Mam wrażenie, że wszędzie widzę piersi. Nie, nie jestem chora, nie odbiło mi (mam nadzieję). Po prostu niemal w każdym artykule, na każdym blogu parentingowym widzę piersi. Są wszędzie. Karmienie piersią jest tematem numer jeden. Dziś jeszcze sprawdzę ojcowskie blogi, czy tam też ten temat dominuje? A może to jest tak, że każdy szanujący się blog powinien mieć wpis o piersiach? A konkretnie o karmieniu piersią. Skoro tak, to ja też chcę! Tylko dla jasności od razu powiem, że lekko mrugam okiem do tego tematu, do stereotypów, do spięcia nad butelką mleka i piersią Matki Polki. I tak traktujcie ten wpis, bardzo proszę 😉

Pobierz przepisy dla karmiącej mamy – łatwe, pyszne i bezpieczne dla dziecka »

Problem polega na tym, że jestem wewnętrznie rozdarta. Bo rozumiem jak cenne jest naturalne mleko matki. Dlatego karmiłam córkę. Ale też przyznam, że nie bardzo za tym przepadałam. Zatem popełniam wpis o karmieniu piersią, choć do zagorzałych fanek tej czynności nie należę i chętnie opowiem dlaczego.

Nie jestem fanką karmienia piersią…

Po pierwsze, zwyczajnie nie lubię terroru. A mam wrażenie, że jeśli nie masz ochoty na karmienie piersią lub po prostu nie robisz tego z różnych innych przyczyn (przyjmuję do wiadomości powody zdrowotne, psychologiczne, fizyczne, społeczne, zwykłe niechcenie, odrazę i każde inne) to jesteś uważana za wykolejeńca, wariatkę. W najlepszym wypadku odmieńca. Kobieta, która nie karmi piersią uznawana jest za dziwną. Coś z nią musi być nie tak. Na pewno by karmiła, gdyby tylko zawalczyła odpowiednio mocno. I różne podobne „wyroki” czytam i słyszę. I krew mnie zalewa w imieniu tych wszystkich kobiet, które mniej lub bardziej świadomie wybrały opcję „butelka”.

Ja karmiłam piersią przez pół roku. Skoro mleko leciało, nie widziałam powodu, by nie karmić. Ale szybko zrozumiałam, że to takie różowe wcale nie jest. I karmiłam równo sześć miesięcy, świadomie z wyboru. Co do dnia, z zegarkiem w ręku, ani sekundy dłużej. Wiedziałam, że pierwsze pół roku jest najważniejsze, więc karmiłam (za czasów mojego karmienia mówiono o pół roku, a nie dwóch latach jak dziś). Ale jak tylko nadarzyła się okazja, żeby przestać bez wyrzutów sumienia (6 miesięcy odbębniłam) to przestałam. I dziecko żyje, i ma się dobrze, i fajnie rośnie, i ogólnie świat się kręci. kalendarz

Po drugie, nie mogłam jeść tego, co chciałam. Ostatecznie zostałam na chlebie z tak cienką warstewką masła, że bardziej się na nią wkurzałam niż ją widziałam (tak mi doradziła lekarka, dobrze że dziś taka dieta matki karmiącej jest mitem).

Po trzecie, czułam się jak magazyn nabiału, dyspozytornia. Jak przenośny całodobowy, do drzwi którego co chwilę dobijają się klienci. I nie ma opcji na wywieszenie karteczki „nieczynne”.

Po czwarte – bolało. Bolały mnie piersi, zwłaszcza na początku. A bólu w żadnej mierze do listy pozytywów zaliczyć się nie da i już. Czy potrzebny jest jeszcze jakiś argument?

Po piąte – wstyd. Wiem, jest dziś mnóstwo kampanii społecznych dla kobiet wyzwolonych. Takich o wyciąganiu piersi w publicznym miejscu. Jestem im wdzięczna za walkę o to, bo lubię wspierać wszelkie objawy feminizmu i podkreślania kobiecości. Podziwiam. Szacun. Sama nie przemogłam się nigdy, żeby wyjąć pierś w tramwaju, na przystanku czy w kościele. Biję się w tę niewyjętą pierś, ale też takie mam poczcie, że te kampanie trochę jednak odbierają mi prawo do zwykłego wstydu. Bo powinnam przecież chcieć. A nie chcę i wstydzę się też kilku innych bardzo naturalnych rzeczy (np. jechania na golasa w tramwaju, choć wiem że ludzkie ciało to genialne dzieło natury). Może kilka lat temu nie było tylu kampanii społecznych i to dlatego się tak wstydzę?

…ale uważam, że to lepsze niż butelka

Opowiem też, co mnie do karmienia piersią (intymnie, w ukryciu, ale jednak) przekonało. Bynajmniej nie to niesamowite uczucie zalewające twoją duszę aż po sam koniuszek jestestwa, kiedy tulisz do siebie bezbronną istotkę, którą sprowadziłaś w bólach na ten świat. O nie. Mnie raczej praktyczne argumenty przekonują.

  • Karmiąc piersią nie będziesz miała do czynienia z naszą służbą zdrowia. Jeśli miałaś jakiekolwiek doświadczenia z przychodniami państwowymi, to sprawa warta jest rozważenia. Mleko matki to samo zdrowie dla niemowlaka. Zawiera ponad 200 cennych składników odżywczych. A biorąc po uwagę, że dziecko już nigdy nie będzie tak szybko się rozwijało, jak w pierwszych miesiącach życia, to podanie tej dawki ma sens, prawda?
  • Teściowa nie będzie ci zrzędziła nad uchem, że źle się dzieckiem opiekujesz. Bo niemowlę będzie zdrowe i zadowolone. Mleko matki chroni. Dzięki swojemu składowi pozwala dziecku nabierać odporności. I faktycznie tak jest, że dzieci karmione piersią rzadziej chorują i raczej omijają je alergie. Matka Natura robi w tym wypadku naprawdę dobrą robotę.
  • Oszczędzisz na ortodoncie w przyszłości. A wiesz jaki jest drogi ortodonta? Konkretnie aparat na zęby. Ssanie piersi zamiast smoczka zapobiega wadom zgryzu, za które ów smoczek bywa odpowiedziany.
  • Więcej wydasz na sukienki. Bo mleko z piersi jest tanie. Produkowane naturalnie. Za to mleko nie płacisz, nie pakują go w słoiczki, nie ładują do pudelek, nie proszkują. Wyciągasz pierś i jedziesz.
  • Wybierzesz się na wymarzone wakacje. Do Afryki na safari, w Alpy na narty, nurkować w oceanie, tylko zdecyduj dokąd i jedź. Bo mleko matki jest dostępne w każdym miejscu i o każdej porze. Nie interesuje cię całodobowe Tesco czy apteka. Towar masz zawsze ze sobą.
  • Jesteś spokojna niczym jogin. Twoje drugie imię brzmi Zen. Spokój wewnętrzny cię nie opuszcza, bo po prostu wiesz, że zaopatrzenie jest pod ręką, w odpowiedniej temperaturze, w ładnym opakowaniu. Czy może być większy Zen?
  • Twój manicure każdego powala. Bo go po prostu masz. Nie zmywasz, nie ścierasz za każdym razem, kiedy trzeba wyparzyć, wysuszyć, odgrzybić butelkę, termosik, smoczulek i milion niezbędnych gadżetów. Jak przypomnę sobie to bieganie z podgrzewaczami i innymi cudami, wciąż mam ciarki na plecach.
  • Faceci oglądają się za tobą na ulicy. To zawsze miłe, prawda? Karmiąc piersią szybciej wracasz do formy i figury. Bez siłki, bez postanowień noworocznych, bez suplementów, bez wyszczuplających luster. Jedyna taka okazja na milion.

karmienie butelka Sama widzisz, że moje rozdarcie nie jest bezzasadne. Wszystko ma swoje plusy i minusy. Trzymam kciuki za dobrą dla ciebie decyzję. Pamiętaj, to co dobre dla ciebie, dobre też dla dziecka. I żaden spot reklamowy czy kampania nie mają racji, jeśli każą ci myśleć inaczej. Uuuuffff, to mam załatwione. Mój blog ma wpis o mleku matki. Mogę spać spokojnie. I udało mi się to wszystko napisać, ani razu nie używając słowa cycek. Dumna! 😉

Pobierz przepisy dla karmiącej mamy – łatwe, pyszne i bezpieczne dla dziecka »

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This