Każda mama wie, że dzień z dzieckiem wypełniony jest po brzegi. Czas. Niby wszyscy mamy go tyle samo, ale… Jakoś inaczej płynął w epoce „przeddzieciowej”, prawda? Czasem są to tzw. obowiązki domowe np. obiad, sprzątanie itd. Czasem rzeczy nieprzewidziane, kiedy wszystko jest pod górkę. Dziecko marudzi, mleko wykipiało, budzik nie zadzwonił (jasne, że przy większości maluchów budzik jest kompletnie bezużyteczny). Sama przez to przeszłam, dlatego interesują mnie sposoby na rodzinne oszczędzanie czasu.

Wiem, jak wkurzająca jest świadomość, że po prostu tracę czas. Albo może raczej, że mam go za mało. Doba jest za krótka. Najgorzej bywało kiedy Karolina była młodsza, bo dochodziło niewyspanie. Często musiałam coś robić od nowa (lub wcale), bo: zabrakło mi mąki do naleśników, bo mogłam sobie to wyprasować wczoraj (wtedy bym zauważyła, że plama po zupie marchewkowej się nie sprała) itd.

Po kilku takich chaotycznych miesiącach, kiedy czułam, że z jakiegoś powodu naprawdę nie mam na nic czasu, postanowiłam wcielić w życie plan ogarnięcia rzeczywistości. Tak na próbę. Uznałam, że co mi szkodzi.

Zaplanowałam plan

Żeby ogarnąć ten plan, musiałam się trochę podszkolić. Nocami, a jakże. Albo podczas spaceru z bobasem (dzięki ci Panie, za podcasty – to m. in. powód, dla którego je tworzę dla mam). Wiem, że są ludzie, którzy lubią i potrafią żyć w kompletnym chaosie. Ja za tym nie przepadam. Wolę mieć zaplanowane. I jeszcze lubię mieć plan B – na wszelki wypadek. Przy dziecku (lub dzieciach) to bardzo ułatwia życie.

W sumie ta nauka planowania zabrała mi cały pierwszy rok życia Karoliny. Trenowałam, wdrażałam różne warianty i testowałam rozwiązania. Sporo opisałam w książce Tylko dla mam więc już nie będę do nich wracać.

Okazało się jednak, że oszczędzanie czasu i sposoby dążenia do tego, zmieniają się wraz z dorastaniem dziecka. To jasne, że z części obowiązków np. pielęgnacyjnych, można zrezygnować kiedy pociecha większa i samodzielna. Jednak w zamian dochodzą nowe – choćby szkolne i przedszkolne. Więc zawsze coś.

img_4621

Po co mi to?

Zebrałam kilka praktycznych wskazówek na to, jak każdego dnia/tygodnia oszczędzić kilka minut. Po co? Żeby złapać odrobinę oddechu o poranku. Wtedy najczęściej jest nerwowo. Żeby ze spokojnym sumieniem poleżeć sobie w kąpieli z pianą i dobrą książką. To nie są wyczyny spektakularne. Nie dostaje się za nie nagrody. To tylko (aż) zadbanie o sobie.

Dużo rozmawiamy na Fan Page. Zapytałam niedawno mamy, co robią gdy nagle dostają od losu 2-3 godziny wolnego czasu np. babcia zabiera dzieci do kina? Większość z nich odpowiedziała, że bierze się za pranie, sprzątanie, gotowanie. Mniejszość mówiła o relaksie. A to jest bardzo ważny element bycia mamą.

Wydaje ci się, że tego nie potrzebujesz? Spróbuj, sprawdź jaka jest różnica między jakością życia w chaosie, wiecznym pędzie (nie znaczy to wcale, że brak w nim miejsca na spontaniczność) i w porządku, gdzie masz możliwość wygospodarować trochę czasu tylko dla siebie. Jestem ciekawa, jak to widzisz w swojej codzienności?

Lista

To jedno z ważniejszych narzędzi w mojej pracy, ale też w domu. Nie przepadam za robieniem codziennie kilkudziesięciu list, ale kiedy np. idę na zakupy, to zawsze staram się taką mieć. Mieć to jedno, a trzymać się jej, to już zupełnie co innego. Wiem, że kupowanie rzeczy wyłącznie z listy jest sporym wyzwaniem. Ale spróbuj, bo to nie tylko oszczędność twojego czasu, ale też oszczędność pieniędzy.

Generalnie staram się też nie chodzić z dzieckiem na zakupy. Czasem jednak nie ma wyjścia. Wtedy nici z oszczędzania czasu (przecież wszystko takie ciekawe, trzeba dotknąć, zrzucić z półki, obejrzeć). Za to lista jest argumentem, który pozwala mi nie kupować wszystkiego, co wpadnie dziecku w oko.

Kiedy mnie pyta o zakup jakiejś pierdoły, to ja ją proszę żeby sprawdziła, czy to jest na naszej liście. Razem czytamy i jeśli nie ma, to jakoś tak łatwiej jej zrozumieć, że Nie tym razem. Zerknij na moje przeżycia zakupowe Matka polka i relaks na zakupach i ściągnij sobie listę zakupów do wydrukowania.

To wspólne sprawdzanie listy uczy dziecko kupowania tego, co jest na niej zapisane. Planowane kupowanie. Nawyk, którego brakuje naszemu pokoleniu (z różnych powodów) na pewno zaprocentuje w przyszłości.

Zainteresował cię ten temat? Zapisz się na newsletter i nie przegap kolejnego wpisu »

Online

Co tylko możesz, załatwiaj przez internet. To jest oszczędność czasu. Jeśli możesz kupować sprawunki spożywcze, to oczywiście także to rób. Z listą w ręku. Same plusy: nie dźwigasz ciężkich toreb, nie lecisz do marketu, w którym najczęściej ludzie kichają, prychają (zarażają – to moja lekka fobia) lub przychodzą często połazić. Z pewnością nie zależy im na twoim czasie.

Możesz kupić na zapas. Więcej. Nie brzmi jak oszczędność pieniędzy, ale sama wiesz, że kupowanie w większych opakowaniach często jest bardziej opłacalne niż bieganie po każdy jeden produkt do pobliskiego spożywczaka.

To samo dotyczy załatwiania spraw urzędowych. Korzystanie z internetowych usług bankowych to już codzienność. Ale przecież możesz też online kupować prezenty dla najbliższych. Bez wychodzenia z domu, stania w długich (przedświątecznych kolejkach). Możesz sobie spokojnie poczytać opinie użytkowników o danej rzeczy. Tego w sklepie nie masz.

Za to w zwykłym sklepie możesz daną rzecz pooglądać. Kupowanie online tego ci nie daje. Wszystko jak widać ma swoje plusy i minusy. Jednak w ramach oszczędzania czasu (i nerwów), ja zdecydowanie wolę kupować niektóre prezenty przez internet. Zerknij na listę prezentów, które mogą ucieszyć tatę.

Na zapas

Jeśli masz gdzie trzymać zapasy, to korzystaj z promocji na duże opakowania. Ostatnio mam mniej miejsca i mniej czasu. Skorzystałam więc pierwszy raz z porad dotyczących robienia posiłków na zapas. Kupuję produkty na tydzień i poświęcam 3 godziny na przygotowanie obiadów, które potem zamrażam w najróżniejszych porcjach i konfiguracjach.

Sprawdza się. Wiadomo, że każdy ma swój tryb dnia i u każdego działa to inaczej. Ja pracuję w domu i teoretycznie mogłabym ugotować obiad. Jednak jeśli zabieram się codziennie za gotowanie, to nie starcza mi czasu na sprawy zawodowe. Dlatego ułatwiłam sobie życie.

Poświęciłam jedno popołudnie i jestem zadowolona z efektów. Przede wszystkim dlatego, że nie muszę się zastanawiać, co na obiad? Mam zamrożony świetny, świeży, zdrowy posiłek. Wiem, co podaję mojej rodzinie na talerzu. Rano wyjmuję z zamrażarki i po południu jest gotowy do odgrzania.

Świetnie bawiłam się przy gotowaniu z dzieckiem. Przecież jest mnóstwo spraw, w które możesz zaangażować kilkulatka podczas tego wielkiego gotowania. Mycie warzyw, mieszanie, dolewanie, przyprawianie, krojenie itd. Przy okazji dziecko ma poczucie, że wspólnie decydujecie o tym, jak te posiłki mają wyglądać. Jeśli ma ochotę na krokiety ze szpinakiem, to planuję szpinak, jeśli z mielonym indykiem, to też nie ma sprawy. Samodzielność i duma z takiego dorosłego zajęcia.

Dzięki temu zabiegowi, nie mam też tylu naczyń do mycia. Jeśli gotujesz w domu, to wiesz, że codziennie do przygotowania obiadu trzeba pobrudzić całkiem sporo tzw. garów. Gotowy posiłek rozwiązuje ten problem. Potrzebuję patelni lub naczynia żaroodpornego. Nic więcej. Podczas podgrzewania robię szybką sałatkę i gotowe.

To samo dotyczy przetworów i słoików. Jeśli lubisz i masz ochotę, to zamykaj sezonowe owoce i warzywa w słoikach. To wielka wygoda, kiedy potem tylko sięgasz do spiżarki i już masz pyszny i zdrowy deser czy choćby dżem do szybkich naleśników. To też ogromna oszczędność pieniędzy, bo przecież w sezonie sporo rzeczy kupisz taniej.

Kalendarz i planner w jednym

Lista często dotyczy tego, co jest pilne do zrobienia. Wtedy połączona jest z kalendarzem, a właściwie rodzinnym plannerem. Bardzo ważne narzędzie organizacyjne w naszym domu. Wiem, że dostępne są teraz elektroniczne aplikacje i kalendarze online. Jednak mam powód żeby korzystać z tego tradycyjnego. Właśnie ze względu na dziecko i dostępność tego kalendarza dla najmłodszych członków rodziny.

Planner wisi na ścianie w dostępnym miejscu i wpisujemy do niego wszystkie ważne sprawy do załatwienia w danym miesiącu. Oczywiście niemal codziennie coś dokładamy, odejmujemy lub zmieniamy. Jest trochę pokreślony. Czasem Karolina coś narysuje w ramach napisania, ale zauważyłam, że w wieku lat sześciu, nauczyła się go po prostu świadomie używać.

Dzięki plannerowi wiem, co jest do załatwienia i jak powinnam organizować swój dzień, żeby nie tracić czasu np. na odprowadzenie dziecka do szkoły, powrót do domu i ponowne wyjście na pocztę. Przecież można to załatwić za jednym zamachem. Tylko trzeba pamiętać o tych listach, paczkach, przekazach czy rachunkach, prawda? Hasło poczta w kalendarzu, robi swoje.

To samo dotyczy planowania z wyprzedzeniem np. zaproszenia na kinderbale (wtedy trzeba przecież wcześniej jeszcze kupić prezent), wizyty u lekarza i oczywiście urodziny i imieniny krewnych i znajomych. Jeśli obchodzisz, pamiętasz, dzwonisz, to kalendarz-przypominajka jest cudownym wynalazkiem. U nas sprawdził się MaMy Kalendarz.

Można używać do tego przypominajek elektronicznych, ale wtedy dziecko ma do tego mniejszy dostęp. A zakładam, że jeśli już obchodzisz i dzwonisz, to chciałabyś nauczyć pociechę pamiętania o ważnych datach. Widząc je zapisane w rodzinnym kalendarzu, będzie zwracała na te wydarzenia większą uwagę.

img_7083

Pozbądź się rzeczy

Im więcej ich masz, tym więcej z nimi roboty. Choćby przy prasowaniu. Miło mieć dużo ubrań dla siebie i dziecka, ale prawda jest taka, że na co dzień, nosisz ich tylko część. Wyselekcjonuj rzeczy, z których korzystasz, a resztę oddaj potrzebującym. Mniej prania, mniej wieszania, mniej prasowania. Więcej czasu.

To samo dotyczy wszystkich innych gratów w domu. Jeśli tylko ich nie używasz, to się pozbądź. Wiem, że ciężko się pozbywać całkiem dobrych rzeczy (bo kiedyś może się przydać), ale to naprawdę bardzo wyzwalające uczucie. Im więcej się pozbędziesz tym lżejsza się poczujesz. Najczęściej to kiedyś, nigdy nie następuje.

Mając mnóstwo gratów musisz przecież czyścić, pielęgnować, dbać o nie, odkurzać. W przypadku nadmiaru zabawek dziecka jeszcze dodatkowo się o nie potykasz, prawda? A to jest denerwujące. Każdy chce żeby jego pociecha miała fajne zabawki, to jasne. Jednak tu raczej nie chodzi o ich ilość tylko jakość i wasze wspólne zabawy. Zerknij na wpis 90 zabawek dobranych do wieku i potrzeb dziecka 0‑8 lat. Kompletny przewodnik z przykładami zabaw, w którm staram się podpowiedzieć, jak dobrać zabawkę do wieku dziecka i móc z niej korzystać przez lata. Tym samym oszczędzasz nie tylko czas np. przy sprzątaniu, ale też pieniądze.

Deleguj obowiązki

Nie jesteś jedyną osobą odpowiedzialną za ład rodzinny. Przez ład mam na myśli sprzątanie, kupowanie, robienie list, pilnowanie kalendarza i całą resztę. Im szybciej nauczysz dzieci sprzątać po sobie zabawki, tym mniej będziesz miała przy tym roboty. O zaangażowaniu taty nie wspominam, bo to oczywiste (zerknij koniecznie na wpis Znikająca mama – magiczna sztuczka, którą zadziwisz rodzinę).

Czasem nie trzeba specjalnie uczyć. Kiedy dziecko widzi rodziców dbających o otoczenie, w którym żyjecie, stanie się to dla nie go zupełnie normalne. Jeśli nie możecie się (rodzinnie) dogadać, co kto ma robić i za co jest odpowiedzialny, to sprawdzi się lista obowiązków. Na piśmie.

Do tego potrzebna jest jedna rodzinna narada i ustalenie reguł, których będziecie się potem trzymać. Oczywiście po jakimś czasie można je zmienić, ale niech to będzie np. raz w miesiącu (lub rzadziej). Bo skupianie się na ulepszaniu zamiast działania, jest po prostu stratą czasu. Usiądźcie raz i ustalcie tak, żeby wszyscy wiedzieli, co i kiedy mają robić.

Nie chodzi o to, żeby podczas tej debaty wszystkich zadowolić, ale żeby uświadomić, kto jest za co odpowiedzialny. Jasne, że dziecku może się nie podobać obowiązek odkurzania pokoju, bo to jest nudna czynność. Tak jak tobie nie musi się podobać np. mycie łazienki. Trzeba to robić żeby nie żyć w chlewie. To jest główna i najważniejsza informacja na temat delegowania obowiązków (tych związanych ze sprzątaniem).

Obowiązki niekoniecznie są przyjemnością. To sprawy, które trzeba załatwić i już. Codzienne tracenie czasu (i nerwów) na jałowe dyskusje dlaczego, kto, po co i kiedy, jest trochę bez sensu. Rodzina to grupa osób mieszkających razem i odpowiedzialnych za siebie nawzajem. Ta odpowiedzialność to także wywiązywanie się z obowiązków. Oczywiście na miarę możliwości każdego członka rodziny.

Zawczasu

Jeszcze jednym sposobem, którego staram się nauczyć też Karolinę, jest szykowanie różnych rzeczy wcześniej. Czyli nie na ostatnią chwilę. Dotyczy to właściwie wielu spraw np.:

  • jeśli idę na urodziny, to prezent kupuję (lub samodzielnie robię) min. dwa dni wcześniej (zawsze wtedy zostaje tych kilkanaście godzin zapasu, gdyby coś niespodziewanego wyskoczyło),
  • lekcje odrabiam przed 19:00 (potem już nie ma mowy o oszczędności czasu, bo są tylko zmęczenie, poganiania i nerwówka),
  • ubrania na kolejny dzień przygotowuję wieczorem (rano jest trudniej ogarnąć rzeczywistość),
  • ubrania na cały tydzień prasuję za jednym posiedzeniem, żeby potem tylko wyciągać z szafy gotowe,
  • listę zakupów (wisi przy kalendarzu rodzinnym) uzupełniam przez cały tydzień (usiłowanie zrobienia jej tuż przed zakupami lub za jednym razem, zawsze kończy się zapomnieniem o czymś ważnym),
  • jeśli mam w planach gości na kilka dni z nocowaniem, przygotowuję przynajmniej dwa mrożone posiłki w większej ilości, żebym się nie wkurzała i nie traciła czasu przy garach, kiedy oni np. idą na spacer,
  • plecak szkolny/przedszkolny powinien być spakowany wieczorem i czekać rano jedynie na wrzucenie na plecy.

Relaksik

A teraz najważniejsze pytanie. Jak wykorzystasz ten zaoszczędzony czas (pieniądze i nerwy)? 🙂 Mogłabym się pokusić o kolejną listę, bo pomysły pchają się drzwiami i oknami. Podrzuć mi kilka pomysłów. Dzięki 🙂

Zainteresował cię ten temat? Zapisz się na newsletter i nie przegap kolejnego wpisu »

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This