Karolina nie znosi szlaczków. Pamiętam jak w pierwszej klasie (czyli byłam rok starsza niż ona) z namaszczeniem wręcz rysowałam w zeszytach szlaczki z zadziwiającą ilością szczegółów. Dzisiaj jednak sama za szlaczkami nie przepadam. 

Nie to żebym je dzisiaj musiała rysować, ale nie przepadam ze względu na niechęć do nich większości dzieci, które znam. Być może ta niechęć wynika stąd, że teraz dzieci są szlaczkami dosłownie zalewane. Już od przedszkola w zeszytach ćwiczeń i na tzw. kartach pracy mają tysiąc szlaczków do przerobienia.

Przy każdej ocenie okresowej postępów dziecka, zawsze dostajesz do ręki informację o tym czy dziecko „wychodzi za linię”, czy „trzyma się w linii” rysując szlaczki. I oczywiście Karolinie nie udało się jeszcze nigdy dostać opinii, w której przeczytałabym, że umie rysować szlaczki według wymaganych standardów.

Wołam więc dziecko, bo ma do wypełnienia zadanie domowe. Szlaczki, literki, jakieś zadania, wiadomo. I już widzę, że ona nie ma na to ochoty, słyszę w głowie mój wyuczony na studiach (walczę z tym), belferski tekst: Ależ dziecko, jak nie wypełnisz tych szlaczków, to się nie nauczysz pisać. A potem na głos mówię: Czyżby?

O co właściwie chodzi z tymi szlaczkami?

Przy całej mojej niechęci do szlaczków mają one swoje zasadnicze zalety, bo wspierają ogólny rozwój motoryki małej dziecka. Inaczej mówiąc sprawność manualną, potrzebną niewątpliwie do pisania. Wiem, że Karolina i jej rówieśnicy bardzo rzadko (po szkole) będą mieli okazję pisać inaczej niż na klawiaturze. Jednak wolę ją wyposażyć w umiejętność pisania odręcznie. Choć jestem pewna, że ta umiejętność przegra (już przegrywa) z cywilizacyjną ewolucją człowieka. Ale dobra, niech umie, tak na wszelki wypadek.

Kolejną zaletą szlaczków jest ćwiczenie koncentracji. To dla mnie o wiele ważniejsze niż prawidłowe trzymanie kredki, długopisu czy pióra. Wiele dzieci wie jak prawidłowo trzymać ołówek, ale tego nie robią kiedy nikt im nie patrzy na ręce. Taka odrobina swobody w szkolnym świecie ograniczeń. Ja jakoś szczególnie na to nie patrzę. W końcu każdy wyrabia sobie własny charakter pisma i trzyma długopis tak jak lubi. A koncentracja przydaje się nie tylko do pisania, ale też przy wielu innych działaniach okołoszkolnych i przedszkolnych. I to jest drugi plus dla szlaczków.

Dlaczego dzieci nie lubią szlaczków?

Jest kilka zasadniczych powodów. Po pierwsze dlatego, że jak już wspomniałam, są nimi dosłownie zalewane. I to od coraz wcześniejszego wieku. Kiedyś szlaczki obowiązywały w zerówce, teraz już czterolatki mają je w swoich zestawach przedszkolnych podręczników i ćwiczeniach. Za wcześnie, za dużo, zbyt nudno.

Szlaczki generują porównania: Zobacz, ona tak ładnie zrobiła ten szlaczek, a ty wciąż jakieś krzywe kulfony sadzisz. Żadne dziecko nie lubi porównań (dorosły zresztą też, zerknij na wpis Chcesz być najlepszą matką na świecie? Przemyśl to jeszcze raz). Jestem pewna, że gdyby miało takie możliwości fizyczne i techniczne to zrobiłoby szlaczek idealny.

Dążenie do szlaczka idealnego powoduje ból, fizyczny ból dłoni. Zwłaszcza kiedy wymaga się zbyt wiele od zbyt małych dzieci. Jeśli wychodzi za linię to znaczy, że jego dłonie nie są jeszcze na tyle sprawne, żeby to wszystko ogarnąć. I nie muszą być, tylko czy kogoś to obchodzi? Dorośli najczęściej widząc krzywe szlaczki mają jedno rozwiązanie – więcej szlaczków. Czy na pewno tędy droga?

Rozumiem to założenie, że im więcej ćwiczeń tym wprawniejsza stanie się ręka i w końcu te szlaczki jakoś zaczną wyglądać. Ale nie zgadzam się z tym, że to jest jedyne rozwiązanie. Jest mnóstwo aktywności, dzięki którym dziecko już właściwie od początku przedszkola może ćwiczyć dłonie oraz koncentrację. I to ciekawych aktywności, a nudne szlaczki do takich zdecydowanie nie należą.

Pobierz zabawy zachęcające dziecko do rysowania »

To kolejny argument, dla którego dzieci ich nie znoszą. Rysowanie wyłącznie po linii, w linii i według jednego schematu jest po prostu nudne. Jeśli na kartce nie dzieje się nic oprócz polecenia i linijek do wypełniania szlaczków to dziecko (nie dziwię się) wzdraga się z obrzydzeniem. Rozumiem to doskonale. Przecież mózg do nauki i przyswajania potrzebuje ciekawych bodźców, zaczepki dla ciekawości, a nie szeregu identycznych linijek. Kiedy malec widzi takie zadanie domowe to wiadomo, że nie jest zachwycony.

szlaczki najcześciej są właśnie zadaniem domowym. Jestem generalnie przeciwniczką dawania zadań domowych, ale o tym innym razem 🙂 W każdym razie szlaczki „na zadanie domowe” łatwo skserować, nie trzeba się wysilać z tłumaczeniem, jest polecenie do wypełnienia i tyle. Jeszcze da się zrozumieć jeśli to jedna, dwie linijki. Spoko, da się przeżyć. Ale nagminnie zdarza się, że dziecko przynosi do domu (zwłaszcza w zerówce i pierwszej klasie) tony kartek ze szlaczkami do wypełnienia. Rozumiem, że tak jest najłatwiej i szybko da się sprawdzić. Tylko komu w tej sytuacji ma być łatwiej, dziecku czy dorosłemu?

Co zatem zamiast lub oprócz szlaczków?

Trochę już odpowiedziałam na to pytanie. Poszukaj czegoś co zaciekawi twoje dziecko. Niech te szlaczki i ćwiczenia grafomotoryczne ubrane będą w jakąś historię. Znalazłam taką, która mnie i co ważniejsze dziecko, zainteresowała.

Strachozagadki to pięknie wydana, kolorowa książka pełna dziwnych stworów. Od początku jest wyzwanie, bo żeby poznać ich imiona trzeba dopasować opis stwora do obrazka. A nie jest to łatwe, bo różnią się szczegółami.

IMG_3693

Te potwory mają przed sobą najróżniejsze wyzwania, przygody, podpowiadają eksperymenty. U nas oczywiście od razu na początek poszła ślina potwora, w której dziecko babrało się przez bardzo długi czas. Co to ma wspólnego ze szlaczkami? Otóż takie niby papranie w mące z wodą jest znakomitym ćwiczeniem dla palców i dłoni. Nie muszę chyba wspominać, że zabawa jest przednia. Co dla mnie też ważne, mało przy tym roboty, brudu i zamieszania z czyszczeniem połowy domu po jednym eksperymencie.

Są też wyzwania związane z koncentracją i spostrzegawczością, przy których można leżeć na podłodze, turlać się ze śmiechu, jest mnóstwo kolorów i nie trzeba się spinać przy prawidłowym trzymaniu kredki. Pracują palce, na pisanie przyjdzie czas. I można się tak koncentrować naprawdę długo. Nie widziałam jeszcze żeby Karolina tyle czasu wytrzymała przy zwykłych szlaczkach.

IMG_3689

I wreszcie znajduję tu ćwiczenia związane z rysowaniem, trzymaniem kredki, kolorowaniem po śladzie, w linii itd. Wszystko to co jest oceniane w szkole i przedszkolu jako „rozjechane szlaczki”, tutaj jakoś się udaje. Czy to jest cud czy może jest to kwestia nastawienia mózgu do nauki w inny sposób? Wiara w cuda zawsze się przyda, ale myślę, że w tym wypadku rozwiązaniem jest pomysł.

Częstym argumentem na „nie” dla szlaczków jest hasło: Bo są dziewczyńskie. Chłopcy bardzo często uważają, że szlaczki są dobre dla dziewczyn. To prawda, wynikająca po trosze z konstrukcji mózgu kobiety i mężczyzny. Małe dziewczynki potrafią na dłużej się skupić i w wieku 8-9 lat lubią rysować obrazki ze szczegółami, pod co można podpiąć tworzenie wymyślnych szlaczków. Co innego strachy i potwory, prawda? Tu już mali mężczyźni angażują się z całym zapałem. A że przy okazji wyćwiczą to i owo, to przecież tylko bonus dla rodzica, który zazwyczaj ma problem z zagnaniem dziecka do ćwiczeń grafomotorycznych.

Jest jeszcze coś, co sprawia, że rysowanie, koncentracja, a nawet nauka czytania stają się obiektem pożądania dziecka, a nie tylko koniecznością. Poczucie humoru podszyte strachem, bo to w końcu strachozagadki. Działają na wyobraźnię, nie od dziś wiadomo, że dzieci lubią się bać. Lubię takie „potworzaste” poczucie humoru. Tu w restauracji Leny można zamówić np. pulpet ze szczurów w galarecie z krowiego smalcu i wiele innych przepysznych dań. A jak już się poczyta o smakołykach, to nie ma wyjścia, trzeba je samemu zrobić. Po co? Bo czym jeśli nie ćwiczeniem dłoni jest krojenie owoców, nabijanie małych kawałków na patyczki od szaszłyków?

IMG_3692

Tak, po tej książce można pisać. Można nawet bazgrać, można coś dorysować potworom. Trzeba nawet po niej pisać, bo jak inaczej wypełnić zadania, przejść przez labirynty, dopasować puzzle w odpowiednie miejsca, odczytać nazwy mikstur, które potem da się samodzielnie przygotować? Jest tu też sporo zadań matematycznych, generujących aktywności związane z ćwiczeniem dłoni. Zaciekawianie, wyzwanie, zagadka i zabawa. Zwykły szlaczek po prostu nie ma szans. I dobrze.

Czy to wymaga więcej wysiłku niż podanie dziecku kartki ze szlaczkami? Tak. Czy warto? Tak. Twierdząc, że szlaczki są nudne i głupie, nie namawiam cię do olewania ćwiczenia z dzieckiem palców, dłoni, mięśni które pracują podczas nauki pisania. Namawiam do szukania alternatywny i ciekawszych rozwiązań.

IMG_3683

Pobierz zabawy zachęcające dziecko do rysowania »

Spodobała ci się recenzja? Kup tę książkę!

Przejdź do księgarni
Data recenzji
Nazwa produktu
Strachozagadki
Ocena
5

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This