Ja swoje, a on swoje. Dlaczego tak trudno dogadać się z tymi najmłodszymi? Jeśli czasami zastanawiasz się, dlaczego dziecko jęczy i marudzi, zamiast przyjąć do wiadomości proste wyjaśnienia, których udzieliłaś bardzo wyraźnie, być może znajdziesz tu odpowiedź na swoje pytanie. 

Rozmawiamy o półtoraroczniakach, dwulatkach, trzylatkach i czasem jeszcze czterolatkach. To maluchy, z którymi komunikacja bywa utrudniona, bo zwyczajnie nie posługują się mową zbyt sprawnie. Nie muszą, mają jeszcze czas. Więcej o komunikacji z najmłodszymi opowiedziałam w tym artykule:

Chcesz banana? Tak, nie, nie wiem! To jak w końcu rozmawiać z półtoraroczniakiem i dwulatkiem?

Jednak to, że nie komunikują zbyt wyraźnie nie znaczy, że nie potrafią powiedzieć, o co im chodzi. Oczywiście, że potrafią: krzyczą, marudzą, płaczą, w kółko powtarzają to samo pytanie lub pokazują jedną rzecz. To jest irytujące. W takich sytuacjach człowiek miałby ochotę znaleźć gdzieś przełącznik i zmienić kanał, żeby z tej małej marudy znowu zrobić radosnego brzdąca. Jeśli twoja irytacja spotyka się z irytacją dziecka jest spora szansa na wybuch. Może poniższe informacje pomogą jakoś to przetrwać.

Mieszanka trzyskładnikowa

Być może łatwiej będzie zrozumieć zachowanie dziecka jeśli uświadomimy sobie jedną ważną sprawę. Dla dziecka w tym wieku najważniejsze są trzy elementy, a konkretniej zaspokojenie trzech potrzeb: 

  • kontrola (rozumiana tu jako panowanie nad sytuacją, moim życiem), 
  • doświadczanie,
  • zrozumienie (bycie rozumianym, świadomość, że inni wiedzą o co mi chodzi).

I tu zaczynaja się schody, bo połączenie tych potrzeb w całość i pozwolenie na ich zaspokojenie często bywa problematyczne z dorosłego punktu widzenia. A kiedy słyszymy „kontrola” od razu włącza nam się czerwone światło, bo przecież jak to? Dziecko chce kontrolować? Pozwolić czy nie pozwalać?

Wyobraź sobie sytuację, w której na 15 minut przed obiadem dziecko prosi o deser. Akurat zobaczyło w jakiejś książce jak miś ze smakiem zjada budyń i zapragnęło tego samego. Bierze więc słodkiego rogala (bo u was dzisiaj rogaliki na deser) i zagryza. Co ty na to? Zakładam, że nie chcesz aby deser był jedzony przed obiadem. 

A co dziecko na to? 

Oczywiście nie jest zadowolone z zakazu. Informuje o swojej potrzebie, którą masz czarno na białym pokazaną: Ja chcę rogala. Oczywiście słyszy twoje tłumaczenia, ale jakby trochę nie przyjmuje do wiadomości. Na twoje: Nie teraz, odpowiada w kółko: Ja chcę! Może też pytać: Ale dlaczego? I tak zaczyna się przerzucanie słowami i emocjami. Tym sposobem doprowadzamy się na skraj cierpliwości, nie rozwiązując właściwie sytuacji.

Możemu spróbować porozmawiać w nieco inny sposób. Wziąć pod uwagę tę potrójną mieszankę potrzeb i poprowadzić sytuację nieco inaczej, mając świadomość, że wszystko co dziecko robi i mówi jest dążeniem do ich zaspokojenia. Wszystko!

Wejdź w jego buty

Z naszego dorosłego puntu widzenia ten rogal jest absurdalnym pomysłem, chwilową zachcianką. Dla dziecka jednak jest bardzo ważną sprawą. Niby o tym wiemy, jednak na 15 minut przed obiadem czasem ta wiedza jakoś spychana jest w dalsze zakamarki świadomości. To zrozumiałe. 

Jeśli jednak wyobrazimy sobie nasze własne reakcje związane z rzeczami/sprawami, na których nam bardzo, bardzo zależy, już trochę zmienia się perspektywa, prawda? 

– Chcę zafarbować odrosty. Umówiłam się do fryzjera na jutro popołudniu.
– Co? Co to za absurd. Wydawać tyle pieniędzy na farbę? Lepiej i rozsądniej będzie wydać to na jedzenie. 

– Chce obejrzeć mecz dziś wieczorem.
– Bez przesady. Ile można się wgapiać w bandę facetów biegających po murawie za piłką? Lepiej porozmawiajmy. 

– Chcę kawę. Czuję, że oczy mi się zamykają.
– Kawa jest niezdrowa, a ty z nią zdecydowanie przesadzasz. Lepiej napij się zielonej herbaty. 

Oczywiście wiem, że odrosty czy mecz nie są sprawami pierwszej potrzeby, dokładnie jak rogalik przed obiadem. Jednak mam nadzieję, że te przykłady pozwolą lepiej wyobrazić sobie, co może czuć dziecko kiedy słyszy nasze racjonalne argumenty zamiast po prostu poczuć, że jego potrzeba jest ważna. Ten rogal nie jest sprawą życia i śmierci, ale w tym momencie jest ważny. Warto więc potraktować sprawę z powagą. Tak, jak sami chcielibyśmy być potraktowani w podobnych sytuacjach. Tylko tyle. 

Pokaż, że rozumiesz

Wiedząc, że to jest ważne możemy nieco inaczej spojrzeć na całą sytuację. Inaczej też zareagować na płacz, marudzenie, jęczenie dziecka. Tak jak farbowanie, mecz czy poranna kawa są ważne dla nas, tak ten rogal jest ważny dla niego. Z tym, że maluch raczej nie będzie potrafił powiedzieć tego wprost, dlatego płacze i marudzi lub w kółko pyta „czy może”. 

Nie dlatego, że chce coś wymusić, być złośliwy lub sprawdza naszą cierpliwość. Dzieci w tym wieku nie mają takich (często przypisywanych przez dorosłych) zapędów. Nie wstają rano z postanowieniem: Oooo dzisiaj jest ten dzień kiedy będę testować cierpliwość mamy. Zacznę od rogalika. 

Więcej na ten temat napisałam w tym artykule:

Moje dziecko bywa złośliwe. Wredne! Trudno mu dogodzić. Rośnie mi mały tyran?

W tym momencie wracamy do wspomnianych wyżej trzech potrzeb. Dziecko chce być zrozumiane. I kiedy już znajdziesz w sobie moc i zrozumienie – to będzie sukces, ale też dopiero połowa drogi. Przecież dziecko wciąż nie wie, że to zumiesz. Pokaż, uświadom, że tak jest.  

Najprostszym sposobem (o którym często zresztą na blogu rozmawiamy) jest powtórzenie za dzieckiem, bez dorzucania własnych zbędnych komentarzy na temat obiadu, cukru w rogaliku itd. Chcesz rogala! Rany, wygląda pysznie. Nie dziwię się, że go chcesz. 

Często w tym momencie rodzice wspominają o swoich obawach: Jak mu powiem, że ten rogal jest pyszny to będzie chciał jeszcze bardziej. W takiej sytuacji warto sobie uświadomić, że ta konkretna rozmowa nie zmierza w kierunku wypowiedzenia dwóch magicznych zdań, które uspokoją akcję rogal. W przypadku 1-3 latków tak to raczej nie działa. Ale przecież jak mu powiesz: W żadnym wypadku!, też to sprawy nie załatwi. Wręcz przeciwnie. 

Ta rozmowa ma na celu pokazanie dziecku, że je rozumiemy, choć nie zgadzamy się na prośbę. Zauważ, że nie używamy jednak hasła: Nie zgadzam się i już. Dlaczego? Dlatego, że sami nie chcemy usłyszeć: Nie zgadzam się na twoje picie kawy i już!

Doświadczenie odmowy

Z tej naszej potrójnej mieszanki potrzeb przerabiamy właśnie z dzieckiem doświadczanie. Ono nie zawsze jest przyjemnym eksperymentem, ale doświadczanie odmowy ze strony rodzica też jest potrzebne. Maluchowi nie do końca chodzi o zjedzenie rogalika, ale o wypowiedzenie potrzeby, poczucie, że jest rozumiany i doświadczenie całej sytuacji.  Nie umie ci o tym powiedzieć więc wygląda to jak wymuszanie rogalika przed obiadem. 

Oczywiście nie za każdym razem i nie do wszystkiego pochodzimy w ten sposób, jakbyśmy rozbrajali bombę na czynniki pierwsze. Jednak czasem właśnie tak warto spojrzeć na rogalikowe sytuacje. Bo one uczą dziecko jak to wygląda teraz i będzie wyglądało w przyszłości. To jest ten wiek, w którym maluch uczy się (przez różne doświadczenia) na czym polegają: czekanie, odmowa, okazywanie frustracji. Nie ma innych narzędzi niż nasze reakcje i własne emocje (a co za tym idzie – różne zachowania).

Wracamy więc do zauważania tej potrzeby i przygotowanie siebie i dziecka na odmowę. Nie chodzi o to żeby maluch się z nami zgodził: Okej, rozumiem, że obiad jest teraz ważniejszy. Ale o to żeby wspólnie rozczarowanie i marudzenie przepracować. Nie dostanie teraz rogalika, a wymaganie od dziecka, że to zrozumie, pogodzi się bez jęczenia jest pobożnym życzeniem. Bo niby dlaczego miałoby to zrobić? 

Jak mu pomóc?

Najlepiej szukać takich rozwiązań, w których my i dziecko będziemy się czuli wygrani. Oczywiście nie zawsze się da i nie zawsze tak musi być. Jednak samo szukanie jest cudownym ćwiczeniem związanym ze wsparciem emocji. Widząc, że maluch potrzebuje czuć, że panuje nad sytuacją, że chce doświadczać i być rozumianym, pomóż mu poczuć, że jego potrzeby są zaspokajane. 

– Okej, chcesz tego rogalika i dostaniesz go po obiedzie. Mamy ich tu na tacy całe mnóstwo. Powiedz mi, ile rogali zjesz po obiedzie? Jeden, dwa czy może zero?
– Wszystkie!

– Ktoś tu ma ogromną chęć na te rogaliki. W porządku. Nałożę ci na talerz tyle ile się tam zmieści. Będziesz je mógł wszystkie zjeść albo część zostawić na później. W porządku?
– Sam nałożę na talerz.
– Świetnie!

W tej przykładowej sytuacji chodzi o pokazanie dziecku, że ma kontrolę nad własnym życiem. Ta potrzeba naprawdę nie jest fanaberią czy dziwactwem, ale oznaką, że maluch rozwija się prawidłowo. Z kolei marudzenie jest informacją o tym, że dziecko komunikuje (tak jak potrafi) o swoich potrzebach, a to znaczy, że nam ufa, nie boi się o nich mówić. 

Jednak nie ma na tyle doświadczenia i wiedzy żeby sobie samodzielnie wytłumaczyć, że usłyszane właśnie „nie”, wcale nie oznacza, że już do końca życia nie zje rogalika. Maluch, podobnie jak wielu dorosłych, potrzebuje wsparcia w doświadczaniu i rozumieniu prostych informacji. Możliwość zdecydowania ile chce rogalików, nałożenia ich sobie na talerz, świadomość, że one na pewno będą czekały po obiedzie, to jest właśnie droga do rozwiązania podobnych sytuacji i nauczenia dziecka jak sobie poradzić z frustracją związaną z odmową. 

Pytanie na końcu

Wrócę jeszcze na chwilę do tych trzech ważnych potrzeb dziecka: kontrola (samodzielność), doświadczenie, zrozumienie. Wiele sytuacji działających nam codziennie na nerwy rozbija się właśnie o jedną z tych potrzeb. Dobrym ćwiczeniem wspierającym relacje jest obserwowanie, o którą potrzebę w danym momencie chodzi. 

Niekoniecznie musi to być w środku histerii, kiedy dziecko nas o coś prosi. Lepiej nawet poćwiczyć to obserwując malucha np. podczas zabawy z innym dzieckiem. Czasami atmosfera zagęszcza się z powodu niezaspokojonej potrzeby kontroli kiedy np. dziecko nie chce żeby ktoś mu pomagał przy układaniu z klocków, a inny maluch usilnie do tego dąży. Wtedy warto skupić się na wsparciu tego obszaru. Wiedząc o co chodzi, łatwiej zaproponować jakieś rozwiązanie: Mati chyba chce teraz budować sam. Czy to prawda, Mati? 

Pytanie na końcu jest też świetnym narzędziem, bo tak naprawdę nie siedzimy w głowie Matiego i nie wiemy czy trafiliśmy z podpowiedzią. Prawdopodobnie tak, ale pytając zaspokajamy od razu wszystkie trzy potrzeby: kontrolę (ja odpowiadam, ja podejmuję decyzję), doświadczanie (rozmawiam, komunikuję, działam), zrozumienie (mama nie zmusza mnie do dzielenia się klockami, wie że tego nie chcę w tej chwili). 

Na koniec powiem tylko jeszcze, że jednym z najlepszych i najpiękniejszych sposobów na okazanie zrozumienia dla wszystkich tych potrzeb i ćwiczenia się w ich obserwowaniu jest wspólna zabawa. W niej jest przestrzeń na o wiele szerszy wachlarz emocji i zachowań akceptowanych zarówno przez malucha jak i dorosłego. 

Mocno się napracowałam przy tym artykule, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się artykułem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa informacji na temat wychowania wspierającego..
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz informacje o książkach dla dzieci „okiem pedagoga”, a w relacjach także kulisy prowadzenia bloga.

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This