na ten temat, aż po radosne wygłupy dyktowane tęsknota i chęcią budowania więzi ciepłej więzi z dzieckiem.
  • 3–6 lat – czyli wiek przedszkolny, to czas lęku przed ciemnością, najróżniejszymi odgłosami przyrody: sowa, burza, wiatr za oknem, dziwne stukanie, skrzypienie desek. W tym wieku dziecięca wyobraźnia po prostu szaleje. Kiedy dochodzą do tego: samotność, ciemność i niepewność nowej sytuacji, trudno mówić o sukcesie w nauce samodzielnego spania. Oczywiście na wszystko znajdzie się rada. Miś na samotność, wyjaśnienie skąd się biorą różne odgłosy na obawy przed nimi, a mała lampka czy uchylone drzwi zaradzą w sprawie ciemności. Zawsze w takich sytuacjach polecam sięgać po książki pomagające zerknąć na dziecku daną sytuację z innej perspektywy i po prostu zrozumieć. Po przeczytaniu takiej oswajającej z tematem bajki, koniecznie dodatkowo z dzieckiem porozmawiaj. Zwłaszcza, że do tych największych strachów dochodzą z czasem kolejne np. lęk przed śmiercią, chorobą (własną lub rodziców). Tematów jest coraz więcej, bo dziecko coraz bardziej poznaje prawdziwy świat.
  • 6–9 lat – dzieci szkolne lękają się sytuacji związanych z rówieśnikami i tym, co inni sobie pomyślą. Wiem, że jako dorośli wręcz dążymy do tego, żeby się nie zastanawiać, co myślą inni. Ale młode, niedojrzałe organizmy funkcjonują w zupełnie inny sposób – pragną akceptacji. Dla takiego dziecka wstyd lub strach (klasówka, oceny, brak zadania, nierozumienie zagadnień poruszanych na lekcji, wieczne porównania do wzorowych uczniów) wywołane sytuacją w szkole, mogą być wręcz paraliżujące.

Trzymam kciuki

Już wiesz jakie są następujące po sobie kroki w dążeniu do rozwiązania problemu:

  • przygotowanie siebie,
  • przygotowanie dziecka,
  • zdbanie o zaplecze,
  • rytuał wieczorny,
  • usypianie,
  • konsekwencja w odprowadzaniu pociechy do jej łóżka.

No dobrze. Zebrałam sporo materiału, który może ci pomóc w odzyskaniu własnego łóżka i wcieleniu w życie marzenia o przespaniu nocy bez kopniaków i siniaków. Mnie się udało to i tobie się uda. Będzie mi bardzo miło jeśli puścisz ten materiał w świat. Dalego mi na tym zależy? Bo wyspana matka to szczęśliwa matka. A szczęśliwa matka to szczęśliwe dziecko…

…dobranoc 🙂

Posłuchaj: Naucz dziecko spania we własnym łóżku

Podcast Tylko dla Mam, odc. 5

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This