Jak się ma kilkulatka w domu, to szok związany z pytaniem Skąd się biorą dzieci? raczej ma się za sobą. Oczywiście wszystko na pewnym poziomie – zrozumienia i abstrakcji. Nawet nie wiem kiedy konkretnie padło to pytanie po raz pierwszy. Czy ma to takie ogromne znaczenie? Dziecko ciekawi się wszystkim, cudem powstawania życia także. Nie potrzebuje szczegółów, ale na każdym etapie wyczerpującej (i nakręcającej ciekawość) odpowiedzi.

Pobierz zabawy uczące dziecko szacunku »

U nas od zawsze obowiązywała wersja, że tata kiedy kocha mamę, przekazuje jej w takim specjalnym uścisku nasionko. Potem była rozmowa o tym, jak wygląda takie nasionko, pokazywanie zdjęć „z brzucha” itd. Słowo seks nie jest tabu. Jakoś trzeba przecież dziecku wytłumaczyć, że nie od samego przytulenia/uścisku i też nie od długiego pocałunku, mama zachodzi w ciążę. I że trzeba być dorosłym, żeby się na takie przytulanie zdecydować. Więc już mamy tatę i mamę, seks, rolę jaką ogrywają kobieta i mężczyzna w całym tym poczęciu. Mamy wygląd plemnika (tak, tak używamy takiego słowa przy dziecku) i na tym nie poprzestajemy.

Zatrzymać czas

Sama ciąża i potem ten pierwszy rok życia, to dla rodzica taki specyficzny moment, kiedy bardzo mu zleży na zachowaniu jak największej ilości wspomnień. Mnie też to dopadło, dlatego mamy ze dwa albumy z wydrukowanymi zdjęciami i taką kronikę do wklejania i zapisywania ważnych etapów z życia rodziny. Czasem nawet zastanawiałam się czy nie przeginałam z tym wszystkim, bo potem tylko będzie się kurzyło. I pewnie moje osiemnastoletnie dziecko nie będzie zainteresowane zaglądaniem do zakurzonych wspomnień.

Okazało się, że nie muszę czekać aż tak długo, bo Karoli temat prokreacji wyraźnie przypadł do gustu i wciąż domaga się kolejnych szczegółów. Więc raz po raz z dumą wyciągam te wszystkie pamiątki. Rzadko się zdarza, żeby mama nie miała zachowanych w albumach ciążowych wspomnień, prawda? Wtedy sprawa jest łatwiejsza, bo pracujemy na „prawdziwym” materiale. Nie wiem, czy kilkulatek w rozmazanym czarno-białym obiekcie rozpoznaje siebie, ale ogólny pogląd jest.

Poród

Temat jest ciekawy i trudny dla dziecka. Warto go przerabiać tylko na wyraźną potrzebę (zainteresowanie) pociechy. Skoro u nas jednak „zażarł” to przerabiamy. Dlatego bardzo często „rodzę” ostatnio dzidziusia (taki poród na niby wygląda tak, że Karola mnie informuje, że właśnie urodziłam i wszyscy się cieszą). Tym dzidziusiem jest oczywiście ona. Czasem rodzę pieska, czasem misiaczka, ale zawsze płci żeńskiej, wtedy jestem mamą misiową a ona misiowym bobasem. W tej całej rozmowie o porodzie najbardziej ciekawią pierwsze chwile życia bobasa i emocje po urodzeniu. Dziecko chce wiedzieć, jak to wszystko wyglądało. A przecież to żadna tajemnica. Mówię wtedy o przytulaniu, obmyciu z wód płodowych, karmieniu piersią, nawet o obowiązkowych szczepieniach, które otrzymała.

Z jakiegoś powodu Karolina zapytała mnie kiedyś, czy poród boli. Pewnie temat przewijał się także w przedszkolu. Więc powiedziałam, że boli i to bardzo. Ale to taki ból do zniesienia. Po chwili oznajmiła, że już nie chce mieć piątki dzieci (takie były pierwotne plany). Poprzestanie na bliźniaczkach. Wtedy za jednym porodem (czyt. bólem) będzie miała dwójkę dzieci. Można sprytnie pokombinować? Można! 😉

Przemyślenia i ciekawość

Jeszcze rok temu padały najróżniejsze pytania świadczące o wewnętrznej analizie zagadnienia związanego z zamieszkiwaniem brzucha np. „Co czułam w twoim brzuchu, kiedy piłaś bardzo ciepłą herbatę, mamusiu?”, „A kiedy biegłaś na przystanek, to ja podskakiwałam?”, „Co czułam kiedy zobaczyłaś ślicznego kotka?”, „Czy poród boli też dzidziusia?”. Wrodzony egocentryzm kazał zadawać pytania o to, co się działo z nią, a nie ze mną (wydawać by się mogło, że dość ważną osobą w tej całej ciąży).

Fascynujące jest przeżywanie tego oczami dziecka. Cierpliwie tłumaczyłam i tłumaczyłam, łącznie z nurkowaniem w czasie wieczornej kąpieli, żeby mogła poczuć się jak dzidziuś w wodach płodowych. Wciąż spędzamy dużo czasu na rozmawianiu o tym, co dzieje się z dzieckim kiedy rośnie w brzuchu. Pępowina, pępek, którędy wyszłam na świat? Tematy nasuwają się same. Trzeba je tylko rozwijać. Więc wciąż rozwijamy.

IMGP0813

Czym jest miłość?

Pytanie z grubej rury. Choć wydawać by się mogło, że w kontekście bocianów i kapusty, pępowiny, łożyska, plemników i zapłodnienia, miłość to temat najłatwiejszy do rozkminienia. To zależy. Jeśli masz do czynienia z dzieckiem z rozwiedzionej rodziny, to już zaczynają się schody. Miłość rodzica do dziecka nie ulga kwestii, ale już kobiety do mężczyzny jak najbardziej. Nawet przecież miłość dziecka do mamy i taty bywa bardzo różna, trudna też. Wolę to wszystko opowiedzieć sama, żeby w bezpiecznych warunkach zrozumiała czym jest moja miłość. Że ma prawo się złościć, dziwić, kłócić z nami, przeciwstawiać. Nie przestaniemy jej kochać. I na czym polega szacunek dla drugiej osoby też wolę opowiedzieć sama, niż czekać aż zrozumie to z bajek lub po prostu „dojrzeje do tematu”.

Kiedyś Karolina przyszła zdziwiona z przedszkola, bo usłyszała, że zakochać się w sobie mogą tylko mężczyzna i kobieta. A facet w facecie to już nie. Kobieta w kobiecie też nie. Zmroziło mnie, bo od dawna jej tłumaczyliśmy, że każdy ma prawo do miłości. Nie lubię tego robić, ale zakwestionowałam w tym momencie autorytet przedszkola (czyt. pani). Słowa takie jak gej i lesbijka też nie są u nas tabu.

Jeśli się obawiasz, że dziecko jakoś bardzo skupi się na miłości homoseksualnej, to uspokajam. W większości przypadków przyjmie do wiadomości i już. Maluchy są karmione tak ogromną ilością bajek, w których jest ten tradycyjny model: tata i mama, książę i księżniczka, król i królowa, że nie bardzo (przynajmniej w Polsce) mają jakiś konkretny punkt zaczepiania, by o innym rodzaju związków jakoś mocno rozmyślać. U nas też tak było, choć muszę z dumą przyznać, że byłam już na kilku ślubach, gdzie misio został mężem kapcia, albo kotka żoną małpki. I git 🙂

Zły dotyk

A z rozmów o miłości już tylko krok do rozmów o złym dotyku. Jak to? A tak, bo przecież jeśli mówimy o szacunku i przytulaniu… Tu też staram się nie owijać w bawełnę, choć słowo seks nie pada. Nie jest mi miło kiedy muszę jej opowiadać, że na świecie żyją także ludzie źli. Choć to raczej żadnego przedszkolaka nie zaskoczy, bo przecież wszystkie bajki oparte są na białych i czarnych postaciach i taki stan rzeczy dzieci jak najchętniej akceptują. Co innego jednak czytać o złym, a co innego umieć się mu przeciwstawić w prawdziwym życiu, prawda?

Myślę, że właśnie tu przyda się spora dawka bajkowych opowieści, żeby dzieciaka niepotrzebnie nie przestraszyć. I tak jak do tej pory nie sięgałam po książki, żeby uświadomić pociechę w sprawach bocianów, tak okazuje się że jest wiele bajek, które mogą mi pomóc rozwinąć temat złego dotyku.

Zanim jednak książka, to podstawy, czyli zasady bezpieczeństwa. Zadałam sobie kilka pytań.

  • Czy moje dziecko wie jak się zachować, kiedy się zgubi?
  • Mamy to przećwiczone?
  • Zna numer telefonu do któregokolwiek z rodziców? (Nawet najmłodszy przedszkolak może zapamiętać cyfry jak wierszyk.)
  • Czy wie jak się zachować kiedy zostanie zaatakowana przez dużego psa?
  • Mamy przećwiczoną pozycję żółwia?

Co to ma wspólnego ze złym dotykiem? Bardzo wiele, bo uczy dziecko odwagi i asertywności w chwilach zagrożenia. Każda z nas nie raz pewnie czytała albo słyszała o ofiarach przemocy, które nie potrafiły nawet krzyknąć, przeciwstawić się. Tylko dlatego, że nikt w nich takiego nawyku nie wyrobił. Zatem zaczynając od złego psa, przez przemoc wśród rówieśników, w końcu dochodzimy do złego dotyku. W tym zestawieniu pada słowo szacunek. Jeśli dziecko umie nazwać zachowania, które uznaje za brak szacunku wobec siebie, to będzie umiało odróżnić zabawę, żarty od złego dotyku. A takim może być właśnie przemoc fizyczna, seksualna, ale też zwykłe łaskotanie bez zgody dziecka. Każde dotykanie dziecięcego (ludzkiego) ciała w sposób, który mu nie odpowiada można uznać za zły dotyk.

Jak się pewnie domyślasz, nie jestem zwolenniczką zmuszania pociech do całowania cioć i wujków na spotkaniach rodzinnych, kiedy maluchy nie mają na to ochoty. I co z tego, że tak wypada? No trudno. Bardziej zależy mi na tym, żeby dziecko potrafiło powiedzieć „przestań” do dorosłego niż na dobrej opinii o mojej rodzinie u cioci, którą widuję raz do roku. I to „przestań”, „nie”, „zostaw” i „ratunku”, często ćwiczymy właśnie podczas zabaw w łaskotanie czy przedrzeźnianie.

IMGP0819

Buzi, buzi

Każdy wie najlepiej, co w jego domu działa. Ja wiem jedno. Jeśli zmuszę dziecko do całowania wujka czy cioci, bo tak wypada, to nie powinnam liczyć na to, że w traumatycznej sytuacji włączy się czerwona lampka i będzie wiedziało jak się przeciwstawić niechcianym pocałunkom, pieszczotom ze strony „wujka”. A jeszcze jak sobie uświadomię, że najczęściej agresorami (jeśli chodzi o zły dotyk) okazują się mężczyźni z najbliższego otoczenia rodziny pokrzywdzonego dziecka, to nic mnie nie przekona do zmiany stanowiska. Dlatego asertywność w kontaktach z bliższą i dalszą rodziną jest tak bardzo ważna.

Tak, mogę o tym gadać godzinami. Tak samo zresztą jak o porodzie, zapłodnieniu, kwiatkach i motylkach. Taki zawód. Mam ten temat przemyślany. Poza tym wiem, że pojedyncza rozmowa z dzieckiem nic nie daje. To tak, jakbym chciała je nauczyć czytać lub pisać pokazując alfabet i mówiąc jak się powinno składać literki, żeby ułożyć wyraz, a potem zdanie. Mogę to pięknie zrobić, ale jeśli nie będę z dzieckiem ćwiczyć przez długie miesiące, to moje wystąpienie szybko zniknie w czeluściach pamięci. To samo z nauką mówienia, siadania na nocniku, jazdą na rowerze, prawda?

Dlatego podziel się ze światem tym wpisem i zabawami, któ®e uczą dziecko szacunku. Do siebie i do innych. To bardzo ważne.

Książki, które ci się przydadzą

Na zakończenie polecam kilka cennych – całkim subiektywnie – tytułów do domowej biblioteczki:

Zabawa w zagubionego pieska

Zaproponuj, by dziecko wcieliło się w rolę ulubionego zwierzątka np. pieska, który się zagubił. Za każdym razem sytuacja zagubienia może dziać się w innych okolicznościach np. w parku, w supermarkecie, na wsi, w lesie itd. Pomóż dziecku dojść do tego, jak szukać pomocy i jak odnaleźć drogę do domu. W różnych miejscach należy przecież zwracać uwagę na inne szczegóły. Na wsi wejść do najbliższego sklepu lub kościoła, w markecie udać się do punktu obsługi klienta, a w lesie…?

IMGP0827

Zabawa nie tylko uczy radzenia sobie w trudnych sytuacjach, ale też uwrażliwia dziecko wsadzone „w skórę” kogoś innego. Pies może wykorzystać węch, sowa bystry wzrok w nocy itd. Oczywiście różne zwierzęta mogą się znajdować w tarapatach np.

  • sowa zagubiona w dżungli,
  • jeż zagubiony na pustyni,
  • słowik zagubiony w hipermarkecie itd.

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This