Po konferencji Blog Conference Poznań trafiłam do Gdyni na See Bloggers 2016. To ich czwarta odsłona, dla mnie pierwsza.

Właściwie to wysłałam zgłoszenie kilka godzin przed zamknięciem bramek i udało się dostać. Co mnie bardzo ucieszyło, bo jak już wysłałam to doczytałam wiele dobrego o tym spotkaniu.

Widziałam też, że spotkam tam kilka osób, które poznałam w trakcie poznańskiej konferencji. Widziałam też, że przynajmniej jedna prelegentka „powtórzy” się podczas wykładów. Co mnie (sama jestem trenerką i często miewałam dylematy z czym nowym pokazać się tej samej publice na konferencji) bardzo zaciekawiło w kontekście: czego nowego dowiem się tym razem i czym właściwie te spotkania się różnią? To była Fashionelka i nie zawiodła mnie także tym razem. Niby moda i lifestyle, lekkie tematy, a babka ma łeb na karku. Podziwiam.

Muszę (chcę!) powiedzieć, że całość bardzo mi się podobała. Nastawiałam się na pozytywne zaskoczenie i pozytywnie się zaskoczyłam. Grunt to nastawienie 😉 Zacznę od rzeczy może wtórnej, ale myślę, że dla wielu osób bardzo ważnej. Chodzi o komfortowe warunki, w których odbywało się wydarzenie, czyli Pomorski Park Naukowo-Technologiczny. Ogromna sala, przestrzenna, wygodna, klimatyzowana, świetnie nagłośniona. Niby drobiazg, ale przecież dla ludzi przyjeżdżających z różnych części Polski (i świata w moim wypadku) to bardzo ważne.

Przed wejściem

Świetna organizacja tzw. staffu, który pierwszego dnia rejestrował, potem wspomagał uczestników na każdym kroku. Jeśli miałam jakieś pytanie (a było ich niewiele, bo właściwie wszystko wiedziałam już wcześniej z mailingu i informacji dookoła), to po pierwsze nie musiałam wolontariuszy szukać, byli wszędzie. A po drugie wszyscy wszystko wiedzieli, mieli czas, uśmiechali się. Pełna profeska.

seebloggers-3

Tak, odstałam chwilę w kolejce żeby zdobyć upragniony identyfikator, ale przecież taka kolejka jest zupełnie normalną rzeczą podczas dużych konferencji. Mogłam przyjechać dwie godziny wcześniej i nie stać w żadnej kolejce, ale wybrałam spanie chwilę dłużej. To mój wybór, nie żaden brak organizacji. Pięć stanowisk do rejestracji w zupełności wystarczyło.

Poza tym, nawet jeśli nie zdążyłam na cały pierwszy wykład, to mogłam go potem obejrzeń w tzw. strumieniu. Niczego nie straciłam, a zyskałam kilka nowych kolejkowych znajomości.

Już w środku

Większość czasu przesiedziałam na wykładach w strefie Edukacja, bo były naprawdę interesujące i rzeczowe. Udało mi się zapisać na dwa warsztaty z Parentingu, jednak dotarłam tylko na jeden. Nie mogłam sobie odpuścić wykładu Wojciecha Wawrzaka o blogu eksperckim, a warsztat akurat się na niego nałożył. To taka sytuacja, kiedy „osiołkowi w żłoby dano”, bo na warsztatach również mi zależało. Tak, mogłam wykład obejrzeć w strumieniu, ale czym innym jest tam być na żywo, móc zadać pytanie i czuć te emocje.

seebloggers-1

I wreszcie dotarłam na warsztaty z Parentingu. Postanowiłam sobie, że będę tam siedziała z fochem, bo przecież to konkurencja i w ogóle 😉 Ale się nie udało. Szczena mi opadała na widok tak profesjonalnego ogarnięcia tematu warsztatów przez Malwinę Bakalarz z Bakusiowa i luzu na jakim do tematu parentingu podchodzą te najbardziej doświadczone (czytaj wpływowe) blogerki.

Może kiedyś będzie okazja usiąść na dłużej i pogadać przy kawie lub pysznym soku (tak, strefa Cooking dawała radę… i to jak!), bo porzecież ile mam tyle pomysłow na macierzystwo.

seebloggers-5

Z focha i obrazy niewiele wyszło. Jeśli ktoś ma być liderem tego naszego parentingu to niech będą to osoby, które znają się na rzeczy, wiedzą co w trawie piszczy i potrafią przekazać całej reszcie kawał wiele wartej wiedzy i pozytywnej energii. Nie, nie planowałam pisać laurki, planowałam foch, pamiętacie? 😉

Panele dyskusyjne też były fajnym przerywnikiem. Nie wszystkie szły merytorycznie po mojej myśli, ale przecież nie po to ludzie tam przyjeżdżają żeby głosić to co akurat chciałabym usłyszeć.

Najwięcej kontrowersji chyba wzbudził panel z udziałem Bartosza Węglarczyka. Słyszałam potem w kuluarach oburzone głosy, że przecież nie można tej naszej blogerskiej pasji tak sztywno i równo przekładać na liczby. Ja tam się zgadzam w całej rozciągłości, że można a nawet trzeba. Jeśli ktoś myśli o blogu jako pracy zawodowej i źródle dochodu, to nie może swojej działalności opierać wyłącznie na pasji.

Najwięcej pozytywnych uśmiechów wzbudził z kolei panel z Robertem Biedroniem. Od razu widać kidać, kiedy zwierzęta sceniczne dorwą się do mikrofonu i podatnej publiki. Zdecydowanie w tej rozgrywce pan Biedroń został znokautowany przez ogólnie rzecz ujmując frakcję blogerską, której chyba nie bardzo po drodze z polityką. Rozumiem pozytywne przesłanie prezydenta Słupska, szanuję i lajkuję, ale chyba za bardzo zboczył z tematu konferencji ze swym przesłaniem.

Tuż przed wyjściem

Nieliczni wytrwali mieli okazję usłyszeć na żywo ostatni wykład podczas konferencji od Podróżniccy. A okazał się dla mnie jednym z najbardziej pozytywnych zaskoczeń. Zmęczona, głodna, naładowana tysiącem pomysłów pod koniec drugiego dnia zastanawiałam się, czy łapać najbliższy autobus do Orłowa, ale zostałam. Coś mi kazało zostać.

Nie żałuję, bo usłyszałam mnóstwo konkretów jak znaleźć swój wyróżnik. Niby jasna sprawa, że każdy bloger powinien go mieć, a jednak nie każdy blog go ma. Zaczęłam szukać i wydaje mi się, że się udało. Każdego dnia wdrażam tę całą dawkę wiedzy, którą uraczył mnie zespół See Bloggers. Dzięki, naprawdę doceniam Wasz wysiłek.

seebloggers-2

Nie wiem na jak długo, ale obecnie jestem wielką fanką tego rodzaju spotkań. Przecież to nic innego jak szkolenie z zawodu, którym się obecnie param. Za takie szkolenia ludzie płacą ogromne pieniądze, a jak nie dość, że w przepięknej nadmorskiej scenerii Gdyni, to jeszcze za darmo dostałam dwa dni z ludźmi, którzy wiedzą o czym mówią i robią to bardzo profesjonalnie.

seebloggers-6

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This