Pięciolatek jest dość mocno emocjonalnym stworzeniem. Czasem reaguje nieadekwatnie do sytuacji. Wynika to z niedojrzałego jeszcze układu nerwowego. Warto z nim rozmawiać o emocjach i uczyć je nazywać. Są też odpowiednie do tego zabawki dla pięciolatka.

Małemu człowiekowi w tym wieku bardzo zależy na czytelnych regułach. Jeśli więc proponujesz jakąś grę, to powinna być prosta, a zasady zrozumiałe dla dziecka.

Pięcioletni maluch nie potrafi przewidywać wszystkich następstw swojego zachowania i ogólnie zjawisk otaczającego świata, choć bardzo wiele rozumie. Dla dziecka liczy się konkret, czyli to co jest proste, co dzieje się tu i teraz. Jeśli coś będzie zbyt skomplikowane, pięciolatkowi raczej nie wystarczy cierpliwości, by w skupieniu rozkładać na czynniki pierwsze trudne zagadnienie.

Za to musi się ruszać. Uwielbia wszelkie zabawy sportowe, gdzie można rozładować energię. Niekoniecznie jednak powinny to być zabawy na zasadzie „kto pierwszy”. W tym wieku różnice rozwojowe są bardzo widoczne. Jedne dzieci lepiej sobie radzą np. ze slalomem, szybkim bieganiem, a inne wolniej. Zmuszanie do konkurowania typowo sportowego jest trudnym przeżyciem, bo maluchy zaczynają się porównywać.

Widać też pierwsze podziały na chłopców i dziewczynki, czyli zainteresowanie zabawą raczej w gronie rówieśników tej samej płci. Dzieci lubią bawić się w szkołę, w dom, odgrywać role. Zdecydowanie już mocno interesują się też literami, potrafią pisać swoje imię. Motoryka mała nie jest tak rozwinięta jak duża, co znaczy, że ręce potrzebują wielu zabaw plastycznych i jak najwięcej ćwiczeń przygotowujących do nauki pisania.

To najwyższy czas na wszelkie zabawy z literami. Nie po to żeby dziecko biegle czytało, choć spora część pięciolatków radzi sobie z prostymi wyrazami. Chodzi raczej o znajomość liter, jako znaków graficznych, zwłaszcza jeśli myśli się o posłaniu sześciolatka do pierwszej klasy.

Chińczyk

Pięciolatki jeszcze nie bardzo radzą sobie z wygrywaniem i przegrywaniem. To jest bardzo dobry moment na wprowadzanie najróżniejszych gier. Wiem, często dzieje się to wcześniej, ale zdecydowałam się umieścić je tu, bo pięciolatek już całkiem świadomie w nie gra. Czasem chce oszukiwać, taka natura. Nigdy nie chce przegrywać. To dość delikatny temat, bo pociecha po kilku przegranych może się łatwo zniechęcić. Z drugiej strony – nie zawsze w życiu się wygrywa.

Chińczyk i jego pochodne, czyli gra, gdzie pionki okrążają planszę i wracają do domku, to proste reguły i trochę zdanie się na los. Dlatego proponuję zaczynać od takich gier. Wtedy dziecko ma jeszcze takie poczucie, że nie wszystko zależy od niego. Przegrana czy wygrana to nie kwestia sprytu, a przynajmniej nie do końca. Wiele zależy od przypadku.

Czasem dorośli, chcąc zachęcić pociechę do grania, zawsze pozwalają wygrać. Dziecko czasem się na to nabiera, ale ostatecznie nie jest głupie. Wie, że nie zawsze się wygrywa. Zresztą na dłuższą metę nie ma to sensu, bo przecież chodzi o to, żeby nauczyć się zarówno wygrywać, jak i przegrywać. Zawsze pewna wygrana wygeneruje takie oczekiwanie. Potem jeszcze trudniej będzie pogodzić się z porażką.

To, co może zachęcić do sięgania po Chińczyka, to wygląd samej gry. Łatwo znajdziesz tego typu gry z postaciami bohaterów bajek, których twoje dziecko lubi najbardziej. Natomiast ja chętnie polecę grę, która dodatkowo jest zestawem prostych puzzli Jando Chińczyk Potworki. Mam przeczucie, że chłopcom bardzo się spodoba.

Bardzo lubię też drewniane gry, w tym wypadku prostotą wykonania urzekł mnie Chińczyk Goki. Jeśli masz na tyle miejsca i chcesz zaskoczyć pociechę, możesz zerknąć na dużą matę Chińczyk Rodzinny. Pozostając przy rodzinie, być może sprawdzi się u was sześcioosobowy Chińczyk firmy Alexander. Przepięknie i zabawnie prezentuje się Chińczyk Cztery Światy Legler, gdzie pionki są figurkami, a całość wykonano z drewna.

Mapa

Pięciolatek zadaje jeszcze więcej pytań niż czterolatek. Wydawać by się mogło, że zadawanie jeszcze większej ilości pytań jest po prostu niemożliwe. A jednak. Maluch chłonie wiedzę niczym gąbka, każdą częścią swojego ciała. Uwielbia przygody i zaczyna interesować się podróżami, innymi kulturami, zwyczajami. To bardzo dobry moment, by umieścić w świecie dziecka mapę.

Mapa daje mnóstwo okazji do rozmawiania o inności i dowiadywania się ciekawostek. Uczy geografii. Po prostu. Bez nadęcia, bez zeszytu i odpytywania przy tablicy. Oczywiście trzeba z pięciolatkiem spędzić bardzo wiele czasu na rozmawianiu o różnych zakątkach świata. Nie wszystko potrafi skojarzyć i powiązać, ale bardzo wiele rzeczy – tak.

Samo uczenie się wyglądu flag najróżniejszych państw jest świetnym treningiem dla pamięci i kojarzenia. Dochodzi do tego historia tych flag, kultura kraju, obyczaje. Potem choćby pogoda, jaka tam najczęściej występuje, czy dane państwo leży nad wodą, czy jest wyspą? Jedna mapa jest właściwie niewyczerpanym źródłem wiedzy i pomysłów na zabawy.

Dzieci uwielbiają weekendy tematyczne. Umawiacie się wtedy, że wybieracie jedno państwo na mapie, zaznaczacie i możliwie jak najwięcej dowiadujecie się o jego kulturze. Od flagi zaczynając, na gotowaniu potraw np. meksykańskich lub chińskich kończąc. Możecie zahaczyć o muzykę, zwyczaje, ubrania. Nie musi się to wiązać z wielkimi wydatkami, bo przecież do nauki chińskich znaków graficznych wystarczą kartka i ołówek. A spaghetti to jedno z ulubionych dań dzieci. Jak świetnie, że włoskie.

Najlepiej w wyborze mapy kierować się upodobaniami dziecka. Jedne maluchy lubią zwierzęta, inne muzykę, jeszcze inne dziwnie brzmiące języki obce. Samo powieszenie mapy ozdobi pokój, ale nie gwarantuje, że dziecko się nią zajmie. Jeśli jednak zachęcisz i nauczysz, z pewnością będziesz co jakiś czas do niej wracać. Jako pierwszą polecam interaktywną Mapę Świata Dumel Discovery, bo to zabawka, która wisi w pokoju mojej córki już 3 lata. Ciągle z niej korzysta, ciągle inaczej. Jeśli nie masz gdzie powiesić mapy i nie chcesz takiej ozdoby pokoju dziecka, sięgnij po Mapę Podróżnika CzuCzu Junior, która jest zestawem puzzli (łatwo je schować, nie jest to ekspozycja stała). Może to być też mapa, gdzie głównymi bohaterami są zwierzęta.

Mapa może przedstawiać świat, tylko Europę lub Polskę. Ciekawym pomysłem na ozdobę pokoju są ścienne naklejki Tuloko lub Dekornik albo podkładka na biurko Crocodile Creek. Przepiękną ozdobą, którą można się jednocześnie bawić, jest wisząca mapa od Oscar & Ellen, do której można dokupić materiałowe dodatki przyczepiane na rzepy.

Lego

Lego to klocki kultowe. Czasem dziecko zaczyna się nimi bawić wcześniej, ale zauważyłam, że dopiero pięciolatki mają z nich największą frajdę, bo potrafią zupełnie samodzielnie odczytywać instrukcję i radzić sobie z wszystkimi poleceniami. Jasne, że to wielka uciecha kiedy można budować z rodzicem. Tyle że pięciolatek czuje się już na tyle duży i samodzielny, że chciałby zdobyć ten szczyt i zbudować coś samodzielnie.

Warto mu na to pozwolić. Oczywiście jeśli kupujesz pięciolatkowi Lego po raz pierwszy, to układajcie razem, ale pozwól mu jak najwięcej prowadzić cię przez instrukcję. Zanim przejdziecie do układania po raz pierwszy, zróbcie sobie małą lekcję z klocków Lego. One słyną z tego, że każdy klocek ma swoją nazwę i konkretny wygląd. Jest pula podstawowa, są też dodatkowe klocki w innych kolorach, czasem świecące lub przezroczyste.

Taka ściąga pozwoli dziecku zrozumieć łatwiej polecenia przedstawiane w instrukcjach. Budowanie to świetna zabawa, a jednocześnie nauka działania planowanego i wykonywania zadań według instrukcji. Taka umiejętność bardzo przydaje się potem w szkole. A wcześniej nawet w przedszkolu, kiedy trzeba współpracować z nauczycielem lub samodzielnie wykonywać zadania z ćwiczeń czy książki.

Na klockach Lego można ćwiczyć ułamki, liczenie co dwa, co cztery, co sześć. Wystarczy odpowiednio rozpoznawać ilości oczek na klocku. Przyznasz chyba sama, że dziecko chętniej przedrze się przez matematyczne zawiłości mając do dyspozycji Lego niż kartkę i zeszyt. Jednak przede wszystkim te klocki to już element współczesnej kultury i tak też warto do nich podchodzić. Droga element, to prawda. Ale niezwykle rozwijający wyobraźnię.

Warto inwestować w zestawy tematyczne – mniejsze lub większe. To już zależy od zasobności portfela. A jeśli już przy tym jesteśmy, to właśnie mnóstwo rodziców wykorzystuje marzenie o dużym zestawie klocków Lego do nauczenia dziecka rozumienia wartości pieniądza i do zachęcenia, żeby odkładało (lub zarabiało) pieniądze.

Klocki Lego to jest także wyzwanie organizacyjne. Zestawy zwierają mnóstwo drobnych części, które rozrzucone po podłodze są wiecznym utrapieniem dla rodziców i dzieci, kiedy niechcący na nie nadepniemy. Oj, boli wtedy bardzo. Kupując zestaw Lego, zaplanuj z dzieckiem miejsce na te klocki. Idealnie byłoby mieć jakiś pojemnik z przegródkami, z którego pociecha będzie mogła korzystać podczas zabawy i łatwo zachowa w nim porządek.

Dopilnuj też, żeby już raz wykorzystane instrukcje nie zginęły. Maluch będzie wracał do tych swoich zestawów i budował na nowo. Zauważyłam, że im bardziej uporządkowane klocki Lego, tym chętniej i częściej dziecko do nich wraca. Zwykły wkład do szuflady, jak Ikea Kuggis czy Gockowiak, sprawdzają się w tym wyzwaniu związanym z zachowaniem porządku.

Lupa

Ciekawość pięciolatka nie zna granic. Lupa może pomóc ją choć trochę zaspokoić. To taki wstęp do najróżniejszych doświadczeń i pokazanie dziecku świata z nieco innej, fascynującej perspektywy. Wiedz, że dając dziecku lupę od razu pozwalasz wcielić się w określoną rolę. Może to być np. szpieg, detektyw, botanik – wybór pozostaw maluchowi.

Na początku dziecko będzie wszystko oglądało przez lupę. A ty zamiast się irytować, że przynosi do domu martwe muchy, po prostu ciesz się, że ma zajęcie i poznaje świat. Zawsze zachęcam dziecko do narysowania tego, co zobaczyło pod lupą. Nawet jeśli to martwy komar. Dla pociechy to fascynujące móc oddać wiernie szczegóły owada, o których do tej pory nie miało pojęcia.

Lupa może być wielkim sprzymierzeńcem podczas nauki czytania. Jeśli jeszcze twój pięciolatek nie czyta, to przecież pewnie zna litery lub cyfry. Weźcie książkę i śledźcie, np. licząc ile razy litera „a” występuje na danej stronie. To jest ćwiczenie koncentracji i umiejętności rozpoznania kształtu litery. Tego wymagać będą w szkole, więc co stoi na przeszkodzie, żeby dziecko to tego trochę (przez zabawę) przygotować?

Nauka spostrzegawczości nie musi mieć związku z literami. Detektyw chętnie zrealizuje zlecenie np. odnalezienia zaginionych kotów. Takie koty lubią się chować na regałach z zabawkami, w książkach, kolorowankach, za oknem. Pięciolatek będzie zachwycony jeśli od czasu do czasu zlecisz mu tego rodzaju zadanie. Przeszuka z lupą wszystkie książki i zabawki. Pewnie znajdzie też kilka „kotów” z kurzu 😉

Lupa jest szklana. Pociecha powinna się z nią obchodzić bardzo ostrożnie i pod nadzorem dorosłego, bo to tak naprawdę zabawką nie jest. Lupy nie są bardzo drogie, można je kupić już za kilka złotych. Niekoniecznie w dziale z zabawkami. Jednak są firmy, które pomyślały o najmłodszych i proponują lupy do zabawy, np. Goki lupa breloczek. Możesz też znaleźć lupę w zestawie ze specjalnym pudełkiem, do którego dziecko wkłada swoje skarby. Podobny pojemnik na owady proponuje Small Foot. Jest też zwykła Lupa Junior Maped lub różnokolorowe lupy Navir.

Pus

Jest to jedna z najlepszych zabawek edukacyjnych dla dzieci, z jakimi się spotkałam. Trochę wygląda jak gra, ale nie jest nią do końca. Zestaw składa się z pudełka z ponumerowanymi klockami oraz książek, które można dokupywać przez kolejne lata. Zabawa polega na tym, że dziecko rozwiązuje zadania (na początku obrazkowe) z książek i układa klocki zgodnie ze swoimi odpowiedziami.

Po ułożeniu wszystkich klocków pudełko hop-siup, odwraca się i otwiera. Widać wtedy klocki z drugiej strony – zamiast numerów jest na nich mozaika. Jeśli jej wygląd zgadza się z obrazkiem przedstawionym w książce, to wiadomo, że dziecko wszystkie zadania wykonało prawidłowo.

Może to brzmi odrobinę skomplikowanie, ale cała zabawa jest naprawdę prosta. Wystarczy to raz czy dwa przećwiczyć z dzieckiem. Potem może działać samo. Wszystkie zadania mają pomóc rozwinąć pewne umiejętności – edukują. Książki są tematyczne. W zależności od tytułu można się skupić na: szukaniu różnic, znajomości bajek, nauce czytania, liczenia, potem do gry wchodzi nawet ortografia. Są książki logopedyczne, rytmiczne, sylabowe. Jest ich grubo ponad 100 i wszystkie są przypisane do konkretnego wieku lub zagadnienia.

To, co najbardziej do mnie przemawia, wcale jednak nie jest związane z treściami w książkach. Najlepsze jest to, że Pusy uczą dziecko samodzielności. Może nawet lepszym słowem jest samokontrola. Jeśli pomyli się w jakimś zadaniu, to nawet nie potrzebuje rodzica, żeby to zauważyć. Odwracając klocki widzi, że jakieś elementy mozaiki nie zgadzają się z obrazkiem w książce. Dokładnie wie, gdzie popełniło błąd, bo zadania (tak samo jak klocki) są ponumerowane. Zabawka uczy koncentracji, ale też samodzielności w odrabianiu lekcji. Samokontroli w nauce.

Zestaw klocków Pus wydawnictwa Epideixis musi być uzupełniony o przynajmniej jedną książeczkę. Gdy wam się znudzi, to sięgacie po kolejną. Wszystko zależy od ulubionych tematów dziecka i umiejętności, które chcecie podczas tej zabawy podszkolić. Najmłodszym proponuję zestaw startowy Wyprawka Przedszkolaka, w którym znajdziecie książki i klocki. To zabawka na wiele lat.

Przebieranki

Pięciolatki wprost uwielbiają wcielać się w różne role, bawiąc się w przebieranki. Dotyczy to nie tylko dziewczynek w sukienkach księżniczek. Przedszkola (i ulice) roją się też od Spidermanów i Batmanów. Strój wyzwala w dziecku pokłady radości i talentów aktorskich. Zakładając strój, dziecko czuje się inaczej. Kilkulatek potrafi całkowicie zatracić się w tej swojej roli. I sprawia mu to ogromną przyjemność.

Kiedy więc dziecko prosi o strój, to jeśli tylko możesz – zgódź się. On pozwala jeszcze bardziej utożsamić się z bohaterem. Może ci też posłużyć do tłumaczenia, na czym polega odróżnianie fikcji od rzeczywistości. Pięciolatkom przychodzi to z trudem, ale jest to moment, żeby zacząć o tym rozmawiać.

Nie chodzi mi o to żeby wymagać od dziecka porzucenia wiary w skrzaty i wróżki (wiadomo, że istnieją), ale o pokazanie na konkretnym przykładzie – właśnie pociechy – że pewne rzeczy robi się „na niby”. Dla zabawy. Właściwie podczas zabawy. A zabawa różni się od tego, co dziecko widzi w bajkach.

To ważna lekcja i potrzebna choćby po to, żeby któregoś dnia nie zastać pociechy w oknie. Przygotowanej do nauki latania… Strój oczywiście będzie zależał od upodobań dziecka i pewnie od tego, co aktualnie jest wyświetlane w telewizji. Mnie zawsze wzruszają stroje pozwalające wcielić się dzieciom w postacie z ponadczasowych książek, takie jak Kubuś Puchatek czy Pippi Pończoszanka.

Bywa, że to ma być konkretny, podziwiany bohater, np. wielką radość chłopcom można sprawić kupując strój konkretnego zawodnika czy drużyny piłkarskiej. Czasem wcielanie się w rolę nie ma nic wspólnego z bohaterami bajek, a np. z wymarzonym zawodem: strój lekarza Small Foot Design, strój strażaka Madej. Ale chyba najczęściej dzieci lubią przebierać się za zwierzęta np. lew Aster, kot Janod (ten strój jest kartonowy), pies Artpro.

Zestawy plastyczne

Pięciolatki powinny ćwiczyć dłonie, które w przyszłości mają uczyć się pisać. To ćwiczenie nie może być jednak nudnym siedzeniem przy szlaczkach (zerknij na wpis Głupie szlaczki. Moje dziecko ich nie znosi, a twoje?). Za to powinno być ciekawą zabawą. W ugryzieniu tematu często pomagają najróżniejsze zestawy plastyczne. W sumie pięciolatek już dobrze zna kredki, mazaki, plastelinę. To dobry moment, żeby poszukać czegoś prostego, a jednocześnie innego niż podstawowe przybory plastyczne.

Nada się właściwie wszystko, co trzeba chwytać, czym trzeba celować do małych otworów, przekładać, wiązać, rozwijać, zwijać, skręcać. Najczęściej młodsze dzieci (zwłaszcza chłopcy) nie przepadają za rysowaniem. Jakoś jednak trzeba ich zachęcić do ćwiczeń dłoni. Zestawy plastyczne do dowolnego tworzenia własnych dzieł są znakomita alternatywą.

Jednym ze sposobów na zdobycie wielu ciekawych plastycznie rzeczy jest przygotowanie dla kilkulatka pudła z różnościami. Od dawna mamy w domu takie pudło, do którego wrzucamy: kamyki, ścinki materiałów, rolki papieru, kolorowe gazety, gałązki, cekiny, piórka, plastikowe opakowania. To jest specyficzna zabawka kreatywna, która zawsze jest pod ręką. I zachęca do myślenia twórczego.

Dla pięciolatka takie tworzenie od podstaw (tym razem bez instrukcji) jest bardzo rozwijające. Jest pomysł, jest wykonanie, jest często pomoc rodzica. Jednak zupełnie przypadkiem jest to właśnie ćwiczenie motoryki małej, o które od początku do końca chodzi.

Dobrym pomysłem jest zabawa w cotygodniowy projekt, który wspólnie planujecie i przygotowujecie np. podczas długich jesiennych i zimowych wieczorów. Tematyka projektu powinna pozostać w całości po stronie dziecka. Czasem projekt zajmuje więcej niż jeden tydzień. Jedni zdecydują się na miasteczko z pudełek, inni na pokaz mody dla lalek, jeszcze inni na zestaw kartek upominkowych dla rodziny lub zmontowanie robota.

Zestawy kreatywne to bardzo szeroki temat, z którym będziecie mieli do czynienia przez kolejne lata. Na swoje potrzeby podzieliłam je sobie na takie podstawowe kategorie.

Pierwsza to przeplatanki polegające na angażowaniu dziecka w przewlekanie sznurków np. drewniane Hepe Paw, Legler Myszka i Ser, Pilch Zwierzątka i Kucharz lub większe zestawy jak Adamigo Przeplatanki. Większe zestawy proponuje też Alexander – przeplatanki Dla DziewczynekDla Chłopców.

Drugą kategorią są tzw. mozaiki. To drobne elementy do ułożenia w konkretny obrazek. Można to robić według wzoru, ale można też puścić wodze fantazji i układać dowolne kompozycje. Często podobne zabawki są dedykowane dużo młodszym dzieciom niż pięciolatki. Jednak uważam, że dopiero 4-5 latki są w stanie skupić się na tyle, żeby cieszyć się ułożeniem obrazka od początku do końca.

Mamy więc dostępne takie plastikowe zestawy z „pinezkami”, np. Quercetti Motyl. Są też zestawy magnetyczne z drobnymi kostkami do układania, np. Quercetti Tablet Mozaika Dom. Ciekawym pomysłem są też mozaiki z elementami samoprzylepnymi, które dziecko może wielokrotnie odklejać i przyklejać ponownie np. 4M Mozaika dla Chłopców lub prasowanki, które po ułożeniu można zaprasować i tym samym sklepić np. A7 Królik Iron.

Bardzo lubię buszować po sklepach w poszukiwania ciekawostek do zabaw plastycznych. Mam swoje ulubione, którymi dzieci bawią się jako całością lub stanowią one element innych prac plastycznych. Jedną z moich ulubionych propozycji są chrupki Play Mais. Tak, to są ekologiczne „klocki”, które faktycznie można zjeść (choć nie są smaczne i nie do tego stworzone). Do łączenia potrzebna jest tylko odrobina wody. Powstają z nich niesamowite konstrukcje. Mają w swoich propozycjach m.in. oryginalną Mozaikę Zwierzęta Leśne.

Trzecia kategoria zestawów kreatywnych to „zrób to sam”. Obejmuje ona bardzo szeroką gamę produktów – wychodząc od najprostszych pomysłów można po kilku latach dojść do naprawdę wymagających projektów. Dzieci, które nie mają ochoty na zabawy plastyczne, mogą się nimi zainteresować, wiedząc, że zrobią coś użytecznego dla siebie, np. Skarbonkę Astra Piesek, Lusterko dla Księżniczki czy po prostu zabawkę np. Novum Zwierzęta, Matrioszki Toys Egmont, Pacynka Żyrafa Manhattan Toys, Domek dla Lalek Dalprint, Kukiełki Piraci Mudpuppy. 

Tablica

Wiem, że jest duża i trzeba na nią wygospodarować kawałek miejsca. Jednak dla 4-5 latka jest to bardzo istotna pomoc, ważna dla rozwoju motoryki. Bardzo dużo mówimy przygotowaniu dłoni do pisania. Jasne, że to ważne. Te małe elementy plastyczne mają znaczenie. Jednak nie mniejsze, a czasem nawet większe znaczenie mają ćwiczenia tzw. wertykalne. Kiedy dziecko stoi przed pionową powierzchnią i rysuje lub pisze. Wtedy zupełnie inaczej pracują mięśnie rąk, ramion, całe ciało. Inna jest też postawa dziecka (przecież nie siedzi).

Każdy kto miał kiedykolwiek problem z nauką pisania zna zapewne elementy kinezjologii edukacyjnej, która ma za zadanie właśnie usprawnienie ciała pod względem koordynacji ruchów, nacisku dłoni, pracy ramion, całej postawy (łącznie z oddychaniem, bo stojąc oddycha się inaczej niż na siedząco). To bardzo ważne, żeby wykorzystywać elementy kinezjologii zanim dziecko pomyśli o nauce pisania. Pierwszym krokiem są właśnie zabawy przy tablicy – pionowej powierzchni.

Możesz się z maluchem bawić w rysowane kalambury. To zawsze generuje sporo śmiechu i o to chodzi. Możesz się umówić, że dziecko rysuje twój portret. Może kopiować tajne znaki, które mu narysujesz. Świetnie też się bawi w „Ja mówię, ty rysujesz”, kiedy podpowiadasz, a maluch próbuje narysować to, o czym mówisz np. Teraz narysuj na środku tablicy duży kwadrat. W środku, bardziej na górze, dwa małe prostokąty. Nad kwadratem narysuj duży trójkąt itd. Może powstanie wam domek, a może coś innego? Podczas tej zabawy dziecko nie tylko ćwiczy rękę, ale też podążanie za poleceniami, a ty widzisz, czy je rozumie.

Zachęcaj dziecko do częstego ćwiczenia, polegającego na rysowaniu dużych kół na tablicy – raz jedną ręką, raz drugą, a potem obiema naraz. Próby rysowania lustrzanego (czyli dwiema rękami jednocześnie, każda w swoją stronę) są bardzo stymulujące dla mózgu. Możecie też próbować takich rysunków z zamkniętymi oczami. Nie chodzi o to, żeby to były piękne koła. Postaw raczej na regularność tych ćwiczeń. Z kółek, które stworzy dziecko, możecie też każdego dnia wymyślać coraz to nowe obrazki, np. kwiat, słońce, twarz itd.

Wybór tablicy zależy od wielu czynników: od dostępnego miejsca po cenę. Jeśli nie masz gdzie postawić takiej dwustronnej, to chociaż powieś na ścianie. Spory wybór tablic oferuje 3ToysM. Może to być tablica suchościeralna lub kredowa. Jeśli nie chcesz żadnej z nich, to może zainteresuje cię coś w rodzaju flipchartu, czyli tablica/sztaluga z kartkami.

Ciekawie prezentują się tablice dwustronne. Dają też więcej możliwości. Jeśli z jednej strony jest magnes, można tam wieszać prace plastyczne dziecka, ale też bawić się najróżniejszymi zestawami magnesów np. w zabawy matematyczne. Mnie osobiście podobają się tablice: 3w1 Janod, Dwustronna Tablica Woody, Dwustronna Tablica Lelin.

Latawiec

Mając na uwadze potrzebę ruchu, koniecznie na świeżym powietrzu, na pewno uszczęśliwisz pięciolatka, kupując mu latawiec. To zabawka, której używacie przy wyjątkowych okazjach. Dużo w tym wypadku zależy od pogody. W związku z tym możesz zainteresować dziecko najróżniejszymi zjawiskami pogodowymi i nauczyć je obserwować. Chodzi nie tylko o odczytywanie temperatury na termometrze, ale też np. z wybieranie odpowiednich ubrań. Niewątpliwie ma to związek z samodzielnością i zainteresowaniem naturą.

Kiedy pogoda jest odpowiednio wietrzna, zabawa z latawcem na otwartej przestrzeni nie ma sobie równych. Wystarczy kawałek łąki, pola, pustego boiska. Dziecko z radością będzie biegać z głową zadartą w górę. I właściwie nic więcej do szczęścia nie jest potrzebne. Jasne, że trzeba będzie nauczyć się, jak sterować latawcem. Ale to nie jest trudna sztuka dla pięciolatka.

Do pierwszych latawcowych lekcji proponuję naprawdę prosty sprzęt. Chodzi o samo pokazanie dziecku co i jak działa, nauczenie i zachęcenie – np. Tęczowy Latwiec Airow lub Didakites Delta. Kiedy już poćwiczycie na tych prostych, pewnie przyjdzie pora na bardziej rozbudowane, wyglądające tym samy bardziej spektakularnie. Weź pod uwagę, że to jest zabawka, którą można się bawić pod nadzorem dorosłego. Nie ma innej możliwości dla pięciolatka. Z doświadczenia wiem, że to jedna z ulubionych zabawek tatusiów. Nie trzeba długo namawiać ich do wyjścia na dwór, gdy mają do dyspozycji taki sprzęt jak np. HQ Latawiec Butterfly, Dumas Latawiec Fokker Airplane, Brainstorm Latawiec Octopus, Skydog Latawiec Bird.

Zdjęcie: Freeimages.com/John Evans

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This