Nie mam wątpliwości, że posyłając dziecko do przedszkola, z całych sił trzymasz kciuki za to żeby cała adaptacja, początek i przyzwyczajanie, poszły gładko. To samo dotyczy pierwszaków i wszystkich innych sytuacji, kiedy pociecha wkracza do nowej grupy rówieśników. Czasem trzeba pomóc pokonać nieśmiałoeść lub inne trudności. Naucz dziecko jak być lubianym i zdobywać przyjaciół.

Napisała do mnie ostatnio mama Mateusza. Mateusz ma już 4 lat i od niedawna chodzi do przedszkola. Nie ma grona kolegów biegnących każdego ranka z uśmiechem na jego widok. Nie przepada za zabawą z dziećmi, bo one nie przepadają za zabawą z nim. Jeśli są jakieś zorganizowane zajęcia to bierze w nich udział. Z tym nie ma problemu. Ale widać, że z jakiegoś powodu… nie jest lubiany. Wolę się bawić sam – powtarza chłopiec jak mantrę, tęsknie spoglądając w stronę kącika z klockami, gdzie chłopcy właśnie zorganizowali bazę dla statków kosmicznych.

Obrazek z Mateuszem chwyta mnie za serce i zasmuca. Każda mama chce przecież mieć szczęśliwe dziecko. Czasem jednak idzie nie po twojej myśli i dziecko z jakiegoś powodu, nie może się tak do końca odnaleźć w grupie. Nawet jeśli te pierwsze dni jakoś udało się przetrwać, to na pytane: Jak dzisiaj było?, nie skacze z radości pod chmury. Woli być z rodzicami.

Kiedy widzisz, że dziecko jest nieszczęśliwe w tej nowej rzeczywistości, chciałabyś pomóc, prawda? Zanim zabierzesz się za pomaganie, porozmawiaj (tak, nawet z tymi najmłodszymi), postaraj się zrozumieć. Przecież to niezadowolenie pociechy może wynikać z najróżniejszych przyczyn. Po co strzelać na oślep?

Niektóre przyczyny niezadowolenia dziecka z pobytu w nowej grupie

  • Brak akceptacji ze strony kolegów i koleżanek. Ty wiesz, że masz cudowne dziecko, ale jakoś rówieśnicy się na nim nie poznali. Ciekawe dlaczego?
  • Wrodzona nieśmiałość pociechy. Taki ma charakter, że nie lubi obcych i bardzo trudno nawiązuje przyjaźnie. Zawsze tak było.
  • Brak poczucia bezpieczeństwa. I to niekoniecznie jest związane z placówką/grupą, tylko z emocjami dziecka, które zrodziły się zapewne na długo wcześniej.
  • Jakiś agresor w grupie. Dziecko, które uprzykrza życie innym dzieciom, bo ciągle czepia się, bije, szturcha, dogaduje, wyśmiewa.
  • Czasem to twoje dziecko jest tym agresorem więc jest nielubiane i źle się czuje w nowej grupie. Takiej prawdzie również można spojrzeć w oczy. Bywa, że rodzice zapatrzeni w pociechę nie zauważają lub nie chcę tego rodzaju zachowań zauważać. Nie piszę o tym w formie zarzutu, stwierdzam tylko, że i taka postawa się zdarza.

Znalazłoby się jeszcze kilka innych powodów, dla których dziecko nie przepada za przedszkolem, szkołą, nowymi zajęciami: konieczność porannego wstawania, niemiła pani, niesmaczne jedzenie, brak samodzielności itd. Poszukaj ich, dokop się do sedna sprawy. Wtedy łatwiej pomożesz dziecku znaleźć rozwiązanie.

Pobierz zabawy uczące dziecko współpracy i wyrażania emocji w grupie »

Brak akceptacji ze strony rówieśników

Częstą przyczyną jest odmienność. Zwłaszcza kiedy mówimy o kilkulatkach. Jeśli twoja pociecha jest inna, to bierz pod uwagę, że będzie miała trudniej. Chodzi o zwykłe nawiązywanie kontaktów z dziećmi w podobnym wieku. Już trzylatek najcześciej zdaje sobie sprawę, że jest trochę inny od całej reszty. Zwłaszcza kiedy w grę wchodzi wygląd zewnętrzny. A jeśli nie wie, to zacznij mu to uświadamiać.

Lepiej żeby zrobiła to kochająca mama niż miałyby to zrobić dzieci. A uwierz mi, że to zrobią. Najczęściej bez bawienia się w delikatność. Inność może dotyczyć wyglądu: niepełnosprawność, nadwaga, kolor skóry. Może też dotyczyć zachowania i komunikacji: nieśmiałość, brak pewności siebie, jąkanie się, milczenie, zbyt głośny krzyk, agresja, skrajny egoizm, przesadna bojaźliwość, oszukiwanie w grach i zabawach tzw. cwaniactwo.

Lista rzeczy, które „odróżniają” jest naprawdę bardzo długa. A może być jeszcze dłuższa, bo w sumie każdy z nas jest inny. Mając świadomość (zapewne i doświadczenia), że ta inność może być różnie przyjęta przez grupę, przygotuj na to dziecko, siebie i nauczycielkę. Oczywiście jeśli jest to np. widoczna niepełnosprawność, to można o tym porozmawiać z wychowawczynią, która wyjaśni, wytłumaczy, przygotuje resztę dzieci na spotkanie z twoją pociechą. Ty natomiast przygotuj pociechę na ciekawskie pytania dzieci.

Niepotrzebna etykieta

Najtrudniej pomóc dziecku, które jest nielubiane, bo jest po prostu mniej sympatyczne (oczywiście w oczach rówieśników, bo to bardzo względne pojęcie). I tu zaczyna się tzw. przyklejanie etykietek. Szufladkowanie. Jeśli twoja pociecha nauczona jest donoszenia na inne dzieci (choć może tego tak nie nazywacie), zwracania uwagi jedynie na siebie i swoje potrzeby, nie potrafi wysłuchać, poczekać na swoją kolej albo zachowuje się po prostu agresywnie kiedy coś idzie nie po jej myśli, dzieci szybko mogą ją zaszufladkować jako właśnie: skarżypytę, „niegrzecznego” czy marudę. I nie chcieć się z nią bawić.

Bardzo nie lubię przyklejania dzieciom etykietek: maruda, niejadek itd. Niestety, kilkulatki robią to bardzo często i bez oporów. Dorośli nie powinni. Bywa, że pociechy przynoszą pewne stereotypy z domu i to jest bardzo przykre. Jednak w grupach rówieśniczych nie da się tego uniknąć. Niektóre z tych etykietek są krzywdzące, bolesne i sprawiają, że dziecko zaczyna być odrzucane przez resztę grupy. Co robić?

Rodzice często oczekują od wychowawczyni grupy, że „naprawi” ich dziecko i relacje z innymi. Trochę umywają ręce. Wiedzą, że są kłopoty z marudzeniem, biciem, pluciem lub przeklinaniem, ale udają, że nie wiedzą. Zapytani szeroko otwierają oczy albo mruczą pod nosem: No tak, coś tam słyszałam, że mu się kiedyś wyrwało brzydkie słowo. Ale przecież to takie normalne.

Bywa, że rodzice przytakują, nie udają, że problem nie istnieje, ale i tak nic nie robią żeby go rozwiązać. Niektórym brak czasu, innym chęci, cierpliwości. Jednak kiedy twoje dziecko cierpi z powodu odrzucenia przez grupę, to wszystkie wymówki powinny polecieć w kąt. Trzeba działać. Zmiana grupy na inną wydaje się być najłatwiejszym rozwiązaniem. Jednak prawda jest taka, że sprawdza się jedynie w skrajnych przypadkach. Nie tędy droga.

Podaj dalej

Najlepiej pomożesz dając dobry przykład. W sprawie nie przyklejania etykietek innym ludziom, akceptowania odmienności jak i każdym innym. Wiem, że brzmi to banalnie, ale taka jest prawda. Twoje zachowanie i twoje przyzwolenie na niektóre zachowania jest informacją dla dziecka. Prostym komunikatem – jeśli rodzic tak się zachowuje, to ja też mogę. Wtedy nieważne jak bardzo nauczycielka będzie się starać. Jeśli ty z jednej strony będziesz jej przytakiwać, a z drugiej (mniej lub bardziej świadomie) uczyć dziecko tych nieakceptowanych przez rówieśników zachowań, to problem będzie tylko narastał. Nic się nie zmieni bez twojego zaanagażowania.

Czasem zdarza się, że rodzic widząc konflikt między dziećmi postanawia sam wkroczyć do akcji. Zdarzyło mi się słyszeć na boisku szkolnym jak mama „lekko straszyła” inne dziecko i jego rodzica. Normalnie strofowała, jak powinni się zachowywać, co robić, co ona zrobi jak się „nie poprawią”. Słysząc opór przeszła do krzyku. Potem do wyzwisk. Wiem, że jesteśmy tylko ludźmi i czasem puszczają nerwy. Zwłaszcza kiedy widzimy, że nasze dziecko nie jest szczęśliwe. Ale takie krzyczenie na oczach wszystkich, jest jawnym przyzwoleniem dla dzieci na podobne traktowanie tego (lub w przyszłości innego) człowieka.

Zamiast publicznie linczować, lepiej zwyczajnie porozmawiać lub (jak się nie da, a wiem, że i tak bywa) ignorować. Nie mówię o patologicznych zachowaniach, tylko o zdarzających się konfliktach między rówieśnikami. Kiedyś twoje dziecko może mieć kłopoty np. popchnie kogoś niechcący, pokłóci się, pobije, ktoś się zrani, krew się poleje, rodzic poszkodowanego się wkurzy (i słusznie). Czy wtedy zrozumiesz, jeśli nawrzeszczy na ciebie przy całej szkole? Jak będzie się czuło twoje dziecko podczas tej publicznej „reprymendy”?

Jak zmienić tę trudną sytuację?

Szkoła i przedszkole, to także spora lekcja dla rodzica. Lekcja komunikacji i cierpliwości. Jednak dzisiaj chcę się skupić na nielubianym Mateuszu i wprowadzeniu dziecka do grupy, a nie na charakterach i sposobach porozumiewania się rodziców. To dwa różne poziomy widzenia świata. Jednak pamiętaj proszę zawsze i wszędzie, że dziecko ciebie obserwuje i naśladuje. Dlatego piszę o (niepotrzebnych) publicznych potyczkach.

Dla dzieci ważne są głównie sprawy zewnętrzne – to co widać jak na dłoni. Może to dotyczyć wyglądu, ale też konkretnych zachowań. Jeśli chcesz pomóc dziecku nawiązywać nowe znajomości, to je tego naucz. Naucz, jak być dobrym przyjacielem i umieć to pokazać innym.

Zaczynając od wyglądu. Nie chodzi o markowe, drogie ubrania, ale o ogólny, schludny wygląd. Wiem, że to brzmi okropnie, jednak tak jest, że dzieci odrzucają rówieśników wyglądających inaczej. W ich mniemaniu gorzej. Odrzucą też dziecko nieładnie pachnące, brudne, kompletnie nie znające dobrych manier.

Jakkolwiek powierzchownie to wygląda z boku, w przypadku dzieci ma to ogromne znaczenie. A czy coś stoi na przeszkodzie żebyś swojemu kilkulatkowi wytłumaczyła, na czym polega obcowanie z innymi ludźmi w przestrzeni publicznej? Taką przestrzenią jest grupa. Jedzenie rękami a nie sztućcami, czy wycieranie nosa wyłącznie w rękaw (swój lub cudzy) szybko zostaną zakwalifikowane jako nieakceptowane dziwactwa. Może w domu był to powód do śmiechu, żartów i robienia zabawnych fotek, ale już w miejscu publicznym (takim jak przedszkole) zostanie to odebrane jako brak manier. I słusznie.

Jak w domu, czyli jak?

Zdarza mi się słyszeć z ust rodziców hasła: Nie zachowuj się jak w domu. Najczęściej właśnie wtedy, kiedy dziecko pluje, niszczy, skacze po krzesłach w restauracji czy wrzeszczy z byle powodu. Jeśli wolno coś robić w domu, to dlaczego już poza nim jest to zabronione? To jest dla dziecka sprzeczny komunikat. Sprzeczny oznacza w tym wypadku nieczytelny. Łatwiej będzie egzekwować pewne wymagania, rady, ustalenia, kiedy dziecko będzie miało czytelne komunikaty: Posiłki jemy sztućcami. I w domu i w każdym innym miejscu.

Oprócz wyglądu i zachowania akceptowanego przez społeczeństwo w ramach dobrego wychowania, ważne są też inne elementy budowania dobrych relacji, o których trzylatek niekoniecznie musi wiedzieć. Szanowanie innych, dochowywanie tajemnic, myślenie o innych, współczucie, wspieranie, kibicowanie lub zwykłe uśmiechanie się zamiast wiecznego narzekania, to takie podstawy.

Nikt nie lubi przebywać w towarzystwie wiecznego marudy czy ponuraka. Na szczęście dzieci, ze swoją wrodzoną radością rzadko kiedy bywają tylko takie. Jednak to ważne żeby o tych sprawach rozmawiać. Wytłumacz dziecku, dlaczego innym może się nie podobać to, że ktoś ciągle narzeka, wrzeszczy, popycha, szczypie itd. Trzylatek oczywiście nie ogarnie tego wszystkiego w jeden dzień, ani nawet miesiąc. Jednak przedszkole i relacje rówieśnikami nie trwają w życiu dziecka jeden miesiąc. Buduje się je przez lata. Jednak to właśnie najczęściej początkowe wrażenie odciska spore piętno na tym, jak dziecko będzie postrzegane przez rówieśników w przyszłości. Im później zaczniesz o tym rozmawiać z dzieckiem, tym trudniej będzie mu potem się tego nauczyć.

img_7795

Nieśmiałość

Sporym problemem dla nowych w grupie jest nieśmiałość. Czasem jest to tylko etap, ten początkowy, wrześniowy kiedy dziecko znajduje się w nowym miejscu i zupełnie naturalnie nie czuje się pewnie.

Ale przecież ty obserwujesz pociechę co najmniej od trzech lat (mówię o pierwszych dniach w przedszkolu) i wiesz, czy ogólnie w życiu jest przesadnie nieśmiała. Jeśli nie, to warto założyć, że to faktycznie krótka faza, która minie wraz z oswojeniem nowej sytuacji. Jeśli jednak wiesz, że pociecha ma z tym od początku spory problem, to trzeba działać.

Przedszkole czy szkoła nie sprawią, że nieśmiałość zniknie jak ręką odjął. Wręcz przeciwnie. Nieśmiałemu dziecku trzeba pomóc wejść do nowej grupy. Małymi krokami. Pierwsza sprawa dotyczy poczucia bezpieczeństwa (o którym jeszcze za chwilę kilka słów więcej). Nie od dziś wiadomo, że im bardziej znana sytuacja, tym łatwiej ją zrozumieć i nawet z czasem polubić. Oczywiście pod warunkiem, że nie dzieje się człowiekowi krzywda. Jednak optymistycznie zakładam, że w przedszkolu i szkole, żadnemu dziecku krzywda się nie dzieje.

Nieśmiałemu dziecku pomoże też w oswajaniu nowej grupy działanie we własnym tempie. Nauczycielki (zwłaszcza w najmłodszych grupach, na początku roku szkolnego) dobrze wiedzą, że nie wszystkie dzieci chcą od razu uczestniczyć w aktywnościach i zabawach. Niektóre po prostu wolą się przypatrywać. Jako rodzice oczywiście chcielibyśmy żeby dziecko bawiło się od początku, a nie skupiało na siedzeniu w kącie i tęsknocie za domem. Chcielibyśmy, ale nie zawsze się da. I nie zawsze jest taka potrzeba. Tu sprawdzi się podążanie za dzieckiem. Znowu – małymi kroczkami.

Kto wie lepiej?

I do tego ścisła współpraca z nauczycielem. Czasem spojrzenie na pociechę zupełnie z boku pozwala dostrzec pewne zachowania, cechy charakteru, które umykają rodzicowi. Dlatego warto słuchać, co nauczyciel ma do powiedzenia. Jasne, że nie zna twojego kilkulatka tak jak ty, bo i jakim cudem miałby znać? Ale jest fachowcem i wie, na co zwracać uwagę. Zatem, wasze spotkanie gdzieś po środku, może być dla dziecka najlepszym rozwiązaniem problemu z nieśmiałością.

Jeśli wiesz, że masz nieśmiałe dziecko, warto na długo przed pierwszym września zacząć mu pokazywać, jak wygląda przedszkole/szkoła i co się tam konkretnie robi. Wizyta w placówce nie powinna być problemem. Oczywiście wcześniej umówiona. Jeśli przyjdziesz z dzieckiem znienacka, może się okazać, że nauczycielki nie będą z tego zbytnio zadowolone. Po prostu nikt nie będzie miał czasu dla niespodziewanych gości. A chyba wolisz być oprowadzana przez dyrekcję czy przyszłą wychowawczynię niż np. akurat wolną przez 15 minut panią kucharkę.

Bawcie się w domu w przedszkole i szkołę. Ustawiajcie parami lale i misie. Leżakujcie po obiedzie. Odrabiajcie zadania. Wychodźcie na spacer ubierając się „w szatni”, gdzie dziecko samodzielnie daje sobie radę. Pewnie, że możesz pomóc, ale już na końcu, niech to będą „ostatnie szlify”, a nie ubieranie od A do Z.

Dzieci bywają różne

Informuj dziecko, że będą z nim w grupie też inne dzieci. Bywa, że jako rodzice skupiamy się tak bardzo na tym, żeby uświadomić dziecku (i sobie) konieczność rozłąki i samodzielności, że zapominamy o całej reszcie. A cała ta reszta również buduje pewność siebie. Oprócz rozstania pociechę czeka też spotkanie. W przypadku przedszkola będzie to z całkiem spora ilość trzylatków, które mogą się różnie zachowywać.

Ostatnio moja córka zaczynała naukę w nowej szkole i nowej klasie. Weszła do zamkniętej grupy. Nie wiedziałam, co ją tam czeka. Ze wszystkich sił starałam się nastawić ją pozytywnie do nowej sytuacji. Wiedziałam, że jest zdenerwowana. Serce podpowiadało mi, żeby narysować przed nią wizję różowej przyszłości, gdzie wszystkie dzieci się do niej uśmiechają, zagadują, chcą poznać i się zparzyjaźnić. Jednak rozum (i doświadczenie) podpowiedział mi, że wcale tak nie musi być. Opowiedziałam więc także o tym, jakie mogą być mniej przychylne reakcje rówieśników. Bez straszenia. Informacyjnie. I o powodach takich reakcji.

Wyjaśnij po prostu dziecku, jak mogą się zachowywać inne dzieci. Kiedy dziecko zostanie w sali i zobaczy, że inne dzieci płaczą, zapewne pewniej poczuje się wiedząc, że płaczą z tęsknoty (jak ono), a nie dlatego, że dzieje im się krzywda, że przedszkole jest strasznie albo coś kogoś boli. Wyobraźnia nieśmiałej pociechy (śmiałej zresztą też) może płatać najróżniejsze figle. Informując oswajasz i dajesz oręże w postaci wiedzy, świadomości, rozumienia konkretnej sytuacji.

Odpowiadaj na wątpliwości

Oprócz dzieci płaczących będą też i takie, którym nieobecność rodziców w niczym nie będzie przeszkadzać. Zaczną się spokojnie bawić albo pokłócą się o zabawkę itd. Normalne zachowania dzieci w dużej grupie. Twoje nieśmiałe dziecko może się zastanawiać, czy coś z nim jest nie tak, skoro inni nie płaczą za domem, a ono – owszem? Nie zostawiaj samego z tym zastanawianiem się. Wcześniej wytłumacz, że jedne kilkulatki są bardziej śmiałe, odważne, inne mniej. Każdy jest inny. Nieśmiałość nie jest odstępstwem od normy tylko zachowaniem. Uczuciem. To też wstęp do późniejszego współpracowania z grupą i akceptowania odmiennych zachowań.

Możesz też dziecko oswajać z przebywaniem w grupie zapisując na zajęcia adaptacyjne, umawiać się na placyku zabaw z większą ilością mam z dziećmi w wieku twojej pociechy. Chodzi o poznanie zachowań rówieśników. Może się komuś zdawać, że trzylatek powinien się spodziewać jak może się zachowywać inny trzylatek. A siedmiolatek powinien się spodziewać jak się zachowuje inny siedmiolatek. Ale załóż, że się nie spodziewa. Wspólne zabawy lub tylko obserwowanie tych zabaw, dadzą dziecku jakiś ogląd sytuacji.

Poczucie bezpieczeństwa

Ono jest w zasadzie kluczowe w każdej nowej sytuacji. Łatwo sobie wyobrazić co czuje człowiek, który każdego dnia znajduje się w niekomfortowej, niezrozumiałej dla siebie sytuacji. I pewnego dnia zostaje rzucony do zupełnie nowej przestrzeni. Bez odpowiedniego przygotowania. Nie mieści się w głowie? A jednak tak jest. Osobiście znam rodziców, którzy świadomie postanawiają zwlekać z informacją o tym, że dziecko zostanie bez nich w przedszkolu. Czekają aż do września. Czyli aż do chwili, kiedy dziecko faktycznie będzie się musiało z nimi rozstać na cały dzień. Nie mam wątpliwości, że taka niespodziana nie pomoże w budowaniu poczucia bezpieczeństwa.

Jak zatem wyrabiać je w dziecku? Informować, tłumaczyć, wyjaśniać. Strach ma wielkie oczy. W przypadku kilkulatka, są to niewyobrażalnie wielkie gały, które przesłaniają resztę świata. Rodzice odpowiadają za zniwelowanie tego strachu. Unikanie drażliwych tematów (bo nie chcesz drażnić pociechy, wystraszyć, nie chcesz słuchać marudzenia) spowoduje spotęgowanie strachu.

Rzucanie trzylatka na głęboką wodę i zaciskanie kciuków w nadziei, że sobie poradzi jest w moim odczuciu po prostu torturą. Prowadząc do przedszkola dziecko, które nie spodziewa się, że zostanie tam bez ciebie i nie zna nikogo w grupie, jest skrajnie nieodpowiedzialnym posunięciem. I z pewnością zaburzy proces budowania poczucia bezpieczeństwa.

A to jest długi proces. Oprócz informowania i tłumaczenia (wyjaśniania), ważna jest też sytuacja rodzinna, która powinna być stabilna i przede wszystkim – zrozumiała dla pociechy. Nieważne czy jesteś w związku, czy jesteś samotnym rodzicem. Jeśli dziecko wie, że ma mamę (mam nadzieję, że też tatę), na której może polegać i która bezgranicznie je kocha, będzie się czuło spokojne i bezpieczne.

Nigdy za wiele

Ty wiesz, że kochasz dziecko, ale zadaj sobie pytanie, czy twoja pociecha o tym wie? Jeśli jest przesadnie nieśmiała bojaźliwa, niechętnie podejmuje nowe wyzwania, może potrzebuje usłyszeć to kilka razy dziennie? Zresztą nawet jeśli jest odważna i przebojowa, też tego potrzebuje. To i jeszcze kilka innych rzeczy: że w nią wierzysz, że jej się uda, że może próbować, bo zawsze stoisz obok i podasz pomocną dłoń.

Z tym podawaniem dłoni też należy trochę uważać, żeby nie przerodziło się to w nadopiekuńczość. Nie chodzi przecież o to żeby za każdym razem brać dziecko na ręce i wsadzać na drabinki, tylko żeby stać obok, asekurować w razie upadku. Niech wchodzi samodzielnie. Nie za pierwszym, to za dziesiątym razem. Na pewno się uda. Wierzysz w to, bo wierzysz w swoje dziecko. Kiedy pociecha widzi, że wierzysz w jej możliwości (więc nie wyręczasz, nie trzymasz kurczowo, nie zabraniasz wszystkiego) zaczyna też wierzyć w siebie. To już krok do budowania poczucia własnej wartości i śmielszego podejmowania nowych wyzwań. Także tych rówieśniczych.

Komunikacja

Kolejny z kluczowych elementów jeśli chodzi o nawiązywanie przyjaźni. To nie musi być od razu rozmowa. Moja córka przez kilka pierwszych miesięcy mieszkania w Anglii nie bardzo znała język, jednak bardzo często nawiązywała kontakt z dziećmi np. na placu zabaw. Potrafiła przez kilka godzin świetnie bawić się z dzieckiem, którego niemal wcale nie rozumiała. A ono nie rozumiało jej.

Im młodsze dzieci tym łatwiej to przychodzi. Jednak w przypadku pociech, które już mówią, jest trudniej. W głowie kotłują się pytania, pomysły na zabawy, ciekawość bierze górę. A tu trzeba zrobić kilka kroków w tył i jakoś inaczej porozumiewać się z rówieśnikami.

Im większy zasób słów, rozumienie mowy i umiejętność posługiwania się językiem, tym łatwiej dziecku zdobywać przyjaciół, pokonywać lęki, nieśmiałość. Umiejętność poinformowania o tym, jak się czuję, kiedy jest mi wesoło, kiedy smutno lub dlaczego jestem zdenerwowana, otwiera więcej drzwi niż duszenie w sobie słów i emocji. Nie mówię o języku obcym, tylko rodzimym.

Każda mama o tym doskonale wie. Pedagodzy od lat badają formy komunikacji między równieśnikami. Osobiście jestem wielką fanką badań Lwa Wygotskiego (rosyjskiego psychoanalityka), który twierdził, że budując słownik wewnętrzny dziecka – ucząc wielu wyrazów – dajesz mu narzędzie do łatwiejszego porozumiewania się ze światem. Język mówiony porównuje on do zwykłego narzędzia typu piła, zapalniczka, studnia itd. (źródło: Pokaż dziecku świat symboli, Wydawnictwo Rubikon, Anna Tkaczyk, 2007).

Podaj wędkę

I coś w tym faktycznie jest. Wyobraź sobie, że masz rozpalić ogień bez konkretnego narzędzia jakim jest zapalniczka (lub zapałki). Czy uda ci się to zrobić? Jasne, że się uda. Jest wiele „harcerskich” sposobów. Zastanów się jednak, ile czasu ci to zajmie? O ile krócej trwałoby rozwiązanie problemu (jakim jest brak ognia) gdybyś miała przy sobie odpowiednie narzędzie i wiedziała jak go użyć? Bez niego tracisz czas i energię na poszukiwanie rozwiązania i wcielanie go w życie. Ten prosty przykład pokazuje, jak ważne są narzędzia komunikacji (słowa) w życiu człowieka.

Naucz więc swoje dziecko mówić o własnych potrzebach. Od tych najprostszych: Jestem głodny, Muszę iść do toalety, po te bardziej skomplikowane, związane z mówieniem o emocjach i nazywaniem ich. To nie musi być wydumany język, dzieci takiego nie lubią i nie rozumieją. Lubią proste komunikaty i konkrety, które łatwo zrozumieć i zapamiętać.

Dasz tym samym poczucie komfortu swojemu dziecku. Im więcej będzie potrafiło przekazać światu, tym lepiej będzie rozumiane np. kiedy nie będzie chciało uczestniczyć w jakiejś zabawie. Nawet nieśmiałe dzieci, choć nie są gadułami i nie posługują się komunikacją werbalną w tak dużym stopniu jak inne, powinny umieć nazywać swoje emocje i potrzeby. Ważne żeby miały takie narzędzie i same mogły decydować kiedy i jak chcą go użyć.

Przyjaźń

Właściwie trzylatki (one pierwszy raz wkraczają do większej grupy) niekoniecznie jeszcze nawiązują przyjaźnie „na zawsze”. To wiek, w którym dziecko bada, obserwuje, poznaje. Im starsze dziecko tym głębsze są te rówieśnicze relacje. Dla większości dzieci (i rodziców) ważne jest posiadanie przyjaciela. Nie zawsze się to udaje, ale można wesprzeć pociechę w tych poszukiwaniach. A właściwie ułatwić nawiązywanie kontaktów z rówieśnikami. Jak?

Choćby szukając wspólnych pasji. Obserwujesz swoje dziecko, znasz dobrze i pewnie wiesz co sprawia mu najwięcej radości. Pasję nie od razu widać, czasem poszukiwania trwają do dorosłości. Próbujcie co jakiś czas innych rzeczy. Czasem są to konie, innym razem zajęcia plastyczne, gra na instrumencie, sport, harcerstwo (zuchy). Na każdego coś czeka za rogiem. Trzeba tylko dziecku pozwolić spróbować.

Właśnie wspólne pasje zacieśniają więzi rówieśnicze. To jasne, że dzieci lubiące grać w piłkę nożną czy trenujące wspólnie pływanie będą miały więcej podobnych tematów. Zazwyczaj też takie zajęcia odbywają się w mniejszych grupach. Sama długość spędzanego wspólnie czasu jest też ważna. W mniejszej grupie łatwiej poznać drugiego człowieka i tym samym, łatwiej nawiązać relacje. To bardzo sprzyjające środowisko, bo mamy dziecko zainteresowane danym tematem, z radością uczestniczące w zajęciach i rówieśników, którzy lubią to samo.

Nie tylko ja

Trudno jednak nawiązywać przyjaźnie będąc skrajnym egoistą. Wiem, że kilkulatki mają wrodzony egoizm i skłonności do Tylko ja oraz Tylko moje. Jednak to wcale nie oznacza, że nie możesz dziecku pokazywać, na czym polegają współpraca i empatia. Pewnie, że w przedszkolu i szkole tego uczą. Ale to nie znaczy, że z ciebie spada ten rodzicielski obowiązek. Zresztą, to chyba nawet nie jest obowiązek, a raczej przywilej. Przecież to bardzo miłe doświadczenie, kiedy pokazujesz dziecku, jak można uszczęśliwiać innych ludzi. Co daje pomaganie drugiemu człowiekowi lub np. zwierzętom. Ile można osiągnąć w pojedynkę, a ile przy współpracy z innymi. Dziecko empatyczne ma większe szanse na znalezienie przyjaciela niż dziecko mówiące i myślące wyłącznie o sobie (zerknij na wpis Dlaczego codziennie pytam córkę o jej największą porażkę?).

Kolejna ważna dla kilkulatków sprawa to nauka przegrywania i wygrywania. U najmłodszych przedszkolaków jest z tym jeszcze spory problem. Jednak już wtedy warto pokazywać, że wygrana „za wszelką cenę” nie jest najważniejsza w życiu. Zwłaszcza kiedy jest się dzieckiem i wyścig szczurów widnieje gdzieś na horyzoncie dopiero w dalekiej przeszłości. Nawet badania psychologiczne potwierdzają, że ludzie potrafiący współpracować z innymi, wspierać i cieszyć się z sukcesów innych, są po prostu szczęśliwsi, bardziej lubiani ale też bardziej pożądani na rynku pracy.

Kiedy więc widzisz, że twój kilkulatek gotów jest z nerwów rozwalić pół sali, bo nie udało mu się wygrać, miej świadomość, że przed wami ciężka praca. Dzieci nie będą chciały bawić się z awanturnikiem, który czując że nie wygra, rozwala pionki i planszę w połowie zabawy. Albo z całego serca i na cały głos źle życzy rówieśnikom. Zdarza się też, że wygrana jest świętowana tak hucznie, że innym po prostu robi się przykro. Co twojemu dziecku po takiej wygranej, jeśli za chwilę nikt nie będzie chciał z nim grać?

Wierzę i koniec

W tym wszystkim jeszcze ważna jest wiara we własne możliwości. Pewność siebie. Nie chodzi o to, żeby w tej pewności dziecko uważało, że ma zawsze rację. Jednak żeby też nie podążało ślepo za rówieśnikami. To bardzo trudne do osiągnięcia. Im starszy ten nasz kilkulatek, tym bardziej zaczyna mu zleżeć na zdaniu kolegów. W szkole liczy się już głównie to. Dziecko pragnie akceptacji ze strony grupy. I gotowe jest do popełnienie niejednej głupoty, żeby tę akceptację zdobyć. Kiedy jednak jej nie zdobywa, może też wycofywać się. Zamykać w sobie. Potem trudno pociechę z takiej „skorupki ochronnej” wyciągnąć.

Bywa że to pragnienie akceptacji ze strony grupy przeradza się w błaznowanie i podążanie za głupimi pomysłami. I tu właśnie pewność siebie powinna objawiać się w asertywności i umiejętności powiedzenia „Nie” w odpowiednim momencie. Oczywiście, im więcej doświadczeń dziecko zbiera, tym łatwiej mu przewidzieć konsekwencje danego zachowania. Jednak już od najmłodszych lat warto powtarzać dziecku, że ślepe podążanie za kolegami nie zawsze się sprawdza.

Czy pociecha będzie zadowolona z takich uwag? Pewnie nie. Bo przecież jakoś chce się dopasować do nowej grupy, w której przebywa. Pewność siebie w tym wypadku, to również poczucie bezpieczeństwa. Świadomość, że rodzice stoją za mną murem i w razie czego zawsze mogę się do nich zwrócić z problemem/pytaniem. Pewność, że zostanę zrozumiany choćby opowieść dotyczy największej głupoty, na którą dałem się kolegom namówić.

Samo się nie zrobi

Nawiązywanie przyjaźni nie jest wcale prostą sprawą. Zwłaszcza kiedy po raz pierwszy trafia się do zupełnie nowej grupy. Pomóż dziecku uporządkować i oswoić ten nowy świat. Oboje będziecie mieli przy tym ręce pełne roboty.

Chciałabym żeby te wszystkie sprawy układały się same i po twojej myśli. O ile wierzę, że pójdą po twojej myśli, to niestety nie wierzę, że ułożą się same. Rodzice zawsze muszą ciężko pracować nad szczęściem pociechy. Nie mówię o tym po to by narzekać. Przecież ta praca jest jednocześnie wielką przygodą. Przygotowałam kilka prostych zabaw, które będa pomocne w nowej sytuacji. Ściągnij je za darmo.

Pobierz zabawy uczące dziecko współpracy i wyrażania emocji w grupie »

Wiesz, że zawsze staram się podpowiedzieć jak najwięcej. Żebyś dokonywała świadomych wyborów w macierzyńskiej codzienności. Tym razem skupiłam się na dzieciach i rodzicach borykających się z problemem nieśmiałości i na książkach pomagających dziecku nawiązywać przyjaźnie. Poniżej moje typy. Będzie mi miło jak zostawisz komentarz, podzielisz się swoją historią, udostępnisz wpis innym rodzicom.

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This