Na jagody! Firmy Trefl, to moja propozycja pierwszej gry planszowej. Czyli takiej dla zupełnych maluchów. Problem polega na tym, że maluchy nie potrafią przegrywać. Znalazłam na to sposób, a gra zaprojektowana z myślą o najmłodszych, bardzo ułatwia sprawę.

Dwu-, trzy-, czterolatki, a nawet czasem i pięciolatki, nie lubią przegrywać. Te starsze rozumieją oczywiście więcej, co nie znaczy, że dotarcie na metę na samym końcu, jest łatwym przeżyciem i zawsze przychodzi gładko.

Z kolei te najmłodsze nawet nie próbują „umieć”. Nie mają szansy wykazać się dzielnością. Dla dwu- i trzylatka nie istnieje coś takiego jak racjonalne podejście do gry. Może tłumaczyć ile chcesz, że czasem ty wygrasz, innym razem ja wygram. Najważniejsza jest zabawa.

Klamka to klamka

Te maluchy bardzo dosłownie odbierają świat. Jeśli pokazujesz drzwi, to otwierają je i zamykają. Nie są to magiczne drzwi do zaczarowanego lasu, nie są to drzwi w pałacu, nie jest to brama, furtka ani tajne przejście czy portal. W tym wieku wyobraźnia nie pracuje na abstrakcyjnym poziomie. Może za kilka lat. Teraz to są po prostu drzwi do łazienki.

W tym wieku sprawy mają się klarownie do rzeczywistości: łopatka jest do kopania, grabki do grabienia, a klucz do otwierania drzwi. Klucz nie jest czarodziejską różdżką, a łopatka nie jest łyżką do jedzenia zupy. Czasem dziecko tak się pobawi, ale to bardziej naśladowanie ciebie (lub starszych) niż zabawa wymyślona samodzielnie.

Zainteresował cię ten temat? Zapisz się na newsletter i nie przegap kolejnego wpisu »

Jeśli więc mamy grę, to należałoby wygrać, prawda? Gra jest do grania i wygrywania. Przegrywanie więc bywa bolesne. Bo nie jest zgodne z wyobrażeniem dziecka o świecie. A jeśli jeszcze inni nadmiernie cieszą się ze swojej wygranej, to małemu człowiekowi może się zrobić smutno.

img_4250

Nie graj

I często nie wiadomo jak sobie poradzić z tymi emocjami. Ciągle słyszę to pytanie od rodziców: jak nauczyć malucha wygrywać i przegrywać? Starszemu możesz już więcej wytłumaczyć – zerknij na wpis Czy powinnaś uczyć dziecko przegrywania?

Z młodszym po prostu trzeba poczekać. 2-3 latki emocjonalnie nie są na to gotowe na takie wyzwanie. Rywalizacja nie jest dla nich. Dlatego zamiast rywalizować o pierwszeństwo na mecie, można się pobawić w spacer po lesie.

Do lasu

Na jagody!  to gra dla najmłodszych. Jednak kiedy gram w nią z tymi naprawdę najmłodszymi, wcale nie nazywam tego grą. Taki mały fortel. Nazywam to zabawą w spacer po lesie. I to w zupełności wystarczy, żeby zachęcić dziecko do zabawy.

Tu reguły są bardzo proste. Dla młodszych stworzono tzw. szybką wersję. Wybieramy jedno ze zwierzątek, którego zadaniem jest doniesienie koszyka z jagodami do kuchni. Tam można będzie z nich upiec pyszne ciasto.

Podczas spaceru w lesie mogą się zdarzyć najróżniejsze sprawy np. jagody wysypują się z kszyka. Wtedy należy odczekać jedną kolejkę. O ile nieco starsze dzieci chętniej stosują się do tych reguł, tak dla młodszych warto przygotować coś w rodzaju teatrzyku, który będziecie podczas zabawy odgrywać.

img_4244

Taki teatr

Teatrzyk, to przecież i dekoracje. U nas sprawdzają się ulepione z plasteliny jagodowe kulki, którymi wypełniamy nakrętki od słoików (nasze prowizoryczne koszyki). Dzięki tym teatralnym zabiegom, dziecko nie musi skupiać się wyłącznie na grze, liczeniu pól, ale faktycznie bierze udział w zabawie. Można powiedzieć, że gra rolę w tej grze.

Sprawę bardzo ułatwiają świetnie pionki, które są drewnianymi figurkami zwierzaków: lis, jeż, borsuk i sarna. W zależności od tego, komu przypadnie jaka figurka, dzieci podczas gry wcielają się w postacie konkretnych zwierząt. Jest więc okazja porozmawiać o mieszkańcach lasu.

Czasem do zabawy przygotowujemy proste przebrania. Zdarzyło się także zrobić domki dla poszczególnych zwierząt z pudełek po butach. W ten sposób gra przenosi się na zupełnie inny wymiar.

img_4249

Gram tylko przy okazji

Jeśli więc bawisz się z dzieckiem w spacer po lesie, bardziej niż po prostu grasz, dajesz możliwość większego zaangażowania w zabawę. Przy okazji także uczysz reguł gry, bo przecież jest plansza, jest rzucanie kostką i dojście do kuchni (meta). Tylko w przypadku młodszych dzieci nie ma znaczenia, kto będzie tam pierwszy.

W tym zaangażowaniu pomaga znakomicie zaprojektowana kuchnia, w której zając czeka na koszyki z jagodami. Można tu samodzielnie coś upichcić. U nas są już dodatkowe naczynia np. miska z łupiny orzecha włoskiego i papierowe talerzyki.

Gram świadomie

Ze starszymi dziećmi już gramy na serio, choć wciąż też bawimy się w wyścigi po lesie. Nadal używam rekwizytów, ale też jasne jest, że gramy w grę. Kto dojdzie do mety pierwszy, ten dostaje największe ciasto jagodowe. Takie trofeum. Duży plus dla twórców gry za to, że pomyśleli o „ciastach pocieszenia” dla pozostałych graczy. To zawsze osładza niego konieczność gratulowania zwycięzcy.

Tak, wiem, że to ładnie pogratulować i cieszyć się wygraną innych. Ale ja jestem dorosła. A kilkulatek te emocje dopiero ogarnia. Nie przejmuj się jeśli nie zawsze się udaje. Im częściej gracie, a właściwie – im więcej pozytywnych emocji przynosi sama zabawa grą — tym łatwiej w przyszłości dziecko poradzi sobie z „ciastem pocieszenia” zamiast głównego trofeum.

img_4248

Zainteresował cię ten temat? Zapisz się na newsletter i nie przegap kolejnego wpisu »

Spodobała ci się recenzja? Kup tę grę!

Przejdź do sklepu
Data recenzji
Nazwa produktu
Na jagody!
Ocena
5

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This