Tylko mama niejadka zrozumie drugą mamę niejadka. Niejadek to kłopot. Zamartwiasz się i głowisz, co zaproponować, żeby dziecko nie padło z głodu. Każdego dnia. Żeby dostarczyć organizmowi niezbędne witaminy i składniki odżywcze. Mieć w domu niejadka, to wyzwanie. Oddaję w twoje ręce kilkadziesiąt sposobów na zachęcenie dziecka do jedzenia (czegokolwiek i nowości). Zebrałam je od doświadczonych mam mniejszych i większych niejadków, byłych  (już dorosłych) niejadków, dietetyków i lekarzy.

Taka etykieta

Od razu też powiem, bo wiem, że wzbudza to wiele kontrowersji, niejadek to określenie, które etykietuje. Tak. Używam go do opisania pewnej sytuacji. Natomiast nie polecam (odradzam!) używać go podczas rozmowy z dzieckiem lub o dziecku. Nawet jeśli wydaje ci się, że jest za małe żeby zrozumieć, czy zbyt zajęte zabawą żeby usłyszeć. Po prostu wyrzuć z domowego słownika to słowo. Wiele sobie tym ułatwisz. Dziecko nie będzie się czuło piętnowane.

Piętnowanie boli. Jakoś bardzo dbamy o to, żeby przypadkiem nie obrazić dziecka z nadwagą przypinając mu etykietę grubasa. Mało kiedy myślimy o tym, żeby dziecko nie jedzące (tyle, ile oczekuje od niego świat i tzw. normy) nie było etykietowanie jako niejadek. Boli tak samo. Tak samo niepokoi. Tak samo negatywnie brzmi.

Etap czy tak na stałe?

Zanim zaczniesz panikować, że masz w domu niejadka, weź pod uwagę, że dziecko przechodzi w swoim rozwoju przez różne etapy. To, że właśnie teraz przestało jeść (najczęściej je, tylko ma słabszy apetyt), wcale nie znaczy, że tak mu zostanie na zawsze. Jeśli wcześniej ze smakiem zajadało różne rzeczy, to pewnie właśnie przechodzi taki etap niejadkowania. Słabszy apetyt to coś zupełnie normalnego.

Oczywiście pod warunkiem, że dziecko jest zdrowe, a wyniki jego badań w normie. Wtedy naprawdę nic na siłę. Jeśli masz zdrowe dziecko, które nie chce jeść lub je tylko wybrane potrawy, to tak naprawdę nie należysz do jakiejś uciemiężonej elity. Ponad 40% przedszkolaków uznawanych jest za niejadki. 20% dzieci starszych – również. To całkiem spora grupa.

Jeszcze większą grupę stanowią dzieci, które nie są nazywane niejadkami, ale niechętnie sięgają po nowości lub po prostu, jedzą małą ilość produktów (monotonna dieta). Jak się uprą, to koniec. Twoja w tym głowa, żeby zachęcić dziecko do próbowania nowych smaków. Mało kiedy poprosi o nowości samo z siebie. Łatwiej zdjadać to co się zna i lubi. A jeśli ty nie proponujesz, bo i tak wypluje, to pozostanie ci zamartwianie się, że nic nie je. Albo je, ale mało. Trochę takie zamknięte koło, prawda? Mam nadzieję, że zebrane pomysły pozwolą znaleźć sposób na testowanie nowości. Powolutku. Krok po krokiem.

Ile to ma być?

Z niejadkami jest też często tak, że po prostu jedzą mniej niż inni lub niż wydaje ci się, że powinni. Pewnie starasz się nie porównywać dziecka z rówieśnikami, prawda? Wiesz, że każdy ma swoje tempo rozwoju. Swój rytm. Jednak, gdy przychodzi do jedzenia, to różnie bywa, bo Ala zjada wszystko w przedszkolu i prosi o dokładkę, a ty ledwo podziubieś w pierogu i na tym polega całe jedzenie.

Powiem szczerze, że nawet dietetyczne normy i wytyczne odgórne dotyczące jedzenia kilkuletnich dzieci, uważam za często mocno przesadzone. Bywa, że mały człowiek potrzebuje dosłownie kilku gryzów i dużo picia dziennie. To wystarczy. Ale oczywiście nie mieści się to w normach więc jest powód, by inni ci mówili, że jesteś kiepską matką, że nie jesteś w stanie namówić dziecka do jedzenia.

Bywają takie dzieci, które nie potrzebują dużo pożywienia. Albo takie zafiksowane jedynie na kilku (jednym!) produktach. Pewnie, że wygodniej i zdrowiej byłoby, gdyby jadły wszystko, jak leci. Ale nie jedzą i już. Jeśli masz zdrowe dziecko, które roboczo możemy sobie nazwać niejadkiem, to najbardziej skup się na zadbaniu o to, żeby wszyscy dookoła nie wpędzili go (i przy okazji ciebie) w jakieś fobie związane z niejedzeniem. Bo ono je. Tyle ile potrzebuje. Niech to będzie wybór dziecka, a nie tych, którzy wiedzą, co jest dla niego najlepsze. Ale…

Między wyborem a odpowiedzialnością

Mama niejadka doskonale wie, że te wszystkie teorie o wyborze i decydowaniu przez dziecko, trzeba jeszcze przepuścić przez własne obawy o zdrowie, prawidłowy rozwój, porady lekarzy, babć, pań w placówkach i wszystkich świętych.

Mama niejadka drży o niego praktycznie cały czas, bo jasne jest, że prawidłowo odżywiony organizm rozwija się dobrze. To co zjadamy ma wpływ na to jak się zachowujemy, jak funkcjonujemy. Głodnemu człowiekowi trudniej skupić się na myśleniu np. w przedszkolu czy szkole.

Tak samo jak dziecku decydującemu, że smakują mu jedynie potrawy z cukrem, będzie trudniej. I wizja cukrzycy za rogiem. Nie jestem zwolenniczką całkowitego pozostawienia decyzji w tej kwestii, dziecku. Choćby dlatego, że dla niejadka, zawsze zabawa będzie ważniejsza niż posiłek.

Mama niejadka najczęściej przechodzi fazy (czasem one się ze sobą przeplatają), podczas których na różne sposoby zachęca dziecko do jedzenia np: szantaż (Jak nie zjesz obiadu, to zapomnij o deserze!), sztuczki (słynne: Leci samolocik do buzi Stasia!), kombinowanie (przemycanie zmiksowanego kiwi w budyniu). Często już sama myśl o zasiadaniu do wspólnego posiłku jest udręką.

Wybierz i działaj

Dobrze rozumiem, że szukasz metod i porad na temat rozszerzenia monotonnej diety albo po prostu zachęcenia dziecka do jedzenia. Jeśli na twoje oko, pociecha je za mało, to działaj. Jesteś odpowiedzialna za jego zdrowie. Nie mogę zagwarantować, że wszystkie porady będą skuteczne akurat w przypadku twojej pociechy. Wypróbuj te, które uznasz za dobre dla ciebie i dziecka. Zebrałam ich tutaj tak wiele właśnie po to, żebyś miała wybór i możliwość manewrowania informacjami.

Zapytałam zaprzyjaźnione mamy niejadków, zmiksowałam z własnymi doświadczeniami (także pedagogicznymi) i podrzucam garść pomysłów na to, jak zachęcić dziecko do jedzenia. Sięgnęłam też do badań, bo one czasem rozjaśniają w głowie i odpędzają niejadkowe kompleksy.

Zanim jednak zaczniesz cokolwiek sprawdzać i wdrażać, ustal realne, racjonalne porcje dla twojego dziecka. Nie te, które doradza babcia, ciocia czy pani kucharka w przedszkolu. Raczej te, które doradzi pediatra, dietetyk, mądra książka o odżywianiu dzieci i sama obliczysz. Możesz to spokojnie zrobić znając swoje dziecko. Jego wzrost, wagę, sposób spalania energii, codzienna aktywność i ulubione smaki.

Zainteresował cię ten temat? Zapisz się na newsletter i nie przegap kolejnego wpisu »

1. Picie na końcu

I na pewno nie w dużej ilości przed posiłkiem. Niejadki często domagają się picia w ramach posiłku. A przecież mały brzuszek z dodatkowym płynnym balastem, zapełni się szybko. To nie sprzyja zjadaniu sensownych porcji. Wyrób w dziecku nawyk picia po posiłku.

2. Nie zmuszaj

To nic nie daje. Może zamiast szantażować i wymuszać (nikt nie lubi takich akcji, tobie pewnie też by się nie podobało, gdyby ktoś wciskał ci na siłę wątróbkę, której nie znosisz), ciesz się nawet kilkoma kęsami, które dziecko zjadło. Pochwal.

Maluchy mają o wiele mniejsze żołądki niż dorośli. To jasne. Jeśli masz zdrowe dziecko, to widocznie te dwa kęsy wystarczą (wiem, łatwiej powiedzieć niż się nie zamartwiać).

3. Nie dokarmiaj

Zwłąszcza w czasie zabawy. To bardzo ważne, żeby dziecko znało miejsce, w którym spożywacie posiłki. Żeby miało skojarzenie z jedzeniem np. przy stole w kuchni. Jeśli dokarmiasz podczas zabawy (lub snu – butla, oglądania bajki w telewizji), to dziecko tak naprawdę nawet nie zauważa, że je. Nie poczuje też głodu, bo podkarmiając, nie dajesz na to szansy.

4. Nie karm 

W ogóle nie karm dziecka, jeśli jest w takim wieku, że powinno jeść samodzielnie. Wiem, znowu łatwo powiedzieć, trudniej wytrzymać. Ale może spróbuj wytrzymać. Nawet jeśli robi to nieporadnie, długo i brudząco.

Jasne, że ty byś nakarmiła szybciej. Jednak właśnie ta odrobina samodzielności często przekonuje do zjedzenia tego, co na talerzu. Kiedy karmi mama, to jest nudno. I często nerwowo. I mniej świadomie. Mniej więcej tak: Mama robi coś za mnie lub przy mnie, bo jestem na to za mały. Jakby nie wierzyła, że dam sobie radę z tym jedzeniem.

5. Zadawaj pytania

Pytaj dziecko, czy jest głodne. Ale nie co kwadrans. Tylko miej więcej w porze posiłku (znasz swoje dziecko, wiesz kiedy to jest). Niektóre dzieci trzeba nauczyć komunikować o tym, że chciałby coś zjeść. Każdy ma swój rytm. Nawet niejadek. Zaobserwuj ten rytm i proponuj posiłki o tych konkretnych porach.

6. Ciesz się z odpowiedzi

Jeśli twój niejadek poinformuje cię o tym, że jest głodny (tak, zdarza się, zwłaszcza jeśli zaczęłaś dziecko o to pytać) to nie szalej z radości, nie dziw się, nie dawaj mu za to nagrody. Informacja o głodzie to zupełnie normalna sprawa i tak ją traktuj.

Uważaj też przy tej okazji z porcją. Często z radości, że dziecko głodne, ręka jakby sama nakłada tyle (trochę na zapas, bo już prędko nie powie znowu, że głodny), że na sam widok odechciewa się jeść.

7. Regularność

To dość ważna sprawa dla niejadka. Dla każdego dziecka. Małe ilości, ale przyjmowane regularnie, to już jest jakiś postęp. I wcale nie musi to być pięć posiłków dziennie. Sama sprawdź, jaka ilość wchodzi u was w grę. Jeśli twoje dziecko pije soki, traktuj je jak normalny posiłek.

8. Wołaj częściej do stołu

Jeśli wiesz, że jedzenie kończy się po dwóch kęsach, to wołaj na nie dziecko cześciej niż o zwykłej porze posiłków. Ale pilnuj tego, żeby jedzenie odbywało się przy stole. To dla dziecka oznacza przerwanie ciekawej zabawy i konieczność przyjścia do stołu. Tłumacz wtedy, że jedzenie odbywa się przy stole i dlaczego tak jest. Tłumacz, że je mniej i ty to rozumiesz, ale właśnie dlatego wołasz je co jakiś czas. Gdyby jadło więcej, to byś tak często nie wołała.

Nie, to nie jest szantaż. To wyjaśnienie sytuacji. Może za którymś razem maluch dojdzie do wniosku, że jeśli zje przy stole więcej niż dwa kęsy, to nie będzie musiał tak często tu wracać. A może taki układ mu odpowiada?

9. Daj zgłodnieć

Szczególnie przewrażliwione mamy niejadków, zawsze są gotowe do podsunięcia dziecku pod nos czegoś pysznego. Jeśli tylko potrafisz, powstrzymaj się na kilka dni i zobacz, czy twoje dziecko poprosi o jedzenie. Samodzielnie. Może do tej pory nie miało szansy poczuć się głodne? (badania na ten temat: Fisher JO, Birch LL. Eating in the absence of hunger and overweight in girls at 5 and 7 years. American Journal of Clinical Nutrition. 2002.).

10. Odstaw soki

Zazwyczaj mamy niejadków pilnują odstawienia przekąsek i słodyczy. Ale soki to co innego – zdrowe i takie wspaniałe. Jednak (zwłaszcza te kupowane) zawierają mnóstwo cukru, który zwyczajnie zapycha żołądek i nie pozwala dziecku zgłodnieć. Jeśli twój niejadek pije soki, to tak naprawdę jest najedzony. Zamień soki na wodę. Zobaczysz różnicę właściwie w ciągu kilku dni.

11. Nie zmuszaj

Informacja od dziecka, o tym, że jest najedzone, to ostateczna informacja. Szanuj ten komunikat. Oczywiście pod warunkiem, że coś zjadło podczas posiłku. Nawet jeśli ten komunikat zupełnie nie jest po twojej myśli. Kiedy już pociecha trochę zjadła, ale na talerzu została połowa, trudno.

Zmuszanie, przekonywanie i ostatnia łyżeczka za babcię, naprawdę mogą spowodować bunt i blokadę. Po co sobie utrudniać na przyszłość? (udokumentowane w badaniach: Batsell RW, Brown AS, Ansfield ME, Paschall GY. You will eat all of that!: A retrospective analysis of forced consumption episodes. Appetite. 2002.).

12. Szantaż

Emocjonalny (i każdy inny) przynosi odwrotny skutek. Wiem, oburzasz się kiedy wspominam o szantażowaniu dziecka. Ale prawda jest taka, że zwłaszcza nasze babcie, w tym przodują. Wspaniale gotują, kochają wnuki ponad życie i chciałyby im nieba przychylić. To pokolenie często okazuje miłość przez gotowanie potraw.

Kiedy dziecko nie ma ochoty na drugą dokładkę lub cokolwiek, a babcia tak się starała, to się zaczyna: Ale chociaż łyżeczkę, bo będzie mi przykro. Tak się napracowałam przy lepieniu tych pierogów. Kolejnym etapem tej scenki jest często udawanie, że babcia płacze. No bo przecież jej przykro.

Koniecznie interweniuj. Ten sposób zachęcania do jedzenia wywoła w dziecku poczucie winy, ale na pewno nie chęć rzucenia się na pierogi. Wytłumacz babci, o co w tym chodzi. Bywa i tak, że babcia naprawdę się na odmawiające jedzenia dziecko, obraża. I co ma wtedy taki maluch zrobić?

13. Nie porównuj

Motywacja w stylu: Zobacz, tatuś już kończy swój obiad, a ty zjadłeś dwa makarony, nie jest żadną motywacją. Wręcz przeciwnie. Przykład idzie z góry, to jasne, ale to przecież jak porównywanie słonia do mrówki. Zresztą, żadne porównywania nie mają sensu. Do rówieśników także. Mały niejadek poczuje się gorzej w swojej skórze, jeśli go będziesz wiecznie porównywać. Złe samopoczucie nie wzmacnia apetytu. Przeciwnie.

14. Twoje nerwy

Nie uzależniaj swojego nastroju i podejścia do dziecka od tego, czy wszystko zjadło (czasem robi się to nieświadomie). Tak, rozumiem, że człowiek wciąż w stresie i nawet w nerwach. Jednak dziecko właśnie to widzi. 2-3 latki często przestają jeść, nie dlatego, że nie są głodne, ale po to żeby postawić na swoim. I tyle.

Jeśli wpadniesz w histerię, to pewnie akcję powtórzą po raz kolejny. Jeśli nie dasz po sobie poznać, jak bardzo zależy ci na czystym talerzu, to być może, po jakimś czasie, dziecko zrozumie, że zjada posiłek dla siebie, a nie dla obserwowania twoich zachowań (udokumentowane w badaniach: Birch LL. Psychological influences on the childhood diet. Journal of Nutrition. 1998.).

15. Nie nagradzaj słodyczami za posiłek

Zwłaszcza niejadka, ale w sumie żadnego dziecka. Wiem, że deser to świetna motywacja, jednak… i pod tym kątem robione były badania. Wyniki nie są jednoznaczne. Na pewno jednak nagradzanie słodyczami za posiłek wyrabia negatywne nawyki i uzależnia mózg od cukru.

Jeśli natomiast chcesz wykorzystać jakąś materialną motywację, lepiej wybrać naklejkę czy inny tego typu gadżecik. Jednorazowo. Nie po każdym posiłku. Na przykład kiedy dziecko zdecyduje się na spróbowanie nowości. Dzieci mające przed sobą wizję nagrody w postaci naklejki „za dzielność”, chętniej decydowały się na próbowanie nowości podczas testów. Jednak – jak dla mnie – to wciąż bardzo dyskusyjne sposoby na niejadka (badania: Facilitating or undermining? The effect of reward on food acceptance. A narrative review. Cooke LJ, Chambers LC, Añez EV, Wardle J.).

16. Ogranicz wszelkie przekąski

Wiem, że są też te zdrowe i że kuszą, bo przecież tak mało dziecko je w ciągu dnia. Jeśli jednak poważnie podchodzisz do akcji ustabilizowanie pór posiłków, to po prostu z przekąsek zrezygnuj. Nie za karę dla dziecka – bo nic nie chcesz jeść. Tylko ze świadomością, że ich zjadanie nie wpływa dobrze na regulowanie apetytu.

Niestety, dotyczy to wszystkich domowników. Mały niejadek ma jakiś radar, którym rejestruje, że po kryjomu coś podjadasz. Poczuje się oszukany i zawiedziony, że inni mogą, a on nie. Może odstawienie przekąsek między posiłkami, wszystkim wyjdzie na zdrowie?

Chyba, że w swej niejadkowej desperacji, traktujesz przekąskę (np. kinder kanapka, garść orzechów, kabanos) jak posiłek. Wiem, że i tak się zdarza. Kiedy dziecko zjada jedynie suchą bułkę i nic więcej, to każdy inny element, wydaje się być cenny. Tu trochę wapnia, tam śladowa ilość białka. I jakoś do przodu. Nie zachęcam, ale też w jakiś sposób rozumiem. To ryzykowny, indywidualny wybór każdej mamy. Świadomej i odpowiedzialnej za zdrowie swojego dziecka.

17. Pozwól zadecydować

Pytanie otwarte: Co chcesz zjeść?, pewnie odbije się od ściany głośnym echem powtarzającym dźwięcznie: Nic, nic, nic… Jednak kiedy w porze posiłku zapytasz, czy dziecko woli kanapkę z szynką czy z serem?, to już jest jasne, że kanapka będzie. Do malucha należy wybór dodatków. Poczucie decydowania o posiłku czasem może zdziałać cuda.

18. Samodzielnie przygotowane

Tak samo, jak jego samodzielnie przygotowanie. Już podczas krojenia i mieszania można próbować wielu rzeczy i smaków. Każdy wie, że samodzielnie przygotowane jedzenie smakuje wyśmienicie. I ta duma z wykonania przepysznego śniadania też jest ważna. Czasem właśnie dla tej dumy dziecko jest gotowe spędzić czas w kuchni i zjeść nawet mniej lubiane rzeczy.

Jasne, że nie na każdego malucha to działa, ale bywa, że tak. Moje dziecko właśnie w takich sytuacjach najczęściej daje się skusić na nowości. Więc dużo spędzamy czasu w kuchni.

img_4676

Przy okazji, podrzucam kilka tytułów książek kulinarnych dedykowanych dzieciom.

19. To lubi

Najczęściej jednak podsuwaj to, co dziecko lubi. Wciskanie niejadkowi smaków, za którymi nie przepada, to w zasadzie strzał w kolano. Przecież wiadomo, że nie zechce. Jeśli codziennie domaga się suchego makaronu, to daj mu suchy makaron. Od czasu do czasu zaproponuj coś innego, ale wszystko w ramach dodatku do Ulubionego, suchego makaronu. Znany smak połączony z propozycją nowości może przekonać do spróbowania. Warto spróbować, ale nic na siłę.

20. Tylko jedna potrawa

Upodobanie do konkretnego jedzenia bywa bardzo silne np. tylko ziemniaki, tylko ser żółty. Rodzice dzieci jedzących tylko jeden rodzaj potraw często boją się, że źle to wpływanie na nawyki żywieniowe w przyszłości. Ile można jeść ser? To tuczące i tłuste.

Jednak ostatnie badania wskazują na to, że otyłość dzieci (7-9 lat) nie wynika z upodobania do konkretnego rodzaju jedzenia. Wpływają na to inne czynniki np. sposób życia, spędzanie czasu przed telewizorem lub w ławce szkolnej (badania: Adiposity is not associated with children’s reported liking for selected foods, Hill C, Wardle J, Cooke L.).

21. Nie wmawiaj smaków

Nie wmawiaj dziecku, że coś lubi lub powinno jeść. Każdy z nas ma swoje upodobania kulinarne. Jeśli wyraźnie widzisz, że nie przepada za nabiałem czy mięsem, to podawaj inne produkty. Pewnie też masz takie potrawy, po które za żadne skarby nie sięgniesz. Choćby miały najlepsze walory odżywcze.

A do tego dochodzi często po prostu głos natury. Czasem niezbadane alergie odrzucają organizm od konkretnego produktu. Natura robi swoje.

22. Neofobia

Jest coś takiego jak neofobia, czyli niechęć do próbowania nowych posiłków. Dość często zdarza się u dzieci między 2 a 5 rokiem życia. Ale to wcale nie znaczy, że możesz poddać się, bo tak jest i już. To taki stan, kiedy dziecko odmawia poznania nowego smaku, tylko dlatego, że jest nowy.

Spraw więc, żeby to nowe zostało oswojone. Zachęcaj do próbowania z możliwością wyplucia. Podawaj małe kawałki do codziennej porcji przy jednym z posiłków. Rozmawiajcie o tym. Gadajcie. Oglądajcie. W ten sposób coś, co było jeszcze kilka dni temu nowością, stanie się starocią. Tak niweluje się objawy neofobii. Zachęcaj więc w ten sposób do próbowania nowych rzeczy. Bez ciśnienia, bardzo spokojnie.

23. Oswajanie nowości

Istnieją badania naukowe mówiące o tym, że dziecko oswaja nowość w menu, mniej więcej 2-3 tygodnie. Oznacza to tyle, że jedząc tę nowość (nie zmuszając do niej dziecka, ale powinno widzieć, że jesz, że ci smakuje i że to wciąż pojawia się na stole) oswajasz ją na tyle, że po jakimś czasie dziecko sięgnie po nią bez obrzydzenia czy lęku.

Zachęcaj codziennie do tego próbowania. Oczywiście z całkowitą akceptacją odrzucenia twojej propozycji (badania: Increasing children’s acceptance of vegetables; a randomized trial of parent-led exposure. Wardle J, Cooke LJ, Gibson EL, Sapochnik M, Sheiham A, Lawson M.).

24. Nie poddawaj się

To, że dziecko odmówiło zjedzenia nowości kilka razy, wcale nie znaczy, że odmówi kiedy zaproponujesz ją za kilka dni lub tygodni. Najczęściej po kilku odmowach uznajemy, że dziecko czegoś nie lubi i tyle. Jeśli jednak te odmowy nastąpiły bez choćby liźnięcia proponowanego produktu, to logiczne jest, że dziecko nie wie, jak to coś smakuje. Dlatego wracaj z rozmowami i propozycjami co jakiś czas (badania: Relationship between parental report of food neophobia and everyday food consumption in 2-6-year-old children. Cooke L, Wardle J, Gibson EL.).

25. Nie wszystko na raz

Chcąc przekonać dziecko do próbowania nowości, nie stawiaj przed nim talerza z kilkoma gatunkami owoców morza, które twoim zdaniem są zdrowe, a przy tym wyglądają egzotycznie i bajecznie. Może to i prawda, ale dzieci lubią prostotę. Zwłaszcza niejadki odkrywające nowe smaki. Jeśli już proponujesz nowy smak, to jeden. I to stopniowo.

26. Przemycaj

Jednak z głową lub wcale. Rodzice niejadków często są znakomitymi przemytnikami. Jednak jeśli zostaniesz złapana na gorącym uczynku, to jest duża szansa, że dziecko nie tknie więcej już potrawy, w której przemycałaś świństwo. Takim manewrem można sobie odciąć drogę do jedynej akceptowanej potrawy.

Jeśli już przemycać, to tak żeby pociecha się po prostu nie zorientowała. To ważne, bo jak dziecko poczuje się oszukane przez ciebie w sprawie posiłku, trudniej będzie ci je potem namówić do spróbowania czegoś nowego (lub czegokolwiek).

Jako specjalistka od przemycania, podrzucam mój oryginalny przepis na domową nutellę.

nutella-domowa

27. Im prościej tym lepiej

Czasem człowiek spina się, żeby temu niejadkowi zaproponować smaczną gwiazdkę z nieba. A tu okazuje się, że niewdzięcznik gardzi gwiazdką. Ty upiekłaś przepyszną domową pizzę, a dziecko zjada jedynie brzegi. Znasz to? No właśnie.

To nie piecz tej pizzy w całości. Jeśli już chcesz piec, to upiecz brzegi, czyli samo rozwałkowane ciasto. Albo zostaw brzeg dla dziecka, a środek daj reszcie rodziny. To jest wybór dziecka. Nie jest przez to poszkodowane ani pokrzywdzone. Taki ma apetyt.

28. Ciekawie na talerzu

Z kolei bywają dzieci, którym ciekawe jedzenie jakoś tak lepiej smakuje. Zbadaj, do której grupy należy twój niejadek. Niektórym wystarcza przysłowiowa skórka od chleba rzucona na talerz. Inni zdecydują się ją zjeść pod warunkiem, że będzie ułożona w kształcie kwiatka, autka czy potworka i to na bardzo oryginalnym talerzu. Jeśli tak jest w przypadku twojego dziecka, to nie pozostaje ci nic innego, jak uruchomić pokłady wyobraźni i wyczyniać cuda w kuchni (poniżej przygotowałam listę gadżetów, które być może odrobinę w tym pomogą).

29. Je brzydko

Są też maluchy, dla których jedzenie poukładane osobno i ładnie, jest nie do przyjęcia. Dopiero pomieszanie na talerzu surówki z purre ziemniaczanym i sosem, sprawia, że całość jest do przełknięcia. Niech je jak chce, byle jadło, prawda? Co z tego, że bałagan na talerzu. Jeszcze ma czas żeby się nauczyć jeść ładnie. Mama niejadka wie, że najważniejsze jest  z j e d z e n i e. Technika jest zupełnie drugorzędną sprawą.

30. Śmieszne nazwy

Powymyślajcie śmieszne nazwy na niektóre warzywa (i inne potrawy). Wyśmiewacie się z nich, żartujcie np. z pękatego buraka czy chudego szczypiorku. Czasem samo słowo brokuł, potrafi zniechęcić do jedzenia. Jeśli jednak brokuł zamieni się w jakieś egzotyczne drzewo, to już zupełnie inna rozmowa. Warto wypróbować i ten sposób (badania: Attractive names sustain increased vegetable intake in schools, Preventive Medicine, Volume 55, David R. Just, Collin R. Payne, Matthew Z. Klinger).

31. Rozmawiajcie o warzywach i owocach

Im więcej dziecko o nich wie (jak smakują, gdzie rosną, czy mają skorupkę, kiedy owocują na drzewie itd.) tym bardziej będzie się czuło z nimi zaznajomione, oswojone. Dziwna nazwa, dziwny zapach i lądowanie dziwadła na talerzu, to jest trudna sytuacja dla niejadka.

32. Hodujcie warzywa i owoce

Jeśli macie możliwość robić to w przydomowym ogródku, to wspaniale. Nawet jeśli tylko w doniczkach na parapecie, to przecież też dobrze. Jest wiele roślin, które możecie sobie w domu wyhodować i zjeść. Czasem trzeba długo czekać na kilka poziomek czy pomidorków, ale w tym wypadku chodzi o pokazanie dziecku skąd się to jedzenie bierze i jaka to frajda obserwować, jak rośnie i dojrzewa. Potem ze smakiem zjeść. Jeśli zasmakują te domowe pomidory, pewnie te ze sklepu tżz się spotkają z akceptacją.

33. Zabawa jedzeniem

Wiem, że generalnie jedzenie to nie zabawka, ale większość dzieci (jadki i niejadki) mają swoje drobne dziwactwa, które sprawiają, że posiłek lepiej smakuje. Jedne wysysają masło z kanapki, inne rozkładają ją na części pierwsze, jeszcze inne wygryzają kromkę od środka. To dodatkowy brud i bałagan, ale warto na niego pozwolić, jeśli posiłek zostanie zjedzony. Dziecko wie, że tak się nie je normalnie, ale jeśli lubi to robić, warto pozwolić. Akurat z tego – samo wyrośnie.

34. Bądź kreatywna

Twoja kreatywność ma kluczowe znaczenie. Ten sam produkt można przecież podawać na kilka różnych sposobów. Jeśli dziecku nie zasmakowały pulpety gotowane na parze, to może chętniej zje smażone albo zwykłego mielonego, albo hamburgera, albo to mięso w spaghetti? Czasem nawet sposób pokrojenie jabłka czy szynki, ma znaczenie.

Nie jest to fanaberia, ale często mechanizm połączony z sensoryką dziecka. Więc im więcej kreatywności z twojej strony, tym większa szansa na sukces.

35. Wygląd ma znaczenie

Wiele dzieci ma problem z wyglądem lub konsystencją danego produktu. Dlatego odmawiają jedzenia. Im więcej sposobów podania tej samej rzeczy (dokładnie jak punkt wyżej) wymyślicie i przetestujecie, tym większa szansa na to, że któryś dziecku przypadnie do gustu.

Jedno ze zdań często wypowiadanych przez moją córkę przeszło już do rodzinnych anegdotek: Lubię ziemniaki pod każdą postacią, tylko nie pod postacią ziemniaka. To prawda. Zje frytki, placki ziemniaczane, pieczone talarki, ale nie tknie gotowanych ziemniaków. Takich najzwyklejszych. Szanuję to i podaję jej ziemniaki na wszelkie inne sposoby.

36. Pytaj i rozmawiaj

Bywa, że dziecko odmawia jedzenia, ale właściwie nie wiesz dlaczego. Wtedy pytaj. Czasem jest to kwestia samej potrawy, ale często to też wszystko dookoła. Inny kolor talerzyka lub nie ta strona stołu, przy której siedzi. Pozwól zdecydować, jak ma wyglądać jego posiłek. Jest szansa, że wspólnie ustalcie jakiś jeden, trwały rytuał.

37. Razem przy stole

Jak już ustalicie rytuał, to dopilnuj, by pociecha nie siedziała sama przy stole. To zazwyczaj jest nudne i stresujące. Jest taka często sprawdzająca się zasada wśród dzieci – w domu jeść nie chcą praktycznie nic, ale przy innych dzieciach np. w przedszkolu, pałaszują, aż im się uszy trzęsą. I to jest prawda.

Dlatego, jeśli tylko możesz, zasiadaj do posiłków z całą rodziną. Wszyscy jedzą i dziecko też je. To też sposób na budowanie więzi i też sposobność do naśladowania innych. Poczucia się częścią małej społeczności, do której być może twójniejadek zechce się przyłączyć: Oni jedzą to i ja coś skubnę.

38. Daj czas

Co z tego, że wszyscy już skończyli jeść? Jeśli dziecko potrzebuje więcej czasu, to niech go sobie zagospodaruje. Bez zbędnych uwag o tym, że nie zdąży się pobawić przed snem, czy o tym, że chcesz już wstawić wszystkie naczynia do zmywarki. Jeśli dziecko wie, że ci się spieszy, to na pewno nie zje wszystkiego do końca. Odda pełny talerz, żeby tylko już nie słuchać twoich narzekań lub po prostu, żeby cię uszczęśliwić. Skoro tak bardzo chcesz, to masz.

39. Pusty talerz?

Z tym zjadaniem do końca, to też ostrożnie. Lepiej, żeby dziecko potrafiło zostawić trochę na talerzu (samo czuje, czy jest najedzone), niż żeby miało wdrukowany nawyk zjadania wszystkiego, do ostatniego okruszka. Ten drugi nawyk jest mniej zdrowy.

Napychanie się, bo nie wypada niczego zostawiać, jest jednym z większych bezsensów, do których zmuszane są dzieci. Przeginając w druga stronę, produkujemy czyste talerze, zadowolonych rodziców i dzieci ze skłonnością do nadwagi.

40. Jedzenie na powietrzu

Stosuj różne tricki. Jeśli codziennie chodzicie na spacer, to zabieraj trochę ziaren dla ptaków i choćby kawałek suchej bułki dla dziecka. Ptaki jedzą to może i twój mały wróbelek skusi się na przekąskę. Szukaj tego rodzaju sytuacji i wykorzystuj przy zachęcaniu do jedzenia. Pikniki i wycieczki w góry czy do lasu, to zawsze okazja do skubnięcia w trasie tego i owego.

41. Szukaj sprzymierzeńców smakowych

Wykorzystuj znane smaki do podania nowych. Jeśli twoja pociecha np. lubi ketchup lub inny sos (nawet jogurt), to proponuj nowości z możliwością polania ich tym znanym smakiem. Nawet jeśli tobie ta kombinacja wyda się dziwaczna np. (słynny w naszym domu) kabanos w jogurcie jagodowym, to i tak przecież sukces, jeśli niejadek na tego kabanosa się skusi. To też sposób na oswajanie nowych rzeczy.

42. Przyprawiaj

Mało ludzi lubi rzeczy bez soli i pieprzu. Chcąc pokazać nowy smak, jest taka pokusa, żeby nie przyprawiać. Żeby tego prawdziwego smaku niczym nie zepsuć. Jednak czasem właśnie dodanie odrobiny (tej niezdrowej) soli czy (jeszcze bardziej niezdrowego) cukru, może zachęcić do jedzenia. Bo smak będzie podkreślony. Bardziej znany. Potem, stopniowo możesz ograniczać ilości soli i cukru, kiedy dziecko bez problemu będzie zjadało daną potrawę. Już nie jako nowość.

43. Cukier

Może być twoim sprzymierzeńcem. Paradoksalnie. Mamy to zakodowane w genach, że smakuje nam słodkie. Mózg uznaje smak słodki za przyjazny dla organizmu. To pozostałość po polowaniach na pożywienie, dziedzictwo naszych praprzodków. Cała reszta smaków np. gorzki, kwaśny, kojarzona jest z ostrzeżeniem: To może być trucizna.

Zatem, jeśli przy pierwszym podaniu nieco osłodzisz pomidora, to może dziecko go zje. Oczywiście to wyjście tymczasowe. Kiedy już pociecha przekona się do smaku pomidora (mówimy o śladowych ilościach cukru), będziesz mogła ze słodzenia stopniowo rezygnować.

44. To przyjemność

Pokaż dziecku, że jedzenie może być wielką przyjemnością. Nawet jeśli twój niejadek doprowadza cię do szału, to wcale nie znaczy, że nie możesz go uczyć, że smakowanie i ogólnie posiłki nie są jedynie przykrym obowiązkiem. Ciesz się nowymi smakami, wychodźcie do restauracji, szukajcie podczas wakacji nowinek kulinarnych, przeglądajcie książki kucharskie z obrazkami z różnych stron świata. Wciąż zachęcaj dziecka do próbowania smaków. Może kiedyś zaskoczy cię prośbą o sushi zamiast placka ziemniaczanego?

45. Informuj – już czas

Na niektóre dzieci to naprawdę działa. Jakieś pół godziny przed posiłkiem powiedz, jaki on teraz będzie: śniadanie, obiad itd. Tych kilkanaście minut pozwoli dziecku przygotować się psychicznie, oswoić. Pozwoli też zakończyć zabawę, czyli nie będzie awantury, że przerywasz bez ostrzeżenia w samym środku. Wiele dzieci potrzebuje tego dodatkowego czasu.

46. Szukaj alternatywnych pomysłów

Gill Rapley, autorka książki na remat BLW, czyli Baby-Led Weaning mówi o wprowadzeniu dziecka do jedzenia pokarmów stałych w sposób jak najbardziej naturalny. Założenie jest takie, że dziecko (można zacząć od półrocznego) pomija etap karmienia papkami. Pomija zresztą etap karmienia przez rodzica. Je samodzielnie. Tak jak chce i potrafi. Zasiada do stołu z całą rodziną i ma możliwość samodzielnego jedzenia tego, co zostanie mu podane. Rodzina dzieli się z maluchem tym, co sama zjada.

Jednym z założeń tej metody (teoretycznie oczywiście) jest szansa na wyeliminowanie produkcji niejadków. Dziecko ma wybór: ile chce zjeść i co chce zjeść (a co wypluć). Maluch, który nigdy nie był na siłę dokarmiamy czy zmuszany do próbowania nowości, chętnie ich kosztuje i poznaje. Wszystkimi zmysłami, rzecz jasna.

To nie jest cudowna metoda. Ma swoich zwolenników i przeciwników. Nie każdy rodzic zgadza się z tym, że dziecko samo potrafi sobie dawkować odpowiednią ilość pokarmu. Osobiście traktuję ją z szacunkiem, jednak wyłącznie jako ciekawy eksperyment, w którym dziecko ma bardzo wiele do powiedzenia. Uważam, że ostateczny głos powinien należeć do dorosłego, który kontroluje, czy np. nie pojawiła się u malca anemia, czy zjada wystarczająca ilość pokarmu.

47. Zaciekawiaj przez gadżety

Naprawdę wierzę w ich moc. Zresztą nie raz się o tym przekonałam. Przyjemność z jedzania to także zabawa. Nie chodzi mi o podanie do każdego posiłku własnej komórki, żeby zabawić dziecko i odciągnąć uwagę od nielubianych rzeczy na talerzu. Chodzi mi o produkty dedykowane niejadkom, ale też  wszystkim dzieciom.

Wybrałam kilka edukacyjnych i zabawnych, które z założenia powinny zainteresować dziecko jedzeniem. To przecież jedna z podstawowych czynności życiowych. Podobnie jak – w przypadku dzieci – zabawa.

Zainteresował cię ten temat? Zapisz się na newsletter i nie przegap kolejnego wpisu »

Ucieszą dziecko przy stole i w kuchni

Podstawka na jajko i foremka do wycinania kanapek Batman – sklep internetowy specjalizujący się w produktach dla niejadków www.radosnakuchnia.pl

img_7129

img_7161

img_7127

img_7135

img_7088

img_7142

img_7158

img_7145

img_7146

img_7148

img_7149 img_7150

img_7152

 

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This