Spotkałam się z bardzo wieloma artykułami na temat złego wpływu telefonów i tabletów na rozwój małego dziecka. Wszyscy grzmią, żeby niezbyt często i niezbyt długo. Mało jest jednak konkretnych porad na temat odzwyczajania dziecka od grania na telefonie. Zacznę więc od garści konkretów kierowanych do mam, które mają właśnie ten problem.

Nie mam zamiaru pastwić się nad twoim sumieniem i pytać, jakim cudem twoje dziecko aż tak przywiązało się do kawałka sprzętu elektronicznego? Nie proszę o rachunek sumienia. Nie pytam, czy dawałaś mu telefon do ręki „tylko na chwilę” żeby móc spokojnie załatwić swoje sprawy? Nie chcę wiedzieć, czy jakoś tak samo nagle wyszło, że kilkulatek wydziera się lub warczy jak pies przy kości, kiedy zbliżasz się żeby wyłączyć telefon.

Pobierz test: „Czy twoje dziecko jest uzależnione od telewizji?” »

Zakładam po prostu, że masz w domu dziecko powyżej 5-6 roku życia, które jest zafascynowane grami na telefonie i tablecie. Chcesz go odciągnąć od tego urządzenia, bo widzisz, że kiepsko to wpływa na zachowanie i relacje ze światem/rodziną. Im bardziej chcesz odciągnąć, tym bardziej on się denerwuje. Wkurza się, irytuje, krzyczy i złości na ciebie, tak?

Bez niespodzianek

Przygotuj grunt, czyli zadbaj o czas i miejsce. Oczywiste jest, że to nie może być podczas grania, odrabiania lekcji czy oglądania bajki. Zaproś dziecko do kuchni, do stołu, do jakiegoś miejsca w domu, gdzie jest spokojnie. Nie ma np. zabawek, które będą rozpraszać czy głośno grającego radia. To też nie może być przy gotowaniu obiadu lub innych (twoich) domowych obowiązkach. Skoro wymagasz całej uwagi od dziecka, to też mu ją daj.

Spokój jest ważnym elementem tej rozmowy. Zatem nie wchodzi w grę pogadanka przy młodszym rodzeństwie, które będzie się z daleka przysłuchiwać i dorzucać swoje trzy grosze do twoich argumentów. 6-7 latki (tym bardziej starsze dziecko) są bardzo wrażliwe na to, co myślą i mówią o nich inni. Jeśli skarcisz publicznie, to zostanie ci zapamiętane na długi czas. Nie dodawaj więc stresu przeprowadzając taką rozmowę przy dogadującym rodzeństwie czy babci. To ustalenia między wami.

Inna sprawa jeśli chcesz wytłumaczyć te zasady wszystkim dzieciom na raz. Też tak można jeśli masz wszystkie na najlepszej drodze do uzależnienia. Wtedy siadacie przy rodzinnym stole na rodzinną naradę. Ustalone reguły obowiązują wszystkich, a nie tylko jedno dziecko. Jednak weź pod uwagę, że wtedy inaczej trzeba całą sytuację tłumaczyć czterolatkowi, a inaczej siedmiolatkowi. Dlatego uważam, że takie sprawy lepiej i wygodniej załatwiać w cztery oczy.

Część rodziców decyduje się na tę trudną rozmowę np. stojąc w korkach czy podczas jazdy samochodem ze szkoły/przedszkola do domu. Odradzam ze względu na komfort dziecka. Uwięzione w foteliku, bez możliwości ruszenia się, będzie się bardziej czuło jak na przesłuchaniu niż podczas ważnej rodzicielskiej rozmowy. Bez patrzenia w oczy, bez kontaktu wzrokowego? Dziecko po szkole jest też najczęściej zmęczone. Nawet jeśli nie widać tego w sposób fizyczny, to głowa z pewnością potrzebuje chwili odpoczynku po szkolnym hałasie. Pociecha powinna być wypoczęta, najedzona, w dobrym humorze. Wtedy rozmawiacie.

Przygotuj się na sprzeciw. Jeśli nawet dziecko nie raz od ciebie słyszało, że za dużo siedzi przed komputerem, telefonem – a za słowami nie szły żadne konsekwencje, ustalenia czy wymagania – to ma prawo się złościć, że nagle zmieniasz reguły gry. To, że ty jesteś gotowa na poważną rozmowę wcale nie znaczy że dziecko też od razu będzie. A już na pewno nie będzie gotowe na zmiany, o które wcale się nie prosiło.

Nie licz, że kilkulatek jest na tyle rozsądny i poważny, że zdoła zrozumieć od razu twoje intencje (działanie dla jego dobra). Nie oczekuj wdzięczności, bo nie na tym polega rodzicielstwo. Dziecko nic tobie nie jest winne za to, że pokazujesz mu co jest dobre a co złe. Sama więc nie miej za złe dziecku, jeśli zamiast wybuchu radości w związku z twoją ofertą spędzania większej ilości czasu z rodziną, dostaniesz kilka gorzkich słów „w nagrodę”. Twoje nerwy też muszą być do takiej rozmowy przygotowane.

Zabierasz coś cennego. Postaw się na miejscu dziecka zanim zaczniesz zakazywać. Granie sprawia mu ogromną przyjemność, angażuje zmysły, pobudza ciekawość, chęć rywalizacji. Nawet dorosłe osoby bardzo lubią grać w gry komputerowe i często się od nich uzależniają. Dziecko jest wobec tego mechanizmu o wiele bardziej bezbronne. Niedojrzały układ nerwowy nie potrafi „wytłumaczyć” mózgowi kilkulatka, że na dzisiaj wystarczy, że to źle wpływa na emocje, rozwój, koncentrację. To są racjonalne argumenty, które dziecko (dokładnie jak osoba uzależniona) odrzuca.

Licz się z poczuciem straty. Trochę jak po stracie ukochanego zwierzaka czy ulubionej zabawki. Tylko bardziej. Rozpacz może być przeogromna i postaraj się ją zrozumieć. Dla ciebie może to tylko głupie gry, ale dla dziecka to cały świat, w którym czuje pozytywne emocje, do którego należy i z którym jest bardzo zżyte. Dla dorosłego to sprawy niewarte łez, ale dla pociechy – wręcz przeciwnie.

Gry to jedno, a sam telefon to druga sprawa. On jest namacalnym łącznikiem między rzeczywistością i rygorem, nakazami, a światem wirtualnym, światem gier. Jako przedmiot (nawet wyłączony) jest dla dziecka bardzo ważny. Bo dla dzieci ważne są rzeczy materialne. Weź pod uwagę, że kiedyś był ten moment, że dziecku go dałaś. Może samo wzięło, ale nie zabraniałaś. Dlatego dzisiaj czytasz ten wpis. Początek problemu ma swoje korzenie pewnie dawno, dawno temu. Kiedy nie było mowy o graniu, a jedynie o bawieniu się twoim telefonem. Nie rób scen w stylu „uroczyste wyrzucanie telefonu do śmietnika”. Takie akcje można przeprowadzać na pożegnanie smoczka z 2-3 latkiem, a nie kiedy masz starsze dziecko uzależnione od grania.

Przygotuj się do tej rozmowy. Weź kartkę i napisz co chcesz powiedzieć swojemu kilkulatkowi. Taki 6-7 latek jest człowiekiem do bólu racjonalnym i logicznym. Będzie się domagał konkretów, które ty musisz mieć jak na tacy. To nie jest czas na improwizację, bo pewne jest, że ta skończy się obrażeniem na siebie obu stron. To będzie dla dziecka bolesne. Dla ciebie pewnie w jakimś stopniu również. Z planem działania i rozmawiania pójdzie sprawniej.

Cztery ważne argumenty

Mając na względzie te wszystkie emocje, przywiązanie do wirtualnego świata i reakcje podobne do człowieka uzależnionego od używki, dobierz odpowiednie argumenty. Nie musi to być cała litania. Tu liczy się jakość a nie ilość. Będzie ci łatwiej prowadzić rozmowę żonglując konkretami w małej ilości niż tysiącem ogólników, z których dla dziecka połowa będzie niezrozumiała.

Miłość

To jest bardzo ważny argument. Powtarzaj dziecku, że bardzo je kochasz, troszczysz się i chcesz dla niego jak najlepiej. Przygotuj się też, że dziecko będzie to miało w głębokim poważaniu w danej chwili. Złość i żal zaślepiają osobę uzależnioną. To jednak nie zmienia faktu, że trzeba w kółko dziecku powtarzać, że je kochasz (z całą tą złością oczywiście też).

Powtarzaj, że rozumiesz jego emocje. Bo przecież rozumiesz, prawda? Gdyby ktoś tobie zabronił korzystać z komputera czy telefonu, bo uznał, że (jego zdaniem) za dużo przy nich przesiadujesz, to pewnie byłoby ci przykro. We mnie na samą myśl o tym rodzi się bunt. Z jakiej racji ktoś decyduje za mnie i odbiera rzecz bardzo ważną? Im łagodniej to zrobisz tym lepiej dla wszystkich.

Zdrowie

To też jest ważny argument, który powinien wybrzmieć. W zależności od wieku dziecka, informacje można podawać w różnych dawkach i na różne sposoby. Stałe ślęczenie przed małym ekranem męczy wzrok, niszczy kręgosłup, ale przede wszystkim sprawia, że pociecha ma problemy z koncentracją i jest nadmiernie pobudzona. Niezdrowo podekscytowana. To z kolei sprawia, że trudniej potem skupić się na lekcjach czy zwyczajnej rozmowie.

Ważny jest też aspekt ruchu w kontekście zdrowia. Nie bardzo można jednocześnie grać i spacerować, grać i bawić się w berka, grać i skakać w gumę. A to 5-6 latkowi jest bardziej potrzebne niż nauka liter czy tabliczki mnożenia.

Nie jest tak, że tablety i gry robią wyłącznie sieczkę z mózgu. W odpowiedniej ilości i na odpowiednim poziomie stymulują mózg dziecka. Czy to się komuś podoba czy nie, są elementem świata naszych pociech i zostaną na całe życie. Takie informacje też możesz dziecku przekazać. Żeby wiedziało, że nie stoicie po dwóch przeciwnych stronach barykady. Granie samo w sobie nie jest szatańskim wynalazkiem. A ty nie mówisz „białe lub czarne”. Grać może, tylko inaczej niż do tej pory.

Komunikacja

Im dłużej dziecko przebywa w wirtualnym świecie, tym trudniej potem jest mu wrócić do rzeczywistości. To taki trochę wciągający wir albo bagna. Im dłużej w nich stoisz, tym bardziej się zapadasz. Dziecko z czasem coraz mniej chętnie wraca do reala, w którym nie jest po prostu tak ciekawie jak w grze komputerowej.

Porozmawiaj z pociechą właśnie w ten sposób. Zadawaj proste pytania i dowiedz się, co mu się tak bardzo w graniu podoba. Może nawet nie w samym graniu, ale właśnie w tym nierzeczywistym świecie. Słuchaj. Nie kontruj argumentów. Im więcej informacji zdobędziesz tym lepiej zrozumiesz, co dzieje się z twoim dzieckiem.

Domagaj się w tej rozmowie konkretów. Na pewno na początku usłyszysz krótkie Bo to fajne albo Nie wiem. To za mało żeby przeprowadzić rozmowę. I za mało żeby obronić swoją chęć korzystania z komórki. Ty się wysilasz, przygotowujesz i argumentujesz, oczekuj tego również od dziecka. To nie jajko wokół którego trzeba chodzić wyłącznie na paluszkach, żeby przypadkiem się nie wydarło czy zezłościło.

Drąż i dowiaduj się, co jest najciekawsze, najfajniejsze, najbardziej zajmujące? Jeśli chce grać to ty musisz wiedzieć dlaczego. Być może jest to kwestia nudy, braku innych zainteresowań, twojego braku czasu, odreagowywania problemów w szkole. Nie zapytasz to się nie dowiesz.

Złodziej czasu

To też jest argument i to taki, którego dzieci bardzo nie lubią słuchać. Jednak to jest prawda, którą trzeba jakoś pociechom wyjaśnić. Gry zabierają czas, zabijają nudę, ale też okradają z cennych chwil, które można spędzić z rodziną, przyjaciółmi, na świeżym powietrzu lub po prostu na wymyślaniu, co można zrobić.

Kilkuletnie dziecko może jeszcze sobie nie zdawać sprawy z tego, ile właściwie czasu marnotrawi przy telefonie. Zróbcie eksperyment i narysujcie zegarek, a potem policzcie (zaznaczając na zegarku) ile czasu dziecko spędza z nosem przy ekranie. Policzcie każdą minutę: w samochodzie, przed szkołą, po szkole, po obiedzie, przy obiedzie, przez weekend. Nie ma to być wyliczanie z pretensją (jeśli już to do siebie, bo przecież rodzic na to pozwala, dziecko nie ma hamulców) tylko eksperyment, który pokaże dziecku, jak to wygląda. Unaoczni twój argumento złodzieju czasu.

Przeproś

A tak, bo jest za co. Dziecko nie uzlaeżniło się od gierek samo. Ktoś kiedyś pozowlił zagrać dłużej niż powinno. Ktoś uległ nie odbierając telefonu. Ktoś nie miał czasu i dał do ręki gadżet żeby wygospodarować chwilę na swoje sprawy. Dziecko nie rodzi się z nieodpartą chęcią grania na komputerze i telefonie. Jakiś dorosły na to pozwolił. A teraz przychodzi do dziecka i mówi: Robisz źle!

Tak naprawdę ten dorosły powinien przyjść do dziecka i przeprosić za to, że nauczył „robić źle”. Pozwolił dziecku na psucie sobie wzroku, zdrowia i emocji. Bez dramatyzowania. Rodzicom też się przecież zdarza popełniać błędy. Co wcale nie znaczy, że winę za problem należy składać na barki dziecka. Bo niby z jakiej racji? Warto to sobie uświadomić zanim zacznie się poważną rozmowę z pociechą.

Rozmowa

Przygotuj dziecko na zmiany i poinformuj, że od jutra wchodzą nowe zasady korzystania z tabletu i telefonu. Wyjaśnij dlaczego wprowadzasz te nowe zasady. Użyj swojej kartki z argumentami. Kilka opisałam poniżej, ale jestem pewna, że masz też swoje, osobiste, rodzinne, których możesz użyć.

Może niektóre z tych podpowiedzi pomogą ci formułować proste, nieoskarżycielskie zdania:

  • Bardzo cię kocham i zależy mi na tym, żebyś był szczęśliwy.
  • Wiem, że gry cię uszczęśliwiają, ale nie mogą być jedynym źródłem przyjemności w życiu. Co jeszcze cię uszczęśliwia?
  • Widzę, że gry źle wpływają na twoje zachowanie/samopoczucie.
  • Jesteś bardziej rozdrażniony.
  • Krzyczysz podczas rozmowy.
  • Nie reagujesz kiedy coś do ciebie mówię podczas grania.
  • Za mało spędzasz czasu na podwórku, a to bardzo ważne dla twojego zdrowia.
  • Pogorszyły się twoje oceny. Jaki jest powód? (Szukajcie wspólnie tego powodu np. zapominanie o zaznaczeniu zadania domowego, trudności z czytaniem, roztargnienie, zamyślenie na lekcji, gorszy wzrok, przeciążenie zadaniami domowymi/dodatkowymi itd. Nie wszystko też jest „przez gry”, mogą być inne powody, a na granie najprościej zwalić winę).
  • Przez to, że spędzasz tyle czasu przy telefonie nie mamy już okazji do wspólnych rozmów/zabaw/spacerów. Tęsknię za tym.
  • Gry są tworzone przez specjalistów, którzy są wyszkoleni w tym, żeby cię wciągnąć w ten świat. Trochę jak z reklamami. Wiesz, że reklamy często kłamią (użyj konkretnych przykładów reklam, które dziecko zna) a i tak chcesz dostawać zabawki/przedmioty w nich pokazywane, prawda? Podobnie jest z grami, to sztuczny świat, który ma sprawić, że zapomnisz o tym prawdziwym. Żebyś chciał kupować więcej gier.
  • Gry nie są złe, tylko zabierają ci za dużo czasu.
  • Możesz grać, ale krócej.
  • Możesz grać, ale wspólnie wybieramy gry.
  • Ograniczenie czasu grania nie jest karą. Nie traktuj jej w ten sposób. Nie zrobiłeś niczego złego. Po prostu przyszedł taki moment, że trzeba czas przy telefonie skrócić na rzecz innych, ciekawych spraw.

To jest bardzo ważna rozmowa. Nie zrzucaj na dziecko winy za uzależnienie, bo tak naprawdę to nie jest jego wina. Jeśli do tej pory nie było ograniczeń i przeciwwskazań do zabawy telefonem ile się chce, dlaczego miałoby nie korzystać z tego rodzaju przyjemności?

Były ograniczenia? Mówiłaś żeby przestało a nie przestawało? To nie są ograniczenia. To jest brak konsekwencji. Dla dziecka to puste słowa, skoro nie idą za nimi żadne czyny. Nie można oczekiwać od sześciolatka, że sam odda ci telefon, bo dojdzie do wniosku, że to się kiepsko odbija na jego zdrowiu. Wiem, że współczesne dzieci są bardzo kumate. Ale bywa, że przeceniamy ich możliwości 😉

Daj się pożegnać. Ustal podczas tej rozmowy z dzieckiem, że jeszcze dzisiaj zasady nie obowiązują, ale już od jutra tak. Pewnie pociecha będzie chciała posiedzieć przy graniu trochę dłużej żeby nadrobić to, co za chwilę zostanie odebrane. Pozwól. Jest szansa, że dzięki temu stosowanie nowych reguł będzie choć odrobinkę mniej bolesne (nie, nie oznacza to grania całą noc, tylko tyle co zwykle).

Zabieranie telefonu czy komputera bez ostrzeżenia wzbudzi agresję. Nie rób tego tylko po to żeby dać dziecku nauczkę i pokazać, że jesteś w stanie kontrolować sytuację. Właściwie na kontrolowanie sytuacji był czas o wiele wcześniej. Teraz już jest czas jedynie na negocjacje.

Negocjuj ustalając godzinę kiedy dziecko będzie mogło grać lub długość czasu grania. Zostaw sobie widełki. Jeśli powiesz, że to ma być 15 minut dziennie, pociecha jęknie zawiedziona i będzie domagała się więcej. Pozwól dorzucić dziecku te 5 minut. Wiele to nie zmienia, a daje poczucie, że samo mogło o czymś zadecydować.

Negocjacje czasem łatwo pomylić z szantażem. Telefon nie powinien być elementem do szantażowania dziecka. A tym bardziej do odstępowania od reguł: Jak szybciej skończysz lekcje, to dłużej pograsz. Niezależnie od szybkości odrabiania, niech dziecko pogra tyle ile zostało ustalone jako codzienna dawka.

W drugą stronę działa to dokładnie tak samo. Nie daj się:

  • przegadać: Bo ty mamo, siedzisz przy komputerze ile chcesz,
  • ubłagać: Kiepsko się czuję, boli mnie głowa i nie chce mi się iść dzisiaj na podwórko. Tylko dzisiaj wolałbym w spokoju pograć w grę,
  • szantażować: Jak mi nie pozwolisz grać w restauracji/pociągu to będę się źle zachowywał i wszystkim przeszkadzał.

Granie wchodzi w grę pod pewnymi warunkami, które też możesz z dzieckiem ustalać wspólnie. Chodzi o godziny kiedy można sięgać po telefon. Na pewno nie przed odrobieniem lekcji i wywiązaniem się ze wszystkich domowych obowiązków. Na pewno nie przed spaniem czy już po kąpieli. Zostaje późne popołudnie.

Jeśli jednak nie zdąży (z powodu ociągania się, lenistwa) z lekcjami czy obowiązkami w „godzinach grania”, to niestety ten czas przepada. Nie przenosi się na kolejny dzień, nie przedłuża możliwości grania w weekend. Dlatego tak ważne jest żebyś dokładnie przemyślała, jakie to mają być godziny. Może się przecież zdarzyć, że dziecko będzie miało więcej zadane np. w każdy wtorek. Wtedy zupełnie nie z jego winy przeleci mu „czas grania”. Wtedy będzie miało słuszne prawo mieć pretensje do ciebie.

To oczywiście nie musi być stała pora czyli np. 17:30 każdego dnia. Nie musi (wręcz nie powinien) to też być każdy dzień. Wszystko zależy od waszych wspólnych ustaleń. Nie powinno to jednak być więcej niż 20 minut dziennie. To i tak całkiem sporo jak na 6-7 latka.

Twoja w tym głowa, żeby to dobrze policzyć i rozegrać. Inaczej pociecha odrabiając lekcje będzie się stresować tym, że nie zdąży pograć. A to raczej nie wpłynie motywująco na koncentrację i oceny. Nie o takie odzwyczajanie od telefonu przecież chodzi. Chcesz żeby przestało o nim w końcu myśleć, a nie żeby – ze stresu – myślało cały czas tylko o tym.

Uświadom dziecku, że te reguły nie są „do akceptacji” i jeśli się nie spodobają albo się pociecha nie zgodzi to zrezygnujesz z wprowadzania zmian. Są ewentualnie do negocjacji. Nie muszą się podobać, nie taka jest ich funkcja. Ale też nie jest to jakieś wielkie halo!, bo przecież macie mnóstwo reguł dotyczących innych dziedzin życia domowego np. domowe obowiązki, lekcje, pora spania itd. To tylko kolejny element tej rodzinnej układanki, który trzeba od jutra uporządkować.

Dzienny grafik bardzo pomaga. Przy okazji takich rozmów o graniu i korzystaniu z komputera, można ustalić cały rodzinny rozkład jazdy. Wtedy dziecko widzi czarno na białym, ile czasu zajmują poszczególne czynności: jedzenie obiadu, kolacji, obowiązki domowe, kąpiel, lekcje, spacer, zajęcia dodatkowe. Tak naprawdę bardzo niewiele zostaje na świadome granie.

Właśnie – świadome granie. Odbywa się wtedy gdy dziecko (i ty) nie traktujecie telefonu jak „zapychacza czasu”, który dajesz dziecku do ręki kiedy stoicie w korkach jadziecie na zajęcia dodatkowe, stoicie na przystanku czy podczas jedzenia posiłku. Świadomie, to znaczy o wyznaczonej porze przez wyznaczony czas.

Spodziewaj się badania granic twojej elastyczności i cierpliwości. Nowe reguły, nawet jeśli dziecko zgodzi się (chcąc nie chcąc) na ich przestrzeganie, nie są mile widziane. Sześciolatek nie byłby sobą gdyby nie spróbował przedłużyć czasu gry. Twoja rola polega na łagodnym i stanowczym przypomnieniu dziecku o zasadach i ich przestrzeganiu. Zawsze. Nie ma wyjątków.

Oczywiście może się zdarzyć czynny bunt na pokładzie, kiedy dziecko zacznie uciekać z telefonem, chować go, awanturować się. Już przy ustalaniu (negocjowaniu) nowych zasad dziecko musi mieć świadomość, że taka akcja zawsze pociągnie za sobą reakcję. Jedna z reguł musi więc też dotyczyć sposobu kończenia umówionej dawki grania. Ustalcie, że powinno się to odbywać kulturalnie i spokojnie. Masz prawo oczekiwać tego od kilkulatka. Nawet jeśli zabierasz mu coś tak ważnego.

Jeśli zdarzy się (a zdarzy się na pewno!), że dziecko nie zechce ci oddać telefonu po wyznaczonym czasie, niech ma świadomość, że przepada mu w tym momencie kilka kolejnych dni kiedy mogło grać. Reakcja (a właściwie jej widmo) powinno robić wrażenie np. 5 dni bez grania. Im wyższy mandat, tym większa skłonność do naciśnięcia na hamulec kiedy widzi się ograniczenie prędkości. Wie o tym każdy kierowca. I trzymaj się tego jak już postanowisz.

Pilnuj się też żeby nie wykorzystywać tej słabości, tego przywiązania do telefonu, w egzekwowaniu codziennych obowiązków np. Jak nie pójdziesz natychmiast umyć zębów, to nie zobaczysz telefonu przez dwa dni. To takie płytkie, takie dziecinne raczej. Okazujesz tym swoją władzę, ale też bezradność jako rodzic, kiedy jedynym argumentem jaki masz, jedynym mieczem jakim wymachujesz, jest zakazany owoc.

Przygotuj sobie listę rzeczy, które zaproponujesz w zamian za telefon. Jeśli do tej pory za każdym razem dziecko proszące cię o telefon do grania, dostawało go, nie dziw się, że będzie się wkurzało, że odmawiasz. Oczywiście odmówisz, bo takie są nowe reguły, ale „winna jesteś” dziecku zaoferowanie czegoś w zamian. Może to być mp3 z nagranymi bajkami, może to być książka, kolorowanka, rodzinna gra w chińczyka, spacer, wspólne gotowanie itd. Nie zostawiaj dziecka z pustymi rękami i pustą głową. Z czasem nauczy się organizować sobie zajęcia. W żadnym razie nie zamieniaj telefonu i komputera na telewizor, bo to tak naprawdę skok na złamanie karku i to prosto z deszczu pod rynnę.

Przykład idzie z góry

Czy nowe reguły oznaczają, że ty też możesz korzystać z telefonu tylko 15 minut dziennie? Żeby dziecku nie było przykro? Absolutnie tak nie jest. Po pierwsze to twój telefon. Możesz z niego korzystać kiedy chcesz, ale wszystko w granicach rozsądku. To znaczy, że jeśli dziecko widzi mamę głównie z telefonem przy uchu czy z nosem przy ekranie, to faktycznie poczuje się potraktowane niesprawiedliwie.

Spróbuj też wyrobić w sobie taki nawyk, że kiedy spędzasz czas z dzieckiem, to to jest czas z dzieckiem. Nie zawsze musisz odbierać każdy telefon. Nie rzucaj się do odbierania kiedy tylko zadzwoni. Nie jesteś niewolnicą tego sprzętu. Pokaż dziecku, że czasem można telefon po prostu zignorować. Zwłaszcza kiedy się razem bawicie. Żeby dziecko wiedziało, że to jest tylko urządzenie, które nie steruje twoją uwagą i twoim czasem. I żeby pociecha miała świadomość, że jest ważniejsza od dzwonka telefonu. Nie przerywaj zabawy za każdym razem kiedy dzwoni. Niech sobie dzwoni. Dziecko ważniejsze.

Pociecha może się stanowczo domagać równego traktowania. Jednak ty jesteś dorosła i jesteś rodzicem. Nie daj się więc wkręcić w tę dyskusję. Nie jesteś koleżanką z podwórka. Bo nie jesteś. Nie działacie na równych zasadach, nie jesteście równoprawnymi partnerami. Ty możesz więcej i taka jest prawda. Wyjaśnij dziecku delikatnie, że dorośli funkcjonują inaczej niż dzieci, jednak podobnie jak dzieci muszą się stosować do bardzo wielu zasad.

Dzieciom przecież bardzo często się wydaje, że dorośli mogą robić co tylko chcą i nie podlegają żadnym regułom. Wyjaśnij, że wcale tak nie jest i przytocz kilka przykładów np. konieczność chodzenia do pracy, zasady ruchu drogowego, przestrzeganie prawa, sprzątanie łazienki. Przykładów jest naprawdę bardzo wiele. Nie przytaczaj natomiast takiego, w którym opowiesz, jakim wielkim obowiązkiem jest opieka nad dzieckiem. Dziecko nie chce słyszeć, że jest obowiązkiem. Chce słyszeć, że jest ukochanym szczęściem.

Poza domem

A co zrobić kiedy bawi się telefonem u kolegów lub na podwórku? Zaproponowałabym ograniczenie spędzania czasu z tymi kolegami, którzy siedzą z nosem w telefonie i jest to ich główna aktywność. Ale wiem, że nie zawsze to się da zrobić.

Są pewne sprawy w życiu kilkulatka, na które przestajesz mieć aż tak ogromny wpływ. I trzeba to zaakceptować. Zawsze znajdzie się jakiś kolega z telefonem, który wyniesie go na podwórko. Przecież nie zamkniesz dziecka na cztery spusty. Nie da się. Lepiej żebyś wiedziała, że pociecha gra u kolegów w gry komputerowe, niż żeby dziecko było zmuszone to przed tobą na różne sposoby ukrywać.

Mając jednak świadomość, że spędza u danego (grającego bez ograniczeń) kolegi powiedzmy jedno popołudnie w tygodniu, ustalaj takie reguły, dzięki którym twoje dziecko nie będzie jeszcze dodatkowo grało w domu. Przecież to żadna tajemnica, że Tadek ma komputer bez ograniczeń, a spotykasz się z nim w każdy wtorek i gracie u niego po szkole czekając na dodatkowy angielski. W takim razie ustalamy, że we wtorki już nie grasz w domu.

To przecież twoje dziecko i problem wychowawczy, a nie wojna lub zabawa w podchody. Nie zależy ci na złapaniu na gorącym uczynku tylko na ogarnięciu sytuacji i emocji dziecka. Ono będzie spokojniejsze wiedząc, że nie musi cię okłamywać. I ty będziesz spokojniejsza.

Te reguły powinny także dotyczyć prezentów jakie twoje dziecko dostaje. Poinformuj najbliższych, że nie życzysz sobie, by kilkulatek dostawał tablety, gry komputerowe czy telefony. Ciocie, wujkowie i dziadkowie często wyskakują przed szereg i szarpią się na tego rodzaju prezenty. Potem trudno zabrać dziecku oficjalnie wręczony upominek. Trudno też nie przyjąć, bo przecież to kosztowna rzecz. Komuś może się zrobić przykro. Jeśli poinformujesz za wczasu, to ułatwisz sobie i innym życie. A przede wszystkim ułatwisz je swojemu dziecku.

Czasem rodzice nie dostrzegają tego, co dzieje się tuż pod ich nosem. Chcąc ułatwić życie, utrudniają niechcący. Jeśli znasz kogoś kto ma właśnie ten problem, to udostępnij mój wpis. Dziękuję.

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This