Rodzina zaczyna się wtedy kiedy pojawia się dziecko. Taka jest oficjalna wersja i tego możemy się trzymać. A kiedy zaczyna się „prawdziwa” rodzina? Zanim urodziłam dziecko wydawało mi się, że właśnie wtedy, ale potem dowiedziałam się, że niekoniecznie. I tak jest do dziś. Kiedy słucham i patrzę dookoła, to czasem się zastanawiam, czy bycie rodzicem jednego dziecka zalicza się do macierzyństwa, czy jeszcze nie?

Zainteresowana? Zapisz się na newsletter i nie przegap kolejnego wpisu »

Dlaczego się nad tym zastanawiam? Ano dlatego, że ciągle słyszę pytanie o drugie (i trzecie, i czwarte) dziecko. Nie jest to mój wewnętrzny głos. To prawdziwe głosy dobiegające z ust znajomych, rodziny, dalszych znajomych i nawet obcych ludzi. Nie, nie mam paranoi, ludzie po prostu ciągle pytają. Zresztą nie tylko mnie. Marka też. Nie tylko nas. Każdą świeżo upieczoną mamę i tę już z jakimś stażem. Jakby czekali, aż podejmiemy decyzję. Oczywiście każdy podejmuje ją zgodnie ze swoimi potrzebami i marzeniami. Nam we we trójkę jest dobrze.

Jakie teksty najczęściej słyszą mamy jedynaków?

„Kiedy następne?”

Ot tak po prostu, jakby to było oczywiste, że ma być. Raczej nikt mnie nie pyta czy planuję następne, ale właśnie kiedy. Gdy odpowiadam, że nie planuję i że nigdy, to zaczyna się najlepsze. Patrzą na mnie i widzę, że mi nie wierzą. Przez kilka sekund myślą, że żartuję, ale potem (nie wybucham śmiechem) następuje pełna konsternacja. No bo jak to? Udzielam najprostszej i najbardziej konkretnej odpowiedzi. W 9 na 10 przypadków jestem traktowana jak żartownisia lub wariatka: „Eeeee tylko tak mówisz”. Obcy ludzie nie wierzą, że mówię prawdę. Oczywiście nikogo nie przekonuję do swoich racji, ani że wiem o czym mówię. Nikomu nic do tego, bo to moja decyzja, ale bawią mnie te zaskoczone miny i konsternacja. Bo to nie wiadomo, czy pouczać, czy współczuć, czy pogrozić, żeby jednak odpowiedziała serio „kiedy”? 😉

„A zegar ci tyka…”

Tak, wiem dziękuję za światłą radę, znam się na zegarku i na kalendarzu. Tyka zresztą tak samo mi jak i tobie. Pozwalam mu tykać bez żadnych obaw z mojej strony, a ty masz jakieś? Skupiam się na tym tykaniu szukając nowych wyzwań, marzeń i doświadczeń. Wierzę, że są mamy, które marzą o tzw. dojrzałym macierzyństwie, bo ono z pewnością różni się od tego wczesnego. Ja mam inne marzenia. Poznałam już smak macierzyństwa (niezbyt wczesnego i niezbyt późnego, bo urodziłam dziecko jako trzydziestolatka). Dla mnie przyszła pora na spełnianie kolejnych marzeń przy tym nieustannym tykaniu zegara.

„Pięknie się bawią! Twoja córka potrzebuje rodzeństwa”

Hmmm, jeden z moich ulubionych tekstów, bo jak wiadomo wszyscy dookoła wiedzą lepiej, czego potrzebuje moje dziecko, prawda? Na szczęście my się z Karolą świetnie dogadujemy i wiem, że ona nie bardzo marzy o rodzeństwie. Ma inne marzenia, o których dużo rozmawiamy, ale siostra lub brat to tylko wymyśleni. Tacy są najlepsi 😉 Zresztą, nawet gdyby to było marzenie mojego dziecka, to jeszcze wciąż nie jest powód do zachodzenia w ciążę. Rodzice też powinni mieć coś do powiedzenia w tej sprawie, a wygląda na to, że nie bardzo mają – zdaniem wszystkich żałośnie kiwających głową nad losem biednych jedynaków. I to, że jedynaczka pięknie się bawi z drugim dzieckiem jest powodem do radości, ale na pewno nie do sprawiania jej prezentu w postaci brata lub siostry.

Dwoje dzieci

„Zobacz jak do twarzy ci z chrześniakiem na rękach. Koniecznie musicie mieć chłopczyka do parki”

Rany! Jak się ma jedynaczkę (i to odchowaną nieco) to strach wziąć do na ręce jakiekolwiek dziecko, a już na pewno chłopca. Najczęściej oczywiście zdarza się to przy uroczystościach rodzinnych, co ma swoje dobre i złe strony. Dobre są takie, że uroczystości odbywają się dość rzadko, da się przeżyć. Złe są takie, że podczas tych zgromadzeń jest zazwyczaj sporo rodziny, która bez najmniejszych skrupułów udziela cennych rad lub rzuca błyskotliwe uwagi. A do tego wszyscy mają aparaty (telefony) więc kiedy biorę jakieś dziecko na ręce to w zasadzie czuję się jak celebrytka na ściance. Flesze migają z każdej strony 😉 Jasne, że mi do twarzy z dzieckiem. Mało komu nie jest do twarzy z bobasem. Ale oczywiście już mniej twarzowo wyglądam po nieprzespanych nocach, kolkowych bojach, kaszkowych pluciach i całej codzienności macierzyńskich cieni, o których jakoś wielce rozgadane zgromadzenie rzadko wspomina.

„Dlaczego nie chcecie drugiego dziecka? Nie jesteście szczęśliwi?”

Łoł, to jest gruby kaliber. Nie wiem dlaczego szczęście należy odmierzać ilością dzieci w rodzinie? Nie pojmuję. Jesteśmy bardzo szczęśliwi właśnie dlatego, że mamy jedno dziecko. Mnie raduje to, że nie muszę wstawać już w nocy, zmieniać pieluszek, spędzać większości dnia na podłodze, planować dnia według drzemek i butelek z mlekiem, spacerować z torbą wypełnioną smoczkami, pieluszkami, maskotkami, napojami. Cenię sobie ten rodzaj wolności. Tym bardziej, że znam smak jej ograniczenia związanego z pojawieniem się na świecie dziecka. Dzięki tej wolności mogę pracować z innymi dziećmi, poprawiać ich życie, pisać książki, prowadzić bloga, więcej podróżować (wiem, dziecko nie dla każdego jest ograniczeniem w podróżach, ale dla mnie akurat tak). Dziecko jest moim wielkim szczęściem, które doceniam z wielu powodów. Ale nie jest jedynym powodem do szczęścia więc żebym się czuła szczęśliwa nie muszę mieć kolejnej pociechy.

„Widzę jak patrzysz na tę bawiącą się gromadkę. Zróbcie sobie kolejne i będziesz to miała w domu”

Jaaaasne. To, że na coś patrzę z zachwytem wcale nie znaczy, że chcę to mieć w domu. Zachwycają mnie też zabawne pandy i zachód słońca nad morzem, ale to nie znaczy, że chcę mieć pandę w domu i mieszkać nad Bałtykiem. Dzieci zachwycają mnie w dużej części z zawodowego punktu widzenia i nieraz wyłącznie pod tym kątem je obserwuję podczas zabawy. Jednak w oczach czujnego obcego zawsze, ale to zawsze moje patrzenie ma związek ze skrytym marzeniem o kolejnym dziecku. A ja tak naprawdę, to czasem marzę, żeby ci czujni obcy byli tak samo czujni kiedy słyszą płacz bitego dziecka, rodzinnej kłótni czy pijanego sąsiada. Jakoś wtedy ta czujność jakby mniej wyczulona się robi…

„Kiedyś pożałujesz, że nie miałaś więcej dzieci”

I jak tu odeprzeć tę złotą radę? Ignoruję, jednym uchem wpada a drugim wypada. Przecież to nie jest tak, że matki jedynaków nie przemyślały sprawy. Że zdają się na ślepy los i już. Założę się, że matki jedynaków mają macierzyństwo (w sensie ilości dzieci) lepiej przemyślane niż niejedna liczna rodzina, gdzie dzieci „jakoś się trafiły” bez planowania. Tak samo mogę pożałować, że nie skakałam ze ze spadochronem, nie zostałam kaskaderem i nie jadłam wystarczającej ilości czekolady. Tak samo jak kiedyś pewnie mama gromadki dzieci zatęskni za sylwetką, wolnością, codziennością, marzeniami i rzeczywistością „sprzed-dziecka”. Każdy w życiu kiedyś czegoś przez chwilę pożałuje, bo życie składa się z wyborów. W moim przypadku jest o tyle inaczej, że w sumie ciągle pracuję z dziećmi, myślę o nich, piszę, rozmawiam z rodzicami i w zasadzie całe moje życie kręci się (i tak pozostanie) wokół dzieci. Do tego stopnia, że szukam chwili wytchnienia w nieco bardziej dorosłym świecie zainteresowań, potrzeb i spełnienia.

Duża rodzina

„Duża rodzina to fajna rodzina”

Zgadzam się z tym oczywiście, ale wiem też, że mała rodzina to fajna rodzina. Ja w zasadzie nie miałam nigdy małej rodziny, bo mam brata, wychowywałam się z kuzynami. Razem w przedszkolu, razem w szkole. I było świetnie. Mała rodzina to dla mnie odkrycie, które daje ogromną radość z wielu powodów. Mam czas dla córki. Mogę się na niej skupić z całą energią i pełnym zaangażowaniem. Wiem czym jest radość z macierzyństwa. Realizuję się zawodowo kiedy dziecko jest w przedszkolu i szkole. Kiedyś myślałam, że z czasem zapragnę gromadki biegającej po domu. Ale jest zupełnie odwrotnie i zamierzam tej intuicji, potrzeb słuchać, bo chcę żyć w zgodzie z sobą a nie z tym, co inni uważają za dobre dla mnie i mojej rodziny.

Pewnie jak się ma dużą rodzinę, to też słyszy się najróżniejsze komentarze. A ty jaką masz rodzinę: dużą czy małą?

Zebrałam kilka książek, po które możesz sięgać w wolnych chwilach. Dotyczą budowania poczucia pewności siebie, własnej wartości i wychowania.

Zainteresował cię ten temat? Zapisz się na newsletter i nie przegap kolejnego wpisu »

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This