Zastanawiałaś się kiedyś, co byś zobaczyła, gdybyś mogła wejść do głowy swojego półtorarocznego dziecka? Wejść, rzucić okiem i w końcu zrozumieć. W pewnym sensie, zabieram cię dzisiaj właśnie na taką wycieczkę.

Po co?

Jest takie proste i mądre powiedzenie Konfucjusza: Spróbuj zapalić maleńką świeczkę zamiast przeklinać ciemność. Postanowiłam dziś za nim podążyć.

Nie wszystkie metody związane z rozumieniem pewnych zachowań dzieci i dotarciem do nich, są książkowe, typowe i proste do przeprowadzenia. Czasem trzeba zaśpiewać głupkowatą piosenkę żeby oduczyć dziecko przeklinania (zerknij na wpis Jak reagować kiedy dziecko przeklina? Wiele zależy od wieku). Innym razem trzeba wejść z dzieckiem do kałuży, bo tam się najlepiej rozmawia itd.

Dzisiaj proponuję jedną z takich metod podążania za dzieckiem, która niekoniecznie jest jakoś bardzo popularna. To mój prywatny miks kilku różnych metod, dostosowanych do potrzeb rodziców dzieci w wieku 1,5-2,5 roku, którzy próbują zrozumieć emocje swojego dziecka.

No dobrze, ona jest dla tych, którzy próbują nie zwariować przy swoim dwulatku. O jego rozwoju i emocjach bardzo dużo mówiłam we wpisie Cała prawda o dwulatku. Dzisiaj chcę się skupić na jednej, konkretnej metodzie komunikacji, która być może sprawi, że trochę lepiej zrozumiesz zachowania dziecka w tym wieku. Roboczo nazwałam ją metodą…

5 minut

Mniej więcej tyle potrzebuje dwulatek, żeby ogarnąć swoją decyzję. Może zastanawiasz się, jakież to poważne decyzje życiowe ma do podjęcia dziecko w tym wieku? Otóż całe mnóstwo np. odpowiedzieć na pytanie: Czy chcesz zjeść banana?

Bardzo wiele dwulatkowych sytuacji wygląda mniej więcej tak:

– Chcesz banana?
– Tak
– Proszę bardzo, smacznego.
– Ale ja nie chcę banana!
– Przed chwilą mówiłeś, że chcesz.
– Nie chcę tego!
– Ale dawno nic nie jadłeś.
– Nie!
– Wychodzimy za chwilę na spacer, będziesz za chwilę głodny, może jednak zjesz?

– Nie!

Jeśli jesteś tą mamą, która zadała z pozoru proste pytanie: Chcesz banana?, pewnie w tym momencie, jak każdy normalny człowiek, zaciskasz zęby w nerwach, co? Ale postanawiasz uszanować decyzję dziecka i jego autonomię (brawo ty!). Chowasz banana do plastikowego pudełka i wkładasz do lodówki na potem albo – co zdarza się częściej – sama go zjadasz, skoro dziecko nie chce.

Chcesz porozmawiać z pedagogiem on-line? Kliknij po więcej informacji»

Może czasem myślisz w swej przebiegłości, że wrzucisz banana do plecaka, z którym pójdziecie za chwilę na spacer. Wrzucasz. Zakładasz buty, szykujesz się do wyjścia. Dziecko oczywiście też. Po czym, około 5 minut później (czasem szybciej), jak już jesteście wyszykowani do wyjścia, dziecko patrzy ci w oczy i pyta niepomiernie zdziwione: Gdzie mój banan? Znasz to?

Pojawia się w tej historii moja magiczna piątka i to nie jest przypadek. To bardzo ważna dla ciebie piątka i za chwilę powiem, dlaczego.

Wróćmy jeszcze do momentu, w którym pada pytanie o tego nieszczęsnego banana. Często człowiek chciałby po prostu udusić małego brzdąca gołymi rękami, bo takich bananowych sytuacji jest przecież w ciągu dnia, znacznie więcej.

I zastanawiasz się wtedy, czy z tym dzieckiem jest wszystko OK? Czy ty jesteś dobrą matką? Może coś z komunikacją szwankuje, skoro zapytałaś, dostałaś odpowiedź, użyłaś logicznych argumentów i wyszło… jak zawsze.

700 połączeń

Dobra wiadomość jest taka, że to zachowanie dziecka nie ma nic wspólnego ze złośliwością (mam nadzieję, że te wąpliwości rozwiałam we wpisie Ja mówię „nie”, a on patrzy mi w oczy i rzuca we mnie zabawką), szaleństwem, złym charakterem czy twoim byciem niedobrą matką. Dwulatek po prostu nie wie, dlaczego tak się zachował. Nie analizuje swojego zachowania w tak globalny sposób jak ty. Nie zastanawia się, czy ciebie zdenerwuje, że przed chwilą nie chciał banana, a teraz chce. On żyje tą chwilą. Teraźniejszością.

Mało tego. W każdej sekundzie jego życia (KAŻDEJ SEKUNDZIE! od urodzenia do trzeciego roku życia) mózg dziecka pracuje na przyspieszonych obrotach. Tobie wydaje się, że po prostu idziecie na spacer, jecie kolację, czytasz mu bajkę, ogląda telewizję, przesypuje piasek do foremek.

W mózgu dziecka natomiast (w każdej sekundzie!) powstaje 700 nowych połączeń między neuronami. Informacje, bodźce, emocje kotłują się, jak w wielkim garze z zupą. W tym wieku mózg rośnie w siłę, jak nigdy wcześniej i nigdy później. Jest  z a r o b i o n y, dlatego prosta decyzja na temat banana, może być ogromnym wyzwaniem. Emocjonalnym.

Wciąż mało? Układ nerwowy małego człowieka nieustannie się rozwija. Dziecko staje się nad wyraz drażliwe dokładnie teraz, co (przypuszczalnie) ma też związek z bardziej świadomym odczuwaniem potrzeb fizjologicznych. To może uwierać i doskwierać, dlatego trzeba sobie czasem zapłakać. I łatwiej wpaść w złość, kiedy coś w środku się dzieje.

Teraz już wiesz. Z tych samych powodów pięć razy dziennie zmieniasz kolor talerzyka, na którym podajesz kanapkę, 3 razy zmieniasz kształt tej kanapki, nalewasz picie do połowy kubka, potem do 3/4 kubka, potem wycierasz to co się rozlało, żeby usłyszeć, że dziecko wcale nie chce pić.

Wiem, odrobinkę przejaskrawiam, ale robię to specjalnie. Chcę pokazać, jak możesz się czuć opiekując się dwulatkiem. To umowna granica, czasem zaczyna się już pół roku wcześniej, czasem trochę później. Ale prawda jest taka, że trudno przegapić tę fazę nieradzenia sobie z emocjami i decyzjami.

Serce i rozum

Mając świadomość tego, co dzieje się z mózgiem (emocjami) twojego dziecka, weź też pod uwagę, że dwulatek nie myśli w sposób logiczny jak ty, ja, czy jakikolwiek dorosły. Oczywiście, że potrafi sensownie wykonywać pewne czynności, funkcjonować w świecie (z pomocą rodziców), ale wciąż rządzi nim (mózgiem, czyli decyzjami) część emocjonalna.

Zainteresował cię ten temat? Zapisz się na newsletter i nie przegap kolejnego wpisu »

Kojarzysz Serce i Rozum z pewnej reklamy telewizyjnej? Teraz masz do czynienia głównie (jakieś 90 procent) z tym sercem. Ono jest trochę zwariowane, szalone, czasem nie wie czego chce i pewne rzeczy po prostu robi intuicyjnie. Takie jest teraz twoje dziecko.

Możesz mu tłumaczyć, komunikować, objaśniać – nie twierdzę, że nie warto tego robić. Nawet trzeba! Ale na pewnych warunkach, które dają temu dwuletniemu sercu robić rzeczy tak jak czuje, czyli często po swojemu. Wbrew twojej (dorosłej) logice.

Krok w tył

Co teraz? Pewnie najprościej byłoby przeczekać ten stan, który często określamy mianem buntu dwulatka. Ale wspierający rodzic niczego nie będzie przeczekiwał z założonymi rękami. Przede wszystkim dlatego, że dziecko (zapewne podobnie jak ty) nie czuje się zbyt pewnie w tej nowej, emocjonalnej sytuacji. Nie wie, co się z nim, tak do końca, dzieje. Twoje wsparcie jest niezbędne, żeby dwulatek wyrósł na pewnego siebie (i ciebie) brzdąca, przedszkolaka, a potem ucznia.

W pewnym sensie doradzę w tej sytuacji przeczekanie. Ale tylko te wspomniane 5 minut. Zrób krok w tył. W niektórych sytuacjach  dosłownie cofnij się w kąt pomieszczenia, ogarnij wzrokiem, weź oddech (dobra, kilka oddechów) i dopiero potem działaj. Kiedy widzisz, że to jest ten moment, ten bananowy moment, potrenuj podążanie za dzieckiem.

Zamiast wkurzać się używając sensownych (logicznych) argumentów:
– że przecież pytałam trzy razy i nie chciałeś,
– że przecież raz chcesz a raz nie chcesz,
– że przecież nie jestem twoją służącą, żeby ci tego banana podawać dziesięć razy…

…zrób krok w tył i daj sobie chwilę na poobserwowanie całej sytuacji i „idź” za odpowiedzią dziecka. Chcesz banana? Dobra, proszę bardzo. Nie chcesz banana? Dobrze, nie jedz go.

Niech sobie maluch idzie do swoich zajęć. Masz mniej więcej 5 minut dla siebie. Zrób sobie w tym czasie kawę, zerknij na FB. Dziecko jest zdrowe, bezpieczne i niezainteresowane bananem. Powiedz sobie w duchu: Banan nie jest wart strzępienia języka. Może to mniej więcej wyglądać tak:

– Chcesz banana?
– Tak
– Proszę bardzo, smacznego.
– Ale ja nie chcę banana!
– Nie ma problemu. Jak będziesz chciał banana, to przyjdź i mi powiedz.

Zostawiłaś furtkę, zażegnałaś awanturę. Teraz jest twój czas. Na tę kawę, czy inną czynność, której nie zdążyłabyś wykonać tłumacząc dwulatkowi, dlaczego chce/musi/powinien zjeść tego banana. Dając sobie tych 5 minut, nie zajmuj się chowaniem banana do lodówki, zjadaniem go czy pakowaniem do plecaka. Zajmij się swoimi sprawami i daj popracować mózgowi dwulatka.

Pewnie się martwisz, że dziecko będzie głodne, jeśli zdecydowało się nie zjadać tego banana. Pamiętaj jednak, że ty tu jesteś dorosła i ostateczny głos w sprawie należy do ciebie. Ale nie na zasadzie rozkazu: Dobra, jak nie chcesz to nie. Zjesz za pół godziny.

W tym podążaniu za chodzącym epicentrum emocji, trzeba pokazać, że je rozumieszjesteś z nim, niezależnie od tego, czy jego zachowanie/decyzja się tobie podobają czy nie. Jak to zrobić żeby jednak zachować resztki kontroli nad rzeczywistością? Powiedz po prostu łagodnym głosem:

Widzę, że naprawdę nie chcesz tego banana. W porządku, możesz go przecież zjeść na spacerze albo na podwieczorek po obiedzie.

I znowu pauza. Dałaś kolejną informację (a nawet kilka) do przetworzenia. Nie zostawiłaś dziecka samego z trudną odpowiedzią. Nie zarzucasz tysiącem pytań o to, dlaczego nie chce zjeść tego banana teraz. Nie dociążasz mózgu informacjami o wartościach odżywczych bananów. Jesteś. To wystarczy.

Sprawdź, co się stanie w ciągu kolejnych minut. Być może maluch poprosi o banana teraz. To też w porządku. Twoja propozycja ze spacerem lub podwieczorkiem jest tylko propozycją, a nie ostateczną decyzją głównego dowodzącego na froncie.

Krok w przód

W bardzo wielu sytuacjach, właśnie mniej więcej po pięciu minutach, dziecko przychodzi i informuje cię o swojej decyzji. To nie jest tak, że wcześniej chciało cię zdenerwować swoim wahaniem. Dwulatek naprawdę czasem nie wie czy chce zjeść tego banana, czy nie. Dając jemu i sobie prawo do przetworzenia pewnych informacji, pokazujesz, że rozumiesz i budujesz świat, w którym czuje się bezpiecznie.

Jak jeszcze możesz sobie i dziecku pomóc? Przestań zadawać tyle pytań. Jeśli widzisz, że się waha, to uszanuj to wahanie. Pewnie, że byłoby milej, gdyby wahał się tak jakoś bardziej wewnętrznie i nie dawał upustu emocjom w tak szaleńczy sposób (często histeria). Ale nie potrafi, bo jego zachowaniem sterują emocje.

Kiedy dwulatek mówi: Chcę banana, to tak naprawdę nie ma tego jakoś szczególnie przemyślanego, bo banan jest zdrowy i powinienem coś przekąsić przed spacerem. Czasem nawet nie potrafi tego nazwać słowem głód. Ale czuje, że chce banana. Tu i teraz. Jeśli to uczucie wypłynęło od dziecka, to pewnie nie będzie tak wielu ceregieli ze zjedzeniem banana.

Kiedy jednak zadajesz pytanie, czy chce banana, to już jest zupełnie inny rodzaj decyzji do podjęcia i uczucia do ogarnięcia. Bo on nie wie, czy chce banana. Nie zastanawiał się nad tym. Rzuca więc na szybko odpowiedzią, która pierwsza przychodzi do głowy. I pewnie taką, która sprawdziła się w przeszłości np. Tak, chcę banana.

Dopiero po chwili może jednak dojść do wniosku, że go nie chce. Jednak dorosły jest już najczęściej na etapie obierania tego banana i zasypywania przeciążonego mózgu dwulatka argumentami: Przecież chciałeś. Dlaczego nie chcesz? Może ci pokroić w kosteczkę? W paseczki? Może cały? Tak ci ostatnio smakował. Dlaczego rzucasz bananem w mamusię?

Zatrzymaj się

Tych sytuacji związanych z trudnymi pytaniami, powodującymi często niekontrolowane wybuchy emocji, jest naprawdę bardzo wiele. Podążaj za tymi emocjami. Przynajmniej spróbuj.

Oczywiście bez popadania w skrajności. Skoro dziecko nie myśli w sposób logiczny (rozumiany przez dorosłego), to nie znaczy, że wcale nie myśli. Nie znaczy też, że masz z dzieckiem nie rozmawiać, bo i tak nie zrozumie albo zrobi po swojemu. Nie znaczy też, że masz po prostu poddawać się i dawać terroryzować napadom emocji. Najlepsze co możesz dla siebie i dziecka zrobić to podążać i próbować zrozumieć emocję istniejącą tu i teraz.

Nie odpuszczaj rozmów, ale weź w nich pod uwagę, że kiedy pytasz: Dlaczego to zrobiłeś?, dwulatek się zdenerwuje, bo nie wie, dlaczego to zrobił. Czuł w tym momencie, że chce tak zrobić i zrobił. Kiedy pytasz: Co się stało? to rzadko uzyskasz konkretną odpowiedź. Tak samo zresztą, jak na bardzo przyzwoite i logicznie brzmiące pytanie: Dlaczego płaczesz? On często nie wie, ale czuje, że właśnie chciał się rozpłakać.

Jednym z kół ratunkowych, jakie możesz rzucać coraz starszemu dwulatkowi, jest pomoc w nazywaniu pewnych emocji. Bardzo dużo i w konkretny sposób opisałam to w tekście Jak zachęcić trzylatka i czterolatka do współpracy. Jest o nieco starszych dzieciach, ale sposób nazywania emocji, sama technika, są podobne. Oczywiście wszystko na poziomie nieco młodszej pociechy.

Wszyscy wygrywają

Spróbuj zastosować tę pięciominutową (im więcej wprawy w tego rodzaju komunikacji oboje macie, tym krótszy czas) metodę wspierania dziecka. Postaraj się mniej zasypywać pytaniami, a bardziej podążać za emocjami, bo:

  • dzięki temu pokazujesz dziecku, że jego emocje są ważne,
  • masz szansę nauczyć dziecko rozumieć i nazywać emocje,
  • unikasz sporej części awantur w ciągu dnia,
  • uczysz dziecko pozytywnej komunikacji ze światem (tak, trenuje na tobie, ale warto się poświęcić),
  • okazujesz dziecku szacunek,
  • zyskujesz kilka minut dla siebie,
  • nie jesteś kłębkiem nerwów pragnącym udusić swojego zbuntowanego dwulatka.

Koniecznie daj mi znać, jak wam poszło!

Zdjęcie: Designed by Asierromero – Freepik.com

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This