Wakacje są potrzebne wszystkim. Dzieci potrzebują odpoczynku od szkolnych ławek i przedszkolnego drylu. Jestem wielką zwolenniczką „leniwych” wakacji dla pociech. Wiem, że nie zawsze są warunki ku temu żeby spędzić z dzieckiem dwa letnie miesiące. Jest to raczej niewykonalne.

Jednak jeśli tylko jest taka możliwość, warto dać pociechom chwilę wytchnienia. Mam więc na myśli wakacje na wsi u babci czy cioci zamiast miejskich półkolonii. Nudne grzebanie w nadmorskim piasku całymi dniami zamiast kursu szybkiego czytania, który niewątpliwie przyda się podczas kolejnego roku szkolnego. Nuda, to jest słowo klucz dla moich wakacji z dzieckiem.

Znudzona moc

Kiedy Karolina była młodsza to sobie zawsze planowałam, że pozwolę jej się nudzić ile tyko zechce. Bo znam tajemną moc tego stanu umysłu, który sprawia, że dziecko zaczyna używać staromodnej, zapomnianej i zupełnie niepotrzebnej z punktu widzenia dzisiejszych tabletów, bajek, apek i wszelkich dobrodziejstw cywilizacji – wyobraźni.

Jednak z każdym rokiem zauważam, że coraz trudniej mi pozwolić jej się nudzić. Nie wiem skąd to się bierze. Pewnie stąd, że chciałabym jej pokazać jak najwięcej świata i nauczyć ją ile tylko zdołam póki jeszcze jej się chce. Póki szkoła nie jest przykrą koniecznością. Póki czas.

Jest we mnie jakiś taki lęk skłaniający do robienia jak najwięcej tu i teraz. Bo przecież na każdym kroku da się z dzieckiem robić coś ciekawego, coś zaproponować, pokazać, zachęcić. I muszę się mocno powstrzymywać żeby nie przegiąć, nie organizować za dużo i pozwolić jej się ponudzić.

Myślałam, że te zalecenia to bujda

Ale powstrzymuję się i widzę pozytywne efekty. Od kilku dni mamy wakacje, które tym razem spędzamy z bardzo ograniczonym dostępem do telewizji. Nie to żebym miała coś przeciwko. Naprawdę bardzo lubię polegiwać wieczorkiem przed telewizorem i czasem nawet nie przeszkadza mi, że nic konkretnego w nim nie ma do obejrzenia 😉 Nie jestem matką, dla której telewizor jest szatanem o prostokątnej twarzy. Powiedziałabym nawet, że wręcz przeciwnie.

Ale też bez przesady. Wszystko w normie. Skąd wiem? Sprawdziłam właśnie ostatnio, kiedy to dostępu do „normalnego” oglądania za bardzo nie mamy i właściwie nikomu niczego nie brakuje. Zdecydowanie jednak da się zauważyć, że brak telewizora uruchamia ukryte pokłady wyobraźni dziecka i nie jest to czcze gadanie psychologów dziecięcych. Do tej pory uważałam, że przesadzają, ale teraz przekonałam się, że to prawda.

A dlaczego się z tego cieszę? Dlatego, że dziecię moje szuka innych rozrywek i tym sposobem ułożyła od nowa rozwalone od dawna 3 zestawy Lego Friends. Wielka frajda w całym domu. Zwłaszcza dla taty, który za takimi zabawami wprost przepada. Przy okazji obalona została jego teoria o tym, że lego kupuje się dziecku po to żeby ułożyło jeden raz i koniec. Potem rzuca w kąt i zapomina. A tu proszę, taka niespodzianka.

Parcie na myślenie

Poszły też w ruch całe stosy notatników, pamiętników i kolorowanek. Parcie na łamigłówki, stylizacje, labirynty, koraliki, plastelinę, rebusy i krzyżówki jest tak ogromne, że mam wrażenie jakby w czasie roku szkolnego po prostu zabraniali im robić takie rzeczy. A wiem, że tak nie było 🙂

Zatem wakacyjna nuda doprowadziła do tego, że moje dziecię z zamiłowaniem przerabia łamigłówki, szlaczki, pisze listy, bawi się zabawkami, które od dawna zbierały kurz w kącie. A wiesz dlaczego to robi? Bo ma czas. Bo nie biega z zajęć na zajęcia, nie musi zrywać się na budzik (dobra i tak wstaje wcześnie), nie musi więc robi co chce. Gdybym kazała jej zabrać się za stos labiryntów w ramach szkoły to pewnie napotkałabym stanowczy opór. Nieraz tak było.

Zatem w ramach „nudnych” poszukiwań wakacyjnych rozrywek wpadły mi w ręce książeczki, które są wprost uzależniające. Zaczęliśmy od Wesołych labiryntów przeznaczonych dla wieku 4-6. Mała książeczka a mieści mnóstwo wyzwań, które można po prostu wrzucić do torebki, plecaka czy kosza piknikowego i wyciągnąć z tajemniczą miną w każdym praktycznie miejscu. Wciągają, dlatego trzeba bardzo uważać 😉

IMGP2355

IMGP2370

IMGP2369

Kolejne w ruch poszły Krzyżówki obrazkowe. Lola kiedyś widziała jak babcia rozwiązuje krzyżówkę i bardzo, ale to bardzo chciała w wydarzeniu uczestniczyć. Wtedy babcia powiedziała, że krzyżówki są dla dorosłych. Wyobraź sobie minę Karoliny kiedy dostała w ręce książeczkę z krzyżówkami. Niemal widziałam jak rośnie, bo przecież to rozrywka dla dorosłych. W tej chwili miała na pewno osiemnaście lat. Czuła się zupełnie dorosła.

Ale spokojnie, one są obrazkowe i pomyślane dla wieku 6-9 lat. Gdyby był jakiś problem (choć na pewno nie będzie) z ich rozwiązaniem, to wszystkie odpowiedzi znajdziesz na końcu książeczki. Taka mała ściąga. Przecież to nie szkoła, wyluzujmy 😉

IMGP2359

 

IMGP2362IMGP2364

I wreszcie największe wyzwanie, które jest dla Loli nowością, czyli Japońskie łamigłówki. Wcześniej nie miała z nimi do czynienia, co nie znaczy że od razu nie złapała bakcyla. Są znakomite, bo rozwijają koncentrację i logiczne myślenie. I w dodatku jest wersja dla młodszych (6+) i starszych dzieci (8+). Oczywiście rozwiązania są też na końcu każdej książeczki, ale zanim zerkniecie właśnie tam, spróbujcie pokombinować jak zmieścić daną ilość owoców w kwadracie lub podzielić diagram na odpowiednią ilość prostokątów. Te trudniejsze robi z kuzynką i też jest frajda.

IMGP2358

IMGP2366

IMGP2367

IMGP2368

Dlaczego tak mnie cieszy, że w ramach zabawy i wakacyjnej nudy dziecko wciągnęło się w takie zabawy? Bo przecież ćwiczy w ten sposób mózg. Czyli robi dokładnie to na czym tak bardzo mi zależy. I nie jest to wcale jakiś przymus, szkolno-przedszkolna konieczność. To dla niej zabawa w czystej postaci, po którą sięga gdzie chce i kiedy chce. Każdy przecież wie, że niewyćwiczony mózg funkcjonuje słabo. Jak każdy mięsień, prawda?

Wydawnictwo Adamada

Spodobała ci się recenzja? Kup tę książkę!

Przejdź do księgarni
Data recenzji
Nazwa produktu
Krzyżówki, labirynty i japońskie łamigłówki
Ocena
4

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This