Czy warto posyłać dziecko do przedszkola? Odpowiedź na to pytanie jest dość oczywista. Trzylatek zamknięty w domu (wiem, wychodzi na spacery, spotyka się z rówieśnikami) to jest poważne wyzwanie. Głównie ze względu na potrzebę ruchu, ciągłej zmiany, ciekawość świata. Jasne, mama jest naprawdę bardzo interesującą postacią. Tak, jest całym światem, ale czy zastąpi kolegów z piaskownicy?

 

Rodzi się pytanie: po co mama miałaby to robić? Mało masz obowiązków, mamo? Może warto je delegować na innych ludzi? Niektóre, jak np. walka o łopatkę i robienie babek z piasku przerzuć na „podwórkowe” trzylatki, a inne na wykwalifikowaną kadrę. Na przykład taką pracującą w przedszkolu. Zatem może powinnam zapytać inaczej. Nie zastawiać się czy posyłać, ale jak to zrobić, żeby nie postawić życia całej rodziny na głowie? I żeby dziecko było szczęśliwe!

Pobierz zabawy uczące dziecko mówienia o emocjach »

Informacja to podstawa

Wiesz już pewnie, że jestem wielką zwolenniczką wcześniejszego planowania wszelkich działań dotyczących dziecka. A już zwłaszcza tych dotyczących jego emocji. Jeśli miałaś okazję ściągnąć sobie darmowy poradnik Co zrobić, żeby dziecko cię słuchało? 10 prostych trików to wiesz, że informowanie pociechy o zmianach dotyczących jej życia jest kluczem do sukcesu.

Posłanie dziecka do przedszkola jest dokładnie taką zmianą. Zła wiadomość (obiecuję, że jedyna w tym wpisie) jest taka, że jednak nie da się tego zrobić nie przewracając rodzinnego świata do góry nogami. Im szybciej to sobie uświadomisz, tym łatwiej oswoisz się z tą myślą i nie tracąc energii na zbędne rzeczy, skoncentrujesz na istocie wyzwania. Tylko pamiętaj, że to jest bardzo, bardzo, bardzo pozytywna zmiana. Oczywiście na początku może wydawać się trudna do ogarnięcia. W ostatecznym jednak rozrachunku wyjdzie wszystkim (zwłaszcza dziecku) na dobre.

Pokaż mi swój plan

Efektywne przygotowanie wymaga planu ogólnego, od którego będziesz mogła spokojnie przejść do szczegółów. Ja kiedyś taki plan sobie opracowałam. Dzielę się nim, może ci się przyda.

  1. Przygotowanie mamy (i taty) na pójście dziecka do przedszkola.
  2. Wybór przedszkola (tak, wiem, to tylko teoria, każdy się cieszy jak mu się uda dostać do jakiegokolwiek przedszkola państwowego).
  3. Przygotowanie dziecka na pójście do przedszkola (budowanie samodzielności i poczucia bezpieczeństwa, programy edukacyjne, bajeczki, książeczki o tym wydarzeniu, wspomnienia rodziców i dziadków, pokazanie zalet placówki, wspólne kompletowanie wyprawki).
  4. Oswojenie z rówieśnikami.
  5. Zajęcia adaptacyjne (w przedszkolu – nie można ich przegapić, w tym: poznanie kolegów, zapoznanie z nową panią, z budynkiem, okolicą, drogą do przedszkola).
  6. Pierwsze dni w przedszkolu – czas na prawdziwą adaptację.

Sporo tego, wiem. Nie wymieniłam wszystkiego, a i tak sporo. Dzisiaj chciałabym jednak skupić się głównie na tobie i twoich odczuciach. Czyli w zasadzie punkcie pierwszym mojego planu. Komuś może się wydawać, że wszystko w tej adaptacji kręci się wokół dziecka, ale ja uważam, że to nastawienie mamy jest fundamentalne. Jeśli ty dasz radę to i dziecko udźwignie temat.

Pozwól dziecku puścić spódnicę

Jak masz się do tego przygotować? Psychicznie i emocjonalnie. Bardzo często jest tak, że trzyletnie dziecko jest już całkowicie gotowe do pójścia do przedszkola. A ty wciąż się wahasz czy wyjdzie mu to na dobre? Przyzwyczajona przez te lata do troski i zaspokojenia podstawowych potrzeb: spanie, jedzenie, higiena, stuprocentowa koncentracja na emocjach malucha, każe ci się zastanawiać. Czy aby nie będzie tam zmęczone? Czy zje ile trzeba? Przecież w domu wybrzydza. Czy naciągnie czapkę na uszy, jeśli samo będzie się ubierać? Od takich rzeczy do tej pory była mama, prawda? I jeszcze to sikanie. Czy da sobie radę w toalecie? Wtedy zaczyna się budzić powoli wewnętrzny wulkan obaw.

A to nie koniec dylematów. Gdzieś tam w środku (pod grubą warstwą obaw) czai się rozdarcie. Często nie możesz się doczekać, kiedy wreszcie pociecha zacznie chodzić do tego przedszkola. Bo to dla ciebie szansa na powrót do pracy, do dorosłego życia, wykopania się spod sterty pieluch, grzechotek, pluszaków i przypomnienia sobie, że można też cieszyć się życiem kiedy nie ma dziecka w pobliżu. Z jednej strony chcesz, a z drugiej nie chcesz, prawda? Matka nie ma lekko 😉

adaptacja-przedszkolna-3

Gotowość bojowa

Oczywiście, żeby osiągnąć stan jakiejkolwiek równowagi psychicznej, musisz mieć pewność, że maluchowi nie dzieje się krzywda. Albo jeszcze inaczej – że w przedszkolu jest szczęśliwe. Bo niby dlaczego miałaby mu się dziać jakakolwiek krzywda? Ba, dziecko często tego właśnie potrzebuje. Tak, przedszkola potrzebuje. Rówieśników, innych zasad, pani, która ma zawsze rację. Rozłąka jest trudna, ale i potrzebna. Gotowe na ten krok dziecko pokaże ci to, jeśli tylko uważnie się przyjrzysz.

Dziecko jest gotowe do przedszkola, jeśli:

  • Spokojnie zostaje pod opieką rodziny lub znajomych na kilka godzin. Nie potrzebuje twojej stałej obecności. Ma pewność, że zawsze wrócisz o wyznaczonej godzinie.
  • Interesują je inne dzieci, starsze też choć one oczywiście nie zwracają na nie uwagi. Podczas spaceru zmyka do nich zamiast grzecznie wędrować z tobą za rękę. To dobrze jeśli nie musisz go zachęcać do kontaktów z rówieśnikami, samo tego chce.
  • Bawi się w grupie innych dzieci, co wcale nie znaczy, że musi z nimi wchodzić w interakcje. Po prostu lubi wśród nich przebywać i zajmować się swoimi sprawami lub obserwować, naśladować. To też oznaka pewnej gotowości do przedszkola.

Potrafisz się nastroić?

Zanim jednak pociecha trafi do przedszkola, macie do wykonania sporo roboty. Twoje nastawienie przekłada się na nastawienie dziecka. Jeśli jesteś mamą, która nie ma wyjścia i musi wrócić do pracy, to pół roku wcześniej zacznij siebie i dziecko do tego przygotowywać. Chodzi o twój spokój ducha związany z przeorganizowaniem rzeczywistości, w której przez ostatnie 3 lata twoja rodzina funkcjonowała. Musisz wracać do nielubianej pracy, to jest oczywiście problem. Ale twój, dorosły, nie pociechy. Daruj więc maluchowi komentarze: „Gdybym tylko mogła, to byśmy zostali w domu jeszcze rok, ale niestety tak się nie da”. Smutna mina, przytulas, łza… i po adaptacji. Nie warto obarczać dziecka swoim negatywnym nastawieniem.

To jasne, że będziesz spędzać z nim mniej czasu. Czy chcesz wracać do pracy, czy po prostu musisz i tak będzie trudno. Początkowa ulga i radość ze złapania oddechu szybko zamienią się w tęsknotę. Na szczęście ten stan minie, przyzwyczaisz się. Jednak wracając do pracy (jeśli masz jakikolwiek wybór) nie rzucaj się od razu na głęboką wodę. Warto zarezerwować popołudnia dla dziecka, które kontaktu z tobą (a ty z nim) będzie teraz szczególnie potrzebowało. Siedzenie do późnego wieczora w robocie może okazać się kosztowne. Płacić będziecie oboje – ty i dziecko – swoimi emocjami.

Możliwy falstart

Kolejna ważna sprawa związana z nierzucaniem się na głęboką wodę to choroby, które rzadko omijają trzylatka wychodzącego z domu do przedszkola. Zanim weźmiesz sobie na głowę milion zawodowych wyzwań weź pod uwagę jedno. Nowi koledzy, nowe zarazki, trzeba jakoś nabyć tę odporność. Przeziębienia, katary będą na porządku dziennym. Posypią się więc zwolnienia lekarskie. Jeśli do tej pory nie mieliście z tym większego problemu, to jest niemal pewne, że teraz się zacznie. Przy okazji, trzeba będzie uśmiechnąć się do babci z prośbą o pomoc w tych nagłych wypadkach (zerknij na wpis Babcia opiekunka – czy stać cię na taki luksus?). I znowu przygotowanie zaplecza zdaje egzamin. Jeśli przewidzisz to i zaczniesz ustawiać codzienność tak, by w tych „zasmarkanych” sytuacjach świat się nie walił, to spokojniej przejdziesz przez okres adaptacji.

Sama byłam przeszczęśliwa kiedy Karolina szła do przedszkola. Prowadzenie własnej firmy z dzieckiem na ręku zasadniczo się różni od prowadzenia firmy z dzieckiem w przedszkolu. Wyobrażałam sobie właśnie jak to ruszę z kopyta, pełna energii i z zapasem czasu na pracę. Ehe, niemal w każdym miesiącu chorowała. Nie mocno, ale na tyle beznadziejnie, że zostawała w domu. I co? Ruszanie z kopyta musiało jeszcze długo poczekać. Jeśli więc jesteś mamą, która ma możliwość decydowania o swoim czasie pracy, to w rocznym planie uwzględnij inwazję zarazków przedszkolnych.

Teoretyczny wybór przedszkola

Pewnie dokładnie wiesz jak ważne jest dla dziecka otoczenie, w którym przebywa. A w przedszkolu przebywa przecież kilka godzin, więcej niż pół dnia. Chciałby człowiek, żeby było tam ładnie, kolorowo, ciekawie po prostu. Jednak jak już wspominałam, jest jak jest. Jeśli uda się dostać do przedszkola, to się człowiek cieszy nawet z szarych ścian i tyle. Dlatego akurat w tym wpisie nie będę się rozwodzić nad tym, jak mogłoby czy powinno wyglądać. Jedyne na co warto zwrócić uwagę kiedy jest się postawionym przez „wyborem dokonanym”, to bezpieczeństwo placówki. Kto, kiedy i jak może się dostać do środka? Czy rano każdy wchodzi jak leci, czy przy odbiorze dzieci sprawdza się rodziców i opiekunów, czy są na terenie przedszkola zainstalowane kamery, czy jest domofon, czy oprócz zainstalowania to wszystko jakoś sprawnie działa? Zdobycie tych informacji jest kolejnym elementem budowania twojego spokoju ducha, który bardzo się przyda od września.

adaptacja-przedszkolna-1

Skarbie, mam wiadomość!

Dopiero kiedy już wiesz, że dziecko na pewno dostało się do przedszkola, warto je o tym poinformować. Myślę, że wcześniej nie ma co wydziwiać. Można przyłożyć się do nauki samodzielności, jasne że tak, ale bez informowania, że motorem napędowym tych konkretnych zabaw jest możliwość pójścia do przedszkola. Bo tak na zdrowy rozum, to uczysz dziecko samodzielności żeby mu było łatwiej i wygodniej w życiu, a nie wyłącznie po to, by sobie poradziło w przedszkolu, prawda? W każdym razie warto właśnie na wiosnę zacząć konkretne (ostateczne) przygotowania.

Wiem, że zapisywanie pociechy do przedszkola to jedna wielka nerwówka. Czy się dostanie, do którego, jakie ono jest, jak daleko od domu? itd. Emocje, adrenalina, nerwy, rodzinne dyskusje. Oszczędź dziecku słuchania o tym. Dla niego te wszystkie „afery” nie mają najmniejszego znaczenia. Ważne jest, że idzie do świetnego miejsca, gdzie będzie dużo zabawek, dzieci i ciekawych rzeczy. Kropka. Uśmiech. Uścisk.

Sprzedawaj konkrety i optymizm

Jak już się ucieszy, opowiedz na czym konkretnie polega to całe przedszkole. Mogą tam przecież chodzić tylko duże dzieci. Takie, które sobie dają radę bez pomocy rodziców. Tak, to trochę dziwne, że nie będzie tam rodziców. Masz prawo czuć się zagubiony, mały krasnalu. Rodzice muszą chodzić do pracy. A dzieci wtedy zamiast nudzić się w domu, mogą ten czas spędzić wesoło w przedszkolu. A jest tam tak: i tu następuje długa opowieść o dniu w przedszkolu. Po kolei, ze szczegółami. Żeby dziecko wiedziało o leżakowaniu, posiłkach przy stole, samodzielnym chodzeniu do toalety, fajnej pani i (hałaśliwych) kolegach, których od września będzie pod dostatkiem.

Dziecko poczuje się pewniej, potrafiąc samodzielnie:

  • zjeść posiłek,
  • skorzystać z toalety,
  • ubrać się z niewielka pomocą dorosłego,
  • rozpoznawać swoje rzeczy (ubranie, zabawka, worek na kapcie, szafka),
  • umieć się przedstawić z imienia i nazwiska.

Im więcej dziecku opowiesz, pokażesz, wyjaśnisz, nauczysz, tym lepsze będzie miało wyobrażenie o nowej sytuacji. Do tego konieczna jest wcześniejsza wizyta w przedszkolu. Na szczęście niemal wszystkie placówki robią teraz wakacyjne zajęcia adaptacyjne. To dla nich też wygoda. Wiedzą o tym dokładnie nauczyciele trzylatków, dla których wrzesień to… specyficzny czas 🙂

 

Jeśli jednak twoje przedszkole nie pofatygowało się, by zorganizować takie zajęcia, to wbijaj tam w któryś wakacyjny dzień i powiedz, że chcesz przyjść pokazać dziecku nowe przedszkole. Powinni się zgodzić.

Jaskinia strachu

W ramach zajęć adaptacyjnych dowiedz się koniecznie, jak wygląda sprawa pierwszych dni w przedszkolu. Niektóre placówki pozwolą ci zostać na początku zajęć, inne kategorycznie wyproszą z sali. To jest informacja, którą musisz znać wcześniej, żeby potem nie było twojego (i przede wszystkim dziecka) zdziwienia, że jak to? Obiecałam synkowi, że na początku będziemy razem. Co to za placówka bezduszna? Uwierz mi, oni mają o wiele większe doświadczenie w przyjmowaniu wrześniowych trzylatków niż ty, ja i pewnie wszystkie czytelniczki tego bloga razem wzięte. Warto zaufać. Oczywiście wcześniej wiedząc (sprawdzając) na co się godzisz. Wcześniej, nie 1 września!

Twoje nastawienie to także pokazanie dziecku, że potrafisz panować nad emocjami w tej nowej sytuacji. Zatem podobne hasła nie wchodzą w grę:

  • „Nie chcesz jeść marchewki? No to ciekawe jak zamierzasz w przedszkolu jeść obiady?”
  • „Ile jeszcze będziesz zakładać te spodnie? Dzieci w przedszkolu będą się śmiały.”
  • „Jak to nie posprzątasz zabawek? W przedszkolu szybko cię tego nauczą”.

I takie różne inne, podobne…

Przedszkole to nie gabinet strachu, mroczna jaskinia, ani horror. Więc nie ma co straszyć tą instytucją. Czasem podziała, ale ogólny bilans jest ujemny. Więcej strat niż korzyści. Dziecko i tak (mimo ekscytacji i radości z nowych doświadczeń) pewnie będzie przestraszone nową sytuacją. Co innego spacerować po przedszkolu z mamą za rękę na zajęciach adaptacyjnych, a co innego kiedy zamykają się za nią drzwi od sali.

Kusząca dziurka od klucza

Mama musi być twardzielem w tej i każdej innej sytuacji. To ty jesteś tu dorosła więc na ciebie padło, że się nie rozklejasz. Czy dziecko może? Oczywiście, że może. Pewnie nie u każdego przejdzie to gładziutko i radośnie. Nie wszystkie maluchy mają ochotę zamieniać ciepły domek z mamą na cały etat, na salę w obcym budynku, z wrzeszczącymi rówieśnikami. Łzy pomagają, daj dziecku do nich prawo.

Płacze. Tobie pęka serce, ale musisz być twarda. Na wszelki wypadek jednak poznaj objawy rozmiękczenia.

  • Mówisz dziecku, że jutro może zostać w domu i odpocząć sobie od płaczu i przedszkolnych wrażeń. Bądź pewna, że chętnie skorzysta z twojej wielkodusznej oferty. Jutro i każdego kolejnego dnia. Po prostu nie będzie chciało tam wrócić. Skoro raz się udało, to pewnie i kolejnym razem mama zmięknie. Wystarczy nad nią odpowiednio popracować.
  • Obiecujesz zabawkę za „dzielne” pójście do przedszkola. Nie obiecuj złotych gór za niepłakanie i dzielność: „Jak dziś nie będziesz płakał, to kupię ci…”. Szybko się przekonasz, że suche oczy dziecka mogą być bardzo kosztowne.
  • Dopada cię przemożna chęć zainwestowania w lornetkę. To również powinno cię zaniepokoić. Tak, jasne, mieści się do średniej torebki i będzie jak znalazł gdy najdzie cię ochota żeby kuknąć do sali przez szybę. Zrób to dla siebie i nie inwestuj w taki sprzęt. Nie ma gorszego rodzica niż wiszący przy dziurce od klucza przed salą lub z nosem przy szybie. Nie rób dziecku obciachu 😉

adaptacja-przedszkolna-6

Mokre katharsis

Traktuj płacz jak katalizator emocji, sposób na ich wydobycie i oczyszczenie. Oczywiście mówię o dziecku. Ty na oczach pociechy ryczeć nie możesz. W poduszkę co najwyżej wieczorem jak już zaśnie. Jeśli zobaczy, że płaczesz z powodu przedszkola, to uzna tę instytucję za wroga. A tego przecież nie chcesz.

Zatem oczyszczenie, nic więcej. Prawo do niego jest niezbywalnym przywilejem dziecka i trzeba to uszanować. Nie możesz wiec wymagać, by nie płakało jeśli czuje taką potrzebę. Wiem, to męczące zwłaszcza kiedy odprowadzasz i wiesz, że macie tylko kilka minut, bo musisz pędzić do pracy. Najczęściej więc już przy ubieraniu butów w domu zaczyna się wojna psychologiczna: „A nie będziesz dziś płakać, prawda? Taki duży, taki dzielny to płakać nie będzie. Obiecujesz?”

Kobieto, daj popłakać! Nie wymuszaj takiej obietnicy na trzyletnim organizmie, bo on emocjonalnie nie jest w stanie udźwignąć odpowiedzialności związanej z dotrzymaniem słowa. Nawet jeśli wytrzyma w domu, to zapewne pęknie w przedszkolu. Co będzie o sobie myślał? „Nie jestem jednak duży i dzielny, bo się rozryczałem”. Czy do tej całej adaptacji potrzebne ci są jeszcze brak wiary we własne możliwości i zaburzenie samooceny dziecka?

Jak to?

Tak, płacze. Płacze rano, płacze w szatni, płacze przy rozstaniu, ale jest wielka szansa, że przestaje jak tylko straci cię z oczu, a mądra pani zajmie ciekawymi zabawami. Nareszcie przestaje płakać. I tu przychodzi chwila żebyśmy pogadały o kobiecej logice. Może nawet bardziej matczynej, no bo jak to? Wkładam wiele wysiłku w to, żeby w końcu z uśmiechem dziecko szło do przedszkola. Odbieram i dowiaduję się, że dziś tylko 15 minut za mną płakało. Jak to? Tak krótko? A niby dlaczego tylko tyle? Dziewięć miesięcy nosiłam pod sercem, 12 godzin porodu w bólach i tylko 15 minut płaczu? O co tu może chodzić? Nie kocha mnie już?

Chodzi o to, że proces adaptacji zaczyna się kończyć. Radość! Powód do dumy, mamusiu! Wiec odbierając z przedszkola pytaj, co dobrego się w nim dzisiaj wydarzyło, a nie czy dziś długo dziecko płakało i ile razy. Rozdrapywanie ran i przypominanie o smutnych zdarzeniach nie jest metodą na oswojenie wrześniowych smuteczków. Choć oczywiście jeśli dziecko samo chce o nich porozmawiać, to nie ma tematów tabu.

Uffff, bardzo wiele mogę mowić o adaptacji, bo i jest o czym. I mówię! Zerknij koniecznie na ten darmowy Kompletny przewodnik video, w którym opowiadam o adaptacji ze szczegółami. Znajdziesz tam też odnośniki do kolejnych wpisów i listę książek pomagających przyswoić przedszkolne tematy.

Właściwie twoje emocje to dopiero wierzchołek góry lodowej. Przed tobą i dzieckiem jeszcze nauka samodzielności, oswajanie nowych sytuacji, komunikacja z rówieśnikami, komunikacja z placówką – cała reszta podpunktów, o których wcześniej wspomniałam. Jest tego sporo, ale do przejścia. Jeśli chcesz kolejnych rozdziałów tej fascynującej opowieści, to napisz w komentarzu albo mailu do mnie. Chętnie dopiszę ciąg dalszy.

A dziś dla ciebie ode mnie kilka zabaw adaptacyjnych, które mam nadzieję, pomogą twojemu maluchowi poczuć się pewnie i szczęśliwie w nowych sytuacjach. I już bez względu na to, czy wybieracie się od tego września do przedszkola czy może jeszcze nie, warto pokazać je odkrywającemu świat dwu- i trzylatkowi.

Buźki przedstawiające emocje

Wydrukuj buźki. Wspólnie z dzieckiem nazwijcie te emocje. Słuchaj dokładnie, co dziecko sądzi o poszczególnych emocjach. Dopytuj o szczegóły np.: Dlaczego uważasz, że to dziecko jest smutne? Co może zasmucić dziecko? Po czym poznajesz, że to dziecko jest wesołe? Co cię najbardziej rozwesela? itd.

Powycinajcie buźki i pobawcie się nimi w określanie emocji. Zadawaj dziecku pytania, np.:

  • Jaką będziesz miał buźkę kiedy kupię ci lody czekoladowe?
  • Jaką buźkę ma dziecko, które wystraszyło się szczekającego psa?
  • Jaką buźkę ma zmęczone dziecko?
  • Jaką buźkę będziesz miał/a pierwszego dnia w przedszkolu?
  • Jaką buźkę będziesz miał/a kiedy okaże się, że pani w przedszkolu zna mnóstwo ciekawych zabaw? itd.

Pobierz plik z gotowymi buźkami do wydrukowania oraz propozycjami 4 dodatkowych zabaw!

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This