Może oglądałaś kiedyś bajkę „W głowie się nie mieści”? Jeśli jeszcze nie, to koniecznie obejrzyj. Kto oglądał, ten pamięta wysypisko śmieci, gdzie dogorywały i wreszcie znikały wspomnienia, przeżycia i myśli. Były tam też zapomniane marzenia. Jeszcze na początku lekko się tliły, ale z czasem po prostu umierały i gasły.

Zapisz się na newsletter i nie przegap kolejnego wpisu »

Raczej smutna scena jak na bajkę dla dzieci, prawda? Jednak ktoś ją umieścił w tej bajce, tej świetnej bajce. Czyli potrzebna scena, z której dziecko dowiaduje się jak nazywać trudne emocje np. smutek, żal, przygnębienie, tęsknotę, ale też nadzieję.

Lepsze to niż nic

Gdyby te zamienione w szklane kulki wspomnienia umiały mówić, to pewnie by powiedziały, a nawet krzyczały, że nie chcą zniknąć. Matki to rozumieją. To właśnie my ze szczególną starannością pielęgnujemy wspomnienia zbierając drobiazgi, które tak naprawdę nie mają żadnej wartości. Oprócz tej sentymentalnej. W naszym sercu. Trochę zachomikowanych ubranek w rozmiarze 52, słodkie pierwsze kapciuszki, jeden śliniaczek (nie dało się go doprać), opaska na rękę z porodówki, pierwszy obrazek, laurka, jakaś kartka z podróży.

Mieści się to w jednym pudełku i nie zabiera dużo miejsca. Nie jest ciężkie, a jednak waga tych drobiazgów jest zdecydowanie niebagatelna. I nieważne, że mąż się śmieje pod nosem, że bez sensu, że mamy zdjęcia „w chmurze”, że zawsze można wydrukować. Ale jakoś nigdy nie ma czasu na wydrukowanie. I tak zbieramy co się da, a da się niewiele.

Chciałoby się każdy rysunek zachować, ale nie ma miejsca, czasu, odpowiednich warunków. Dlatego chcąc nie chcąc, powiększamy ten śmietnik z kryształowymi kulami wspomnień i one w końcu znikają. Dzięki Bogu za komputer i tę „chmurę”, w której mogę przechowywać filmiki i zdjęcia. To oczywiście co innego niż namacalne pamiątki, ale zawsze coś.

Ileż może zebrać jedna osoba?

Każdy z nas ma swój prywatny śmietnik, ale mamy też taki wspólny, że tak powiem – żywy śmietnik wyprodukowany przez ludzi. Jesteśmy istotami myślącymi, kreatywnymi i potrafimy produkować bardzo duże ilości marzeń. Sporą część tego śmietnika zajmują porzucone marzenia o zwierzaku. Pies na Gwiazdkę, pies z okazji rocznicy, pies dla dziecka, bo razem lepiej się wychowują, bo taki ładny.

IMG_3790

Z czasem okazuje się, że pies jest zwierzęciem a nie pluszakiem. Taka prawda. Eureka! Ma swoje humory, gubi sierść, ma robaki, choruje i jego leczenie bardzo dużo kosztuje, śmierdzi, trzeba mu wyciągać kleszcze, nie wszędzie da się z nim wejść czy pojechać. W dodatku gryzie i nie uznaje złej pogody w sprawie spacerów. Zresztą dlaczego miałby uznawać? Jakbyś się czuła, gdyby ktoś ci zabronił wysikać się… bo pada deszcz? Poczekaj kwadransik lub dwa, przestanie padać to załatwisz co trzeba. I kiedy właśnie tak się to wszystko niefajnie składa, a pies zamiast współpracować, jakoś tak się „nie stara” zasłużyć na człowieczą miłość, to marzenie o rodzinie z psem ląduje na śmietniku.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Co z tego, że zwierzak już jest? Nic. Zwierzak też ląduje na śmietniku. Schronisko to nie azyl, nie hotel, to śmietnik dla wyrzuconych zwierząt, które przestały być marzeniem. Zamieniły się w kulę u nogi. Potem stają się już tylko tą znikającą kulą na wysypisku, o której pozbywający się właściciel prędzej czy później zapomina.

dog-shelter

Ja nie mam psa. Ale mam dziecko i serce. To wystarczy żebym ze ściśniętym gardłem oglądała znikające kule ze wspomnieniami. I już nie wiem czy lepiej żeby znikały szybko, czy może powoli. Zresztą nie ma znaczenia. Co zatem ma znaczenie? To, że będę mogła do mojego pudełka ze wspomnieniami dorzucić wirtualny drobiazg – dobry uczynek – którego dokonam w asyście dziecka i na jego oczach. I wytłumaczę, jak czują się znikające marzenia na wysypisku. I powiem, że każda miska daje im nadzieję na to, że nie znikną już, natychmiast. Nie daję im moim klikaniem szansy na nowy dom. Nie tak od razu. Ale daję szansę na przeżycie jeszcze kilku dni. Kto wie co się wydarzy przez tych kilka dni?

Nie będę zatykać nosa

Na śmietnisku śmierdzi. Brudno jest i smutno. Można się odwrócić i iść dalej, ale można też się zatrzymać i wciągnąć ten smród. Takie doświadczenie uruchamia pewne komórki w mózgu.

Nie będę oszukiwać, że to jeden klik. To aż cztery kliki i ściągnięcie aplikacji. Nie będę cię namawiać, bo jeśli uważasz, że są inne, ważniejsze cele o które walczysz, to w porządku. Walcz o nie. Napiszesz mi jakie to cele?

Czy to jest zupełnie bezinteresowne takie pomaganie? Nie, to część budowania wizerunku firmy internetowej Ceneo. Zależy im na tym, żeby ludzie ściągali aplikację i z niej korzystali. Jeśli więc uważasz, że to w porządku, że aplikacja za miskę jedzenia to dobra wymiana, to klikaj. Udostępniaj znajomym i klikajcie na potęgę. Kliknij w baner i daj śmieciom na wysypisku szansę na przeżycie jeszcze kilku dni. Kto wie co się wydarzy przez tych kilka dni?

Zainteresował cię ten temat? Zapisz się na newsletter i nie przegap kolejnego wpisu »

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This