Dziecko już chodzi i nawet biega. Coraz lepiej utrzymuje równowagę, ale wciąż lubi pakować do buzi rozmaite przedmioty. Testuje smak mydła, plasteliny itd. Na tym etapie sprawdzą się proste, tradycyjne zabawki dla dwulatka, które zachęcą dziecko do biegania, skakania, tuptania, kucania, przenoszenia rzeczy z miejsca na miejce.

Zabawki dla dwulatka powinny być dość spore (ze względów bezpieczeństwa), niezbyt ciężkie i niekoniecznie plastikowe. Dwulatek jeszcze sporo zabawek po prostu niszczy. Czasem ze złości, czasem zupełnie niechcący. Brak koordynacji ruchów jest jeszcze dość widoczny. W tym wieku maluch już miewa swoich ulubionych bohaterów. Lubi też robić wszystko samodzielnie i po swojemu. Jeśli więc zdecydujesz się na klocki, puzzle czy inną zabawkę, pozwól mu bawić się tak jak chce.

Cały czas też ćwiczy mowę. Potrafi wypowiadać proste zdania. Mówi jeszcze niewyraźnie, ale i tak komunikacja z nim przeszła na zupełnie inny poziom. To też poziom emocji, które wybuchają często. Dzięcko nie potrafi poczekać na coś. Jeśli nie dostaje tego, czego pragnie tu i teraz, to często wpada w histerię.

Ważne są rytuały, które dają poczucie bezpieczeństwa. Twoja cierpliwość w ich wdrażaniu ma kluczowe znaczenie. Szukaj zabawek, które ci w tym pomogą, takich jak np. ulubiona kaczuszka do kąpieli.

Piłka

Niezbyt duża, może być gumowa, musi być bezpieczna, czyli z certyfikatami. Może być z jakąś ulubioną postacią z bajki czy książki, ale też sprawdzi się taka najzwyklejsza – w jednym kolorze. Raczej do kopania i biegania za nią, turlania i potykania się o nią, niż do łapania. Pamiętaj, że maluch sam rzadko zachwyca się nową zabawką. Im częściej zachęcasz, pokazujesz i ćwiczysz, tym lepiej zaczyna się bawić. Rzucona na pusty trawnik piłka go nie zainteresuje. I to niezależnie od tego, czy jest to najprostsza piłka Toys Pure, czy taka jak Crocodile Creek rakieta – z przepięknymi, oryginalnymi nadrukami, odpowiednimi dla maluszków.

Podczas zabaw piłką możesz z dzieckiem ćwiczyć wykonywanie prostych poleceń i używanie „zaczarowanych słów”: proszę, dziękuję przepraszam. Rzucaj piłkę i proś dziecko o przyniesienie. Za każdym razem pięknie dziękuj. Czasem rzuć za daleko, dziwnie, w krzaki. Wtedy jest okazja przeprosić i pokombinować, jak szybko dostać się do piłki. Można się ścigać, wdrapywać na schody, liczyć kroki do piłki (to wszystko aktywności, które codziennie powinien ćwiczyć dwulatek).

Z takimi przerywnikami zabawa nie znudzi się zbyt szybko. Oczywiście możecie też ćwiczyć kopniaki do ustawionej z dwóch kamyków bramki. Turlać do siebie siedząc na podłodze. Przejść dwa kroki trzymając piłkę na otwartej dłoni. Rzucać za siebie lub jak najdalej przed siebie. To też codzienna porcja koniecznych ćwiczeń.

Wcale nie musicie poprzestawać na jednej piłce. Jeśli do waszej kolekcji trafią jakieś mniejsze albo szmaciane, to tylko lepiej, bo szmacianą można grać w domu. Ta od Djeco jest pięknie zaprojektowana więc przy okazji możesz opowiedzieć dziecku, jakie kształty się na niej znalazły. Poszukaj też piłeczek sensorycznych np. pojedyncze od Ludi, w zestawie od B.Toys. Podczas zabawy nimi dziecko dodatkowo masuje dłonie lub stopy. Zresztą, możecie się bawić taką piłką w masowanie całego ciała. Przy okazji ucząc się oczywiście nazywania poszczególnych części: Teraz masuję ci stopę. Pomasuj mi proszę, plecy.

Gumowy skoczek

Bezpieczny, gumowy stworek, dzięki któremu pociecha wyszaleje się, wyskacze. Taka zabawka pozwala zużyć trochę energii, ale też poćwiczyć równowagę i siłę w nogach. Jeśli tylko masz możliwość zabierania skoczka na podwórko, to oczywiście z niej korzystaj. Mniej kłopotu dla sąsiadów i więcej frajdy z wywrotek na trawie lub miękkim piasku. Oczywiście są różne kształty i kolory, to zależy co lubi twoja pociecha. Mnie urzekł też żółty piesek Ludi. Świetny jest też uśmiechnięty biały psiak Sun Baby.

Kiedy już dziecko nauczy się skakać w miejscu, pokaż mu jak można przemieszczać się na skoczku. Najlepiej ćwiczyć to na trawie, wtedy zabawka się nie zniszczy (w przeciwieństwie do szurania po asfalcie). Poruszanie się na skoczku, choćby o kilka centymetrów, to zupełnie inny rodzaj wysiłku dla nóg. Trzeba zaplanować działanie i odpowiednio pokierować ciężarem ciała. To też wielka frajda, kiedy jedzie się na krowie czy gigantycznym psie.

Możesz wykorzystać gumowego skoczka do uczenia dziecka zatrzymywania się na twoją prośbę, na hasło stop. Po co? Jeśli jeszcze twój dwulatek nie uświadomił ci, czym jest bunt, to pewnie niebawem tak się stanie. Bunt wiąże się z uciekaniem, wiecznym „nie” i sprawdzaniem cierpliwości rodzica.

Czasami może się zdarzyć, że dziecko „zagalopuje się” w tym buncie na ulicę, w niebezpieczne miejsce. Jeśli będziecie mieli przećwiczone hasło stop, jest spora szansa, że zareaguje kiedy tak zawołasz. A zawołasz, kiedy będzie wbiegać na jezdnię, kiedy popędzi za nieznanym ci psem, kiedy na pełnym rozbiegu skieruje się w stronę jeziora. Uwierz mi, przyda ci się to przećwiczone hasło jeszcze nie raz.

Jak je ćwiczyć? Umów się z dzieckiem, że skacze np. 5 razy i stop – zamiera bez ruchu. Potem znowu skacze i znowu się zatrzymuje. Ćwiczcie to bardzo często, a ty za każdym razem kiedy wytrzyma kilka sekund „na stopie”, ciesz się, bij brawo. Bo dla dwulatka to prawdziwy wyczyn. Oczywiście przy okazji uczysz tez odliczania, bo czasem to będzie 5 skoków, czasem 3, a czasem 6. Jeśli czujesz się na siłach, możesz też wymyślić krótką rymowankę, w której dużo pokazujecie, a w pewnym momencie robicie oboje stop.

Do ciągania

Mały wędrowniczek bardzo lubi, kiedy można coś ze sobą zabrać na spacer. Najlepiej, żeby to coś było kolorowe i drewniane (wystarczy na dłużej). Oczywiście taki „ciągaczek” może być w kształcie np. ulubionego zwierzątka, ale ja znalazłam dwa w jednym: drewnianą nakładankę do ciągania Haba. Kiedy maluch znudzi się tuptaniem, może sobie poćwiczyć nakładanie. Zabwka sprawdzi się zarówno na podwórku, jak i w domu. Na spacer chętnie też pewnie wyjdzie króliczek w stonowanych kolorach Djeco lub hałasująca brzuchem wypchanym kulkami („orzeszkami”) wiewiórka Wader. Z takimi zabawkami trenujcie m.in. chodzenie tyłem (tylko kilka kroków) – to bardzo pożądane ćwiczenie w tym wieku.

Wybierając zabawkę do ciągania, pamiętaj, że będziesz ją mogła wykorzystać także do zabaw dźwiękonaśladowczych. Jeśli to kaczka, to kwaczcie na spacerze, jeśli pies to szczekajcie. Taki towarzysz jest też pretekstem do nazywania napotykanych na spacerze zwierząt i pokazywania dziecku, jak można się z nimi zaprzyjaźnić: Dzień dobry. Nazywam się Marysia Kowalska. Jeśli idziecie na spacer z kotkiem, to wytłumacz dziecku, jak można się z prawdziwym kotem bawić, a czego robić nie wolno (np. ciągnąć za ogon) i z jakiego powodu.

Spacer z „ciągaczkiem” jest wydarzeniem i możesz go wykorzystać do najróżniejszych ćwiczeń ze swoim dwulatkiem. Czasem idźcie kilka kroków na palcach, innym razem wolno, to znowu szybko, cichutko lub tupiąc jak słonie. Dwulatki lubią takie zmiany akcji i ciekawe polecenia od dorosłego. A przeciwieństwa i wyścigi są ciekawe.

Huśtawka

Dwulatki mogą się huśtać godzinami. Jasne, że są huśtawki na placach zabaw, ale przecież można też zainstalować ten skarb w domu. Wtedy nie trzeba czekać w kolejce i nie trzeba się smucić, kiedy pada deszcz i nie można iść się pohuśtać na podwórku. Jeśli tylko masz miejsce, a twoja pociecha lubi tę aktywność, to cóż stoi na przeszkodzie?

Ten sprzęt musi być bezpieczny, to jasne, ale też jeśli nie dysponujesz nieskończoną przestrzenią, wybieraj taką huśtawkę, którą z łatwością zwiniesz i schowasz, a potem wyjmiesz, kiedy dziecko poprosi. Dobrą i pięknie wykonaną propozycją jest huśtawka Bajo lub kubełkowa huśtawka JustFun. Akurat tę możesz też śmiało zainstalować w ogrodzie.

Podczas zabaw na huśtawce masz uwagę dziecka skupioną na tobie, bo najczęściej stoisz przed pociechą i huśtasz. Wykorzystaj ten czas do huśtania-rymowania. Przy każdym popchnięciu wymyślaj zabawne rymy: rak-nieborak, ryba-szyba, kot-psot. Jeśli dziecku spodobają się twoje rymy, szybko wejdą w „huśtawkowy nawyk” i pewnie pociecha zacznie je powtarzać. Ale nawet jeśli nie powtarza, to osłuchuje się z wyrazami i rytmicznym językiem. Oczywiście możecie też przy huśtaniu śpiewać ulubione piosenki, recytować rymowanki, wierszyki. To też oswajanie z rymem i rytmem.

Dwulatki uwielbiają też, kiedy rodzic próbuje je złapać podczas huśtania. Konkretnie złapać jakąś część ciała. I wiadomo, że mu się nie uda. Dzięki tej zabawie możesz łatwo oswoić dziecko z nazwami poszczególnych części ciała: Zaraz złapię cię na stopę. Oj, nie udało się. Złapię teraz twoją rączkę. Oczywiście łapiesz „na niby” więc możesz śmiało próbować i z uchem, i z nosem, i z brzuchem.

Sorter

Brzmi groźnie? Oczywiście, że nie. Małe rączki powinny ćwiczyć wrzucanie przedmiotów do środka, wyjmowanie, dopasowywanie. Przy okazji wybierania sortera zwróć uwagę na wygląd – żeby nie był zbyt rozpraszający. Samo manipulowanie jest wyzwaniem. Niepotrzebne są przy tym krzykliwe obrazki, wybuchy i inne świecidełka. Przynajmniej nie przy pierwszym sorterze. Sprawdzi się trick ze sznurkiem, dzięki któremu nie pogubisz elementów, np. Plan Toys Mój Pierwszy Sorter.

Świetnie jeśli wybierzesz taki, który będziesz też mogła wykorzystać do nauczenia dziecka podstawowych kształtów i kolorów, a potem do nauki liczenia w zakresie do 6 lub określania podobieństw i różnic przedmiotów. Taki wielofunkcyjny, w rozmiarze XL, ma w ofercie Wooden Story. Coś podobnego, tylko z większą ilością elementów, wyprodukowała też Haba w serii Jumbo. Jest więcej ciekawych sorterów edukacyjnych np. jeż do nauki cyfr Janod oraz stolik do wbijania elementów Mikro Trading lub choćby ten do nauki pór roku Haba.

Sorter jest właściwie zabawką na parę lat, przydatną do kilku spraw. Przecież z tych wkładanych elementów można najczęściej budować małe wieże. To jedna z ulubionych dziecięcych zabaw i znakomite ćwiczenie dla koordynacji dłoń-oko. Można też budować pociąg i to według twoich wskazówek np. Najpierw czerwony kwadrat, potem żółta gwiazdka, następnie zielony księżyc. Nie tylko uczysz dziecko współpracy, ale przy okazji ćwiczycie zapamiętywanie podstawowych kształtów i kolorów.

Wykorzystaj też kształty do innych zabaw. Poproś pociechę żeby wylosowała jeden kształt np. czerwony kwadrat, a potem poproś, żeby pomogła ci znaleźć wszystkie czerwone elementy w pokoju. Podchodźcie do każdego, dotykajcie, nazywaj na głos (mów do czego służy). Możecie też w ten sposób sortować skarpety, ubrania do prasowania, ręczniki. Zamiast podchodzić możecie je układać w zbiory, np. rzeczy czerwone, zielone i żółte. Zaangażujesz dziecko do noszenia (co powinno być ćwiczone przez dwulatka) i kojarzenia koloru z konkretnym przedmiotem.

Klocki wieża/piramida

To zabawka ponadczasowa. Dziecko układając je ćwiczy koordynację oko-ręka oraz skupienie. To ważne wyposażenie, które przyda się podczas nauki pisania i wykonywania prac plastycznych. Klocki rozwijają myślenie przestrzenne.

Wybierając klocki dla dwulatka koniecznie czytaj etykiety. Tu nie można zaszaleć, nie da się przymknąć oczu na wytyczne. Klocki wciąż muszą być duże (za duże do połknięcia), ale już wiesz, że dziecko będzie potrafiło z nich ułożyć węża lub wieżę, a nie tylko rzucać z radosnym piskiem. Układanie i rozwalanie wieży to dla dwulatka wciąż wspaniała zabawa. Jeśli twoja pociecha ją lubi, zerknij na niezwykłe klocki Wonder World lub edukacyjną wieżę Small Foot.

Jeśli oprócz wieży chcesz zaprosić dziecko do zabawy i zachęcić do mówienia, opowiedz mu historię wyścigu, którą da się odczytać z dziesięcioelementowej piramidy firmy Janod. Dzieje się tu dużo i można to ubrać w krótką bajkę czy historyjkę. Nawet jeśli pociecha jej nie opowiada sama, to z pewnością chętnie wysłucha. A może następnym razem się zdecyduje?

Klocki dają właściwie nieskończone możliwości zabawy. Zwłaszcza zestawy do układania wieży, które wydaje mi się najbardziej cieszą dwulatka. Możesz dziecku pokazać, co oznacza układanie od największego do najmniejszego. Możecie też w ramach takiej zabawy wsypywać do klocków piasek lub ryż. A potem wysypywać (frajda!) i sprawdzać, która usypana kupka jest największa, która średnia, a która najmniejsza.

Wykorzystaj też takie klocki do zabawy w ich napełnianie. Bardzo dobrze sprawdzi się (nieugotowany oczywiście) makaron, np. rurki lub kokardki. Liczcie razem na głos, ile kokardek zmieści się do najmniejszego, a ile do największego klocka. Napełnianie pojedynczymi makaronami to po prostu ćwiczenie dla dłoni malucha.

Dwulatek ma wiele frajdy z zabaw w stylu „A kuku” lub „Gdzie to jest ukryte?”. Na pewno spodoba mu się wieża, do której dołączone są figurki zwierzątek. Mogą wchodzić do klocków, bo tam po prostu mieszkają – to znów piramida Janod. Możesz schować jedno zwierzątko pod klockiem/w klocku i pomieszać, a potem poprosić dziecko, żeby zgadło, gdzie jest ukryty przedmiot. Da ci to możliwość zaobserwowania, czy dziecko dobrze skojarzyło, że włożyłaś figurkę np. do średniego klocka. Zestaw Bigjigs też daje takie możliwości i jest jednocześnie sorterem. Wszystkie te zabawy uczą spostrzegawczości.

Duże puzzle piankowe i małe dwuelementowe

Pierwsze puzzle powinny być spore. Te piankowe sprawdzą się dodatkowo jako mata do zabawy. Decyduj się na takie puzzle tylko pod warunkiem, że masz je gdzie trzymać rozłożone. Na taką matę trzeba mieć miejsce. Dopasowywanie dużych kawałków jest nauką precyzji i często kombinowanie zajmuje dziecku sporo czasu. Jednak nie zostawiaj z taką zabawką dwulatka samego, bo on jeszcze nie ma takiego globalnego oglądu, jak całość powinna wyglądać. Szybko się znudzi bez zachęty z twojej strony.

Jestem przekonana, że puzzle z literkami – te firmy Doris są całkiem porządnym zestawem – przydadzą się wam i w przyszłości. Ale i teraz możecie się przecież bawić w układanie odpowiedniej litery obok konkretnego przedmiotu/osoby np. A jak arbuz, B jak babcia. To wcale nie jest za wcześnie.

Możesz też schować część puzzli na potem i bawić się z dzieckiem tylko kilkoma elementami np. w skakanie przez rzekę po kamieniach. Puzzle są oczywiście kamieniami. Powinny być ustawione w bardzo małej odległości, chyba że przy skoku pomagasz dziecku, co też jest wielką frajdą dla malucha. Możesz z nich ułożyć kładkę, po której pociecha bezpiecznie (nie dotykając stopą dywanu) przejdzie nad rwącą rzeką, zupełnie nieświadomie ćwicząc utrzymywanie równowagi. Mnie osobiście ostatnio urzekły te z cyferkami firmy Axiom, bo dodatkowo dadzą się ułożyć w grę w klasy.

Dwulatkowi spodoba się zabawa w odnajdywanie konkretnych puzzli. Wykorzystaj do tego np. zestaw ze zwierzątkami. Porozkładaj puzzle po całym pokoju, ale bez środkowych części. Do tej zabawy nadają się świetnie np. puzzle ze zwierzętami Doris. Środkowe części zostają przy tobie. Losujesz jedną z nich i prosisz, żeby dziecko odnalazło odpowiedni element i dopasowało tę część. Niech to nie będzie więcej niż 4 puzzle przy jednej zabawie. Resztę zostawcie sobie na inny dzień.

Te środkowe części mogą się przydać do odrysowywania na dużym kartonie. Czasem to litery, innym razem zwierzątka. Poproś dziecko, żeby pokolorowało (oczywiście, że wyjeżdża za linię, nie ma to znaczenia) to, co uda wam się odrysować. Możecie też odrysowywać patykiem na piasku, przecież puzzlom piankowym nic się nie stanie. Są też ciekawe puzzle edukacyjne Artyk, które uczą kształtów – również nadają się do odrysowywania.

Jeśli chodzi o małe zestawy, to dwulatkom w zupełności wystarczą dwuelementowe, o których można coś opowiedzieć np. Djeco Duo Przeciwieństwa lub Djeco Duo Zwierzęta i Ich Domki. Układajcie i opowiadajcie historie. Zadawaj zagadki, szczekaj, zapominaj nazwy zwierząt. Daj dziecku nauczyć ciebie.

Wiaderko i łopatka

Niby zwykły zestaw, ale jakże ważny podczas każdej wyprawy do piaskownicy. O plaży nawet nie wspominam. Dwulatek zaczyna odkrywać radość z grzebania się w piasku. Już niekoniecznie chce go zjadać, chce się nim bawić. Wsypywanie, przesypywanie, wysypywanie – to wszystko bardzo ważne sprawy. To też pole do wielu eksperymentów, więc zadawaj maluchowi zadania do sprawdzenia, np. Czy można nabrać suchego piasku do sitka? Co jest cięższe – wiaderko pełne piasku czy foremka pełna piasku? Ile łopatek z piaskiem potrzeba do napełnienia wiaderka? A ile do napełnienia foremki?

Wiem, że gdy dziecku kupujesz łopatkę, to chciałabyś, żeby jej używało. Ale uwierz mi, że masaż jaki piasek daje gołym dłoniom jest rewelacyjnym stymulatorem krążenia i uwrażliwia małe palce. Niech więc grzebie rękami. Kiedy pogoda nie dopisuje, możesz zaproponować maluchowi piasek kinetyczny. Z niego też można formować babki, ale najlepiej bawić się nim gołymi rękami.

Wybierz jakąś małą zabawkę, piłeczkę lub choćby foremkę i poproś dziecko, żeby zamknęło oczy. Zakop foremkę tak, żeby maluch musiał się trochę natrudzić podczas odkopywania. Najpierw niech robi to rękami. Potem daj mu do dyspozycji grabki. One są często pomijane przez pociechy, bo nie bardzo wiadomo jak i do czego je wykorzystać. Możesz też zakopywać niespodzianki, wtedy jest podwójna frajda, bo i kopanie, i odgadywanie, co wydobywa się z piasku.

Po jakimś czasie dziecko odkryje, jak wygodnie jest używać narzędzi: łopatki, wiaderka, grabi (rzadziej). A ty odkryjesz, że robienie babek tylko po to, żeby pociecha je rozwaliła, daje tobie i dziecku wiele frajdy. Tak jest na początku, bo przy setnej babce frajda jest już tylko po stronie malucha 😉 Potem przychodzi czas na samodzielne nasypywanie łopatką do wiaderka. Ileż skupienia do tego trzeba! Każda minuta spędzona w piaskownicy procentuje lepszą koordynacją rąk.

Właściwie do robienia babek można używać najróżniejszych pudełek po jogurtach czy innych małych opakowań. Jednak mamy też spory wybór akcesoriów do piaskownicy. Jednym z moich ulubionych zestawów jest wózek-wagonik B. Toys. Dziecko z radością go ciągnie na sznurku, a ty nie musisz nosić tych wszystkich gadżetów. Podobają mi się też ciekawe kształty do robienia babek np. owoce Wader lub – na wielkie przyjęcie – zestaw Simba Ciasteczka.

Do kąpieli

Wszystkie dzieci lubią się bawić zabawkami w wannie, jednak wspominam o nich przy dwulatku, bo to specyficzny wiek. Czasem mały buntownik, który chce robić wszystko po swojemu, nie ma ochoty na mycie, a już o myciu głowy nie ma mowy. Wtedy sytuację ratują ciekawe zabawki. Staram się wybierać nie tylko takie, które ucieszą, ale też takie, które pomogą ćwiczyć dłonie np. jajka Scrubble firmy Boon. Robią mały prysznic, jeśli się je odpowiednio ściśnie.

Wanna to też miejsce do eksperymentowania z wodą. Do zabawy wystarczą gąbka (może być naturalna Lullalove) i kubeczek. Poproś dziecko żeby spróbowało wepchnąć suchą gąbkę do kubeczka. Małe palce mocno się napracują – ciekawe, czy to się uda? Potem niech spróbuje wcisnąć mokrą gąbkę do kubeczka. Gąbka to właściwie jedno z lepszych narzędzi do ćwiczeń. Pokaż dziecku, jak można z niej wyciskać wodę. To świetne ćwiczenia dla dłoni.

W wannie sprawdzi się też mała, plastikowa konewka. To coś w rodzaju mini prysznica, którym dziecko może sobie polewać poszczególne części ciała. Samo może sterować wielkością strumienia wody, a działanie samodzielnie i po swojemu podoba się każdemu dwulatkowi.

Zaciekawić malucha może Chmurka Deszczowa Moluk Plui, którą dodatkowo bardzo łatwo się czyści, co przy zabawkach będących stale w wilgoci ma ogromne znaczenie. Polecam wykorzystać jej mechanizm prysznicowy do polewania głowy dziecka, któremu przecież można w ten sposób spłukiwać szampon. Co innego jak rodzic chce wypłukać głowę, a co innego jak pada deszcz, prawda?

Z kolei precyzję i skupienie można doskonale ćwiczyć przy łowieniu uciekających po całej wannie morskich stworzeń Playgro. Łowienie do siatki jest dla dwulatka prawdziwym wyzwaniem.

Gwizdek

Dwulatek używa głównie dwóch słów: „ja” i „nie”. Ale jest spora szansa, że niebawem zacznie używać też innych wyrazów, a nawet całych zdań. O ile nie jestem jakąś wielką fanką hałaśliwych zabawek, tak tutaj robię wyjątek. Dla dobra sprawy. Gwizdek jest zabawką zachęcającą do ćwiczeń logopedycznych. Konkretnie oddechowych.

Gwizdek daje wiele frajdy i można go wykorzystać podczas zabaw edukacyjnych np. do nauki liczenia: Zagwiżdż tyle razy ile masz lat. Zagwiżdż tyle razy, ile mamy schodów przed domem. Zagwiżdż tyle razy, ile masz palców u ręki.

Możesz też bawić się z dzieckiem, że gwiżdże dwa razy jeśli chce powiedzieć „tak” i jeden raz jeśli chce powiedzieć „nie”. A potem zadawaj pytania np. Czy jesteś głodny? Czy masz jeden nos? Czy masz pięć palców u prawej ręki? Czy podoba ci się ta zabawa? Chodzi o to żeby dziecko miało motywację do gwizdania i robiło to w miarę rytmicznie, nie w sposób ciągły. Dlaczego nie ciągły? Po pierwsze – można od tego zwariować. A po drugie – gwizdanie „do upadłego” nie jest najlepszym ćwiczeniem oddechowym dla dwulatka.

Zanim jednak dasz dwulatkowi gwizdek, upewnij się, że rozumie zasady korzystania z tej zabawki np. poza domem, nigdy wieczorem itd. Wybieraj ciekawie wyglądające i brzmiące gwizdki, np. Small Foot gwizdek plastikowy (usuń sznurek) lub gwizdek drewniany Goki Zwierzątka.

Zdjęcie: Freeimages.com/Pat

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This