Krzyk bywa irytujący, choć czasem jest potrzebny. Dzieci przychodzą na świat krzycząc i to jest ten krzyk, na który mamy i ojcowie (jeśli wystarczyło im odwagi żeby być przy porodzie) czekają z zapartym tchem.

Ten pierwszy krzyk potrafi wyzwolić łzy i wzruszać. Potem jednak słodki bobas zaczyna dorastać, rodzicom zaczyna brakować cierpliwości, a dziecku przestają wystarczać bezpieczne i troskliwe ramiona mamy.

Wtedy krzyk zmienia się w uciążliwy dźwięk, z którym nie wiadomo jak sobie poradzić. Mały człowiek, zwłaszcza taki, który jeszcze nie potrafi mówić, używa krzyku do komunikowania się ze światem. Zazwyczaj informuje w ten sposób, że dana sytuacja mu nie odpowiada. A rodzice szybko uczą się takie sygnały doskonale odczytywać.

Kiedy dziecko zaczyna chodzić, uciekać, mówić, buntować się i po prostu poznawać świat na własną rękę, krzyk staje się często sposobem komunikacji rodzica z dzieckiem. Niby wiadomo, że nie powinno się krzyczeć na dzieci, ale jakoś tak wychodzi, że nie zawsze można się inaczej dogadać.

Ściągnij to zdjęcie i udostępnij, może komuś się przyda do przemyślenia pewnych spraw.

Zamknięte i głośne

Czasem wydaje się, że krzyk działa, że jest to dobra metoda wychowawcza. Kiedy rodzic głośniej krzyknie, dziecko zaczyna słuchać. Przestaje np. chlapać, bić, rzucać, uciekać. Często zatrzymuje się w miejscu i już nawet nie dyskutuje. Po prostu wykonuje polecenie rodzica. Ktoś patrząc z boku może pomyśleć, że to właściwie bardzo dobry sposób na egzekwowanie pewnych zachowań.

I tak jest. Z tym, że wychowanie to nie dana chwila, ale cały długi proces, trwający wiele lat. Ta szybka reakcja dziecka – przerwanie wykonywanej czynności, „zamrożenie” – częściej ma więcej wspólnego z lękiem niż z przemyślaną współpracą i chęcią działania. Człowiek słyszący krzyk reaguje strachem. Tak działa mózg, który nakazuje bronić się przed krzykiem. A właściwie przed informacją (potencjalnym zagrożeniem), którą taki krzyk ze sobą niesie.

Dla bezpieczeństwa

Bardzo często krzyk ratuje życie, bo przecież wołanie o pomoc to też krzyk. Wołanie do dziecka STOP! przy ruchliwej ulicy, to również krzyk. Używany w wyjątkowych sytuacjach zagrożenia życia, naprawdę nie działa szkodliwie na psychikę dziecka. Natomiast używany zbyt często i w sytuacjach zupełnie zwyczajnych sprawia, że maluch zaczyna posłusznie wykonywać wszystkie polecenia, ale też żyje w ciągłym zagrożeniu.

Zerknij tu, może przyda się wam kilka zabaw uczących reagować na hasło: Stop!

Jak reagować kiedy dziecko wciąż mi ucieka?

Zero komunikacji

Mózg postawiony w stan gotowości (zakrzyczany) nie potrafi skoncentrować się na innych czynnościach. Bardzo dobrze widać to na przykładzie uczniów, którzy mają problemy z nauką. Im więcej dorosły krzyczy na dziecko, tym mniejsze są szanse na to, że maluch sobie coś przypomni lub wpadnie na genialny sposób rozwiązania trudnego zadania. Słysząc krzyk, organizm nastawia się na obronę, a nie na twórcze myślenie.

Kiedy dziecko stoi przed trudnym do rozwiązania problemem, potrzebuje spokoju, motywacji, zrozumienia, a nie ponaglania i pokrzykiwania nad uchem. Zresztą, jeśli się nad tym chwilę zastanowić, nie tylko dzieci tak przecież funkcjonują. Dorosłym nie raz też pewnie zdarzało się wznosić oczy do nieba kiedy zbyt długo przebywali w głośnym miejscu. Kiedy dzieci za oknem hałasowały tak, że nie dało się skupić na pracy czy odpoczynku.

Krzyk zostawia ślad

O wiele więcej da się wskórać w wychowaniu wiedząc jak panować nad krzykiem. Owszem, reakcja dziecka bywa natychmiastowa, czyli teoretycznie słucha w danym momencie, jednak na dłuższą metę będzie człowiekiem mniej pewnym siebie, żyjącym w lęku i poczuciu, że za chwilę może się zdarzyć coś złego.

Tym bardziej, jeśli rodzic krzyczy właściwie bez ostrzeżenia. Bez wyjaśnienia powodu swojej irytacji, poinformowania, jak mały człowiek powinien się zachować. Przechodząc od razu (lub najczęściej) do krzyku, rodzic odbiera dziecku szansę na popełnianie błędów w bezpiecznych warunkach.

Nie zawsze przecież tak jest, że dzieci zachowują się tak jak w podręcznikach. Mają prawo do buntu, pomyłek i niewiedzy. Krzyk nie sprawi, że nauczą się szybciej i będą bardziej posłuszne. Nie sprawi, że lepiej poradzą sobie w życiu jako dorośli. Sprawi, że będą się uczyć wolniej, a własne pomysły (może i ciekawe) zachowają dla siebie. Z obawy przed krzykiem z braku wiary we własne możliwości.

Jeśli czujesz lekki niedosyt i zależy ci na dowiedzeniu się więcej na temat wychowania wspierającego, zapraszam cię do naszej grupy, w której rozmawiamy na wszystkie rodzicielskie tematy – klik.

 

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This