Trudno mówić o konkretnych zabawkach przy niemowlaku, dla którego najważniejsza jest mama, a zaraz potem jedzenie i spanie. Kiedy ma się podstawowe funkcje życiowe do ogarnięcia, to nie w głowie zabawa. Paradoksalnie, właśnie wtedy dziecko często jest zasypywane zabawkami i gadżetami od znajomych i rodziny. Nie wszystko się przyda. Często część trzeba schować „na potem” lub „na nigdy”. Żeby nie trafić prezentem jak kulą w płot, wystarczy zastanowić się, co dzieje się z dzieckiem w pierwszym roku życia. Jakie są kluczowe momenty rozwoju i na podstawie tych informacji dobierać zabawki na pierwszych 12 miesięcy.

Oczywiście o rozwoju dziecka w pierwszym roku życia można napisać całą książkę. Na nasze potrzeby jednak powiem tylko o tzw. kamieniach milowych, czyli najważniejszych zdarzeniach. Potem powiem jak według – tego klucza – dobrać zabawki na pierwszych 12 miesięcy:

  1. Unoszenie głowy w leżeniu na brzuchu.
  2. Skoordynowane obroty z pleców na brzuch i z brzucha na plecy (nieco później).
  3. Siadanie.
  4. Chodzenie.
Karuzela nad głową

Zanim zainstalujesz karuzelę, sprawdzi się zwykły balonik napełniony helem. Tak po prostu. To nawet nie jest zabawka, a jednak może się przydać. Noworodek – kiedy nie je i nie śpi – leży sobie spokojnie obserwując to, co może. A może niewiele, przecież jeszcze nawet nie obraca się na boki. Leży na plecach i spogląda do góry. Ile można oglądać lampę na suficie?

Na pewno ucieszy się na widok kolorowego balonika. Zapomnij o ciepłych beżach i szarościach, bo taki malec nie widzi ich wyraźnie. Dobrze za to zauważa mocniejsze kolory. Balonik napełniony helem będzie się lekko przesuwał, co jest znakomitym ćwiczeniem dla oczu dziecka. Malec uczy się wodzić wzrokiem za przedmiotem. I takie ćwiczenie na tę chwilę w zupełności wystarczy.

Podobnie zadziała karuzela np. Fisher Price Przyjaciele z Lasu lub Kolekcja Piraci Canpol, bo mają kontrastowe, intensywne kolory. Oczywiście nie centralnie tuż nad głową, jednak w zasięgu wzroku malucha. Większość karuzelek ma dodatkowo zainstalowany mechanizm z pozytywką. W pierwszym miesiącu można jednak spokojnie z tego zrezygnować. Dziecko znajdujące się w nowym miejscu i całkowicie nowej przestrzeni, na razie potrzebuje spokoju i wyciszenia. Najlepszą melodią jest bicie twojego serca.

Dobrze wybrać taką karuzelę, na której maskotki są zróżnicowane. Kiedy przestaniesz jej używać, po prostu staną się zabawkami dla dziecka. Jeśli chcesz żeby stały się nimi szybciej, to wybierz karuzelę z plastikowymi ozdobami np. Canpol Krówki i Hipopotamy lub Zwierzątka z Ogonkami. Jasne jest, że dziecko zacznie sobie te zabawki pakować do buzi, kiedy tylko nauczy się to robić. Mniej higieniczne wydają się być pluszaki, które będą musiały poczekać na swoją kolej.

Karuzela jest zabawką na pierwsze miesiące, bo dziecko oprócz wodzenia wzrokiem, może wreszcie posłuchać melodyjki. Potem zaczyna machać rękami, próbując złapać zabawki. Machać bez sensu, a machać żeby złapać, to dwie różne sprawy. Jest motywacja. Oczywiście bezpiecznie zainstalowana karuzela „nie pozwoli”, żeby dziecko dosięgnęło zabawek na sznurkach. Mogłoby przecież zaplątać rączkę i zrobić sobie krzywdę.

Grzechotka

Każdy niemowlak dostaje przynajmniej jedną. Ale zazwyczaj na jednej się nie kończy. To najczęściej nie jest bardzo droga zabawka. Większość gości witających nowego członka rodziny, zazwyczaj pojawia się w progu właśnie z grzechotką. Ona zresztą najbardziej kojarzy nam się z niemowlakami. I dobrze. Przyda się każda. Grzechotki mają to do siebie, że lubią się gubić.

Grzechotka przyda się nawet kiedy dziecko jeszcze nie potrafi samodzielnie po nią sięgnąć. Możesz przecież włożyć mu do rączki taką lekką grzechotkę. Dziecko zaciśnie na niej palce. To świetne ćwiczenie, bobas uczy się chwytać przedmioty. Gdy zacznie ruszać zabawką, odkryje, że potrafi to robić – kolejna lekcja. Może się zdarzyć, że pacnie sobie taką grzechotką w głowę, w buzię. Przecież jego ruchy nie są jeszcze skoordynowane, a ruszanie rękami jest dość przypadkowe.

Do pierwszych prób sprawdzą się jednoelementowe grzechotki, czyli z pewnością nie pęk kółek czy kluczy. I miękkie, pluszowe, te z karuzeli, ale tylko w momencie, kiedy dziecko jeszcze nie umie włożyć sobie ich do buzi. Potem te miękkie znowu czekają na swoją kolej. Ciekawym rozwiązaniem są małe zabawne zwierzaki na rączkę Canpol, które możesz przymocować dziecku do nadgarstka lub lekki Wesoły Flaming Tomy Lamaze. Ta druga zabawka posłuży długi czas, nie tylko jako grzechotka, ale też maskotka do zabawy.

Im starsze dziecko, tym ciekawsze grzechotki i piszczki można mu zaproponować. Mogą się składać z większej ilości małych elementów. Jednak warto też brać pod uwagę, że coraz częściej te elementy będa wędrowały do buzi. Postaw na grzechotki stymulujące nie tylko słuch, ale też ładnie wykonane (wzrok) z najróżniejszych materiałów (dotyk), które jednak da się szybko wyczyścić, wyprać i nie zepsują się po chwili użytkowania. Dla mnie do czołówki należą m.in. Sassy Blask i Ruch, Tiny Love Smarts Króliczek Trio oraz Playgro Aktywne Kule Grzechotka.

Gryzak

Często jest połączony z grzechotką. To zabawka zaprojektowana do gryzienia (jak sama nazwa wskazuje). To znaczy, że musi być megabezpieczna. Mam na myśli sposób wykonania i materiały, z jakich została zrobiona. Ona właściwie nie ma (a przynajmniej nie tylko) stymulować wzroku, ani słuchu, ma przynosić ulgę dziecku, któremu dokuczają wyrzynające się zęby. To jest jest główne zadanie. Ale nie jedyne.

Mamy całą masę najróżniejszych gryzaków. Od tych właśnie z grzechotkami, po takie które trzyma się w lodówce i podaje lekko schłodzlone, żeby przyniosły ulgę obolałym dziąsłom. Z gryzakami to jest prawdziwa loteria. Nigdy nie wiadomo, jaki maluchowi najbardziej przypasuje. A jak już się zdarzy ten ulubiony, to wszystkie inne w zasadzie idą w kąt. Kupowanie idealnego gryzaka odbywa się więc zazwyczaj metodą prób i błędów. Jednak wciąż jest to także zabawka. Warto zwrócić uwagę na jej funkcję, ale też wygląd.

Osobiście polecam piszczek i gryzak w jednym – Żyrafę Sophie. Pamiętam, jak moja córka gryzła ją namiętnie przez wiele miesięcy. I bardzo jej się podobało to delikatne piszczenie. Dużo dobrego słyszałam także o tym kosmicznie wyglądającym gryzaku Tommee Tippee. Nieco podobny patent zastosował Dr Brown. Jak już jestem przy „niezabawkowych” gryzakach, to warto zerknąć jeszcze na gryzak elastyczny Babyono, wyglądający jak przydepnięty smoczek. Jest też okrągły silikonowy gryzak Lifefactory i cała seria wodnych gryzaków, w których przoduje Canpol.

Jeśli jednak chcesz żeby gryzak wyglądał jak zabawka, to sprawdź Osiołka Playgro. Jest jednocześnie grzechotką, ale ma też metki. Niektóre dzieci namiętnie miętolą w ustach metki. Jeśli taka jest wola bobasa – proszę bardzo. Chyba, że woli odrobinę bardziej stonowany Hipopotam Gryzak Lamaze. Nie byłabym jednak sobą (czyli pedagogiem) gdybym nie poleciła gryzaków literek Sassy. Na pewno przetrwają okres „gryzakowania” i potem przydadzą się do wielu zabaw z nieco starszym dzieckiem.

Mata edukacyjna

To już jest poważna decyzja, bo i nieco większy wydatek niż np. grzechotka. Mata edukacyjna – jeśli dziecko ją polubi, a nie zawsze tak jest – stanie się na jakiś czas centrum aktywności dla malucha. Na jakiś czas, bo tylko do momentu kiedy dziecko zacznie raczkować, po prostu się przemieszczać. Wtedy jego jedynym celem będzie zwianie z maty. I to oczywiście też jest edukacja.

Zanim jednak zwieje, to faktycznie może to być miejsce, w którym będzie się czuło dobrze, bo będzie zaciekawione. Coś się dzieje. Maluch przewracający się na boki i podnoszący już głowę przy leżeniu na brzuchu może mieć naprawdę sporo zabawy na macie. Chodzi o to, żeby z każdej strony – boki, góra, dół – dziecko znalazło coś innego i ciekawego. Żeby miało motywację do przeturlania się z pleców na bok i sięgnięcia jak najdalej po upragniony cel. To wszystko bardzo ważne ćwiczenia fizyczne, ale też budujące w dziecku poczucie, że własnym, zaplanowanym działaniem może osiągnąć co zamierzyło. Dociera do świadomości dziecka, że jeśli wykona jakąś akcję, uda mu się zdobyć „nagrodę” w postaci zabawki, grzechotki, pluszaka.

Mata musi być przemyślanym zakupem nie tylko ze względu na cenę. Zajmuje sporo miejca. Jeśli nie masz za wiele przestrzeni, to codzienne składanie i rozkładanie maty może być uciążliwe. Może ci się wydawać, że da się ją zrolować jak dywan i po sprawie. Jednak przecież większość mat edukacyjnych ma też pałąki z zabawkami, maskotkami, grzechotkami itp. To wszystko zajmuje miejsce i wymaga odrobiny wysiłku.

Wiem z doświadczenia, że decydując się na matę, warto mieć warunki do trzymania jej po prostu rozłożonej. Dziecko będzie z niej wtedy częściej korzystać. A jeśli musisz codziennie składać, to wybieraj taką bez pałąków np. Tiny Love Mata do Raczkowania lub Skip Hop Mata Mega Alfabet. Ta ostatnia przyda ci się później do uczenia pociechy liter. Nie pozbywaj się jej.

Wybór maty zależy najczęściej od gustu i upodobań rodziców. Dziecko nie jest jeszcze na tyle świadome żeby o tym decydować, czy choćby współdecydować. Czasem matę dobiera się do ogólnego wystroju wnętrza np. pokój urządzony w stylu safari uzupełni Arti Mata Edukacyjna Tropical lub Canpol Mata Edukacyjna Dżungla. Na matach edukacyjnych sporo jest też motywów morskich np. Fisher Price Nurkowanie w Oceanie lub Kinderkraft Ocean. Najwięcej jednak jest pięknie wykonanych mat z motywem zwierząt.

W zasadzie każda mata ma swoje plusy i minusy. Dla mnie najważniejsze (oprócz bezpieczeństwa) jest łatwe składanie i rozkładanie oraz estetyka obrazków i zabawek. Kiedy dziecko zaczyna siadać, pałąki zainstalowane na górze przestają być potrzebne. Można od nich odczepić zabawki i stworzyć z maty kolorowy kącik dla dziecka. Powinna się też dać łatwo czyścić, bez problemu prać w pralce. Niektóre maty mają zainstalowane elementy muzyczne, których oczywiście wyprać się nie da, za to są kolejną atrakcją dla dziecka podczas zabawy np. PWToys Mata Edukacyjna Zwierzęta + Muzyka lub Fisher Price Mata Edukacyjna Pianinko.

Osobiście podobają mi się maty, które posłużą dłuższy czas. Kiedy pociecha podrośnie i zauważysz, że uwielbia bawić się w chowanego, buduje sobie małe kryjówki, możesz wyciągnać matę z pałąkami, nakryć ją prześcieradłem i tyci namiot gotowy. Zwłaszcza, jeśli mata jest zabudowana także po bokach. Dzieci uwielbiają takie legowiska, skrytki i bazy, gdzie dorośli nie mają wstępu. Zabudowane po bokach maty to np. Humbi Wesoły Cyrk Kojec, Babyono Mata Rozkładana albo Ludi Plac Zabaw Mata Edukacyjna.

Wiem, że kiedy mata wychodzi z użycia, najczęściej trafia do kolejnego dziecka. Jeśli jednak nie chcesz się z nią rozstawać, a pociecha zdecydowanie już z niej wyrosła, możesz dać macie „drugie życie” i zrobić z niej… książeczkę. Do tego nadają się najlepiej te zaprojektowane w geometryczne wzory. Taką książką maluch może się bawić jeszcze bardzo długi czas. Maty, z których z łatwością da się wyciąć obrazki to np. Yookidoo Mata Discovery lub Canpol Mata Niedźwiadek.

Interaktywne „coś”

Kiedy dziecko już bez problemu siedzi, chce poznawać świat z tej perspektywy. A daje ona zupełnie nowe możliwości, bo przecież ręce są wolne i nie trzeba ich unosić nad twarzą, jak to było w pozycji leżącej. Ręce są też o wiele bardziej sprawne. Potrafią dokładnie badać przedmioty, podawać, wyciągać. Oczywiście nie ma jeszcze mowy o wielkiej precyzji, ale jest podstawa do manipulowania zabawkami w zupełnie inny sposób niż dotychczas. Dziecko odkrywa, że ręce, tak jak i reszta ciała, słuchają poleceń kierowanych z mózgu.

Z jednej strony te ręce pchają wszystko do buzi, ale z drugiej odkrywają, że można różne rzeczy rzucać, podnosić, przekładać, naciskać. Im starsze dziecko, tym więcej manipulowania. Potem przychodzi czas raczkowania, czyli odkrycie, że nogi i pupa też słuchają. To pozwala przemieścić całe ciało. To dopiero wyzwanie.

Na tym etapie – od siedzenia do raczkowania – warto pokazać dziecku jedną lub dwie zabawki muzyczne, tzw. interaktywne. Czyli takie, które po naciśnięciu wydają dźwięki. Czasem to jeden dźwięk, czasem melodia, czasem słowo, czasem piosenka. A czasem wszystko w jednym i jeszcze w dodatku zabawka się rusza.

Maluchy bardzo lubią takie niespodzianki i niejeden rodzic wie, że jak dziecko upodoba sobie jakąś interaktywną zabawkę, to po jakimś czasie marzy się tylko o wyciągnięciu z niej baterii. Bardzo dobrze sprawdzają się miękkie zwierzaki, którym da się nacisnąć łapki, nos czy ogon. Uczą cyferek, literek itd. Czasem po polsku, często po angielsku. Warto zainwestować w jedną taką zabawkę. Potem może służyć jako maskotka do innych zabaw. Możesz też wykorzystać ją do nauczenia dziecka części ciała.

Szukając takiej zabawki, zwróć uwagę, żeby nie była zbyt głośna, bo nadmierny hałas grozi uszkodzeniem słuchu dziecka. Każda zabawka dla niemowlaków powinna spełniać określone normy, ale lepiej zawsze sprawdzić. Ciekawym pomysłem może być Małpka Fisher Price lub Śpiewający Miś Vtech.

Osobnym wyzwaniem dla tego przedziału wiekowego są mniej lub bardziej interaktywne piłki. Piłka toczy się, wyskakuje z rąk, można za nia raczkować, tuptać, można ją turlać. Jest inna niż znane dotąd zabawki. Nie ma rąk, głowy, ogona, w odróżnieniu od większości zwierzaków. Trochę żyje swoim własnym życiem. Jedną z najprostszych do utrzymania w małych dłoniach, będzie piłka gumowa Oball, która ma otwory ułatwiające jej chwytanie.

Ciekawa – z punktu widzenia malucha – może się okazać piłka świecąca B Kids. Bardzo podoba się też odkrywcza piłka Bambam, bo oprócz wszystkich „turlających” możliwości, da się ją rozłożyć na części, które kryją w sobie niespodzianki dla malucha. I to takie, które da się jeszcze później wykorzystać do nauki (np. liczydło). Do zdecydowanie edukacyjnych zaliczyłabym też miękką mówiącą piłkę K’s Kids.

Ostatnia pozycja na tej liście to Alex Wielka Piłka Zwierzątka. Piłka po naciśnięciu ucha zwierzaka wydaje dźwięki. Dla mnie to zabawka wielofunkcyjna – jest dodatkowo maskotką, przytulanką i narzędziem do uczenia o kolorach, częściach twarzy i zwierzętach.

Trzecim działem z zabawkami interaktywnymi, który interesuje wiele dzieci, jest półka z zabawkami jeżdżącymi, poruszającymi się. Pamiętam moje dziecko raczkujące stale za interaktywnym pieskiem Tiny Love. To był nasz hit, używany każdego dnia przez pół roku! Oczywiście takich zabawek jest więcej. Ich główną zaletą jest to, że uciekają. Tym samym zaciekawiają i zachęcają do pogoni, co oznacza motywację do ruchu, raczkowania, łapania. Podobnie działa na zmysły pociechy Tygrysek Radosne Raczkowanie Fisher Price lub nieco mniej krzykliwy, za to słodki jeżdżący pies Chicco.

Kostki sensoryczne

To tak naprawdę zabawka, którą czasem producenci nazywają „klockami”. Nie zgadzam się, bo nie do końca ma ona związek ze świadomym budowaniem. Zachęcająca natomiast dziecko do poznawania świata przez wzrok, dotyk, słuch, czasem i smak (zresztą maluchy smakują niemal każdą zabawkę). W kostkach sensorycznych chodzi głównie o to żeby maluch manipulował, kojarzył, poznawał nowe dźwięki, słowa i obrazy.

Jasne, że czasem uda się ułożyć jedną kostkę na drugiej, ale nazywanie tego klockami jest wciąż trochę na wyrost. Niemniej jednak jestem wielką fanką tego rodzaju zabawek, bo coraz częściej spotykam ciekawe rozwiązania. W dodatku takie, które przydadzą się w przyszłości. To, że te sensoryczne kostki po jakimś czasie się znudzą, jest jasne. Wszystko w końcu nudzi się maluchowi. Ale właśnie dlatego warto je zachować na później.

Mniej więcej co pół roku możesz odkrywać tę zabawkę na nowo razem z pociechą. I za każdym razem używać jej w inny sposób: najpierw do nauki chwytania i manipulowania, potem do rzucania, planowania, układania jedno na drugim, potem do rozmawiania o tym, co znajduje się na danej kostce, do liczenia, chowania, szukania.

Na swój użytek podzieliłam je na dwie grupy: pojedyncze większe kostki do manipulowania oraz „klocki”, które są mniejsze i sprzedawane w kompletach. Pojedyncze kostki bywają miękkie. Dżungla firmy Tolo zachęca do wydobywania mniejszych elementów. Natomiast kostka sorter Smily Play to pyszna zabawa we wkładanie i wyrzucanie przedmiotów z pojemnika. Miękkie, delikatne i uciekające. To mi się podoba.

Jeszcze jedną propozycją wartą zainteresowania jest materiałowa kostka edukacyjna Mahattan Toy, która pokazuje dziecku twarze innych dzieci. Bobasy uwielbiają obserwować buzie innych bobasów. W przyszłości można tę właśnie kostkę wykorzystać donauki odczytywania emocji. To bardzo ważna lekcja.

Jeśli chodzi o klocki-kostki, to interesujące są miękkie klocki K’s Kids, które mają po prostu okienka. Im starsze dziecko, tym więcej frajdy sprawi mu zaglądanie do nich. Kolejne Miękkie klocki od Playgro pokazują wygląd cyferek i literek, więc w przyszłości mogą posłużyć np. do zabawy „Na jaką literę?”.

Wiele frajdy sprawiają też maluchom klocki magnetyczne Chicco. To taki wstęp do puzzli, zabawka ucząca kojarzenia dwóch pasujących elementów. Jeszcze innym ciekawym pomysłem są ruchome klocki Fisher Price. Wiem, że mają je także w zestawie z zebrą więc jest okazja kupić jedną zabawkę, która będzie interesowała dziecko na różnych etapach rozwoju. Plastikowe klocki z ruchomymi częściami proponuje też Smily Play.

Skoczek sensoryczny

Coś dla maluchów, które uwielbiają podskakiwać. Zastanawiałam się, czy zamieszczać tę zabawkę, bo bardzo wiele słyszy się o problematycznych trampolinach. Ogólnie są one „urazogenne” i niezalecane dla dzieci mających jakiekolwiek problemy z aparatem ruchu. Przy skoczku też (dla pewności) skonsultowałabym z pediatrą, czy to dobry pomysł w przypadku konkretnego dziecka.

Jeśli lekarz nie będzie miał nic przeciwko, to naprawdę zabawa jest znakomita. Niech to będzie rarytas. Nie montuj go na stałe. Lepiej wyciągać do i zakładać od czasu do czasu. Nie będzie elementem stałej ekspozycji i nie znudzi się dziecku zbyt szybko. Jeśli masz go często instalować, warto poszukać takiego, z którym nie będzie problemu przy montażu za każdym razem. I już nie chodzi o to, że to dodatkowa robota dla ciebie. Głównie chodzi przecież o bezpieczeństwo malucha, który jeszcze nie bardzo potrafi przewidzieć swoje działania podczas zabawy. To oznacza, że ty musisz przewidywać za niego.

Kupując skoczka zawsze zwracaj uwagę na zalecenia producenta dotyczące choćby materiału, do którego może być zamontowany. Nie każda zabawka pasuje do każdego domu. Kolejna sprawa to bardzo wygodne siedzonko, w którym (jeśli się spodoba) twoja pociecha spędzi sporo czasu. Trzecia rzecz to informacja o tym, czy skoczek może rosnąć z twoim dzieckiem. Do jakiej wagi dziecka zabawka może być używana itd.

Podoba mi się skoczek-huśtawka Bright Starts (od szóstego miesiąca). Już od czwartego miesiąca polecam Sassy Baw się i Rozwijaj. To skoczek z wymiennymi maskotkami. Ten nadaje się do wielu rodzajów futryn. Podoba mi się też pomysł huśtawki-skoczka nieco bardziej obudowanego, czyli ze stolikiem na zabawki, Hauck Jump.

Książka

Nie może zabraknąć i tej zabawki w moim spisie. Traktuję tu książkę wyłącznie jako zabawkę edukacyjną. Taką, którą pociecha może rzucać, smakować, targać, moczyć, po prostu poznawać. To znakomity pomysł na oswojenie dziecka z wyglądem książki. Bez żalu, że zostanie ona zniszczona przez ciekawskie, niewprawne i na pewno niezbyt delikatne dla kartek ręce.

Mimo tego, że jest to zabawka, to od początku pokazuj dziecku, jak powinno się z książką obchodzić: wymaga ona kilku sekund skupienia, ma strony, które można przewracać. Nie jest to przecież maskotka. Przy maskotce nie opowiadacie historii z przewracaniem kartek. Maskotka nie ma tytułu. To ważne, żeby już najmłodszemu dziecku pokazywać elementy składowe książki i cały rytuał związany z czytaniem.

Często powtarzaj dziecku, że teraz czytacie książkę. Tylko tyle. Będzie wiedziało, że książką nie bawicie się wyłącznie, ale też ją czytacie. Oczywiście to wciąż jest zabawa, ale pociecha pozna słowa różnicujące, systematyzujące w głowie daną aktywność. Kiedy mówisz kąpiel, to dziecko kojarzy o co chodzi. Kiedy mówisz obiad, też wie co jest grane. Kiedy powiesz czytanie, też będzie wiedziało, czym to sie różni od „zwykłej” zabawy.

Książki – właściwie w każdej postaci – są dla dziecka źródłem, z którego można czerpać wiedzę. Nie ma znaczenia czy o zwierzętach, emocjach, zabawkach, manipulowaniu, odgłosach czy kosmosie. W tym wieku wszystko jest ciekawe, bo wszystko jest nowe. Wybieraj książki, z których da się wyciągnąć coś więcej niż tylko szybkie przeglądnięcie. Takie, które zachęcają do posłuchania, naśladowania dźwięków (niekoniecznie muszą je wydawać, od czego jest czytająca mama), poznawania kolorów, nazywania zwierząt, odróżniania kształtów.

Mam kilka ulubionych tytułów dla najmłodszych. Pewnie każdy ma swoje „perełki”. Od razu też powiem, że te książeczki dla dzieci wcale nie są tanie. Warto by posłużyły dłużej niż przez jedną chwilę. Dlatego na pierwszy ogień proponuję Fisher Price Liczymy ze Szczeniaczkiem, bo to nauka liczenia, z której w różnych zabawach możecie korzystać nawet przez trzy lata. I pozostając jeszcze chwilę przy tej konkretnej firmie, sięgajcie po książki z rymami po angielsku: Story Books Rhymes. Nie, to nie jest za wcześnie i to nie jest przesada. To otwarcie na świat od pierwszych miesięcy życia (kiedyś z radością do niej wrócicie). Jeśli jednak wolisz polskie słówka, to proszę bardzo – Smily Play proponuje coś na kształt małego słownika, czyli Mówiącą Książeczkę Edukacyjną. Używałam go także zachęcając czterolatki do nauki literek, więc to kolejna zabawka na lata.

Kolejna grupa książek, którymi mogę się zachwycać od rana do wieczora, to cała masa tych miękkich, obrazkowych cudeniek, z których wystają głowy, metki, wisiorki, gryzaki i inne ciekawostki. Miękkie książeczki można zabrać ze sobą praktycznie wszędzie. Jeśli potrzebujesz zająć pociechę przez chwilę w poczekalni, na poczcie, gdziekolwiek, to wrzucaj do torby właśnie taką bajkę.

Dzięki temu nawykowi nauczyłam moje dziecko, że kiedy muszę coś załatwić i potrzebuję chwili, to zawsze może się zająć książką. Działa. Dzisiaj sama dopomina się o książki „na wyjście” lub po prostu pakuje do własnej torebki. To lepsze niż zajmowanie dziecka telefonem komórkowym lub chipsami.

Dla najmłodszych zawsze polecam też książki z gryzakiem. Dlatego, że łatwo za gryzak chwycić (i oczywiście podgryzać) lub przypiąć do niego klips, sznurek, żeby książka nie uciekała z wózka. Bright Starts Moja Pierwsza Książeczka jest właśnie takim tworem. Podobnie jak Książeczka Gryzaczek Playgro lub zwyczajna, mała książeczka na łańcuszku Heimess. One się nigdy same nie czytają. Żeby pociecha się nią zajęła, musi ją znać. Kojarzyć bohaterów, ich odgłosy, całe historyjki. Jeśli więc chcesz żeby książka spełniła rolę zabawki, czy może raczej „zabawiacza”, to wcześniej przeczytaj ją z dzieckiem parę razy, pokazując maluchowi, jak można się nią bawić np. To jest kotek. Kotek robi „miau”.

Oczywiście im więcej manipulowania przy miękkiej książeczce, tym ciekawiej. Fisher Price proponuje lusterko, gryzak, wyglądającego misia i inne gadżety na „kartach książki”. Maluch czyta właściwie rękami, oczami i buzią tylko przy okazji. Bardzo dużo dzieje się też w Liściastym Domku Haba oraz w książeczce z metkami Snoozebaby, a jeszcze więcej w Aktywnej Książeczce z Małpką BKids. Dużo jest też miękkich harmonijek. Do moich ulubionych należą np. dwustronna książeczka Taf Toys, Canpol Kolorowy Ocean oraz przywieszana do łóżeczka książka Pociąg K’s Kids.

Z myślą o najmłodszych pomyślano też o książkach miękkich i odpornych na wilgoć. Można je czytać podczas kąpieli i oczywiście nie przeszkadza im ciągłe ślinienie. Chętnie zabieram takie książki na podwórko. Nawet jeśli się ubrudzą w piasku czy w trawie, to przecież szybka kąpiel przywraca je do poprzedniego stanu. One najczęściej nie są manipulacyjne, ale warto mieć chociaż jedną taką książkę pd ręką. W razie czego.

Spory wybór ma Babyono, dla mnie ciekawie wygląda Kamera z Lusterkiem. Wiele do zaoferowania w tym temacie ma też Canpol np. piszcząca książeczka. Z kolei Dromader wydał książkę z polskimi napisami, co oczywiście jest świetne, bo potem do niej wrócicie.

Usypiacz

Pierwszy rok życia dziecka to oczywiście wiele zmian, ale też wielka potrzeba uregulowanego trybu życia. Dziecko uczy się rodziców, a rodzice dziecka. Jedną z podstawowych rzeczy jest poczucie bezpieczeństwa, spokój, pewność.

Kilkumiesięczne dziecko ma swoje sposoby, by zakomunikować rodzicom, że czuje się niepewnie, że się czegoś boi, że potrzebuje wsparcia, przytulenia, bliskości. Rodzice są na każde zawołanie, ale w tym ustalaniu rytmu dnia (który przecież przez ten rok też się zmienia) warto spróbować dać bobasowi coś, co będzie się kojarzyło jednoznacznie ze spokojnym snem. Z odpoczynkiem.

Bardzo często maluchy same wybierają sobie ten rodzaj zabawki. Może to być pieluszka, miś, kocyk, nawet lampka, której zapalenie oznacza szykowanie się do spania. Jedną z zabawek, które pomagają w spokojnym zasypianiu, a jednocześnie mogą być potem zwykłą przytulanką, jest Whisbear szumiący miś. Kiedyś już o nim pisałam (zerknij na wpis Twoje dziecko nie chce zasypiać? Teraz zrozumiesz dlaczego i jak sobie z tym poradzić). Jego główną cechą jest to, że wydaje z siebie tzw. biały szum, który na wiele dzieci działa jak najlepszy lek uspokajający.

Jedną z przyjemniejszych zabawek, jeśli chodzi o rytuał zasypiania, jest lampka nocna wyświetlająca gwiazdy na suficie. Trzeba szukać takiej, którą można włączać już najmłodszemu dziecku, jak Ośmiorniczka Cloud B Twinkles. Nie pozbywaj się jej, bo przedszkolaki często miewają złe sny i lęki przed spaniem w ciemności. Taka lampka może być rozwiązaniem problemu.

Do usypiania możesz też wykorzystać sam dźwięk. Często karuzele, których używałaś na początku (gdy dziecko jeszcze nie siadało) mają zainstalowaną pozytywkę lub lampkę z pozytywką. Można przecież zdjąć niepotrzebnie rozpraszające maskotki i włączyć dziecku na dobranoc mały seans muzyczno-świetlny np. B-Kids Projektor Muzyczna Karuzelka.

Potem możesz jeszcze długo bawić się z dzieckiem, wykorzystując światło lampek nocnych. Choćby w teatrzyk cieni, do którego potrzebne jest lekkie, przenośne światło. W przypadku młodszych sprawdza się robienie cieni z dłoni i palców. Ze starszymi można już wycinać kształty i mocować je na patyczkach (np. od szaszłyków). W ten sposób, z czasem, da się stworzyć prawdziwą kolekcję postaci.

Teatrzyk jest taką formą zabawy, która pozwala wcielić się w rolę, zachęca do mówienia, recytowania, odtwarzania bajki z pamięci. To bardzo rozwijająca zabawa. A przy tworzeniu cieni (czy to z dłoni, czy z wyciętych kształtów) dziecko zawsze ćwiczy motorykę małą.

Kocyk

Miłą przytulanką jest koc, który dziecko po prostu kojarzy z ciepłem i zasypianiem. Często bez ulubionego kocyka trudno zasnąć np. podcas wyjazdu do babci. Kocyki często wędrują po świecie razem ze swoimi właścicielami. Kocyk jest o tyle wygodną zabawką, że łatwo go uprać, co dla mamy ma duże znaczenie. Zwłaszcza jeśli dziecko codziennie z niego korzysta.

Kocyki-przytulanki sprawdzają się w wielu przypadkach, nawet kiedy pociecha wybiera się na leżakowanie do przedszkola. Pięknie wykonany jest Label Label Friends Kocyk Świnka, ale wyglądem urzekają też zwierzaki Teddykompaniet, np. słoń. O mały krok dalej idzie Chicco, proponując kocyk z przymocowanym smoczkiem.

Koc może być też zabawką, która nie służy wyłącznie do usypiania i otulania. Część mam wybiera koc zamiast maty edukacyjnej. Jeśli należysz go tego grona, zerknij na odjazdowe kocyki z metkami Holiday. Pokazuję tu rakietę, ale mają nawet szkolny autobus. Pełen odjazd! Inną propozycją może być szeleszczący kocyk sensoryczny LullaLove, który właśnie przez to, że szeleści, za bardzo do usypiania się nie nadaje. Ale już do zabawy – jak najbardziej.

Zwykły kocyk z ładnym wzorem, możesz wykorzystywać praktycznie codziennie. Maluchy uwielbiają kiedy zabawki lub twarz mamy, nagle znikają pod/za kocykiem. To wstęp do zabaw w chowanego. Kocyk można składać, rolować – to z kolei wstęp do nauki samodzielnego ścielenia, ubierania się. Na kocyku można jeździć, kiedy mama ciągnie za dwa boki. Można się pod nim schować, zbudować z niego namiot. Kocyk jest jedną z moich ulubionych zabawek. I chociaż nie znajdę go na dziale z zabawkami w sklepie dziecięcym, to i tak wiem, że jest niezbędnym elementem wyposażenia regału z zabawkami małego dziecka.

Kiedy dziecko już wyrasta z tego rodzaju zabaw, możecie razem pociąć kocyk na mniejsze części i uszyć np. pościel dla lalek. Sześciolatki lubią (i powinny w ramach ćwiczeń dłoni) szyć. Zobacz więc, na jak długo i na jak wiele zabaw, wystarczy ci zwykły kocyk.

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This