Czy warto posyłać dziecko do przedszkola? Każdy wie najlepiej co jest dla niego dobre. Dal mnie odpowiedź na to pytanie jest dość oczywista. Trzylatek w domu (wiem, wychodzi na spacery, spotyka się z rówieśnikami) to jest poważne wyzwanie. Jasne, mama jest naprawdę bardzo interesującą postacią. Tak, jest całym światem, ale czy zastąpi kolegów z piaskownicy? Jak przygotować dziecka do przedszkola? Zacznij od siebie, mamo!

Informacja to podstawa

Wiesz już pewnie, że jestem wielką zwolenniczką wcześniejszego planowania wszelkich działań dotyczących dziecka. A już zwłaszcza tych dotyczących jego emocji. Informowanie pociechy o zmianach dotyczących jej życia jest kluczem do sukcesu.

Posłanie dziecka do przedszkola jest dokładnie taką zmianą. Zła wiadomość (obiecuję, że jedyna w tym artykule) jest taka, że jednak nie da się tego zrobić nie przewracając rodzinnego świata do góry nogami. Im szybciej to sobie uświadomimy, tym łatwiej oswoimy się z tą myślą, nie tracąc energii na zbędne rzeczy, skoncentrujemy na istocie wyzwania. Pamiętając o tym, że to jest bardzo, bardzo, bardzo pozytywna zmiana. Oczywiście na początku może wydawać się trudna do ogarnięcia. W ostatecznym jednak rozrachunku, wyjdzie wszystkim na dobre.

Pokaż mi swój plan

Efektywne przygotowanie wymaga planu ogólnego, od którego będziesz mogła spokojnie przejść do szczegółów. Ja kiedyś taki plan sobie opracowałam. Dzielę się nim, może się przyda.

  1. Przygotowanie mamy (i taty) na pójście dziecka do przedszkola.
  2. Wybór przedszkola (tak, wiem, to tylko teoria, każdy się cieszy jak mu się uda dostać do jakiegokolwiek przedszkola państwowego).
  3. Przygotowanie dziecka na pójście do przedszkola (budowanie samodzielności i poczucia bezpieczeństwa, programy edukacyjne, bajeczki, książeczki o tym wydarzeniu, wspomnienia rodziców i dziadków, pokazanie zalet placówki, wspólne kompletowanie wyprawki).
  4. Oswojenie z rówieśnikami.
  5. Zajęcia adaptacyjne (w przedszkolu – nie warto ich odpuszczać, w tym: poznanie kolegów, zapoznanie z nową panią, z budynkiem, okolicą, drogą do przedszkola).
  6. Pierwsze dni w przedszkolu – czas na prawdziwą adaptację.

Sporo tego, wiem. Nie wymieniłam wszystkiego, a i tak sporo. Dzisiaj chciałabym jednak skupić się głównie na tobie i twoich odczuciach. Czyli w zasadzie punkcie pierwszym mojego planu. Komuś może się wydawać, że wszystko w tej adaptacji kręci się wokół dziecka, ale ja uważam, że to nastawienie mamy jest fundamentalne. Jeśli ty dasz radę to i dziecko udźwignie temat.

Pozwól dziecku puścić spódnicę

Jak masz się do tego przygotować? Psychicznie i emocjonalnie. Bardzo często jest tak, że trzyletnie dziecko jest już całkowicie gotowe do pójścia do przedszkola. A ty wciąż się wahasz czy wyjdzie mu to na dobre? Przyzwyczajona przez te lata do troski i zaspokojenia podstawowych potrzeb: spanie, jedzenie, higiena, stuprocentowa koncentracja na emocjach malucha, każe ci się zastanawiać.

Czy aby nie będzie tam zmęczone? Czy zje ile trzeba? Przecież w domu wybrzydza. Czy naciągnie czapkę na uszy, jeśli samo będzie się ubierać? Od takich rzeczy do tej pory była mama. I jeszcze to sikanie. Czy da sobie radę w toalecie? Wtedy zaczyna się budzić powoli wewnętrzny wulkan obaw.

Jeśli zastanawiasz się, czy jesteś nadopiekuńczą mamą, posłuchaj odcinka podcastu, który przygotowałam właśnie na ten temat. Być może rozwiejesz kilka swoich wątpliwości.

Jak rozpoznać czy jestem nadopiekuńczą mamą?

A to nie koniec dylematów. Gdzieś tam w środku (pod grubą warstwą obaw) czai się rozdarcie. Często nie możesz się doczekać, kiedy wreszcie pociecha zacznie chodzić do tego przedszkola. Bo to dla ciebie szansa na powrót do pracy, do dorosłego życia, wykopania się spod sterty pieluch, grzechotek, pluszaków i przypomnienia sobie, że można też cieszyć się życiem kiedy nie ma dziecka w pobliżu. Z jednej strony chcesz, a z drugiej nie chcesz, prawda? Matka nie ma lekko.

Gotowość bojowa

Oczywiście, żeby osiągnąć stan jakiejkolwiek równowagi psychicznej, warto mieć pewność, że maluchowi nie dzieje się krzywda. Albo jeszcze inaczej – że w przedszkolu jest szczęśliwe. Rodzi się tu pytanie: Niby dlaczego miałaby mu się dziać jakakolwiek krzywda? Ba, dziecko często tego właśnie potrzebuje. Tak, przedszkola potrzebuje. Rówieśników, innych zasad, pani, która ma zawsze rację. Rozłąka jest trudna, ale i potrzebna. Gotowe na ten krok dziecko pokaże ci to, jeśli tylko uważnie się przyjrzysz.

Dziecko jest gotowe do przedszkola, jeśli:

  • Spokojnie zostaje pod opieką rodziny lub znajomych na kilka godzin. Nie potrzebuje twojej stałej obecności. Ma pewność, że zawsze wrócisz o wyznaczonej godzinie.
  • Interesują je inne dzieci, starsze też choć one raczej nie zwracają na nie uwagi. Podczas spaceru zmyka do nich zamiast wędrować z rodzicem za rękę. To dobrze jeśli nie musisz zachęcać jakoś szczególnie do kontaktów z rówieśnikami, samo tego chce.
  • Bawi się w grupie innych dzieci, co wcale nie znaczy, że musi z nimi wchodzić w interakcje. Po prostu lubi wśród nich przebywać i zajmować się swoimi sprawami lub obserwować, naśladować. To też oznaka pewnej gotowości do przedszkola.

Potrafisz się nastroić?

Zanim jednak pociecha trafi do przedszkola, macie do wykonania sporo roboty. Twoje nastawienie przekłada się na nastawienie dziecka. Jeśli jesteś mamą, która nie ma wyjścia i musi wrócić do pracy, to pół roku wcześniej zacznij siebie i dziecko do tego przygotowywać. Chodzi o twój spokój ducha związany z przeorganizowaniem rzeczywistości, w której przez ostatnie 3 lata twoja rodzina funkcjonowała.

Musisz wracać do nielubianej pracy, to jest oczywiście problem. Ale twój, dorosły, nie pociechy. Daruj więc maluchowi rozpaczliwe komentarze: „Gdybym tylko mogła, to byśmy zostali w domu jeszcze rok, ale niestety tak się nie da”. Smutna mina, przytulas, łza… i po adaptacji. Nie warto obarczać dziecka swoim negatywnym nastawieniem.

To jasne, że będziesz spędzać z nim mniej czasu. Czy chcesz wracać do pracy, czy po prostu musisz i tak będzie trudno. Początkowa ulga i radość ze złapania oddechu, szybko zamienią się w tęsknotę. Na szczęście ten stan minie, jednak wracając do pracy (jeśli masz jakikolwiek wybór) nie rzucaj się od razu na głęboką wodę. Warto zarezerwować popołudnia dla dziecka, które kontaktu z tobą (a ty z nim) będzie teraz szczególnie potrzebowało. Siedzenie do późnego wieczora w robocie może okazać się kosztowne. Płacić będziecie oboje – ty i dziecko – swoimi emocjami.

Możliwy falstart

Kolejna ważna sprawa związana z nierzucaniem się na głęboką wodę to choroby, które rzadko omijają trzylatka wychodzącego z domu do przedszkola. Zanim weźmiesz sobie na głowę milion zawodowych wyzwań, weź pod uwagę jedno – nowi koledzy, nowe zarazki, trzeba jakoś nabyć tę odporność. Przeziębienia, katary będą na porządku dziennym. Posypią się więc zwolnienia lekarskie. Jeśli do tej pory nie mieliście z tym większego problemu, to jest niemal pewne, że teraz się zacznie. Przy okazji, trzeba będzie uśmiechnąć się do babci z prośbą o pomoc w tych nagłych wypadkach.

I znowu przygotowanie zaplecza zdaje egzamin. Jeśli przewidzisz to i zaczniesz ustawiać codzienność tak, by w tych „zasmarkanych” sytuacjach świat się nie walił, to spokojniej przejdziesz przez okres adaptacji. Sama byłam przeszczęśliwa kiedy Karolina szła do przedszkola. Prowadzenie własnej firmy z dzieckiem na ręku zasadniczo się różni od prowadzenia firmy z dzieckiem w przedszkolu. Wyobrażałam sobie właśnie jak to ruszę z kopyta, pełna energii i z zapasem czasu na pracę.

A to klops, niemal w każdym miesiącu chorowała. Nie mocno, ale na tyle beznadziejnie, że zostawała w domu. I co? Ruszanie z kopyta musiało jeszcze długo poczekać. Jeśli więc jesteś mamą, która ma możliwość decydowania o swoim czasie pracy, to w rocznym planie uwzględnij inwazję zarazków przedszkolnych.

Teoretyczny wybór przedszkola

Pewnie dokładnie wiesz jak ważne jest dla dziecka otoczenie, w którym przebywa. A w przedszkolu przebywa przecież kilka godzin, więcej niż pół dnia. Chciałby człowiek, żeby było tam ładnie, kolorowo, ciekawie po prostu. Jednak jak już wspominałam, jest jak jest. Jeśli uda się dostać do przedszkola, to się cieszymy nawet z szarych ścian i tyle. Dlatego akurat w tym wpisie nie będę się rozwodzić nad tym, jak mogłoby czy powinno wyglądać. Jedyne na co warto zwrócić uwagę kiedy jest się postawionym przez „wyborem dokonanym”, to bezpieczeństwo placówki.

Kto, kiedy i jak może się dostać do środka? Czy rano każdy wchodzi jak leci, czy przy odbiorze dzieci sprawdza się rodziców i opiekunów, czy są na terenie przedszkola zainstalowane kamery, czy jest domofon, czy oprócz zainstalowania to wszystko jakoś sprawnie działa? Zdobycie tych informacji jest kolejnym elementem budowania twojego spokoju ducha, który bardzo się przyda od września.

adaptacja-przedszkolna-1

Skarbie, mam wiadomość!

Dopiero kiedy już wiesz, że dziecko na pewno dostało się do przedszkola, warto je o tym poinformować. Myślę, że wcześniej nie ma co się nakręcać. Można przyłożyć się do nauki samodzielności, jasne że tak, ale bez informowania, że motorem napędowym tych konkretnych zabaw jest możliwość pójścia do przedszkola. Bo tak na zdrowy rozum, to uczysz dziecko samodzielności żeby mu było łatwiej i wygodniej w życiu, a nie wyłącznie po to, by sobie poradziło w przedszkolu, prawda? W każdym razie warto właśnie na wiosnę zacząć konkretne (ostateczne) przygotowania.

Wiem, że zapisywanie pociechy do przedszkola to jedna wielka nerwówka. Czy się dostanie, do którego, jakie ono jest, jak daleko od domu? itd. Emocje, adrenalina, nerwy, rodzinne dyskusje. Oszczędź dziecku słuchania o tym. Dla niego te wszystkie „afery” nie mają najmniejszego znaczenia. Ważne jest, że idzie do świetnego miejsca, gdzie będzie dużo zabawek, dzieci i ciekawych rzeczy. Kropka. Uśmiech. Uścisk.

Sprzedawaj konkrety i optymizm

Jak już się ucieszy, opowiedz na czym konkretnie polega to całe przedszkole. Tak, to trochę dziwne, że nie będzie tam rodziców. Masz prawo czuć się zagubiony, mały krasnalu. Rodzice muszą chodzić do pracy. A dzieci wtedy zamiast nudzić się w domu, mogą ten czas spędzić wesoło w przedszkolu.

A jest tam tak? I tu następuje długa opowieść o dniu w przedszkolu. Po kolei, ze szczegółami. Żeby dziecko wiedziało o leżakowaniu, posiłkach przy stole, samodzielnym chodzeniu do toalety, pani i (hałaśliwych) kolegach, których od września będzie pod dostatkiem.

Dziecko poczuje się pewniej, potrafiąc samodzielnie:

  • zjeść posiłek,
  • skorzystać z toalety,
  • ubrać się z niewielka pomocą dorosłego,
  • rozpoznawać swoje rzeczy (ubranie, zabawka, worek na kapcie, szafka),
  • umieć się przedstawić z imienia i nazwiska.

Im więcej dziecku opowiesz, pokażesz, wyjaśnisz, nauczysz, tym lepsze będzie miało wyobrażenie o nowej sytuacji. Do tego konieczna jest wcześniejsza wizyta w przedszkolu. Na szczęście niemal wszystkie placówki robią teraz wakacyjne zajęcia adaptacyjne. To dla nich też wygoda. Wiedzą o tym dokładnie nauczyciele trzylatków, dla których wrzesień to… specyficzny czas.

Jeśli jednak twoje przedszkole nie pofatygowało się, by zorganizować takie zajęcia, to bez mrugnięcia okiem wbijaj tam, w któryś wakacyjny dzień i powiedz, że chcesz przyjść pokazać dziecku nowe przedszkole. Powinni się zgodzić.

Jaskinia strachu

W ramach zajęć adaptacyjnych dowiedz się koniecznie, jak wygląda sprawa pierwszych dni w przedszkolu. Niektóre placówki pozwolą ci zostać na początku zajęć, inne kategorycznie wyproszą z sali. To jest informacja, którą trzeba znać wcześniej żeby potem nie było twojego (i przede wszystkim dziecka) zdziwienia, że jak to? Obiecałam synkowi, że na początku będziemy razem. Co to za placówka bezduszna? Uwierz mi, oni mają o wiele większe doświadczenie w przyjmowaniu wrześniowych trzylatków niż ty, ja i pewnie wszystkie czytelniczki tego bloga razem wzięte. Warto zaufać. Oczywiście wcześniej wiedząc (sprawdzając) na co się godzisz. Wcześniej, a nie pierwszego września!

Twoje nastawienie to także pokazanie dziecku, że potrafisz panować nad emocjami w tej nowej sytuacji. Zatem podobne hasła ze strony rodziców czy dziadków nie powinny wchodzić w grę:

  • Nie chcesz jeść marchewki? No to ciekawe jak zamierzasz w przedszkolu jeść obiady?”
  • „Ile jeszcze będziesz zakładać te spodnie? Dzieci w przedszkolu będą się śmiały.”
  • „Jak to nie posprzątasz zabawek? W przedszkolu szybko cię tego nauczą”.

I takie różne inne, podobne…

Przedszkole to nie gabinet strachu, mroczna jaskinia, ani horror. Więc nie ma co straszyć tą instytucją. Czasem podziała, ale ogólny bilans jest ujemny. Więcej strat niż korzyści. Dziecko i tak (mimo ekscytacji i radości z nowych doświadczeń) pewnie będzie przestraszone nową sytuacją. Co innego spacerować po przedszkolu z mamą za rękę na zajęciach adaptacyjnych, a co innego kiedy zamykają się za nią drzwi od sali.

Kusząca dziurka od klucza

Adaptacyjna mama musi być twardzielem w tej i każdej innej sytuacji. To ty jesteś dorosła więc na ciebie padło, że się nie rozklejasz. Czy dziecko może? Oczywiście, że może. Pewnie nie u każdego przejdzie to gładko i radośnie. Nie wszystkie maluchy mają ochotę zamieniać ciepły dom z mamą na cały etat, na salę w obcym budynku, z wrzeszczącymi rówieśnikami. Łzy pomagają, daj dziecku do nich prawo.

Płacze. Tobie pęka serce, ale bądź twarda. Na wszelki wypadek jednak poznaj też objawy tzw. rozmiękczenia.

  • Mówisz dziecku, że jutro może zostać w domu i odpocząć sobie od płaczu i przedszkolnych wrażeń. Bądź pewna, że chętnie skorzysta z twojej wielkodusznej oferty. Jutro i każdego kolejnego dnia. Po prostu nie będzie chciało tam wrócić. Skoro raz się udało, to pewnie i kolejnym razem mama zmięknie. Wystarczy nad nią odpowiednio popracować.
  • Obiecujesz zabawkę za „dzielne” pójście do przedszkola. Nie obiecuj złotych gór za niepłakanie i dzielność: „Jak dziś nie będziesz płakał, to kupię ci…”. Szybko się przekonasz, że suche oczy dziecka mogą być bardzo kosztowne.
  • Dopada cię przemożna chęć zainwestowania w lornetkę. To również powinno cię zaniepokoić. Tak, jasne, mieści się do średniej torebki i będzie jak znalazł gdy najdzie ochota żeby kuknąć do sali przez szybę. Zrób to dla siebie i nie inwestuj w taki sprzęt. Nie ma gorszego rodzica niż wiszący przy dziurce od klucza przed salą lub z nosem przy szybie.

 

Mokre katharsis

Traktuj płacz jak katalizator emocji, sposób na ich wydobycie i oczyszczenie. Oczywiście mówię o dziecku. Ty na oczach pociechy ryczeć nie możesz. W poduszkę co najwyżej wieczorem jak już zaśnie. Jeśli zobaczy, że płaczesz z powodu przedszkola, to uzna tę instytucję za wroga. A tego przecież nie chcesz.

Zatem oczyszczenie, nic więcej. Prawo do niego jest niezbywalnym przywilejem dziecka i warto to uszanować. Nie wymagaj, by nie płakało. Niech płacze jeśli czuje taką potrzebę. Wiem, to męczące zwłaszcza kiedy odprowadzasz i wiesz, że macie tylko kilka minut, bo musisz pędzić do pracy. Najczęściej więc już przy ubieraniu butów w domu zaczyna się wojna psychologiczna: „A nie będziesz dziś płakać, prawda? Taki duży, taki dzielny to płakać nie będzie. Obiecujesz?”

Mamo, daj dziecku popłakać! Nie wymuszaj takiej obietnicy na trzyletnim organizmie, bo on emocjonalnie nie jest w stanie udźwignąć odpowiedzialności związanej z dotrzymaniem słowa. Nawet jeśli wytrzyma w domu, to zapewne pęknie w przedszkolu. Co będzie o sobie myślał? „Nie jestem jednak fajny, ani dzielny, bo się rozryczałem”. Czy do tej całej adaptacji potrzebne są wam jeszcze: brak wiary we własne możliwości i zaburzenie samooceny malucha? Koniecznie zerknij na wpis o trzylatkach.

Jak zachęcić trzylatka i czterolatka do współpracy? Najpierw ułóż klocki w swojej głowie

Jak to?

Tak, płacze. Płacze rano, płacze w szatni, płacze przy rozstaniu, ale jest wielka szansa, że przestaje jak tylko straci cię z oczu, a mądra pani zajmie ciekawymi zabawami. Nareszcie przestaje płakać. I tu przychodzi chwila żebyśmy pogadały o matczynych emocjach. Dziecko przestało płakać, a w nas rodzi się pytanie: Jak to? Niby to dobrze, bo wkładamy tak wiele wysiłku w to żeby w końcu z uśmiechem dziecko szło do przedszkola. Odbieramy i dowiadujemy się, że dziś tylko 15 minut za nami płakało. Wtedy do głosu dochodzą emocje: Jak to? Tak krótko? A niby dlaczego tylko tyle? Dziewięć miesięcy nosiłam pod sercem, 12 godzin porodu w bólach i tylko 15 minut płaczu? O co tu może chodzić? Nie kocha mnie już? Już mnie nie potrzebuje?

Chodzi o to, że proces adaptacji zaczyna się kończyć. Radość! Powód do dumy! Odbierając z przedszkola pytaj, co dobrego się w nim dzisiaj wydarzyło, a nie czy dziś długo dziecko płakało i ile razy. Rozdrapywanie ran i przypominanie o smutnych zdarzeniach nie jest metodą na oswojenie wrześniowych smutków. Choć oczywiście jeśli dziecko samo chce o nich porozmawiać, to nie ma tematów tabu.

Właściwie twoje emocje to dopiero wierzchołek góry lodowej. Przed tobą i dzieckiem jeszcze nauka samodzielności, poznawanie nowych sytuacji, komunikacja z rówieśnikami, komunikacja z placówką – cała reszta podpunktów, o których wcześniej wspomniałam. Jest tego sporo, ale do przejścia. Trzymam kciuki!

Pobierz plik z gotowymi buźkami do wydrukowania oraz propozycjami 4 dodatkowych zabaw!

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This