Wigilia. Ten jeden dzień w roku kiedy większość z nas świętuje w wyjątkowy sposób. Jakoś tak bardziej czekam na nią niż na inne dni świąteczne. I to nie tylko z powodu prezentów 😉 Chciałam się z wami podzielić moimi dwoma sposobami przeżywania go, bo zawsze jestem rozdarta. Zatem dziś opowieść o moim małym, wigilijnym rozdwojeniu jaźni.

Pobierz rodzinne zabawy na Boże Narodzenie »

Będzie, będzie zabawa

Pierwszy sposób spędzania wigilii wyniosłam z domu rodzinnego, z dzieciństwa znaczy się. To świętowanie na tzw. wypasie. Jako dziecku bardzo podobało mi się, że do stołu u babci i dziadka zasiała moja czteroosobowa rodzina (czyli już 6 przy stole) oraz kuzyni z rodzicami, razem 10, a potem 11 osób. Czasem wigilia odbywała się u cioci i wujka, gdzie dodatkowo dochodziło jakieś 8. Naprawdę wyglądało to jak małe wesele. I nigdy nie zdarzyło mi się obchodzić świąt w mniejszym gronie. Aż do dorosłości.

Oczywiście taka wypasiona wigilia nie sprowadzała się tylko do ilości osób, ale też (siłą rzeczy) do ilości jedzenia. Wtedy mniej mnie to interesowało niż prezenty. Wiadomo, dzieci nie przepadają zazwyczaj za świątecznym menu (bywa, że za żadnym, zerknij na wpis Sucha bułka kontra nowości na talerzu). Wraz z kuzynami zaczynaliśmy i kończyliśmy wieczerzę na uszkach z barszczu i pierogach. Ale dla dorosłych to był czas błogiego obżarstwa, jakoś tak bardziej społecznie akceptowanego w tamtych czasach.

Kiedy sobie dzisiaj przypominam ten stół, to łapię się za głowę. Obok zupy, uszek, pierogów, sałatek, karpia na dwa sposoby i wielu innych rzeczy, stały też ziemniaki, surówki, chleb, śledzie, których oczywiście nikt nie zjadał. Bo i jakim cudem? Wszystko zostawało (zeschnięte i zwiędnięte) na drugi dzień. I trzeci, i czwarty. Dwanaście potraw… jestem z tą tradycją zupełnie świadomie na bakier.

Kiwi i kromka z masłem

Taka huczna wigilia ma swoje plusy i minusy. Rozumiem koncepcję spotykania się z rodziną, ale nie ogarniam wieczornego objadania się do nieprzytomności. Dzisiaj zresztą dużo więcej mówi się o tym, żeby tego po prostu nie robić. Ludzie są bardziej świadomi. Nie przepadałam za wigilijnymi potrawami jako dziecko i w większości tak mi zostało. Nie zmuszam wiec córki do wciągania wieczorową porą tłustej ryby i pierogów z kapustą. Jeśli chce kromkę i owoc, to właśnie to dostaje. Nie potrzebuję jęczącego z bólu (i tak podekscytowanego prezentami) dziecka do tulenia przez pół nocy w same święta.

Choć muszę przyznać, że dałam się wciągnąć w wir dziecięcych wspomnień i parę razy (już z Karolą i głównie ze względu na nią) brałam udział w dużej rodzinnej wigilii. Jednak z punktu widzenia rodzica (nie wiem, może jestem zbyt wygodna), ta ilość przygotowań, prezentów, jedzenia, hałas i zamieszanie, nie są warte kilku minut obserwowania ekscytacji maluchów otwierających paczki (w której nie może zabraknąć książki, z kilku powodów opisanych tutaj: Czy rzeczywiście da się czytać dziecku 15 minut dziennie?). Wyniosłam z domu ten model i wyobrażałam sobie, że bez tego szaleństwa dziecko coś straci z rodzinnych świąt.

wigilia2

Inny model

Trochę zmęczona pogonią za wspomnieniami z dzieciństwa, doceniłam drugi model. Ten sposób obchodzenia wigilii, który poznałam już jako mężatka – kameralny. Tak się złożyło, że zaczęliśmy w którymś momencie jeździć na święta do teściów. Tam, w gronie wcale niemałym, bo dziewięcioosobowym, też czuję magię świąt. Fakt, widzimy się rzadko, więc mamy sobie sporo do powiedzenia w trakcie całego pobytu. Fakt, przyjeżdżam w gości więc nie mam na głowie aż tylu obowiązków, choć zawsze staram się pomóc w przygotowaniach, wiadomo. Ale sama wigilia mnie po prostu urzeka.

Na stole ląduje barszcz z uszkami. Jest godzina 17.00 i wszyscy ze smakiem go zjadamy. Potem 30-40 minut przerwy na rozmowę i usmażenie karpia. Większość rzeczy przygotowuje babcia, ale smażeniem karpia zajmuje się dziadek. How cool is that? Wtedy dzwonimy do rodziny, skajpujemy sobie do przyjaciół, na luzaku.

Nikt nie jest głodny, nikt nie jest poganiany z jedzeniem „bo wszystko na stole stygnie i tyle jeszcze zostało”. Jak karp jest gotowy, to zjadamy go świeżutkiego, chrupiącego, z chlebkiem czy co tam kto sobie życzy. I jesteśmy najedzeni, ale nie przeżarci. Po godzinie (jeśli ktoś ma ochotę) może liczyć na ciepłego krokiecika czy pierogi. Gdzieś między zmywaniem naczyń po barszczu a karpiem dzieci otwierają prezenty i mają jeszcze mnóstwo czasu, by się nimi nacieszyć.

Nie polubisz, jeśli nie spróbujesz

Kiedy pierwszy i drugi raz przeżyłam taką kameralną wigilię, to byłam w lekkim „szoku kulturowym”. Pamiętajcie, że moje doświadczenia wigilijne nie schodziły poniżej 11 osób 🙂 Najbardziej jednak zaintrygował mnie tak bardzo luzacki sposób podejścia do jedzenia w  tradycyjnym jednocześnie wydaniu. Można? Można.

Jest jeszcze jeden aspekt (taki psychologiczny) przeżywania „małej” wigilii. Osoba, która zawsze obchodziła ją w bardzo szerokim gronie, może czuć się zagubiona, kiedy przyjdzie świętować kameralnie. Sama zastanawiałam się, jak to będzie bez tej całej hucznej otoczki. Czy będzie tak wesoło? Czy będzie atmosfera?

Dlatego uważam, że warto przećwiczyć oba modele i wybrać, który wam bardziej odpowiada. Może jeszcze się zdarzyć, że na różnych etapach życia inaczej to wygląda. Stąd to moje rozdwojenie jaźni. A jeśli chodzi o atmosferę i budowanie nastroju, to zawsze sprawdza się moja podręczna biblioteczka z Najpiękniejszymi książkami o świętym Mikołaju.

Ale zdecydowanie jestem wielką fanką również takiego przeżywania wigilii. Oczywiście potem można zacząć szalone odwiedzanie się i zjazdy rodzinne. Ale to już pierwszy i drugi dzień świąt. Trochę inaczej to wszystko wygląda. Za to ten jeden wieczór w roku bez spinki, resztek jedzenia, które trzeba w nieskończoność odgrzewać, bez bolącego brzucha… bezcenne.

Tak wiem, że dla niektórych to odgrzewane jedzenie jest rarytasem, że potrafią odnaleźć magię świąt we wczorajszym kawałku ryby. I też fajnie, każdemu to co lubi. W każdym razie ten kameralny model u mnie w tym roku wygrywa.

wigilia3

Z rodziną na obrazku

Psychologiczny aspekt świąt też jest szerokim tematem. Oprócz tego poczucia akceptacji, którego potrzebują osoby nauczone przeżywania wigilii w dużym gronie, są jeszcze inne elementy. Dlaczego jest w święta tak wiele samobójstw? Bynajmniej nie z powodu odgrzewanego karpia, ale już z powodu ilości osób przy stole mogą się zdarzyć.

Czytałam ostatnio taki raport, w którym psycholog wręcz ostrzegał przed dużymi zjazdami rodzinnymi. Faktycznie coś w tym jest, że po takiej wigilii można kłaść się spać mocno sponiewieranym psychicznie. A bo kuzyn ma już dwójkę dzieci, a mnie wszystkie ciocie zapytały kiedy „my się dorobimy kolejnego”. I różne podobne kwiatki.

Pamiętam też mój przyklejony do twarzy uśmiech, gdy po skończonych studiach wszyscy życzyli mi szybkiego „ułożenia sobie życia” lub wprost „znalezienia przyzwoitego męża”. Po ślubie oczywiście życzenia sprowadzają się do posiadania dziecka. Rzadko się zdarza, by najbliższa rodzina życzyłam nam po prostu bycia szczęśliwym człowiekiem.

Jasne, nie robią tego z nienawiści, tylko (niestety) z dobrego serca. Dlatego tak trudno odgryźć się cioci życząc wynalezienia diety, która wreszcie pozwoli jej zrzucić nadwagę, a złośliwej kuzynce podarować szampon likwidujący pierwsze siwe włosy. Pewnie właśnie również stąd  bierze się świąteczna niestrawność. Tak sobie teraz myślę patrząc wstecz, że może zupełnie niepotrzebnie zwalam to wszystko na biednego smażonego karpia? Może to wina dorocznych spotkań z rodziną? Ależ skomplikowane te święta 😉

A najgorsze w tym rozdwojeniu jaźni jest to, że kiedy jestem na kameralnej wigilii, to trochę tęsknię za tym całym rozgardiaszem. Z kolei gdy znajduję się w środku wypasionego cyklonu, marzę o tej drugiej wersji świętowania. Niezależnie jednak od tego, czy dużo ludzi, czy kameralne grono na was czeka w tym roku, to moment, w którym macie czas dla siebie i bliskich. I nie mówię tylko o wigilii, ale o całej przerwie świątecznej. O tych porankach w kapciach, gorącej kawie przy choince, odwiedzinach u rodziny i znajomych, i o dzieciach, które w pewnym momencie zaczynają się nudzić.

Gdybyś potrzebowała pomysłów na wspólne, bardzo rodzinne zabawy, to tak się składa, że kilka właśnie przygotowałam. Pobieraj i buduj (także przez nie) wspólną więź z najbliższymi.

I oczywiście życzę cudownych tych świąt. Spokojnych, smacznych i takich, jakie tobie i rodzinie najbardziej pasują. Życzę też życzeń, które nie przyprawią o ból głowy i niestrawność oraz szczęścia skrojonego na miarę i potrzeby. Merry Christmas!

Pobierz rodzinne zabawy na Boże Narodzenie »

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This