Spotkanie rodzinne może być wyzwaniem. Nie tylko przy świętach. Okazji do takich spotkań jest całkiem sporo: chrziny, komunie, imieniny cioci itd. Może to właśnie przed tobą? Albo z takiego wróciłaś i myślisz tylko o zakopaniu się pod kołdrą do końca zimy? 

Nie każde spotkanie rodzinne jest miłe, wyczekiwane. Bywają też trudne rodzinne spotkania. Bywa, że niewinnie zapowiadające się spotkanie rodzinne, zupełnie nieoczekiwanie, obraca się w katastrofę. Przed nami Boże Narodzenie, dla niektórych rodzinna jazda bez trzymanki.

Święta to czas dla rodziny. Tej najbliższej w pierwszej kolejności. I to jeszcze jakoś da się przeżyć. Ale święta to też bardzo specyficzny czas dla tej dalszej rodziny, która czasem zachowuje się tak, jakby przez cały rok szykowała się na tę jedną, jedyną batalię. Dobicie właśnie ciebie!

Co zrobić, żeby przetrwać spotkanie rodzinne bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym? Podaję kilka – bardo poważnych, czasem kontrowersyjnych, niemniej jednak, zalecanych przez psychologów – wskazówek. Możesz się do nich zastosować i sprawić sobie prezent w postaci spokoju. Możesz też je kompletnie zignorować i zdać się na bardzo popularnych wśród rodzinnych biesiadników trend – jakoś to będzie.

Chcesz porozmawiać z pedagogiem on-line? Kliknij po więcej informacji»

Od razu też powiem, że nie piszę o nerwach i negatywnych emocjach dopadających człowieka po (przed i w trakcie) rodzinnych spotkaniach, żeby zepsuć nastrój. Wiem, że niefajnie się o tym myśli. Ale zawsze wychodzę z założenia, że do trudnej sytuacji lepiej jakoś tam się przygotować, niż czekać, aż sprawy same się ułożą.

Wyloguj się

Z grubej rury strzela pierwszą radą psycholożka kliniczna – Pauline Wallin. Uważa, że jeśli czujesz, że  n a p r a w d ę  nie masz ochoty uczestniczyć w rodzinnym wydarzeniu, to tego nie rób. Po prostu się nie zmuszaj.

Jeśli zastosowałaś już kiedyś wszystkie poniższe rady i nadal czujesz, że to cię przerasta, to się
w y m i k s u j. Komu przyjdzie z twojego zmuszania się coś dobrego? Kto będzie uradowany, kiedy zmusisz się do spotkania z ludźmi, których nie chcesz widzieć? Czy ty będziesz się czuła dobrze? Czy będziesz szczęśliwa? Czy twoje szczęście nie powinno być priorytetem dla rodziny? Jeśli jest, to nic innego nie powinno się liczyć. Co z tego, że co ludzie powiedzą. Zawsze coś mówią i będą mówić.

Jeśli nie masz ochoty, to znajdź sobie inną aktywność. Zwłaszcza na święta. Właśnie z takich powodów coraz więcej ludzi wyjeżdża na zimowe wakacje w czasie Bożego Narodzenia. Nawet nie dlatego, że się nie lubią z rodziną. Po prostu czują, że ten wyjazd i zaczerpnięcie odrobiny słońca, są dla nich ważne. Że to jest dobre dla ich psychiki.

Nie musi to być wyjazd. Możesz się np. zaangażować w pomoc charytatywną. Taka działalność, wielu osobom, sprawia dużo przyjemności i podnosi na duchu. To lepszy sposób spędzania świąt niż spotkanie rodzinne, do którego się zmusiłaś lub – co gorsza – zmusili cię najbliżsi przez wywieranie presji psychicznej.

Spotkanie rodzinne ma to do siebie, że powtarza się raz do roku. I nie chodzi tylko Boże Narodzenie. Tych okazji do spotkań rodzinnych jest przecież więcej. A ty, jako osoba dorosła, nie musisz się nikomu tłumaczyć z tego, że raz czy dwa, masz ochotę odpuścić. Spędzić po swojemu.

Jasne, że to wymaga odwagi i uporu. Zwłaszcza kiedy masz do czynienia z rodziną wywierającą na ciebie ogromny wpływ. Jeśli zależy ci na tym, co ludzie powiedzą. Albo czasem po prostu, nie chcesz nikomu robić przykrości nieobecnością. Rozumiem. Jednak zachęcam do spróbować żyć po swojemu. Chociaż raz, na próbę.

Zatem się przygotuj

Jeśli jednak postanowiłaś stawić dzielnie czoło spotkaniu rodzinnemu, mimo obaw, że znowu będzie jak zwykle (czyli ciężko), to szacun. Przygotuj się najlepiej jak możesz. Według Jeffreya’a Greeson’a – psychiatry z Duke University School of Medicine w Durham, N.C. – warto mieć przećwiczoną mantrę. Zwłaszcza kiedy wiesz, że spotkasz się z ludźmi, którzy wyzwalają w tobie negatywne uczucia.

To ludzie, z którymi nie bardzo masz ochotę się spotykać. A robisz to raz do roku, bo święta, bo ważna okazja i  w y p a d a. To ludzie, z którymi często się w przeszłości kłóciłaś. Może i nadal często to robisz, jeśli nie odcięłaś ich ze swojego otoczenia (wiem, nie zawsze się da).

Żeby przetrwać trudne spotkanie rodzinne, na wszelkie zaczepki odpowiadaj swoją (na serio przećwiczoną wcześniej) mantrą: Rozumiem, ale porozmawiamy o tym kiedy indziej. Jeśli zazwyczaj na wszelkie zaczepki reagowałaś atakiem odczepnym, to zbijesz z tropu agresora swoim spokojem i niechęcią do kłótni.

Czy to łatwo da się zrobić? Czy to nie będzie uszczerbek na moim honorze, że niby odpuszczam? Cóż, decyzja należy do ciebie. Jeśli za punkt honoru stawiasz sobie kłótnię przy wigilijnym (lub jakimkolwiek innym) stole, to nic mi do tego.

Wiedz jednak, że tego rodzaju mantra istnieje i działa cuda. Prywatnie ci powiem, że siła spokoju mojego starszego brata, w niejednej potyczce doprowadziła mnie do szału, ale kłótni nie było. Bo się nie dało. Nie dał się sprowokować. Uwierz mi, siła spokoju to najgorsza broń dla choleryka.

Zainteresował cię ten temat? Zapisz się na newsletter i nie przegap kolejnego wpisu »

Znajdź azyl

Na każdym spotkaniu rodzinnym są osoby, z którymi bardziej lub mniej lubisz przebywać. Jeśli nie chcesz kwaśnej atmosfery, po prostu przebywaj z tymi, których bardziej lubisz. Jeśli nie ma takich dorosłych, to zajmij się zabawą z dziećmi.

One najczęściej widzą spotkania rodzinne z zupełnie innej perspektywy niż dorośli. Przy okazji świąt, potrafią cieszyć się prezentami, jak żaden dorosły nigdy nie będzie umiał. Potrafią odciągnąć uwagę od myślenia o złych emocjach i nakręcania się do kłótni.

Jeśli jedziesz na spotkanie rodzinne z nastawieniem, że się pożresz ze wszystkimi dookoła, to nic nie pomoże. Kiedy jednak szukasz azylu żeby nie wybuchnąć komuś prawdą (nawet zasłużoną) w twarz, to szukaj dzieci.

Nie skupiaj się na sobie

Nie wiem, czy już pisałam na blogu, ale przez ostatni rok, mamy nową rodzinną filozofię. Polega na tym, że pozbywamy się rzeczy. Chcemy ich mieć jak najmniej i naprawdę sprawia nam to ogromną frajdę. Mamy dokładnie tylko tyle, ile nam potrzeba. Do tego stopnia, że kiedy pojawia się większa gromada gości, często brakuje sztućców, talerzy czy choćby krzeseł. I bardzo, ale to bardzo mi ta filozofia odpowiada.

Jednak im bliżej świąt, co w tym roku oznacza dla nas ogromne spotkanie rodzinne, tym bardziej jakoś kusiło mnie żeby przejść się do sklepu. Poszperać za jakąś ładną bluzką, wrzucić coś nowego do walizki. Żeby jakoś się na te święta rodzinie zaprezentować. I kiedy trzymałam już tę bluzkę stojąc w świątecznej kolejce do przymierzalni (jasne, że bardzo długiej), to zaczęłam się zastanawiać… po co? Przecież mam się w co ubrać.

I mniej więcej, do tego rodzaju myślenia odnosi swoją kolejną radę Jeffrey Greeson. Wyluzuj, bo spotkanie rodzinne nigdy nie będzie idealne. Jeśli zakładasz, że wszystko będzie pięknie, to po prostu wsadzasz swoją psychikę na minę.

Haczyk polega na tym, że choć tak wiele teraz się mówi o tym, że nikt nie chce być perfekcyjny, to jednak gdzieś tam, w podświadomości, bardzo pragniemy zaprezentować się najlepiej. O d h a c z y k o w a n i e  polega na tym, żeby przestać się skupiać na wyglądzie, sobie, tym co o mnie pomyślą i powiedzą, na prezentacji.

Lepiej skupić się na drobiazgach, które uszczęśliwią innych. I to naprawdę chodzi o drobiazgi, a nie wywalone w kosmos prezenty. Może to być kartka narysowana przez dziecko dla prababci. Może to być słoik wypełniony własnoręcznie upieczonymi piernikami, który zostawicie z dziećmi pod drzwiami sąsiadki. Nie musi wiedzieć, że to od was. Może to być rodzinne przebieranie zabawek, które oddacie dla potrzebujących dzieci.

Okazji jest tak wiele, że właściwie potykamy się o nie na każdym kroku. Trudno jednak je dojrzeć, kiedy stoi się w kolejce do przebieralni w celu nabycia zupełnie niepotrzebnej bluzki.

Szczęśliwi na siłę

Bardzo często, przy spotkaniach rodzinnych, staramy się unikać przykrych tematów. Nie mam na myśli tych wywołujących konflikty, ale np. bardzo smutnych. Takich jak śmierć bliskiej osoby, tęsknota za dziećmi, które nie dojechały zza granicy na święta itd.

Właśnie ten rodzinny czas jest dobrym momentem dla takich uczuć. Choć mam wrażenie, że wiele osób tego nie rozumie, nie docenia lub po prostu woli unikać mówienia o uczuciach. Żeby nie psuć atmosfery. Jednak kiedy rozmawia się o kochanej osobie, która odeszła, to przecież jest ważny moment, a nie psucie atmosfery.

Tak, to są trudne uczucia, ale kilka łez w rodzinnym gronie, kilka westchnień i dobrych myśli, skierowanych prosto ze smutnego serca, jest lepsze niż np. biesiadowanie i obgadywanie lub kłócenie się o sytuację polityczną. Albo zalewanie smutków alkoholem.

Dla wielu smutnych osób, ważne jest to rodzinne wypłakanie się, wspominanie. Nawet jeśli wydaje się to dziwne, krępujące, nieciekawe. Takie obnażające, prawda? Wiesz dlaczego?

Obecnie mamy obowiązujący i modny, kult wiecznej młodości. Mam wrażenie, że mamy też coś na kształt amerykańskiego kultu wiecznego zadowolenia. Jeśli jednak czujesz, że z jakiegoś powodu, nie masz ochoty być radosna jak cheerliderka na finałowym meczu siatkówki, to nie bądź. Masz prawo przeżywać smutek, tak jak chcesz. Nie jesteś nikomu  w i n n a  rozrywki przy rodzinnym stole.

Nie chodzi mi jednak o danie przyzwolenia na marudzenie, narzekanie na wszystko i tzw. foch. Chodzi o świadome przerabianie trudnych emocji. Taka lekcja jest też ważna dla dzieci, z którymi spędzasz rodzinne spotkanie.

Wiem, że chciałoby się widzieć ich twarze zawsze uśmiechnięte. Jednak nie da się zawsze. Niech one o tym też wiedzą. Taka chwila na poważniejsze i smutniejsze sprawy, mimo że bardzo trudna, mniej przyjemna, niezmiernie scala rodzinę.

Wyśpij się

Dobrze rozumiem, że zalecanie tego (nawet przez sławnego psychologa) matce małego dziecka (lub dzieci) jest – jakby to delikatnie ująć – nieporozumieniem. Jednak mówię o tym, bo to bardzo ważne. Osoby nie przesypiające wystarczającej liczby godzin w ciągu doby, mają większe skłonności do depresji. Tej świątecznej i w każdej innej sytuacji.

Jeśli wiec tylko możesz, to staraj się nie zakłócać swojego dobowego rytmu. To znaczy, mimo że jesteś w gościach lub ich przyjmujesz, postaraj się tak zaplanować czas, by o konkretnej godzinie móc powiedzieć dobranoc.

Czy ktoś się obrazi? Być może, ale robisz to dla siebie. Dla swojego dobra. Nie jesteś gościom (których widujesz dość rzadko) winna swojego złego samopoczucia i niewyspania. Myślę, że zwłaszcza młoda mama, zostanie zrozumiana w tej kwestii. Jest czas snu i idziesz spać.

To samo zresztą dotyczy dzieci. Wiem, że w święta, podczas wyjazdów, najłatwiej pofolgować zwyczajom. Oczywiście decyzja należy do ciebie. Pewnie jednak masz świadomość, że to rozregulowanie wpłynie też na zachowanie dzieci kolejnego dnia i kolejnej nocy: zmęczenie, marudzenie, kłótnie, poirytowanie. Wtedy dotyczy to już nie tylko maluchów, ale i ty masz spaprane spotkanie rodzinne.

Koło ratunkowe

Najczęściej, to ludzie spoza rodziny. Jeśli czujesz, że spotkanie rodzine cię przerasta, to znaczy, że wszyscy cię denerwują, czepiają się komentują i wkurzają, umów się z kimś spoza rodziny.

Najlepiej właśnie żeby to byli dobrzy znajomi. Nie tacy, których nie widziałaś od lat i nie wiesz czego się spodziewać. Ale tacy, z którymi masz bardzo dobry kontakt i spotykacie się dość często. Rozumiecie się.

Warto pracować nad takimi przyjaźniami. Warto je pielęgnować. Nie tylko dla towarzystwa, ale właśnie dla spokoju własnej psychiki. Nam się po prostu wydaje, że to tylko przyjemnie spędzony czas. Jednak z psychologicznego punktu widzenia, oni są odskocznią. Kołem ratunkowym. Pewniakiem, na którego możesz liczyć w trudnej sytuacji.

A święta i zjazdy rodzinne bywają bardzo trudną sytuacją. Więc zaplanuj czas dla tych właśnie przyjaciół, z którymi potrafisz się śmiać i wiesz, że jak się spotkacie, to docinki teściowej czy cioci ze Szczecina, będą wyłącznie powodem do pośmiania się. Ponabijania i spuszczenia powietrza z tego balonu, który niebezpiecznie się nadmuchał w ciepełku rodzinnej atmosfery. I w każdej chwili może wybuchnąć.

Z drugiej strony – bądź taką przyjaciółką. Jeśli czujesz, że znajomi spotykają się z tobą, bo mają dosyć rodzinnego czasu, bo potrzebują wytchnienia, to nie mów: Nie chce mi się, Nie wypada, bo to święta. Dziś oni proszą o pomoc, jutro ty będziesz potrzebowała koła ratunkowego.

Rusz się

Nie wiem, czy regularnie uprawiasz sport. Ja nie uprawiam regularnie, ale staram się codziennie jakoś tam ruszać. Codziennie choćby spacerować. Czy tak było zawsze? Nie. Czy to wymaga samozaparcia? Jak diabli. Nie trzeba być psychiatrą, psychologiem, naukowcem ani (modnym obecnie) coachem osobistym, żeby wiedzieć – właśnie tego rodzaju dyscyplina jest kluczem do przetrwania świątecznych spotkań rodzinnych.

Nie rezygnuj więc ze sportu, jeśli uprawiasz go regularnie. Tylko dlatego, że jesteś w innym miejscu, nie znaczy, że masz siedzieć wyłącznie przed telewizorem. Jasne, że świąteczne obżarstwo temu bardzo sprzyja, Może nawet i program telewizyjny w odświętnej odsłonie, daje radę. Jednak zmobilizuj każdą komórkę swojego ciała.

Przy okazji, zmobilizuj ciała dzieci, bo im spacer też jest bardzo potrzebny. Nie dość, że wyrzucą z siebie trochę energii i zaczerpną świeżego powietrza (Kraków nie czyta, bo u was niestety nie ma świeżego powietrza), to jeszcze pokażesz im, że święta można spędzać aktywnie.

Trzeba spędzać aktywnie mimo tego, że szkoły i przedszkola nie ma, obowiązków jakby mniej. Człowiek rozleniwiony i chętnie pozwoliłby dzieciom ślęczeć przy bajkach cały dzień. Jeśli jednak masz jeszcze w planach jakieś spotkanie rodzinne, to przede wszystkim zaplanuj wyjście z domu i czas na jakąkolwiek aktywność. Trzydzieści minut dziennie na spacerze załatwia sprawę. To chyba nie jest jakieś wielkie wyrzeczenie w zamian za szansę na uratowanie własnego zdrowia psychicznego?

Na koniec

Wychodzi na to, że trzeba mieć końskie zdrowie do spotkań rodzinnych. Mam nadzieję, że jeśli jesteś właśnie tą mamą, która ma z nimi problemy i za nimi nie przepada, to skorzystasz z profesjonalnych porad. Nie muszą być wszystkie na raz. Małymi kroczkami.

Jestem bardzo ciekawa, jakie są twoje doświadczenia – te dobre i te złe – związane ze spotkaniami rodzinnymi. Może masz jakieś swoje sposoby na przetrwanie? Nie chowaj do szuflady, podziel się w komentarzu!

Zrób coś dla siebie

Opisałam osiem rad od psychologów. Podrzucam też osiem tytułów, które – moim zadniem – pomogą ci ogarnąć codzienność i uwierzyć, że masz prawo przeżywać spotkania rodzinne, i wszystkie inne chwile życia, dokładnia tak, jak chcesz. Jeśli więc jeszcze bliscy zastanawiają się, co ci sprawić pod choinkę, to może właśnie pomożesz im rozwiązać ten dylemat!

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This