Irytują nas sytuacje, w których próbujemy przekonać do współpracy dwulatka lub oduczyć niechcianych zachowań. Niektórzy odpuszczają – jest mały, ma jeszcze czas. Inni tłumaczą – to bunt, nic się nie poradzi. Jeszcze inni  powtarzają do znudzenia lub przeciwnie – tylko się złoszczą, bo przecież już tyle razy była o tym mowa. 

Tak, bywa ciężko. Cała trudność polega na tym, że uczenie czegoś od podstaw jest trudne. Zarówno dla ucznia, jak i dla nauczyciela. W tym wypadku nauczycielami są rodzice. Jak reagować żeby nauczyć tego na czym nam zależy? Jak oduczyć zachowań, których nie akceptujemy? 

Postaw się na jego miejscu

Wyobraź sobie sytuację, w której uczysz się czegoś nowego. Niech będzie to nowy język. Nudne powtarzanie słówek czy regułek gramatycznych na niewiele się zda. Brak pewnej rutyny i powtarzalności, również nie przyniesie spektakularnych efektów. Twój mózg potrzebuje konkretów i działań, które sprawią, że nowe rzeczy zapadną w pamięć, przestaną być nowe i staną się naturalnym elementem codzienności. 

Jak już się nauczysz tego języka, to sama dobrze wiesz, że bez ćwiczenia, utrwalania i po prostu przebywania wśród ludzi, którzy się nim posługują, wiele zostanie zapomniane. Wyleci z głowy. 

Wyobraź sobie teraz swojego półtoraroczniaka, dwulatka lub trzylatka (bo o takim przedziale wiekowym rozmawiamy). Masz go przed oczami? To jest mały człowiek, który codziennie czegoś się uczy, tak jak ty języka. Jest to wyzwanie, prawda? Żeby przyswoić wiedzę, używa zupełnie naturalnych strategii zapamiętywania pewnych rzeczy i schematów. Tak samo jak dorośli używają np. fiszek ze słówkami, nagrań z lektorami, podkastów językowych i wielu gadżetów – to twoje narzędzia.

Dziecko też ma swoje narzędzia, choć sposoby używane przez dziecko, niekoniecznie są akceptowane przez dorosłych, bo często nie mają nic wspólnego z respektowaniem reguł życia w społeczeństwie. Nie dlatego, że dziecko jest „niegrzeczne”, nie słucha lub gdzieś popełniłaś błąd. Kiedy ty mylisz jakieś słówko lub szyk gramatyczny na sprawdzianie z nowego języka, nikt nie zakłada, że robisz to specjalnie, złośliwie czy z lenistwa. Dopiero się uczysz. 

Dziecko wszystkiego dopiero się uczy. I nie uczy się jak dorosły. Jestem pewna, że nie raz wznosiłaś oczy ku niebu wzdychając: „Już mu tyle razy mówiłam, że nie wolno skakać po stole. A on codziennie tam włazi. Dlaczego? Przecież wie, że zabraniam! Kiedy się nauczy?”. 

To niekoniecznie musi być stół. Rozmawiałam kiedyś z mamą, która nie mogła oduczyć synka szurania zabawkowym samochodem po grzejniku. Codziennie toczona była walka o ten samochód i grzejnik. Takich najzupełniej dziwnych sytuacji, w życiu każdej rodziny jest naprawdę wiele. Czasem dziecko zakłada buty na ręce, innym razem podłapie jakieś przekleństwo i powtarza w nieskończoność, zrzuca konkretny pokarm na podłogę, podczas gdy inne zawsze zostają na talerzu. Można wymieniać i wymieniać. Jeśli czujesz, że zabranianie czy tłumaczenie nie przynoszą rezultatów w przypadku twojej pociechy, to może przyszedł czas żeby zmienić strategię rozmawiania i nauczyć dziecko, jak się uczyć inaczej. 

To nie wina ucznia

Jak zawsze, zacznę od ułożenia kilku klocków w głowie dorosłego. Zazwyczaj mamy takie przekonanie, że koro mówimy jasno i wyraźnie, to dziecko powinno rozumieć i posłuchać. Logiczne, prawda? Nie krzyczysz, nie unosisz się, tłumaczysz i tłumaczysz, w kółko powtarzasz, codziennie przypominasz, a ono dalej swoje. 

Jedną z wielu rzeczy, których nauczyło mnie prowadzenie warsztatów dla rodziców i nauczycieli, jest zwracanie uwagi na sposób przekazywania informacji. Nie raz zdarzało mi się opowiadać o czymś namiętnie, wyjaśniać pewne sprawy dużemu gronu osób. Większość z nich rozumiała mój przekaz, ale czasem zdarzała się na sali osoba, dla której to co mówiłam nie było jasne. Wiedziałam, że nie zrozumiała o czym mówię, bo np. zadawała pytanie, na które ja odpowiedziałam już kilka minut wcześniej. Pytała o rzeczy wcześniej omawiane lub drążyła temat, który wydawał mi się wyczerpany. 

Irytowało mnie to bardzo, miałam ochotę wznosić oczy do nieba i krzyczeć: „Przecież już to mówiłam!”. Zakładałam, że ta osoba pewnie nie słuchała. Zmuszała mnie do powtarzania i w dodatku reszta zebranych nudziła się słuchając tego od nowa. To mi bardzo działało na nerwy. Szybko jednak przyszedł moment, w którym zamiast wzdychać, irytować się i powtarzać te same treści w ten sam sposób, zrozumiałam, że to nie jest „wina” osoby pytającej, tylko moja. Nie ona rozwala mi szkolenie zmuszając do powtarzania. Po prostu mój przekaz do niej nie trafił. Ma prawo nie rozumieć, bo przyszła do mnie żeby się czegoś nauczyć. 

Przyjęłam zasadę (i trzymam się jej do dziś), że jeśli ktoś na warsztatach czegoś nie zrozumie, to nie jest wina „ucznia”, ale nauczyciela. Od kiedy to sobie uświadomiłam, zaczęłam szukać innych (kolejnych) sposobów tłumaczenia danego zagadnienia i to była bardzo dobra decyzja. Jeśli ktoś pytał o rzeczy już przerobione, nie traciłam czasu na szukanie przyczyn tego niezrozumienia czy powtarzanie tego samego tak samo, tylko podawałam temat inaczej, bo przecież nie każdy musi przyjmować wiedzę podobnie jak reszta grupy. Nie każdy przekaz działa na każdego identycznie jak na resztę.

Dziecko jest uczniem

Z maluchami jest często podobnie. Kiedy mówimy do dziecka np. Nie skacz po łóżku, to przestaje na chwilę. Może nawet na cały dzień, ale potem wraca do czynności. Jakby złośliwie, bo my wiemy (i ono też wie), że za chwilę powiemy to samo, co wczoraj. Żeby się utrwaliło. Nas to męczy, dziecko to nudzi. Można spróbować inaczej. 

Trzymając się tej zasady, przygotowałam 5 pomysłów na to, jak rozmawiać z dzieckiem, które… nie ma ochoty współpracować, choć głośno i wyraźnie słyszy nasz przekaz. Powtarzanie w kółko tego samego nie działa. Być może przyszła pora na kilka drobnych zmian w sposobie mówienia do malucha. Ten sam przekaz, ale inaczej podany. Być może to jest klucz, którego potrzebujesz żebyście się lepiej dogadywali? Zwłaszcza, że 1,5-3 latek jest bardzo specyficznym słuchaczem. Oczekiwanie, że będzie odbierał nasz przekaz jak dorosły, może być rozczarowaniem. 

Dzieci ok. drugiego roku życia uczą się przez powtarzanie. Dokładnie jak dorośli z językiem obcym, tak dzieci praktycznie ze wszystkim. Kojarzysz czytanie jednej książki po dziesięć razy? A ulubione zabawy? Słówka? Powtarzanie to taki etap rozwoju, dorastania, poznawania świata i w sumie powinno nam zależeć na jego wspieraniu. 

Wiedząc o tym etapie, o wiele bardziej zrozumiałe stają się te wszystkie sytuacje, gdy dziecko uparcie powtarza nawet te rzeczy, których my nie chcemy żeby się uczyło np. przekleństwa, wchodzenie na stół itd. Teraz już jest jasne, że uczy się, utrwala przez powtarzanie.  

Cała trudność polega na tym żeby znaleść jakiś złoty środek – do powtarzania ważnych czynności zachęcać, bo przecież warto żeby dziecko je potrafiło wykonać, ale zniechęcać do tych niechcianych np. wchodzenie na stół. Każdy ma inne granice tych chcianych i niechcianych rzeczy do nauczenia, najlepiej wiesz, jak to powinno wyglądać w waszym domu. A skoro już wiesz, to naucz tego również pociechę. 

Z czynnościami, których nie akceptujemy np. bicie, plucie, tłuczenie talerzy itd. jest pod górkę. Dziecko niekoniecznie zdaje sobie sprawę z tego co jest przez nas mile widziane, a co nie. Jeszcze nie wie co jest zachowaniem społecznym, a co aspołecznym. Nie tak postrzega rzeczywistość. Dla malucha wszystko jest nowe ciekawe i warte powtarzania, choćbyś komunikowała, że „nie wolno”. Być może czas zmodyfikować komunikaty. 

1. Uważnie ignoruj

Od naszej reakcji zależy, jak sprawy się dalej potoczą. Każda niecodzienna reakcja rodzica jest dla malucha ogromną atrakcją. Niezależnie od tego czy się złościsz, czy śmiejesz, czy kichasz, to będzie ciekawe, warte zapamiętania. Jeśli więc dziecko zrzuca makaron ze stołu, a rodzice nagle się zrywają i reagują panicznie/histerycznie lub np. śmieją się, że to takie urocze, jest spora szansa, że jutro, pojutrze i za tydzień, ten makaron też wyląduje na podłodze. Tylko oczywiście to już przestaje być zabawne i staje się zachowaniem, którego chcemy się pozbyć. Ty to wiesz, zakładając, że maluch też to wie, bo powiedziałaś, że nie wolno. 

Jednak w głowie malucha niekoniecznie sytuacja wygląda tak jak ty ją widzisz. On raczej kombinuje w innym kierunku: „Ta czynność wywołuje ciekawą (inną niż zazwyczaj) reakcję rodzica. Trzeba drążyć temat. Zastosuję powtarzanie i zobaczymy, co się wydarzy”. Najlepsze co można w podobnych sytuacjach zrobić, to zignorować swoją potrzebę gwałtownej reakcji i postarać się działać/rozmawiać, jakby nic się nie stało. Żeby sytuacje przestała być ciekawa, „warta powtarzania”. 

Oczywiście to jest trudne, bo kiedy dziecko np. uderza mnie w złości, chcę mu powiedzieć do słuchu. Nie chcę wychować brutala. Jednak właśnie w takich momentach lepiej zwyczajnym tonem wyjaśnić dwulatkowi: „Jesteś zły, bo nie chcę ci dać do zabawy kluczyków od samochodu. W porządku, złościć się można, ale nie zgadzam się na bicie”. Tylko tyle, lepiej nauczyć go przez powtarzanie właśnie tego. 

2. Podpowiedz

Jasne, że po takim komunikacie, rozzłoszczone dziecko nie uspokoi się natychmiast i nie powie: „A tak, już teraz będę wiedział. Przepraszam, mamusiu”. Nic z tych rzeczy, zwłaszcza, że to dziecko jeszcze pewnie nie potrafi dobrze mówić, a już z pewnością nie umie nazywać uczuć, które nim targają, pewnie też nie wszystko rozumie (jeśli słów w komunikacie za wiele). Wtedy najlepszym rozwiązaniem, po tym jak opanowałaś własne emocje i zauważyłaś/nazwałaś emocje malucha, jest krótkie wyjaśnienie, co jest w takiej sytuacji dopuszczalne np.: „Jak chcesz uderzać, to w zabawkę”. 

Już wiesz, że jeden taki komunikat nie wystarczy, bo maluch uczy się przez powtarzanie. Jutro pewnie akcja się powtórzy, ale długoterminowo ten trud się opłaca. Kiedy dziecko krzyczy, może usłyszeć: „Nie krzycz!” i to nic nie zmieni, ale może też usłyszeć np.: „Chyba jesteś zdenerwowany, bo mówisz bardzo głośno. Powiedz to ciszej” – dostaje informację, jak działać inaczej, musi ją poćwiczyć, ale to już jest konkret, na którym można pracować. 

I tak w wielu codziennych sytuacjach. Wychodzenie z założenia (lub unoszenie się jakąś dziwną dumą, przekonaniem), że dziecko to już wie, już raz było powiedziane, powinno rozumieć, itd. jest katowaniem siebie i dziecka. Dwulatek ma prawo nie wiedzieć, nie pamietać, a przede wszystkim – powinien mieć możliwość ćwiczyć konkretne czynności/zachowania po wielokroć. W ten sposób się w końcu nauczy, choć założenie, że nauczy się w tydzień lub miesiąc, często jest złudne. Więcej na ten temat napisałam w tym artykule. 

Chcesz banana? Tak, nie, nie wiem! To jak w końcu rozmawiać z półtoraroczniakiem i dwulatkiem?

 3. Zaskocz

Wiedząc, że małe dzieci zwracają uwagę na inne niż zazwyczaj reakcje, można to wykorzystać w sytuacjach kryzysowych. Zamiast prosić malucha siódmy raz o podniesienie z podłogi zabawki, sama podnieś misia i np. podrzucaj jak piłkę: „Ale świetną piłkę znalazłam. Będę ją sobie podrzucać”. Dwulatek pewnie podbiegnie i poinformuje, że to jego miś, a nie piłka. 

Graj dalej, to rozładuje atmosferę: „Ależ ja myślałam, że piłka. Miś? Dobra, a gdzie on powinien być żeby go ludzie nie mylili z piłką?”. Zaskakując dziecko nazwaniem czegoś inaczej, pomyłką, wygłupianiem się, pewnie szybciej nakłonisz do współpracy przy nudnym sprzątaniu niż powtarzając kilka razy, że „trzeba”. W ten sposób warto działać w sytuacjach, które nie są mocno zaognione, ale na których ci zależy np. właśnie podniesienie zabawki, odłożenie butów na miejsce itd. Dla dziecka w tym wieku wszystko jest na swój sposób zabawą i warto to wykorzystać zamieniając codzienność w zabawę. 

4. Rozbij 

Chodzi o rozbicie na mniejsze elementy jakiegoś dużego wyzwania. Trzymając się zasady o dostosowaniu sposobu komunikacji do odbiorcy, warto wziąć pod uwagę, że oczywiste i proste dla dorosłych zdania, są dla dziecka czasem zbyt trudne do ogarnięcia. 

Niby proste hasło: „Wrzuć brudne rzeczy do kosza z praniem”, prawda? Będąc dorosłym stojącym w łazience, gdzie dziecko rozebrało się właśnie do kąpieli, jest dla nas oczywiste, że trzeba te rzeczy umieścić w koszu. Jeśli jednak rozbijemy sobie (tak dla ćwiczenia) tę czynność na poszczególne elementy, to staje się trudna. Trzeba zlokalizować ubrania, podejść do każdego, podnieść z podłogi, zanieść do kosza. Można je zebrać wszystkie na raz lub wrzucać osobno, technika jest dowolna, ale to wciąż sporo do wykonania. A tak w ogóle, to ubrania daje się do szafy. Nie raz mama to mówiła. I tak sprawa przestaje być prosta. 

W przypadku małych dzieci, o wiele lepiej niż ogólnik „do prania”, sprawdzą się konkretne hasła/prośby: 

  • „Podnieś proszę koszulkę i wrzuć do tego kosza. Super, dzięki”. Chwila przerwy na przybicie piątki, podskok, uśmiech itd. 
  • „A teraz podnieś z podłogi dwie skarpetki” i znowu przerwa. W przerwie można nimi pomachać, pokręcić, powąchać. 
  • „Wrzuć je do tego kosza”, itd. 

Tak, trzeba się więcej nagadać, ale w większości przypadków zmiana sposobu komunikacji prowadzi do większego zaangażowania dziecka. Chyba warto? 

5. Angażuj

Zresztą angażowanie w codzienne czynności to też jest sposób na polepszenie komunikacji. Warto zapraszać dziecko do codziennych obowiązków, choć jasne, że przy dwulatku większość z nich będzie trwała dłużej i będzie trudniejsza do ogarnięcia. Jednak wciąż warto, bo dzięki temu dziecko: 

  • będzie spędzało z nami czas, 
  • poczuje się częścią rodziny,
  • nauczy się współpracować przy pomaganiu.

Może wykonywać proste czynności, dzięki którym pozna „topografię domu” i umiejscowienie przedmiotów. Wtedy o wiele łatwiej będzie mu w przyszłości zrozumieć, że „wyrzuć śmieci” oznacza podejście do zlewu, otwarcie szafki, w której stoi śmietnik i wrzucenie tam papierka, bo ma to już przećwiczone.

I tak ze wszystkim, łatwiej działać kiedy zna się teren i narzędzia, tylko trzeba dać dziecku szansę na ich poznanie i powtarzanie czynności. 

 

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This