Zdarza mi się dość często dostawać pytania związane z umiejętnością przegrywania. Najcześciej chodzi o to, że dziecko „nie radzi sobie” z przegraną w grę, w wyścigu, bo nie zrobiło czegoś jako pierwsze, najlepiej, najszybciej.

Tak na serio, to nie ma się co dziwić, że maluch lubi wygrywać, a nie przegrywać. To dość miłe uczucie kiedy potrafi się coś zrobić najlepiej, najszybciej. Widząc tę radość chciałoby się nieba przychylić i zawsze pozwolić wygrać. Oczywiście nie robimy tego z kilku powodów. Między innymi dlatego, że zdajemy sobie sprawę z konieczności nauczenia przegrywania.

Po co przegrywać?

Choćby po to żeby w poznać smak przegranej w bezpiecznych, domowych warunkach. Tu jakoś tak łatwiej nie wiedzieć jak przegrywać i złościć się, krzyczeć, denerwować. Rodzina prędzej zrozumie niż rówieśnicy. I to prawda, że maluch przyzwyczajony do wygrywania zawsze, szybko zostanie tego oduczony przez kolegów i koleżanki, tylko w mniej przyjaznych warunkach.

Ta nieumiejętność radzenia sobie z przegraną, często spędza sen z powiek rodzicom, a prawda jest taka, że dzieci do 6-7 roku życia nie lubią rywalizacji. Lubią wygrywać, ale to coś innego niż rywalizacja, z którą kompletnie sobie nie radzą. Nie lubią konkurować w prawdziwych wyścigach, bo nie potrafią zapanować nad rozpaczą w razie przegranej.

I szczerze mówiąc, niekoniecznie trzeba maluchom serwować zawody sportowe, gdzie na podium jest tylko jedna osoba. Jeśli bierze w nich udział grupa przedszkolna czy klasa, to wiadomo, że tylko jedno dziecko wygra, reszta będzie przegrana. Nie od takich doświadczeń powinno się zaczynać naukę przegrywania i żeby była jasność, nie ma to nic wspólnego z wychowywaniem dziecka „na mięczaka”.

To co zrobić?

Dać maluchowi pierwsze pozytywne doświadczenia z grami. Zamiast koncentrować siły na tym by nauczyć radzić sobie z przegraną, lepiej nauczyć po prostu grać. Polubić gry, znaleźć przyjemność w graniu. Najlepiej do tego nadają się oczywiście planszówki i gry edukacyjne, w których trzeba się mierzyć z mniejszą ilością osób niż np. w maratonie lub choćby w grupie przedszkolnej. Gry są spokojniejsze. Zazwyczaj też mają jakąś fabułę, historię, motyw przewodni. To skupia uwagę dziecka na opowieści i zabawie, nie tylko na mecie.

Można wczuć się w jakąś rolę, można poudawać. A kiedy dziecko udaje, to łatwiej godzi się z przegraną, bo przecież to było na niby. Już Lew Wygotski (nie tylko zresztą on) mówił o tym, że zabawa jest najcudowniejszym sposobem zdobywania przeróżnych umiejętności. Dzięki niej łatwiej maluchowi uczyć się również tych niemiłych rzeczy, jak np. przegrywanie. W grach edukacyjnych dochodzi właśnie element uczenia się o jakimś konkretnym temacie. Oprócz ćwiczeń wygrany-przegrany, mamy więc jeszcze dowiadywanie się czegoś nowego. Wciąż przez zabawę.

Jednym z elementów pozwalających dziecku odrobinę oswoić przegraną jest ruch. Kiedy grasz z kilkulatkiem, nie wymagaj siedzenia w skupieniu. Jeśli chce rzucać kostką stojąc na jednej nodze, to w porządku. Jeśli ma ochotę zerkać przez lewe ramię, to też świetnie. Tak grają młodsze dzieci, tak często też słuchają kiedy ktoś im czyta i tak najlepiej przyswajają wiedzę – w ruchu, bo to naturalna potrzeba kilkulatków.

Kiedy więc maluch przegra, pozwól mu pozłościć się też w ruchu. Niech pokaże frustrację i gniew. Niekoniecznie chce wtedy słyszeć: Nic się nie stało, bo w jego świecie coś się stało. I to bardzo dużo. Lepiej żeby usłyszał, jak może okazać to co właśnie czuje i jak to się nazywa: Tym razem to ja zebrałam więcej punktów i to cię rozzłościło, prawda? Bardzo chciałeś być przede mną, rozumiem. Jeśli ci to pomoże, możesz zrobić bardzo groźną minę do tej kostki, żeby następnym razem lepiej wyrzucała. Chodź, razem zrobimy minę. A wiesz co jest fajne? Że teraz przegrałeś, ale już w następnej kolejce… nigdy nic nie wiadomo.

Nauka przegrywania niekoniecznie (przynajmniej nie na pierwszych etapach) musi być powiązana z gratulacjami dla zwycięzcy. Co komu po wybąkanym pod przymusem: Super, kiedy wiadomo, że dziecko nie mówi tego szczerze i wcale tak nie myśli. W tym momencie dla dziecka nie jest super. Całą uwagę skupia na radzeniu sobie z przegraną. Nie od początku będzie potrafiło cieszyć się z wygranej innej osoby. To za duże wymaganie dla 2-4 latków.

Dobrym sposobem na uczenie jak się zachować jest po prostu pokazanie na własnym przykładzie: Gratuluje ci wygranej, Adasiu. Też miałam ochotę wygrać, ale tym razem ty wygrałeś. Jednak już niekoniecznie wymagajmy tego od jego młodszego brata. Brat z czasem się nauczy gratulować. Nie wszystko na raz. Jak wszystkie nowe emocje i zachowania, również przegrywanie trzeba poćwiczyć.

Wielkim plusem gier planszowych jest to, że podczas aktywności, jednocześnie pozostaje się w kontakcie z innymi ludźmi. To coś, czego gra komputerowa nigdy nie da w ten dosłowny, najprostszy i najbardziej dziecku potrzebny sposób. Dorosły może pomóc maluchowi poradzić sobie z frustracją jeśli po prostu jest blisko, telefon czy tablet – niekoniecznie.

Jeszcze jednym ważnym elementem gier edukacyjnych i planszowych jest możliwość dotykania i manipulowania. Ma to związek nie tylko ze wspomnianą potrzebą ruchu, ale też rozwija motorykę małą. Pionki i elementy zestawu są najcześciej dość małe. Palce dłoni pracują i ćwiczą przy okazji różne rodzaje chwytów. To ważne szczególnie dla najmłodszych graczy.

Oprócz tego, że ważne, jest to również przyjemne, bo doświadcza się gry nie tylko jednym zmysłem (wzrok), ale też np. dotykiem, ruchem ciała. Wiele osób właśnie za to – za wygląd i elementy zestawu – najbardziej kocha planszówki. I szczerze mówiąc, po takie gry powinny najczęściej sięgać dzieci.

Ciekawa jestem, jak to u was wygląda?

Artykuł powstał przy współpracy z wydawcą serii Kapitan Nauka, firmą EDGARD. Dobrze ich znasz, bo często goszczą u mnie na blogu, ponieważ bardzo, ale to bardzo wpisują się w moje myślenie o edukacji przez zabawę. Zerknij na te gry edukacyjne. Wszystkie dostępne w ofercie sklepów Empik i Smyk.

Zwierzaki bystrzaki

Podczas gry przenosimy się do dżungli. Jest zielono, cudownie i trochę dziwnie, bo człowiek ma wrażenie, że jest obserwowany. I to prawda, bo przecież w dżungli mieszkają różne zwierzęta. Jest ich tu całkiem sporo:

  • 20 par wzorzystych zwierząt,
  • 20 par jednokolorowych zwierząt,
  • 24 okrągłe żetony,
  • duża rozkładana plansza.

Właśnie na ich odnalezieniu skupiamy się podczas tej gry. Szukamy motyli, rybek, kameleonów i węży. Niektóre są identyczne, niektóre różnią się detalami, wszystko tworzy niezwykły klimat i zaprasza do przygody. 

W instrukcji dołączonej do zestawu znajduje się 11 wariatów zabaw i to mi się bardzo podoba. Za każdym razem można modyfikować rozgrywkę mając do dyspozycji jedną grę. Czasem to memory, innym razem gra związana z refleksem, bardzo dużo pomysłów kładących nacisk na ćwiczenie spostrzegawczości i zapamiętywania. Uczestnicy w różnym wieku znajdą tu coś dla siebie.

Gra edukacyjna przeznaczona dla dzieci od piątego roku życia.
Więcej informacji o niej znajdziesz na stronie sklepu Kapitan Nauka – klik.  

Zegar

Tym razem chodzi o naukę odczytywania godzina na zegarze. Nie ma lepszej zachęty niż samodzielne złożenie zegarka i ten zestaw daje taką możliwość. W dodatku, zegar jest dwustronny, co oznacza, że dziecko może zacząć naukę od godzin 1:00-12:00, a potem przejść płynnie do odczytywania 13:00-24:00. Kiedy sprzęt już jest gotowy, zaczyna się zabawa, w której wykorzystujemy:

  • 4 dwustronne plansze z przepięknymi ilustracjami, ułożone w odpowiedni sposób złożą się na dwa rysunki: „W pracowni zegarmistrza” oraz „Plan dnia Julki i Franka”, 
  • 36 żetonów przedstawiających analogowe zegary,
  • instrukcję do gry zawierającą 12 wariantów zabaw.

Ta gra nie tylko uczy odczytywania godzin, ale też planowania dnia, układania sobie kolejnych czynności i „obrazu” doby. Takie umiejętności bardzo przydają się choćby w codziennej komunikacji i rozumieniu następstwa czasu.

Gra przeznaczona dla dzieci od piątego roku życia.
Więcej informacji o niej znajdziesz na stronie sklepu Kapitan Nauka – klik.  

Polska

Ta propozycja to spacer po Polsce. Tak, spacer, bo mamy pionki, którymi poruszamy się zgodnie z wytycznymi z instrukcji. Nie jest to jednak taki zwykły spacer, bo cały czas dzieci mają możliwość dowiadywania się czegoś ciekawego o różnych zakątkach kraju. Całość składa się z:

  • dużej planszy,
  • plakatu,
  • 15 kart do gry obserwacyjnej (obrazkowe),
  • 10 kart ruchu (świetne ćwiczenie do samodzielnego czytania),
  • 30 kart z pytaniami (3 podpowiedzi do wyboru).

Instrukcja przeprowadza nas przez kolejne etapy gry, podpowiadając uczestnikom ruchy. Jest więcej niż jeden wariant rozgrywki i jest też element rywalizacji związanej z kolejnością dotarcia na metę. Jednak właśnie dzięki temu, że wariantów jest więcej, można grać drużynowo, a przecież nie od dziś wiadomo, że podróżowanie w towarzystwie to najlepszy pomysł.

Gra przeznaczona dla dzieci od piątego roku życia.
Więcej informacji o niej znajdziesz na stronie sklepu Kapitan Nauka – klik.  

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This