Czy też tak miewasz, że wpadasz czasem w zachwyt nad talentami swej pociechy? Dobrze, niech zgadnę: na pewno tak miewasz. Ja też tak miewam czasami. Zwłaszcza, jeśli chodzi o coś, co mogę pozostawić na pamiątkę, na całe życie. Najczęściej wpadam w ten zachwyt przy zabawach plastycznych i rysowaniu. Miałam to od zawsze. Pewnie dlatego, że sama kocham rysować i cieszy mnie, że dziecko tę właśnie pasję podziela. Lubię też odczytywać znaczenie rysunkóW dziecka.

Pobierz zabawy zachęcające dziecko do rysowania »

Czy ma talent? Jasne, że ma! Każde dziecko ma i każdy rysunek jest dziełem sztuki. Oczywiście w swojej kategorii. A jakie są te kategorie?

  • Kategoria rodzicielska – patrzysz na obrazek, który często na początku przedstawia trzy kreski na krzyż lub coś na kształt koła i widzisz serce. Nie jest tak?
  • Kategoria rozwojowa – wiek. Jeśli dziecko bazgroli to znaczy, że jest akurat w tej fazie rozwoju. I świetnie. Potem rysuje tzw. głowonogi, co znaczy, że poszło już kawałek dalej. Każdy wiek ma przypisane fazy rozwoju rysunku i do tego wszystko jest dość płynne. Tak jak mówienie. Jedne dzieci zaczynają szybciej, inne do trzeciego roku życia nie uważają za stosowne wypowiadać na głos co myślą o świecie. I też dobrze.
  • Kategoria bezkrytyczna, czyli babcie i dziadkowie. Dla nich zawsze wszystkie aktywności dziecka są cudem i koniec.
  • Kategoria poboczna, czyli osoby postronne i znajomi. Ci to dopiero nie znają się na sztuce. Pokazujesz to serce narysowane z pasją i kipiącym wręcz z kartki talentem, a ci mówią, że ładna kreska, plama albo kleks. Kreska! Phi!

Gadanie przez rysowanie

Nieważne w jakiej kategorii znajdują się obecnie prace twojego dziecka. Zachęcaj do rysowania bez względu na wszystko. To jeszcze jedno narzędzie, które dajesz w prezencie. Dzięki niemu łatwiej będzie mu w przyszłości wyrażać emocje i komunikować się ze światem. I jak z każdym narzędziem, nie od początku wiadomo jak go sprawnie używać. Dla mnie klucz francuski czy lewarek do dziś pozostają wynalazkami na poziomie Enigmy. Ale to tylko dlatego, że nigdy nikt mi nie pokazał jak ich używać i do czego mogą się przydać.

Rysunki dziecka są odrębnym światem. Dla mnie (dla rodziców) to zamknięte w kolorach (czasem samych bazgrołach) wspomnienia, które często chowam do pudeł i albumów. Po bazgrołach przychodzi kolej na pierwsze rodzinne portrety, laurki, obrazy. Dla dziecka to (oprócz dobrej zabawy) także najwspanialsza forma ekspresji. Maluch bardzo często – poprzez rysunek właśnie – ma coś do powiedzenia światu. Tylko, czy świat taką wypowiedź rozumie?

Na podstawie analizy rysunku, można dokonywać diagnoz związanych ze stanem emocjonalnym. Oczywiście, żeby miało to sens i było miarodajne, trzeba to robić w odpowiednich warunkach. Są do tego opracowane specjalistyczne testy. Wykorzystuje się je w skrajnych przypadkach. Kiedy dziecko z jakiegoś powodu nie potrafi, nie chce, nie umie opowiedzieć o emocjach, strachu, traumatycznych przeżyciach. Wtedy rysunek jest nie tylko formą ekspresji, ale też terapii, bo daje możliwość rzucenia z siebie rzeczy, których nie da się ubrać w słowa.

Jasne, że te testy robi się w pracowniach psychologicznych i pedagogicznych. Nie, nie ma potrzeby żebyś biegała z każdym rysunkiem do poradni. Nie zaszkodzi jednak poznać kilku tajników związanych z rozumieniem tej formy komunikacji. Na ich podstawie nie da się formułować ostatecznych wniosków czy stawiać diagnozy, zależy mi, żeby było to jasne. Ale można spróbować odczytać, co chodzi po głowie twojego malucha.

Przyjrzyj się rysunkom

Jeśli masz ochotę, zerknij na rysunki dziecka po kątem ich analizowania, jakie emocje kryją się na kartkach. Oczywiście to tylko zabawa. Kolejna droga do poznania dziecka. Zatem eksperymentujemy.

Ważne, by podczas rysowania pociecha miała dostęp do wielu kolorów i najlepiej, by były to kredki ołówkowe. Farby dają wiele radości, ale często wychodzą zamazane dzieła. Mazakami nie da się sterować naciskiem, widocznością linii. A wszystko ma znaczenie. Jeśli dziecko robi wyraźną linię, to zapewne jego emocje są inne niż te, u dziecka które z największą siłą i zapałem zamazuje każdy element obrazka. Nie trzeba być fachowcem, żeby w tych dwóch postawach zauważyć nieśmiałość, chęć skrycia emocji (lekka kreska) lub gniew, może nawet agresję (mocny nacisk, czasem aż do robienia dziur w kartce). Zatem już wiesz – nacisk i widoczność kresek. Bo w rysunkach często nie do końca ważne jest co zostało narysowane. Czasem ważniejsze jest w jaki sposób.

Co mówią kolory?

Zatrzymam się na chwilę jeszcze przy kolorach. One oczywiście w podręcznikach również zostały opisane. A konkretnie ich nadużywanie (nie mylić z lubieniem).

Nadużywanie niebieskiego może świadczyć o niemocy, a czerwonemu przypisuje się agresję, zdenerwowanie. Fiolet oznacza niepewność, rozdarcie emocjonalne, zielony pór, chęć postawienia na swoim. Mamy też różowy, który jest uważany za infantylny, przypisany dziewczynkom. Tak naprawdę zostało to trochę sztucznie wykreowane przez współczesne reklamy (różowy dla dziewczyn, niebieski dla chłopaków). Nie ma nic złego w tym, że mali chłopcy także ten kolor lubią. Nie oznacza zdziecinnienia (absurd, bo mówimy o dzieciach), ale radość, zadowolenie z sytuacji, w której dziecko się obecnie znajduje.

Tylko, że z tymi kolorami to też różnie bywa. Jest coś takiego (między 3 a 4 rokiem życia) jak faza fascynacji kolorem czarnym. Wtedy dzieci z premedytacją sięgają wyłącznie (lub najczęściej) po tę barwę, której przypisuje się (używanej w nadmiarze) chęć wyrażenia smutku, stanów depresyjnych. Zatem kiedy twoje dziecko zacznie produkować czarne rysunki, nie trzeba od razu dzwonić do psychologa. Wystarczy pamiętać o tej fazie. Kiedy z kolei dziecko przechodzi tzw. trening czystości, czyli moment, w którym uczysz je siedzieć na nocniku, korzystać z toalety, tłumaczysz kiedy należy myć ręce i konsekwentnie tego wymagasz, może się u niego zacząć faza nadużywania koloru brązowego. A właściwie zamazywanie brązową kredką gotowych rysunków.

Co się dzieje w domu?

Zresztą przy takiej analizie weź koniecznie pod uwagę tzw. uwarunkowania środowiskowe. Jeśli np. twoje dziecko mieszka w zielonym domu, to jest duża szansa, że zawsze będzie rysować dom w tym kolorze. Niekoniecznie ma to związek z jego uporem. Po prostu ma w głowie zakodowany taki właśnie obraz. A domy są jednymi z częściej rysowanych elementów więc możesz się domyślać, że ten kolor będzie się dość często powtarzał. Zawsze bierz pod uwagę sytuację dziecka – czy rodzice ubierają się na czarno, czy może dziadek i tata są łysi, czy mama krzykliwie się maluje, czy ma pokój cały w błękitach? To wszystko ma znaczenie zanim w ogóle rozpocznie się analizę (dla zabawy) rysunku pociechy.

I jeszcze jedna uwaga. Najlepsze do analizy są rysunki spontaniczne. Poczekaj, aż maluch z własnej inicjatywy sięgnie po kredki i obserwuj bacznie. Tutaj dowolność i pole do popisu dla wyobraźni są bardzo wskazane. Rodzicom czasem zdarza się, że chcą na siłę pomóc dziecku tworzyć idealne rysunki. Kiedy pojawia się zielone słońce, to informują rzeczowo, że: „Przecież słońce to żółtym się rysuje”. Może w prawdziwym świecie ono jest żółte, ale rysunek to świat, w którym rządzi dziecko. Wystarczy dać mu taką możliwość.

rysunki dziecka 2

Strona mamy i taty

Dość ważna jest informacja o kodowaniu stron kartki. Patrząc na rysunek przed sobą pamiętaj, że prawa strona, to strona taty, a lewa mamy. Góra to strefa wyobraźni i intelektu, a dół to strefa rzeczywistości i ukrytych popędów. Brzmi dość tajemniczo? Ale to nic trudnego.

Po stronie mamy symbolicznie dziecko przedstawia to, co uważa za bezpieczne. Tak jakby trochę trzymało się mamusinej spódnicy. Tam jest spokojnie, jest to, co znam, co lubię i co mnie nie wprawia w konsternację. Często dzieci rozpoczynające swoją przygodę z przedszkolem, przechodzące okres adaptacji, większość rysunków umiejscawiają po stronie mamy. Bo jakoś tak podświadomie czują, że to daje im spokój.

Z kolei strona taty informuje o otwartości na poznawanie nowych rzeczy, zdarzeń, ludzi, doświadczeń. Kiedy dziecko gotowe jest puścić ten skrawek maminej spódnicy, umiejscawia rysunki bardziej po prawej stronie. Pewnie zerkając na dzieła swojej pociechy trudno ci jednoznacznie stwierdzić, że wszystko jest z prawej lub lewej strony. Ale tu właśnie nie chodzi o wszystko, tylko o większość. Czasem można zobaczyć, że na rysunku jeszcze sporo rzeczy znajduje się po tej bezpiecznej stronie mamy, ale już też widać, że np. włosy księżniczki zdecydowanie wędrują w stronę taty, stopy są skierowane w kierunku tej odważnej strony, jedna ręka jest dłuższa właśnie od strony taty. To wszystko takie drobiazgi, które mówią o tym, co może czuć pociecha. Że jeszcze chce tego poczucia bezpieczeństwa, ale jest już coraz bardziej gotowa na nowe wyzwania.

To trochę tak jak z rolami, w które zupełnie nieświadomie zazwyczaj wchodzimy. Pewnie często podczas rodzinnych zabaw czy spacerów, mówisz: „Nie wchodź tak wysoko, uważaj, bo spadniesz”, a tata na to: „Właź śmiało, dasz radę, spoko!”. Dokładnie tak samo jest z tymi stronami na obrazkach.

Mamy jeszcze górę i dół kartki. Wspomniałam, że góra to strefa wyobraźni i intelektu. Najczęściej dzieci obdarzone ogromną wyobraźnią, bujające w obłokach, wybierające świadomie życie w świecie bajek, uciekające od reguł, one częściej rysują większość rzeczy na górze strony. Mają zazwyczaj dobrą pamięć i są dość sprytne w szukaniu rozwiązań problemów, kreatywne. Tak naprawdę strefa intelektu ma niewiele wspólnego z potocznie rozumianą inteligencją. Powinno cię jednak zaniepokoić, jeśli dziecko zazwyczaj rysuje wszystko wyłącznie na dole strony. I w dodatku takie malutkie. Jeśli robi to przez 20, 50, 100 rysunków, może to świadczyć o zamknięciu w sobie, skrywaniu jakiejś tajemnicy, niechęci do kontaktów ze światem. Ale robią tak też maluchy twardo stąpające po ziemi, niekoniecznie pragnące ukryć się przed codziennością.

Wielkość ma znaczenie

W ogóle wielkość rysunku również ma znaczenie. Im mniejsze obrazki, tym większa szansa na to, że dziecko czuje się zagubione w otaczającej rzeczywistości. Jakby swoją twórczością nie chciało przeszkadzać, zawracać nikomu głowy. Idealnie byłoby, gdyby obrazki były rozplanowane na całą kartkę, na środku. Idealnie… 🙂

Ale wiadomo, że tak się rzadko zdarza. Przynajmniej małym dzieciom. One jeszcze nie potrafią zaplanować całości. Wtedy „ucieka” gdzieś kawałek włosów, czy ręki rysowanej postaci. I to zupełnie naturalne. Choć jeśli starsze dziecko (powyżej szóstego roku życia) nadal nie potrafi zmieścić postaci na jednej kartce, to też może być sygnał, że chce coś powiedzieć. Że nosi w sobie bardzo wiele emocji, których prawdopodobnie nie potrafi sprecyzować, nazwać, albo nawet uświadomić sobie, że bardzo je męczą. Z pewnością nie umie o nich rozmawiać, a te niemieszczące się postacie (pamiętaj, nie jedna od czasu do czasu, ale wiele i zawsze) są formą bezgłośnego wołania o pomoc, coś w stylu: „Mam w sobie tyle emocji, że aż mi się nie mieści”.

Starszym natomiast zdarza się „zapomnieć” z premedytacją. Jeśli np. w domu pojawia się zazdrość o młodsze rodzeństwo, to na rysunkach rodziny tego rodzeństwa starsze dziecko czasem wcale nie uwzględnia. Niby niechcący, zapomina, a jednak podświadomość działa. To taka forma „ukarania” młodszego za odebranie uwagi rodziców. Często dziecko zapytane, dlaczego pominęło młodszego braciszka odpowiada, że zapomniało go narysować. Ale też może powiedzieć, że się już nie zmieścił na kartce, albo gdzieś wyjechał. Nienarysowanie postaci także bardzo dużo mówi o uczuciach, którymi darzy ją autor obrazka.

U starszych dzieci wielkość postaci odzwierciedla rzeczywistość. Dla trzylatków nie ma to najmniejszego znaczenia, ale już pięciolatki różnicują – tata największy, siostra najmniejsza, mama średnia itd. Kiedy więc zdarzy się, że starszy brat zazwyczaj jakimś dziwnym trafem jest malutki jak krasnoludek na obrazku dziecka, może to oznaczać jakieś negatywne emocje. Jest starszy, silniejszy, wolno mu więcej, ale przynajmniej na moim rysunku będzie słabym i małym krasnalem. Taka projekcja rzeczywistości oznacza zazdrość, może nawet gniew, ale też pomaga poradzić sobie z emocjami. Mój rysunek, mój świat, moje zasady. Tu ja jestem większy i więcej mogę. To trochę tak jak z popłakaniem sobie. Nawet dorośli tego potrzebują. Potem jest lepiej, bo gdzieś te emocje znalazły ujście. Bywa, że znajdują we łzach, innym razem w krzyku, a jeszcze innym w rysunku. Dobrze, jeśli właśnie w rysunku, a nie np. w pięściach, prawda?

Mamo, daj pobazgrolić!

Czasem myślisz sobie pewnie „Moje dziecko jest za małe, bazgroli jeszcze, nic konkretnego nie da się z tego odczytać”. Masz rację, bazgroli, zwłaszcza przed trzecim rokiem życia. Ale to nie jest powód, żeby nie dawać mu kredek do ręki. Wręcz przeciwnie. Im częściej będzie miało okazję ćwiczyć ten rodzaj ekspresji, tym większa szansa na to, że kiedyś z łatwością zacznie wyrażać się za jej pomocą już nieco bardziej konkretnie. Trudno wymagać od dziecka, które z rzadka miało do czynienia z rysowaniem, żeby nagle w przedszkolu siadło i potrafiło wypowiadać się za pomocą form artystycznych. Mając je oswojone od maleńkości, jest mu po prostu łatwiej.

To trochę tak, jak z zachęcaniem do mówienia. Wiadomo, że w pierwszej fazie nauki dziecko gaworzy. Niewiele da się z tego odczytać, ale cieszysz się, że to robi, prawda? Nie są to słowa, ale uczy się komunikować. Wszyscy się z tego cieszą, bo faktycznie jest to powód do radości. Dopiero mając przećwiczone wydawanie dźwięków i komunikację na zasadzie zgadywania „co autor miał na myśli”, dziecko zaczyna wypowiadać wyrazy, układać proste i coraz bardziej skomplikowane zdania. Dokładnie tak też jest z rysunkami. Najpierw są to pojedyncze, często zupełnie przypadkowe kreski, kropki, linie, kółka, plamy (bazgrolenie). Dopiero potem powstają z nich ludziki, domki i całe kompozycie artystyczne. Zatem, tak jak cieszysz się z gaworzenia i zachęcasz dziecko do tego jak najczęściej, tak samo warto cieszyć się z chęci rysowani, choćby gryzmolenie było brudzące, trudne i „nicniemówiące”. Do czasu.

Zaczaruj obrazki

Czasem jest tak, że dziecko wcale a wcale nie jest zainteresowane rysowaniem, kolorowaniem. A przecież oprócz tych wszystkich emocji zamkniętych w rysunkach, to po prostu znakomite ćwiczenie dla rąk: mięśnie, skupienie, precyzja i wreszcie wyobraźnia. Czy nowoczesne technologie mogą przyjść tu z pomocą? Tak! Odkryłam sposób na zachęcenie dziecka do kolorowania. Może nie są to spontaniczne rysunki, ale zawsze jakiś początek.

Oczywiście, musi mieć to związek z magią. Inaczej byłoby zwykłym namawianim do kolorowania 😉 Mówię o kolorowankach Crayola Color Alive. Brzmi jak jakieś magiczne zaklęcie, prawda? I dobrze, bo naprawdę ma wiele wspólnego z czarami. Na pierwszy rzut oka, to zwykła kolorowanka, ale w zestawie posiada magiczne mazaki. Dziecko koloruje stwory, wróżki, smoki, zwierzaki (zależy jaki temat sobie wybierzecie) według własnego uznania. I potem wkraczasz ty – Supermama z supermocą (i super aplikacją). Można ją ściągnąć za darmo. Wszystko jest dokładnie opisane na każdej kolorowance, żadna filozofia. Zobacz, jak dzięki tej zabawie możesz ożywić obrazki, które twoje dziecko właśnie pokolorowało.

Magia, prawda? W mojej pracy sprawdza się to zwłaszcza przy zachęcaniu chłopców do sięgnięcia po flamastry. Wiadomo, oni nie zawsze i nie tak bardzo są zainteresowani zabawami plastycznymi, jak dziewczynki. Ale jak się ma dobre argumenty i supermoc, to sami proszą o mazaki.

Podsumowując: zachęcaj do rysowania, ale nie zmuszaj. Spontaniczne rysunki kryją w sobie wiele tajemnic i emocji. Pobaw się w ich odczytywanie. Ale rysunki to też ćwiczenie dla rąk, które kiedyś przecież będą uczyły się pisać. Im bardziej wyćwiczone w kolorowaniu, oswojone z przyborami do rysowania, tym większa szansa na to, że w przyszłości nauka pisania sprawi dziecku wiele przyjemności. I te wspomnienia zaklęte w laurkach, obrazkach, wiadomo – bezcenne.

A już naprawdę na sam koniec, jak zawsze prezent ode mnie dla ciebie. Tym razem zabawy z rysunkami ćwiczące wyobraźnię. Wydrukuj i baw się z dzieckiem w każdej wolnej chwili.

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This