Kiedy dzieci są małe, bardzo chętnie podrzucamy je do babci i dziadka, prawda? O ile oczywiście jest taka możliwość.

Część rodziców mówi wprost o tym, że chcą mieć czas tylko dla siebie (do nich należą też rodzice Bena, o którym za chwilę opowiem). Druga część dodaje, że więź między babcią a wnuczkami jest bardzo ważna. W sumie, w każdym argumencie jest sporo racji. Tyle z punktu widzenia rodziców.

Zastanawiałaś się kiedyś, jak widzą to dzieci?

Nie mówię o bobasach czy przedszkolakach, z którymi dziadkowie i babcie zazwyczaj bawią się „do upadłego”, przy okazji rozpieszczając i (czasami) doprowadzając do szału rodziców, przez to całe naginanie reguł. Wiesz o czym mówię? Zerknij na artykuł:

Jak się dogadać z babcią i dziadkiem, czyli senior pod lupą

Kiedy przedszkolak zamienia się w ucznia, to już wizyty u babci, nie przedstawiają się zazwyczaj tak ciekawie. Choć nadal, część z nas, ma w głowie cudowne wspomnienia z wakacji u babci na wsi, to jednak dzisiaj, wiele się zmieniło w tej kwestii.

Dlatego bardzo się cieszę, że książka o której opowiem, porusza temat relacji wnuczka z babcią. I to w sposób na pewno zaskakujący – dla małego czytelnika i tego dużego – także.

Jak dzieci widzą starość

Rodzice zmuszają Bena do zostawania u babci w każdy piątkowy wieczór. Dla chłopca to jest męka. Bardzo nie lubi zostawać u babci, bo tam jest po prostu nudno. Żeby było  t y l k o  nudno, to jeszcze pół biedy. Ben bardzo dokładnie opisuje, co mu się u babci (i w babci) nie podoba.

Jest to tak szczere, że aż boli (dorosłego) podczas czytania. Jednak świetnie rozumiem, że dzieci mogą tak postrzegać osoby dorosłe. Nie mówię tylko o staruszkach (którymi zreszta i my kiedyś będziemy). Dzieci często i rodziców widzą w zupełnie innym świetle niż nam się wydaje.

A prawda jest taka, że Ben nie mówi o babci niczego nieprawdziwego. Prawda bywa jednak np. krępująca – babcia puszcza głośno bąki i śmierdzi kapustą. Bywa też przykra – Ben nie znosi spędzać czasu z babcią.

Prawda bywa też swego rodzaju katalizatorem, uwalniającym emocje i zachęcającym do działania. Bo też często jest tak, że dziadkowie (z niewiadomych przyczyn) nie chcą się dać poznać z tej najprawdziwszej strony.

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że (zwłaszcza dzisiaj) chcąc „zasłużyć” na szacunek wnucząt, wolą wydać ostatnie pieniądze na chińskie duperele i kilogram słodyczy, niż zaciekawić dzieci po prostu sobą. Swoim życiem. Doświadczeniem.

Zwrot akcji

Babcia Bena usłyszała pewnego wieczoru, jak chłopiec mówił przez telefon do rodziców, że nie chce u niej być. Już dłużej nie wytrzyma. Mogłaby zrobić chłopcu awanturę. Mogłaby się obrazić, bo przecież opiekuje się nim najlepiej jak potrafi. Oczywiście w jej mniemaniu. Jednak ta mądra babcia, zamiast obrażać się, postanowiła chłopca sobą zaciekawić.

Przy kolejnej wizycie, Ben znalazł w szafce ze słodyczami, najprawdziwsze diamenty. I tak – od słowa do słowa – okazało się, że babcia kiedyś była najprawdziwszym rabusiem. Tu właściwie zaczyna się kolejna część opowieści, podczas której relacja wnuczka i babci, przechodzi na zupełnie inny poziom.

Teraz planują wielki skok na wielki skarb. Mają o czym rozmawiać, muszą też pokonywać przeszkody np. poradzić sobie ze wścibskim sąsiadem i ambicjami rodziców Bena, którzy marzą dla niego o karierze tancerza.

Ci rodzice to też świetnie pokazany przykład budowania relacji. Tata ochroniarz w sklepie, a mama kosmetyczka, której wiecznie odpadają tipsy. Przelali na syna swoje marzenia. Lubią tańczyć, stąd te piątkowe wieczory spędzane przez Bena u babci. Rodzice wtedy wyskakują się rozerwać. Są bardzo zwykli, w tym swoim marzeniu o tańcu. Chcą dla syna jak najlepszej przyszłości.

I to jest kolejny z wątków, który bardzo mnie zaciekawił. Tak już nawet wychodząc poza jej karty. Wszyscy – cała rodzina – chcą dobrze dla Bena. Ta troska jest prawdziwa i jednocześnie trochę… chybiona. Ben wcale nie marzy o tańczeniu i nie uważał, że spokojne wieczory u babci są fajne. To wszystko wyobrażenia dorosłych.

Zresztą, to nie pierwsza książka tego autora, która w tak niebanalny sposób opisuje mnie typowe rodziny. Znasz bohaterów jego innych opowieści z recenzji na blogu:

Została przetłumaczona na wiele języków, jest jedną z najbardziej znanych książek w Anglii. Cieszę się, że w końcu ktoś odważył się ją świetnie przetłumaczyć i wydać w Polsce. Tak, odważył się, bo to kolejny tytuł, w którym znajdziesz nietypowy język, nietypową relację autora z małym czytelnikiem i nietypowe – bo do bólu szczere, zabawne i zmuszające do refleksji – spojrzenie na dzieci i dorosłych.

Dlatego właśnie wydaje mi się, że byłoby świetnie, gdyby ta książka została przeczytana przez dziecko, rodziców, a nawet babcię i dziadków. Podrzucasz czasem dziecko do nich na weekend, prawda? Podrzuć razem z ta książką!

Spodobała ci się recenzja? Sprawdź cenę tej książki!

Autor David Walliams
Dom Wydawniczy Mała Kurka
Spodoba się dzieciom 7+.

Jeśli masz ochotę dołączyć do grupy na FB, gdzie rozmawiamy o ciekawych książkach dla dzieci i polecamy sobie fajne tytuły, to zapraszam serdecznie Aktywne czytanie 📚

 

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.
Data recenzji
Nazwa produktu
Anna Jankowska
Ocena
51star1star1star1star1star

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This