Wiem, że siedmiolatek jest nadal dzieckiem, ale przechodzi ogromną metamorfozę. W porównaniu do wiecznie gdzieś pędzącego, nieogarniętego jeszcze lekko sześciolatka, siedmiolatek wydaje się być przygaszony. Dziecko nagle zaczyna z wielką chęcią przesiadywać w swoim pokoju.

Lubi być czymś zajęte, ale to powinny być zabawy, które samo sobie wybierze. Nie lubi, kiedy te zabawy się mu przerywa lub kiedy ktoś (pewnie młodsze rodzeństwo) coś mu zabiera, bierze bez pozwolenia. Ma swoje skrytki, swoje sprawy i swoje upodobania.

Przed siedmiolatkiem stoi bardzo wiele nowych wyzwań. Chodzi o naukę pisania i czytania, a także nowe role społeczne. Zaczęła się szkoła, jest nowa klasa, nowe dzieci. Dziecko potrzebuje wiele ciepła i wyrozumiałości, bo często miewa bardzo chmurne, zmienne nastroje. To zupełnie normalne, że twój siedmiolatek bywa smutny, zamyślony i narzeka na wszystko. Taki etap. Minie. Ale twoje wsparcie jest bardzo potrzebne. Choćby tylko przytulenie, zrozumienie, uszanowanie tajemnicy. Dziecko ci powie, czy chce się bawić samo, z tobą czy rówieśnikami.

Okazuj mu dużo ciepła i kiedy tylko możesz, angażuj w rodzinne sprawy, np. wspólnie przygotowujcie listę zakupów, poproś o pomoc przy dekoracji stołu z okazji rodzinnych uroczystości, gotujcie razem.

Taka trochę melancholijna osobowość siedmiolatka wcale nie oznacza, że dziecko nie jest ciekawe świata i nie potrzebuje już tak wiele ruchu. Szkoła zdecydowanie ogranicza czas poświęcony na ruch. Jeśli tylko możesz, proponuj spacery, wyprawy badawcze, odkrywcze, detektywistyczne. To jest coś bardzo potrzebnego dziecku na tym etapie rozwoju.

Szachy

To jest gra, o której sporo napisałam (przeczytaj Czy powinnaś uczyć dziecko przegrywania? Szachy). Do nauki potrzebne są: pewna dojrzałość, umiejętność skupienia i spryt. Siedmiolatek – teoretycznie – wszystkimi tymi zasobami dysponuje. To gra, w której wygrana i przegrana zależą już od dziecka, a nie np. od losu, zdania się na kostkę. Szachy uczą cierpliwości, poszukiwania nietypowych rozwiązań i przewidywania ruchów przeciwnika.

Wydawać by się mogło, że są zbyt trudne dla siedmiolatka. Nic bardziej mylnego. Jeśli przebrniesz z pociechą przez instrukcję i poćwiczycie pierwsze ruchy, to z pewnością da się namówić na partyjkę od czasu do czasu. To bardzo dobry wiek żeby zacząć grę w szachy. One uczą koncentracji, cierpliwości, ale przede wszystkim planowania.

Niby drobiazg, zwykła gra, ale taka umiejętność planowania i przewidywania działań własnych i współgracza bardzo dobrze wpływa na zachowania dziecka w innych sytuacjach. Dokładnie tak samo jak w grze, siedmiolatek zaczyna rozumieć (przewidywać) konsekwencje swoich czynów i słów. Dlatego jestem wielką fanką szachowych potyczek, nawet między najmłodszymi.

Same szachy mogą być zwykłą plastikową grą. Jeśli nie masz pewności, czy dziecku spodoba się ta propozycja, to nie ma sensu inwestować w coś droższego. Choć uwielbiam szachy drewniane, które dają wiele przyjemności już z samego patrzenia na nie. Tak jak przyjemniej pije się kawę z porcelanowej filiżanki niż z plastikowego kubeczka, tak milej gra się drewnianymi szachami niż plastikowymi. Kilka moich typów znasz już pewnie z wspomnianego wcześniej wpisu. Dołączam do nich także drewniane szachy KrólewskieKlasyczne.

Nie mam wątpliwości, że w pokoju kilkulatka szachowe figury mogą się pogubić. Dlatego dobrym pomysłem są szachy magnetyczne Goki (pudełko drewniane z szufladkami na pionki i figury). Magnetyczne szachy w mniejszym wydaniu sprawdzą się w czasie podróży, np. Dromader Szachy Magnetyczne Mini.

Jeśli chcesz ucieszyć siedmiolatka prezentem „dwa w jednym”, to szukaj szachów Lego Piraci. Po ułożeniu zestawu można nim po prostu rozgrywać partie. Warto też pamiętać, że zestawem szachów (także pirackim) można śmiało grać w warcaby. Odwrotnie niestety się nie da.

Puzzle 3D

Chciałabym wrócić do puzzli, które być może zostały już trochę zapomniane przez starsze dziecko. Jest taki moment, kiedy organizuje się urodziny dla kilkulatka i wtedy dziecko najczęściej dostaje puzzle. To jest niedroga zabawka i naprawdę bardzo rozwijająca. Nic dziwnego, że rodzice chętnie kupują ją jako prezent dla innych maluchów. Jednak prawdą jest też, że może nastąpić przesyt. Dziecko może się znudzić kolejnymi puzzlami, zwłaszcza gdy dookoła ma wiele innych, ciekawych zabawek.

Myślę, że siedmiolatek chętnie wróci do takich układanek, ale już na wyższym poziomie. Chodzi o konstrukcje trójwymiarowe – coś więcej niż płaskie obrazki leżące na stole. Puzzle 3D dają możliwość budowania. Przy zamiłowaniu siedmiolatka do tworzenia czegoś własnego i tego, że lubi być czymś zajęty, puzzle mogą zrobić ogromną karierę. Taki come back. Warto o tym pamiętać, bo często po tym chwilowym znudzeniu i przesileniu przestajemy zwracać uwagę na te zabawki. Tymczasem sięgając po puzzle w wieku 7 lat, dziecko przystępuje do zabawy z zupełnie innym zapasem wiedzy i umiejętności. Radzi sobie samodzielnie z rozumieniem instrukcji i myśleniem przestrzennym.

Wybór zestawu puzzli zależy właściwie wyłącznie od upodobań dziecka. Jeśli twój kilkulatek lubi podróże, to pewnie chętnie ułoży np. Wieżę Eiffla Ravensburger lub po prostu cały świat Ravensburger Globus. Cubicfun proponuje natomiast ogromną i pełną detali Katedrę Notre Dame, ale też bardzo oryginalne Domki Świata Japonia (oczywiście są też inne zestawy).

Dla fanów sportu Trefl proponuje modele stadionów, np. FC Barcelona. Taki motyw może być bardzo dobrym argumentem do zachęcenia dziecka, żeby na chwilę usiadło przy układaniu i poćwiczyło koncentrację. Jeśli się spodoba, można z takich puzzli stworzyć niezłą kolekcję (choćby stadionów). A skoro już jestem przy kolekcjach, chłopcom pewnie spodobają się propozycje Eureki, która z kolei ma mnóstwo samochodów do składania.

Jakby tych wszystkich modeli i atrakcji było mało, stworzono także puzzle kryształowe 3D, które prezentują się bardzo pięknie umieszczone jako ozdoba pokoju np. Bard Czaszka, Delfin, Pantofelek czy Crystal Puzzle Piramida.

Łuk

Ktoś mógłby pomyśleć, że to zabawka dla chłopaków. Kupowałam w swoim życiu kilka łuków jako prezenty dla dzieci. Zawsze dla dziewczynek. Łucznictwo to cudowny sport. Wymaga koncentracji, skupienia, uporu – rzadko ktoś ma wrodzony dar. Trzeba sporo ćwiczyć, żeby nauczyć się trafiać do celu. Zwłaszcza kiedy ma się siedem lat i wszystko dookoła trochę rozprasza.

Łuki kojarzą się z zabawą w Indian. Wydają się być niebezpieczne. I to prawda, że nie jest to zabawka, z którą zostawiam dziecko samo. A już na pewno nie da się zostawić samej gromadki dzieci. Jeśli jednak macie kawałek pleneru, gdzie można postrzelać, to koniecznie kupcie łuk. Nie żeby uprawiać sport wyczynowy, ale dla poćwiczenia precyzji. Dla zmagania się dziecka z samym sobą.

Jakoś tak właśnie podczas ćwiczeń z łukiem widać zazwyczaj ogromne postępy. Z każdym strzałem dziecko uczy się nowych rzeczy: jak reagować na wiatr, jak trzymać dłonie, jak mają pracować mięśnie. Ucząc się strzelać, uczy się słuchać swojego ciała i współpracować z naturą. Pewnie dlatego Indianie tak sobie upodobali ten rodzaj broni.

W każdym razie, jeśli już będziecie mieli łuk, to tak naprawdę od ciebie zależy, jak często będziecie po niego sięgać. Jeśli dziecko wie, że samo nie może się nim bawić, tobie po prostu musi się chcieć. Bo kupować łuk tylko po to, by dwa razy użyć, a potem wciąż powtarzać, że Dzisiaj nie, następnym razem, raczej nie ma sensu. Dziecku będzie przykro, że ma zabawkę, którą tak naprawdę nie bardzo ma kiedy się bawić.

Na początek treningów pewnie wystarczy łuk plastikowy Mega Creative. Jednak jak zawsze zachęcam do zabawki drewnianej. Zwłaszcza tego rodzaju. To jak z instrumentami – inaczej gra się na drewnianym, a inaczej na plastikowym. Tak samo inaczej strzela się z drewnianego łuku, np. takiego z Centrum Łuczniczego.

Tipi/Namiot

Siedmiolatek musi mieć swoje miejsce na świecie. I to takie, gdzie nikt nie będzie mu przeszkadzał lub dokuczał. Często dzieci dzielące pokój z rodzeństwem bardzo narzekają na brak prywatności. Choć może jeszcze nie potrafią tego konkretnie nazwać. Idealnym pomysłem na prezent dla siedmiolatka jest miejsce, w którym będzie się mógł zaszyć i w spokoju pobawić.

Namiot wydaje się być najprostszym rozwiązaniem. Jeśli nie macie za dużo miejsca, wybierz model składany. Wtedy dziecko będzie się mogło do niego chować, kiedy poczuje taką potrzebę. O ile jest taka możliwość, pozwól dziecku przenocować w tym namiocie. Nawet jeśli to miałoby być w drugim pokoju. Nie chodzi o odległość, ale o samo przeżycie.

Ładnie wykonane namioty w kształcie domków to np. Haba Namiot Domek, Doris Domek Zamek czy Dajar Namiot Księżniczki. Ale są też „oferty mieszkaniowe” dla piratów, np. Haba Namiot Piracki Skarb.

Tipi to propozycja dla tych, którzy mogą sobie pozwolić na postawienie zabawki na stałe, bo ciągłe składanie i rozkładanie tej konstrukcji może być uciążliwe. Nawet jeśli dziecko ma do dyspozycji własny pokój, to tipi jest taką skrytką, z której na pewno będzie często korzystać.

Tipi najczęściej jest droższe od zwykłego składanego namiotu. Jest jednak też wykonane z oddychającego materiału i po prostu wygląda ładniej. Mnie najbardziej podobają się propozycje NununuHape.

Skakanka

Jeśli jeszcze nie macie, to już najwyższy czas. To jest genialna zabawka. Przede wszystkim pomaga spalić energię. Pokazuje też szybko widoczne efekty ćwiczeń. Jeśli dziecko nie potrafiło wykonać na początku kilku skoków z rzędu, to już po kilku dniach trenowania zapewne uda się to zrobić. Skakanie na skakance kształtuje prawidłową postawę – sylwetkę. Powinno się skakać z wyprostowanymi plecami i wciągniętym brzuchem. Jeśli twój siedmiolatek ma trochę nadwagi, to jak najbardziej zachęcaj do sięgania po skakankę. Możecie przecież skakać razem albo na zmianę.

Często używam skakanki do ćwiczeń matematycznych. Zwłaszcza liczenia np. co dwa, co pięć, co trzy. Chodzi o to, żeby wprawić dziecko w tego rodzaju liczenie przy skakaniu. Na głos odlicza co drugi lub co trzeci skok, a resztę wypowiada po cichu lub wcale. Dzięki temu szybko nauczysz je odliczać piątkami, dziesiątkami itd. To bardzo przydatne przy późniejszych działaniach matematycznych, które trzeba odrabiać w zeszycie. Skakać można w milczeniu, ale można też recytować wiersze, powtarzać angielskie słówka, odmierzać sekundy, liczyć do tyłu…

Pamiętaj jednak o ważnej zasadzie: zawsze zrób rozgrzewkę nadgarstków i dłoni przed skakaniem. I pilnuj żeby dziecko nie skakało na zbyt twardej powierzchni, bo to nie jest zdrowe dla stawów. Trzeba też oczywiście dobrać długość skakanki do wzrostu dziecka. Siedmiolatkowi z pewnością nie będzie wygodnie skakać na twojej skakance.

Dłuższą wersję też warto mieć w domu. Przecież to nie jest zabawka wyłącznie dla samotników. Jest mnóstwo zabaw grupowych z jej wykorzystaniem, np. jedna osoba kręci skakanką, trzymając za jeden koniec, a grupa dzieci przeskakuje przez koło. Każdy chyba pamięta tę zabawę z dzieciństwa.

Podobają mi się wesołe rączki w skakankach Artyk, nasycone kolory Playme oraz zwierzątka Goki. Ci ostatni nie zapomnieli o upodobaniach chłopców i mają też skakankę piracką.

Walkie talkie

Kiedyś wystarczyły dwa kubeczki i długi sznurek. Tak się robiło prosty telefon. Czasy jednak się zmieniają i teraz można dzieciom kupić walkie talkie. Sprzęt do komunikowania się. Takie zabawki pozwala wcielać się w najróżniejsze role podczas zabaw – w policjantów, kosmonautów, detektywów, strażaków. Uwielbiają je dziewczynki i chłopcy.

Jeśli twoja pociecha ma najbliższego przyjaciela, z którym mogłaby się w ten sposób porozumiewać, to zachęcam do kupienia zabawki. Oczywiście trzeba to też wcześniej uzgodnić z rodzicami tego przyjaciela, bo jak dzieciaki się wciągną, to nie mogą przestać rozmawiać.

Jeśli ty miałabyś się ochotę pobawić z dzieckiem takim urządzeniem, to możecie sobie nawzajem zadawać zagadki opisowe np. Znajduje się to w kuchni, jest zielone, wysokie na 40 cm i można do tego nalać wody. Taka zabawa to nic innego jak skojarzenia, ale też spostrzegawczość i umiejętność słuchania. Dziecko będzie musiało sobie przypomnieć lub po prostu odgadnąć, co to za przedmiot.

Możecie się też bawić w „ciepło-zimno”. Jedna osoba opisuje gdzie się znajduje i co widzi, a druga osoba (która wcześniej schowała skarb) naprowadza słowami: Ciepło, cieplej. Zimo, zimniej. W tej zabawie operujesz kierunkami i uczysz się topografii (domu, ogrodu, zależy gdzie się bawicie).

Ważne też, żeby porozmawiać z dziećmi o dbaniu o zabawki i sprzęt, którym dysponują. Wiadomo, że jest to delikatna rzecz. Nie ma mowy o rzucaniu, deptaniu, samodzielnym rozkręcaniu czy zanurzaniu w wodzie. Trzeba zachować podstawowe zabawy bezpieczeństwa. Jasne, dotyczy to każdej zabawki. Ale ta z jakiegoś powodu wydaje się być… bardziej „dorosła” niż inne. Pogadanka o odpowiedzialności będzie tu zupełnie na miejscu.

W przypadku walkie talkie jakość ma znaczenie. Jeśli się kupi najtańszą, to raczej długo nie wytrzyma. Z kolei bardzo drogi sprzęt nie jest potrzebny siedmiolatkowi do zabawy. Trzeba celować gdzieś w środek, np. Sakar Walkie Talkie dla dzieci, Dickie Walkie Talkie zmieniające głos.

Detektyw

W tym wieku zestaw małego detektywa jest bardzo trafionym pomysłem. Siedmiolatek potrafi kojarzyć fakty, ma rozwinięte poczucie humoru, lubi wcielać się w role i obserwować świat. Lubi też „mieć coś do przemyślenia”, bo zwyczajnie nie lubi bezczynności. Najczęściej też dzieci w tym wieku z wielkim upodobaniem czytają książki o detektywach i tajemniczych zagadkach.

Warto iść za tą pasją i zachęcić dziecko do zabawy w detektywa. Zawsze znajdzie się jakaś sprawa do rozwiązania. A jeszcze ciekawiej może być, kiedy trochę pomożesz takiej sprawie się zagmatwać i np. poprosisz dziecko o pomoc w odnalezieniu zagubionych korali, pieniędzy itd. Potrzebne będą poszlaki, które doprowadzą do rozwiązania zagadki i tajemnicze miejsce, gdzie jakimś dziwnym trafem leżeć sobie będzie zguba.

Dzieci mają wiele frajdy z szukania, ale też wiele satysfakcji, kiedy samodzielnie uda im się wydedukować rozwiązanie. Do takiego rozwiązania nie dochodzi się przypadkiem (przynajmniej nie zawsze). Czasem trzeba coś przeczytać, innym razem policzyć, porównać, odmierzyć, dostrzec, skojarzyć, wyśledzić, dopytać sąsiadkę czy panią w sklepie. Nad rozwiązaniem sprawy najczęściej trzeba się natrudzić. A ileż umiejętności się przy tym przećwiczy!

Każda taka sprawa może być ciekawą lekcją np. przyrody, matematyki, geografii czy gotowania. Detektyw musi mieć narzędzia do pracy, śledzenia, zbierania odcisków. Musi mieć po prostu warsztat np. Clementoni Zostań Prawdziwym Detektywem czy The Purple Cow Zestaw do Robienia Eksperymentów Młody Detektyw. Detektyw policyjny musi mieć notes i odznakę, dlatego jeśli masz z takim do czynienia, to proponuję Johntoy Boys Zestaw Detektywa.

Detektywem można też być w trochę inny sposób. Siedmiolatkowi spodobają się gry detektywistyczne, gdzie najczęściej jest jakaś zagadka do rozwiązania. Przyroda Wokół Nas to gra nawiązująca do książek Zielonej Sowy o przygodach Detektywa Łodygi. Są też ciekawe puzzle z dołączoną lupą Liscianigiochi Ludattica Mały Detektyw Mój Dom. Jest też gra, w której trzeba dorwać złodziejaszka grasującego po mieście: Haba Mały Detektyw.

Gry

Gry, na których zakończyłam opis poprzedniej zabawki, to duża część życia siedmiolatka. Przynajmniej tak powinno być. Wiem, że gracie pewnie od dawna, przecież są też gry dla najmłodszych. Niektóre uczą współpracy, inne pobudzają do wymyślania ciągów logicznych, historii, pobudzają też fantazję. Jeszcze inne wymagają skupienia, czujności lub refleksu.

Lista gier może być naprawdę długa. Może (i powinna) powiększać się z roku na rok. Podam tu moją ulubioną piątkę dla siedmiolatka. Co ważne, większość tych gier ma swoje odpowiedniki dla dorosłych. To znaczy, że są one ponadczasowe. W zależności od wieku, upodobań oraz zmieniającego się grona znajomych, możecie się nimi cieszyć wciąż od nowa. I odkrywać na nowo.

Story Cubes – to zestaw kostek, na których narysowane są proste symbole. Jest wiele zestawów tematycznych np. Story Cubes Baśnie, które przypadną do gustu kilkulatkowi. Zabawa polega na tym, że trzeba opowiedzieć historię (bardziej lub mniej rozbudowaną), używając symboli, które wypadły na kostkach.

Takie opowieści mogą być poważne, mroczne, śmieszne, dziwne. Wszystko zależy od humoru uczestników i wyobraźni dziecka. Oprócz rozwijania mowy, budowania ciągów zdarzeń i skojarzeń, dziecko przy okazji uczy się, że jeden symbol może wygenerować dziesiątki najróżniejszych opowieści. A jego skojarzenia wcale nie muszą się pokrywać ze skojarzeniami rówieśników

Twister – gra ruchowa, a może bardziej pasuje słowo: sprawnościowa. Przypadek sprawia, że twoje nogi i ręce muszą dotkać odpowiednich kolorów. Kłopot w tym, że cała reszta uczestników też musi dotykać tych kolorów. I nie możecie tego robić jednocześnie. To gra dla dzieci, które lubią się gimnastykować i wygłupiać. Ćwiczy koordynację ciała, panowanie nad mięśniami. Tylko tyle i aż tyle. Jasne, potrzebny jest też refleks i spora dawka poczucia humoru.

Dixit – to z kolei gra skojarzeń. Mamy w niej tylko cudownie ilustrowane karty i opowieść drugiego człowieka (czasem jedno słowo, zdanie, piosenkę, wiersz, przysłowie). Jeden z graczy opisuje historię, którą widzi na wybranej przez siebie karcie. Reszta powinna dopasować karty ze swojej puli do jego historii. Wszystko w tajemnicy. Potem wszyscy próbują odgadnąć w tajnym głosowaniu, którą z kart opisywał gracz opowiadający historię.

Wydaje się łatwe? Jest bardzo trudne. Trzeba mieć nie tylko wyobraźnię, ale też choć odrobinę umieć wczuć się w myśli i emocje drugiego człowieka. Jest to jedna z moich ulubionych gier. Doczekał się już kilku wersji tworzonych przez różnych grafików. Samo oglądanie kart jest wspaniałą przygodą.

Monopoly Junior – kultowa już gra, w której trzeba rozsądnie i sprytnie dysponować pieniędzmi. Kupować opłacalne rzeczy, inwestować, liczyć i handlować. Cześciowo zdani na los (kostka), ale w dużej mierze na swój sposób zarządzania zasobami, mamy mnóstwo frajdy przy budowaniu hoteli, stawianiu domów, zbieraniu podatków. Z jednej strony zabawa, ale z drugiej najzwyklejsza w świcie lekcja rachunków i ekonomii. Z użyciem falsyfikatów, ale i tak jest radocha kiedy ma się pełen portfel pieniędzy.

Kapsle – można taką grę kupić, ale można też przygotować samodzielnie, wykorzystując zwykłe kapsle z butelek. Znana od pokoleń gra, polegająca na przebyciu trasy, gdzie kapsle porusza się pstrykając z odpowiednią siłą i pod odpowiednim kątem. Tor można ją narysować patykiem na piasku albo kredą na asfalcie. Im cześciej zmienia się trasy, tym ciekawiej. Trzeba szukać kawałka miejsca, gdzie będzie można zbudować dłuższą drogę, porobić zakręty i oczywiście nikomu przy tym nie przeszkadzać.

Zaczyna się wyścig, w którym zwycięża ta osoba, której uda się dotrzeć do mety nie wypadając z trasy, przy najmniejszej liczbie pstryknięć. Nigdy się nie nudzi. To gra angażująca do rywalizacji. Wiele też zależy od precyzji ruchów, doświadczenia i zwinności. Czasem trzeba zaryzykować i pstryknąć bardzo daleko. Innym razem – zwolnić, żeby nie wypaść z trasy na ostrym zakręcie. Są emocje!

Zegarek

To już ten moment, kiedy dziecko może się nauczyć odczytywać godzinę na zegarku. To wielki krok dla postrzegania świata przez kilkulatka. Kiedyś nie potrafił określić godziny, choć oczywiście wiedział zapewne, ile w godzinie mieści się minut. Teraz już będzie potrafił policzyć godziny w ciągu doby. A co ważniejsze, nauczy się je odpowiednio planować.

Odczytywanie godziny jest dla dziecka wielkim powodem do dumy. Czasem uczenie się tego odczytywania może sprawiać problemy. Ale im częściej z dzieckiem o tym rozmawiasz, tym łatwiej będzie mu wszystko ogarnąć. Dobrym pomysłem na sam początek jest zakup do pokoju pociechy zegarka edukacyjnego. Takiego, gdzie dokładnie opisane są godziny i minuty. Gdzie nie ma zbyt wielu ozdób na tarczy. Jeśli będzie ich za wiele, to rozproszą dziecko. Świetnie wykonany zegarek edukacyjny proponuje Janod.  

Oprócz tego na ścianie, warto też dać do ręki dziecku zegar edukacyjny do zabawy. Taki, którym będziecie mogli dowolnie manipulować i z którego maluch z łatwością odczyta konkretny czas: Ile minut zostało do pełnej godziny? Ile minut minęło? itd. Ucząc dziecko operowania zegarkiem, nie zadawaj w kółko jednego pytania: Która godzina? Wyjaśnij też, że można ją odczytywać na różne sposoby np. 8:40 lub Za dwadzieścia dziewiąta. Bardzo ciekawe drewniane zegary to m.in Pilch Zegar do Nauki Kleks, Goki Zegar do Nauki Czasu oraz Goula Drewniany Zegar.

Jednak zegary to przecież nie wszystko. Kiedy dziecko już mniej więcej zrozumie, na czym polega odczytywanie godzin, warto zaprosić do je zagrania w najróżniejsze gry/układanki pomagające zrozumieć upływ czasu, kolejne pory dnia i godziny, w których najczęściej wykonujemy określone czynności np. Trefl Zegar, Poznaj Czas i Zegar Noris Spiele, Small Foot Design Mały Odkrywca Zegar.

Kiedy już odkryjecie czas na nowo, możecie bawić się w gry na czas, w których dziecko po prostu ściga się z sekundnikiem przy wykonywaniu jakiejś czynności, np. ubieraniu, sprzątaniu pokoju, zawiązaniu buta. Kiedy już maluch wkręci się w odmierzanie czasu, to naprawę bardzo chętnie i skrupulatnie policzy wszystko. Dosłownie wszystko. Możesz też przy okazji pokazać zegary bez wskazówek: Small Foot Design Zegar Piaskowy, Legler Zegarek Słoneczny, Tickit Klepsydra, Zegar Wodny.

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This