W tym odcinku podcastu Tylko dla Mam, bierzemy na tapetę stereotypy. Bycie rodziem, wychowanie dziecka, to też sprawy podlegające myśleniu stereotypowemu. 

Nasze dzieciństwo i warunki dorastania, wpływają na to, czy i jak posługujemy się stereotypami. To znaczy stereotypy mogą, ale nie muszą wpływać na nasze zachowanie.

Chcę zaznaczyć, że jeśli zdarza nam się posługiwać stereotypami w codziennej komunikacji, nie oznacza to automatycznie, że jesteśmy złymi rodzicami. Posługujemy się nimi czasem na nieuświadomionym poziomie. Co oczywiście nie zwalania z myślenia i kontrolowania tego, co mówimy. 

Stereotypy są wygodne

Dlaczego tak trudno się ich pozbyć? Cała praca do wykonania polega na tym, żeby trzeba je wytropić w codziennej komunikacji. Uświadomić  sobie, gdzie konkretnie się pojawiają. Dopiero potem, starać się od nich uwalniać. 

One dają złudne poczucie bezpieczeństwa. Jeśli mówimy i myślimy, jak większość ludzi dookoła, to oznacza, że jesteśmy akceptowani. Przynajmniej w teorii tak jest. 

W praktyce wiadomo, że samo powtarzanie po innych, nie sprawi, że ci inni zaczynają nas lubić i szanować. Choć często pomaga w powierzchownej komunikacji. Tylko, czy o takie relacje nam chodzi? 

Wszyscy tak mówią!

Stereotypy to nic innego, jak wyobrażenie o prawdzie. Nie są prawda, nie da się przedstawić obiektywnych, policzalnych i mierzalnych dowodów na ich prawdziwość. Są kwestią wiary, czyli wyboru. 

I są też kwestią wygody: „Skoro wiele osób tak mówi, coś w tym pewnie jest”. To bardzo wygodne myślenie. Nie wymaga zagłębiania się w dany temat i analizowania na własną rękę. Wszyscy tak mówią, przyłączę się do wszystkich. 

Kiedyś tak było i jakoś żyjemy!

To samo dotyczy twierdzenia: „Już od czasów starożytnych” albo „Już nasze babcie tak mówiły”. Czasami, te dawne prawdy są aktualne, a czasami nie. 

Od nas zależy, na ile zechcemy zagłębić się w temat, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie wbijamy do głowy dzieciom stereotypów. A te dawne prawdy już dawno zostały obalone przez współczesne badania. 

Stereotypy są dla leniwych

O, tak! Mając podane na tacy gotowe „prawdy” i opinie, w tak wielu sprawach, jesteśmy zwolnieni z zastanawiania się nad nimi. To znaczy, wydaje nam się, że znamy prawdę i postanawiamy, ze w nią wierzymy na słowo. 

Jesteśmy zwolnieni z myślenia. I hasło: „wydaje się”, jest tu kluczem. Ludziom wiele rzeczy wydaje się, że wiedzą. Często mgliste wyobrażenie na dany temat, nazywają prawdą, podpierając wyświechtanymi argumentami: „Ale wszyscy tak mówią” lub „To jest normalne”.  

Czy wychowuję emocjonalną ciamajdę? 

Z kolei, bardzo często słyszę, że wychowujemy emocjonalne ciamajdy. Ze współczesnymi dziećmi trzeba się obchodzić, jak z jajkiem. Nic im nie można powiedzieć, nie można zwrócić uwagi. Co z tych dzieci wyrośnie? 

Nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że współczesne dzieci to ciamajdy, pod jakimkolwiek względem. Takie oceny biorą się bezrefleksyjnych porównań do własnego dzieciństwa, które – siłą rzeczy – trzydzieści late temu wyglądało inaczej niż dzieciństwo dziś.

Wystarczy zmienić perspektywę i zastanowić się. Kiedyś nasze dzieci będą oceniać nasze starania rodzicielskie. Mają do tego prawo, ale chyba nikt z nas by nie chciał, żeby brały pod uwagę wyłącznie swoje subiektywne wspomnienia i doświadczenia. 

To nie będzie fair wobec nas. Warto te doświadczenia osadzić w jakimś ogólnym, logicznym konkrecie np. Kiedyś dzieci spędzały więcej czasu na podwórku, bo nie było komputerów. Niby logiczne, niby każdy wie. 

Chciałaby widzieć tych wszystkich krzykaczy, którym w dzieciństwie ktoś dał komputer. Chciałabym widzieć, jak ochoczo wybiegają na podwórko powisieć na trzepaku, zamiast grać w ulubioną grę. 

Jeśli już coś mówimy, osadzajmy w jakimś kontekście. To będzie fair. I pewnie szybko okaże się, że nie jest prawdą objawioną. 

Boimy się przeciwstawiać stereotypom

Ludzie (dorośli i dzieci) mają w sobie ogromny lęk przed odrzuceniem. Przestając powtarzać popularne stereotypy, wyłamujemy się z „większości”. To budzi lęk, bo nikt nie lubi być tym odrzuconym. 

Ciesze się jednak, że świadomość, jak ważne jest uwolnienie od stereotypów, jest dla wielu ważniejsza, niż ten lęk. Ba, dla niektórych walka ze stereotypami jest pasją, misją i poniekąd przyjemnością. Jednak tylko poniekąd, bo przekonywanie większości, że jednak nie ma racji, zazwyczaj generuje niechęć, agresję, złość. 

Sprzeciw rodzi agresję

Wystarczy powiedzieć niektórym osobom ze starszego pokolenia (a i z młodszego często jest to samo), że np. Nasz syn bawi się lalkami… i widać to rozczarowanie w oczach rozmówcy. Czasem zdziwienie, czasem pogardę, różne emocje. Najrzadziej, akceptację. 

Wystarczy zwolennikom klapsa powiedzieć, że klaps to bicie. Już podniesie się alarm. Skąd ten alarm? Z emocji. Ponownie w grę wchodzi lęk. 

Niektórzy, najcześciej dostający klapsy w dzieciństwie, musieliby przyznać przed sobą, że zostali skrzywdzeni przez najbliższych. Uderzeni przez rodziców. A to trudne. Takie sprawy trzeba przepracować. 

Łatwiej powiedzieć: Jestem rodzicom za to wdzięczny. Łatwiej to sobie zracjonalizować, nie nazywając klapsa biciem, niż przepracować trudne emocje we własnej głowie. Łatwiej innych zaatakować nazywając przewrażliwionymi mazgajami, niż rozprawić się w rozczarowanim, bólem i poniżeniem. Do tego potrzebna jest odporność psychiczna, o którą też dbamy od całkiem niedawna. Kiedyś się nią kompletnie nie przejmowano w wychowaniu. 

Więcej o stereotypowym myśleniu na temat klapsów napisałam w artykule pt. Dlaczego niektórzy uważają klapsy za nieszkodliwą metodę wychowawczą? >>

Dziecko płacze

W podkaście mówię o tym, dlaczego nie warto się przejmować, stereotypowym myśleniem, że z płaczącego chłopca wyrośnie mazgaj. Dlaczego nie warto powtarzać, że chłopaki nie płaczą. 

Zostaliśmy wychowani w kulturze, gdzie to było zupełnie naturalne podejście do emocji i trudno nam przejść nad płaczącym chłopcem, do porządku dziennego. 

Mówię też, dlaczego warto płakać. I dlaczego, jest to potrzebne dla zdrowia. Nie tylko dzieci, ale też dorosłych. 

Nie mówię natomiast, jak odczytywać płacz dziecka. O tym napisałam cały artykuł pt. O co mu chodzi z tym wymuszaniem płaczem? >>

Wiem, że nie da się tego nauczyć ot tak, bo zmieniło się myślenie. Znamy nowe badania i tak podpowiada logika. 

Jednak, zamykając się w twierdzeniu: „Jakoś wyrosłem bez płakania i daję sobie radę”, nie tylko niszczy nam zdrowie. Rujnuje komunikację w związku. O tym też mowa w podkaście. 

Książki dla dzieci przełamujące stereotypy

Zerknij jeszcze na polecane przeze mnie poradniki dla rodziców >>

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i dużo aktywnego czytania.

Te wpisy też mogą Cię zainteresować: