Niektóre dzieci są uparte. Takie są i już. Jak się dogadać z małym uparciuchem? Upór w języku polskim kojarzy się zdecydowanie negatywnie. Uparty jak osioł, nie da się mu nic wytłumaczyć. Wolę określenie, dzięki któremu dzieci z uparciuchów stają się „strong-willed children”. 

Strong – silny, will – wola. Lubię o nich myśleć jako o dzieciach: zdeterminowanych, rezolutnych. Nie ma jednak co ukrywać, że niezależnie od użytego słowa, są wyzwaniem dla rodziców.

Jeśli masz w domu dziecko, dla którego twoje słowa są tylko słowami, twoja dobra intencja jest tylko intencją, a tłumaczenia są tylko tłumaczeniami, to być może masz w domu małego uparciucha. Będę używać polskiego określenia, ale z intencją pozytywną, bo upór może być naprawdę przydatną, piękną cechą. Trudną, ale wartą rozwijania w dobrym kierunku. 

Jakie to dziecko? 

To dziecko, które robi wszystko po swojemu, wszędzie musi zajrzeć, wszystkiego dotknąć. Ma taką bardzo silną potrzebę. Niewiele jest rzeczy, które wprawiają je w osłupienie czy przerażenie. Nie trzeba ich dwa razy namawiać do sprawdzenia czegoś nowego. Za to jest wiele rzeczy, z którymi się nie zgadzają. Jakby na przekór temu co mówią rodzice. 

Może kojarzysz sytuację, w której mówisz do malucha: Nie dotykaj tej lampy. Jest gorąca. Niektóre dzieci po prostu przyjmą do wiadomości takie ostrzeżenie. Ale nie mały uparciuch. On na pewno rozważy opcję „nie dotykania”, ale na rozważaniach się skończy. On musi sprawdzić na własnej skórze, co się stanie. I dotknie tej lampy. I sprawdzi. I się przekona.

W twoim mniemaniu – nie posłucha. W jego mniemaniu – sprawdzi czy miałaś rację. 

W niektórych ludziach jest po prostu takie mocne pragnienie doświadczania i sprawdzania. Nie dlatego, że chcą nam zrobić na przekór, są niewychowani, nie szanują naszego zdania. Oni muszą sprawdzić osobiście. Najcześciej rodzicom wydaje się, że dziecko w takich momentach po prostu nie słucha, bo przecież ostrzegali. Jak mogłeś dotknąć tej lampy na moich oczach albo sekundę po tym kiedy się odwróciłam, skoro dostałeś ostrzeżenie i wiedziałeś, że to jest gorące?  

W twoim mniemaniu to nielogiczne. W jego mniemaniu to było  k o n i e c z n e  do sprawdzenia. 

Takich sytuacji jest oczywiście o wiele więcej niż tylko ta z lampą. Dzieci z tak silnym poczuciem doświadczania czują potrzebę samodzielnego sprawdzenia. Sprawdzają więc rzeczywistość dookoła każdego dnia, w każdej minucie. Rodzice takich dzieci mają naprawdę pod górkę, bo oczywiście drżą o zdrowie i bezpieczeństwo malucha, którego jakaś wewnętrzna siła popycha do sprawdzania jak ten świat  n a p r a w d ę  tak działa. 

Pod kontrolą

Małe uparciuchy potrzebują też czuć, że kontrolują to co dzieje się z nimi. Z ich małym, a potem dużym światem. Dlatego czasem za nic w świecie nie włożą ubrań, które naszykowałaś dzień wcześniej, za to chętnie i sprawnie ubiorą się w to co same wybiorą. I uwierz, to może być wszystko inne, tylko nie to co naszykowałaś wczoraj. 

W twoim mniemaniu to robienie na złość. W jego mniemaniu to zaspokojenie potrzeby panowania nad własnym życiem. 

To parcie na samodzielność bywa denerwujące dla rodzica, ale można sobie z nim poradzić dając dziecku możliwość panowania nad wieloma sytuacjami codziennymi. Zaczynając od małych wyborów ubraniowych, przez wybory jedzeniowe (jasne, że nie tylko to co chce dziecko, wybór może być ograniczony), po zabawy, książki do czytania, obrazki na ścianach itd. Nie zawsze i nie wszystko będzie zgodne z najnowszą modą, pasujące do siebie itd. Jeśli ta moda ma dla ciebie ogromne znaczenie, to faktycznie możesz mieć problem z małym uparciuchem. Jeśli jednak czujesz, że na kilku polach możesz odpuścić – spróbuj. 

Nie stracisz przy tym autorytetu, a zyskasz dziecko wierzące, że ufasz jego wyborom. 

Dzięki temu będziesz miała w domu spokojniejsze dziecko, bo masz malucha, dla którego niezmiernie ważne jest zarządzanie sobą. I nie mówię o tym żeby kompletnie zrezygnować z ustalania pewnych reguł i granic. Oczywiście, że bez nich każde dziecko poczuje się zagubione. Jednak weź pod uwagę, że w tym przypadku te granice będą stale (stale!) testowane. 

Pewnie z czasem można je będzie przesuwać, ale też nie chodzi o to żeby po prostu odpuszczać, bo mam w domu uparciucha. Uparciuch potrzebuje rodzica, który wie co robi i nie bi się być rodziem. 

Czy stawianie dziecku granic ma sens?

Nerwy pod kontrolą

W tych dyskusjach o granicach maluchy często będą emocjonalne, wybuchowe, będą walczyć o swoje, jak o niepodległość, bo czują, że  m u s z ą  walczyć o siebie. To bywa irytujące, jednak weź pod uwagę, że do prawdziwej wojny potrzebne są dwie strony. Możesz sprawić, że uparciuch nieco ostygnie kiedy po prostu nie podejmiesz rękawicy. Nie zawsze musisz wdawać się w dyskusję. Zwłaszcza jeśli wiesz, że w tym konkretnym temacie, nie ma miejsca na gumowe granice, nic się dzisiaj ani jutro nie zmieni. 

Zamiast setny raz tłumaczyć, odpowiadać, spierać się i wyjaśniać, po prostu podążaj za tym co mówić dziecko. Jak? Weźmy sytuację, w której mały uparciuch chce oglądać bajkę w telewizji akurat wtedy kiedy trzeba się szykować do wyjścia. Macie pół godziny na to szykowanie. 

Oczywiście wyjaśnij, dlaczego jest to niemożliwe. Przypomnij zasady np. bajki tylko przez jedną godzinę po obiedzie. Czyli nie teraz. Nie spodziewaj się, że mały uparciuch powie: A tak, zapomniałem. To w porządku. Pewnie będzie to moment, w którym uzna, że bez walki się nie podda. To w końcu jego życie, jego potrzeba!

Zamiast tłumaczyć i tłumaczyć ten konkretny zakaz, po prostu idź za słowami uparciucha i rób swoje np. maluj się do wyjścia. Chodzi o to, że dla dziecka ta walka musi się potoczyć, inaczej poczuje, że straci kontrolę. Dla ciebie nie musi to być od razu walka, ale po prostu podążenie za tą potrzebą, bez konieczności kłócenia się, usprawiedliwiania, działania czy odnoszenia głosu. Taki trening słowny bez emocji z twojej strony. 

– Chcę bajkę. Teraz.
– Tak, właśnie widzę, że bardzo chce teraz oglądać bajkę.
– Włączysz mi?
– Nie, teraz nie włączę.
– Dlaczego?
– Wyjaśniłam ci przed chwilą.
– Ale ja chcę.
– Tak, chcesz. To dla mnie jasne.
– To mogę?
– Nie, kochanie.
– To nie fair. Mam czas na obejrzenie bajki.
– Nie, to nie jest ten czas. Możesz zrobić coś innego.
– Ale ja chce bajkę.
– Wiem, widzę, że chcesz.
– Nic nie mogę!
– Możesz, wybierz sobie coś innego do zrobienia przez ten czas np. klocki.
– Nie chcę!
– Nie musisz, to tylko propozycja.
– Wolę bajkę niż klocki.
– Jasne, rozumiem, że wolisz bajkę.
– To mogę?
– Nie. 

Uporządkuj zasady

W przypadku małych uparciuchów bardzo dobrym narzędziem oszczędzającym twój czas i twoje nerwy są kartki z wypisanymi/narysowanymi zasadami. Nie trzeba nimi oblepiać całego domu, ale taka przypominajka w widocznym miejscu np. na lodówce, może się naprawdę przydać. Jak? Wróćmy na chwilę do naszej przerwanej rozmowy.

– Chcę bajkę teraz.
– Teraz nie jest czas na bajkę.
– Ale dlaczego?
– Mamy takie zasady. Jeśli nie pamiętasz możesz zerknąć na lodówkę. 

Z takiej dyskusji nie chodzi o to żeby rozwiązać problem dziecka, ale żeby dać mu szansę na powalczenie o swoje. Poćwiczenie. Nie chodzi też o to żeby pokazać kto tu rządzi, ale o uświadomienie mu (w trakcie tego dość męczącego treningu), że rodzic szanuje jego chęć, ale zdania nie zmieni, bo jest strażnikiem rodzinnych ustaleń. Jeśli dasz się sprowokować i zaczniesz krzyczeć to skończy się oczywiście jatką. Ale jeśli potraktujesz to jako trening, skończy się tylko treningiem. 

Daj wybór

Małe uparciuchy alergicznie wprost reagują kiedy ktoś im coś każe. Niektóre dzieci po prostu spełnią prośbę: Zanieś proszę sztućce na stół, za chwilę siadamy do kolacji. Dla uparciucha jest to sygnał ostrzegawczy: Ktoś czyha na moją niezależność! 

W tym wypadku (wiedząc, że masz w domu takie dziecko) możesz po prostu zmienić nieco komunikat: Potrzebuję pomocy ze sztućcami. Mogę na ciebie liczyć? Wtedy mały uparciuch z pewnością chętnie wyratuje cię z opresji. Potrzebujesz jego pomocy, może się wykazać, może sam zdecydować czy chce ci pomóc. 

Po co się tak wysilać? Oczywiście nie ma konieczności, jednak warto pamiętać, że te małe uparciuchy tak naprawdę bardzo, ale to bardzo lubią współpracować. Po prostu nie lubią czuć, że do czegoś zostały zmuszone. A odczuwają to bardziej niż inni, jako realne zagrożenie dla ich samodzielności. Jedna drobna zmiana w komunikacji może naprawdę wiele wszystkim ułatwić. 

Co z niego wyrośnie?

Jestem pewna, że ta strategia zadziała lepiej niż zmuszanie krzykiem do robienia co ja każę, bo jestem twoim rodzicem i musisz mnie słuchać. Oczywiście ta druga też zadziała, ale na dłuższą metę sprawi, że ten „złamany” uparciuch wyrośnie na dorosłego unikającego kontaktu z rodzicami, którzy zmuszali do posłuszeństwa zamiast budować zaufanie i poczucie bezpieczeństwa. 

Może nam się to podobać lub nie, ale my naprawdę nie jesteśmy w stanie zmusić dzieci do robienia wyłącznie tego co chcemy. Nie, jeśli zależy nam na zdrowych relacjach w rodzinie. A wiesz skąd biorą się małe uparciuchy, które bez zająknięcia spełniają każdą prośbę konkretnego dorosłego? Bo to dorosły, któremu ufają, którego szanują, ponieważ czują, że on je też szanuje.

Nie jest tak, że z uparciuchami jest coś nie tak, że nie wiedzą co jest dobre, złe, co potrzebne, a naszym jedynym zadaniem jest usuwanie ewentualnych „ale”, z którymi mogą się nie zgadzać. Nie wyrosną na nieprzystosowanych do życia społecznego tylko dlatego, że wszystko chcą sprawdzić, zależy im na samodzielności i decydowaniu o sobie. Jak się nad tym chwilę zastanowić, to takich dorosłych bardzo nam dzisiaj potrzeba. Przecież sami też nie znosimy kiedy ktoś od nas oczekuje wyłącznie robienia tego co każe. 

To dzieci, a potem dorośli, którym nie wystarczy czyjeś słowo. Muszą doświadczać samodzielnie. Oprócz tego, że przy ich wychowaniu masz ręce pełne roboty, to jednak jest w tej sytuacji naprawdę dużo plusów. Te małe uparciuchy nie tak łatwo zmieniają zdanie, jest więc szansa, że nie dadzą się namówić kolegom na równego rodzaju głupoty. Pewnie sprawdzą to i owo w ramach eksperymentu, ale jeśli stwierdzą, że to im nie odpowiada, nie będzie siły, która je zmusi do podporządkowania się, bo większość uważa, że to fajne. 

To ludzie, dla których świat jest polem do sprawdzania czy inni mieli rację. Nie spoczną póki nie dotrą do celu, a ich cele zazwyczaj nie kończą się na dotykaniu gorącej lampy.

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.

Te wpisy też mogą Cię zainteresować: