Nie wiem czy zauważyłaś, ale hasło związane z wychowaniem szczęśliwego dziecka, jest motywem przewodnim mojego bloga (jak też całej działalności pedagogicznej i rodzicielskiej). Wiadomo, że każdy chce mieć szczęśliwe dziecko. Co wcale nie oznacza dziecka, którego życie usłane jest wyłącznie różami, które nigdy nie uroniło łzy, a smutek jest mu obcy i tak ma pozostać.

Nie będę się zagłębiać w definicję szczęścia, bo przecież każdy rozumie je trochę inaczej. Jednak chciałabym dzisiaj skupić się na jednej, prostej informacji o tym, jak my – rodzice – możemy świadomie wychować (wychowywać, bo to przecież proces) szczęśliwe dziecko. Z myślą o tu i teraz. Ale przede wszystkim, z myślą o jego przyszłości.

Brzmi trochę tajemniczo?

Chodzi mi o wzmacnianie pozytywnych stron małego człowieka. Żeby to robić, trzeba oczywiście najpierw dowiedzieć się, jakie one są. Żeby to zrobić jeszcze lepiej, warto poznać te mocne i te słabe. Wtedy perspektywa się poszerza i jest więcej możliwości do wykorzystania. Czasem słyszę od rodziców, że dopiero w szkole warto, tak naprawdę, skupiać się na wspieraniu prawdziwych pasji. Nie zgadzam się z tym.

Chcesz porozmawiać z pedagogiem on-line? Kliknij po więcej informacji»

Nie jest tajemnicą, że dziecko najszybciej i najwięcej uczy się do piątego roku życia. Potem oczywiście też bardzo szybko, ale już nie w tak spektakularnym tempie. Dlatego właśnie wspieranie mocnych stron najmłodszych, ma bardzo wiele sensu. Nie trzeba czekać na tę poważną, szkolną edukację, żeby bawić się z pociechą w przemyślany sposób.

Człowiek znający swoje mocne i słabe strony:

  • jest bardziej pewny siebie,
  • chętniej podejmuje nowe wyzwania,
  • nie zamartwia się porażkami, bo wie (ma pewność) w jakich dziedzinach jest dobry, a w jakich słabszy,
  • jest mnie zestresowany w różnych sytuacjach, bo rozumie dlaczego coś idzie mu wolniej, słabiej, a coś szybciej,
  • nie dąży do ideału, bo wie, że dla każdego oznacza on coś innego (to tzw. osobista doskonałość, nazwana przez Alaina, znanego jako Émile Chartier),
  • znajomość mocnych i słabych stron buduje poczucie wartości małego człowieka (to owocuje w dorosłym życiu).

Osobista doskonałość

Pewnie nie raz zdarzyło ci się powiedzieć patrząc na pociechę: Mój mały tancerz. Albo zachwycać się (ewentualnie mieć dosyć), że godzinami podśpiewuje. Nieraz artyści opowiadając swoje życiorysy mówią wprost: Śpiewam, odkąd nauczyłam się mówić. A może nawet i wcześniej. Oni, ci spełnieni (tak zakładam) ludzie, czerpiący radość z tego co robią od urodzenia, wykorzystali swój wrodzony talent. Rozwinęli potencjał, czyli osobistą doskonałość.

Ktoś może powiedzieć, że nie każde dziecko rodzi się z jakimś talentem, widocznym od pierwszych miesięcy życia. Jasne, że nie. Właściwie, są to wyjątki. Jednak każde dziecko jest na swój sposób wyjątkowe. Wiem, brzmi banalnie, ale właśnie rolą (obowiązkiem nawet, a nie tylko ewentualną opcją) rodzica jest pokazanie dziecku jego mocnych stron. Każdy jakieś ma.

Zazwyczaj zakładamy, że pociecha coś po nas dziedziczy. Ja też to zrobiłam, bo to taka miła, rodzicielska mrzonka. Warto jednak być ostrożnym przy tych założeniach, żeby przypadkiem nie przelać na dziecko własnych pragnień. Czasem ambicji. Zamiast tego, lepiej obserwować i sprawdzać, którą ścieżką najchętniej podąża. I nie przeszkadzać.

Jak to sprawdzić?

Nie mówię o tym, żeby dwulatkowi ostatecznie wyrokować, jakie są (i na zawsze już będą) jego mocne i słabe strony. Wiadomo, że to się zmienia. Ale spędzając czas z dziećmi, na pewno zauważasz, że np. jedno woli wspinać się po drzewach, a drugie uwielbia rysować. Nie trzeba sadzać ucznia w ławce szkolnej, żeby coś takiego zaobserwować. Dzieje się to naturalnie i dużo wcześniej.

Niektóre dzieci są dobre w publicznych występach i na scenie czują się, jak ryba w wodzie. Dla innych, przedszkolne przedstawienie jest – w najlepszym wypadku – udręką. W najgorszym – traumą. To samo dotyczy czytania, śpiewania, sportu, roli w grupie, komunikacji itd. Każde dziecko (każdy dorosły przecież też) ma swoje mocne i słabe strony. Ich znajomość jest właściwie kluczem do bycia szczęśliwym człowiekiem.

Nie przegap kolejnego artykułu. Zapisz się na newsletter »

Klucz do szczęścia

Znajomość i rozwijanie tych mocnych stron, daje szczęście. Czasem jednak słyszę: Skoro moje dziecko jest w czymś dobre np. w pływaniu, to ma to już opanowane i nie trzeba jakoś specjalnie ćwiczyć. Przydałoby się natomiast poćwiczyć tabliczkę mnożenia, bo z matmą gorzej.

A ja mówię – koncentruj się na tych dobrych, mocnych stronach i zabawach (czynnościach), które sprawiają maluchowi przyjemność. I nie mówię tylko o edukacji (choć na tym skupiamy się najczęściej). Mówię też (przede wszystkim) o temperamencie, wrodzonych skłonnościach, emocjach, charakterze.

Nie jest sztuką wychować zestresowane, zmęczone codziennością i nielubianymi obowiązkami dziecko. Trudniej posłuchać, co mówi nawet to najmłodsze. Podążać za predyspozycjami i pasją. Zdarzało mi się słyszeć: Ale jak lubi to i tak się kiedyś nauczy. Oczywiście, jeśli mu wystarczy zapału, to się nauczy. Tylko pytam zawsze w takich sytuacjach, jaki jest sens tłumienia tego naturalnego potencjału?

Chcesz z małym artystą poćwiczyć liczenie? Wyklejajcie cyfry, dodawajcie nuty, mnóżcie oklaski. Chcesz ułatwić życie małemu introwertykowi? Ogranicz hałas i nadmiar bodźców, bo go szybko męczą. Wszystko da się opanować. Te mniej lubiane rzeczy też. Wystarczy podążać za tym, co sprawia radość i wykorzystywać osobistą doskonałość dziecka. Skoro każde jest inne, to nie warto przykładać jednej miary, porównywać i domierzać. Wiesz dlaczego?

Alain – ten francuski twórca pojęcia osobistej doskonałości – wyjaśnia to w bardzo wzruszający sposób. O maluchach, które nie mieszczą się w skali, mają z czymś trudności, mówi: Jeszcze nie wyruszył w drogę. Inaczej mówiąc, ma czas. Daj mu go. Jest w tym wiara w dziecko i jego osobisty potencjał, prawda? Pewnie jak już wyruszy, to dogoni całą resztę, ale pozwól mu samodzielnie o tej gotowości zdecydować.

Psychologia pozytywna

Jest taki nurt, jak psychologia pozytywna. Ona, w opozycji do tradycyjnie pojmowanej psychologii (skupionej raczej na roztrząsaniu traum i niemiłych przeżyć), koncentruje się na tym, co sprawia, że człowiek jest szczęśliwy. Przesłanie jest jasne: jednym ze źródeł szczęścia w życiu jest podążanie za własnymi pasjami i robienie tego, co sprawia przyjemność.

Nie raz przekonałam się, że nasza polska mentalność, z trudem przyjmuje taki punkt widzenia na życie (lubimy być trochę męczennikami). A już na pewno, nie do końca zgadza się to, z ogólnie pojętą, edukacją szkolną. Dziecko nie chodzi do szkoły dla przyjemności. Nigdzie, w żadnym szkolnym programie, w żadnym opracowaniu, kodeksie, statucie szkoły, nie znalazłam informacji o tym, że dziecko chodzące do szkoły ma być szczęśliwe. Szkoda.

I przez szczęście, nie mam tu na myśli robienie co się chce, ale satysfakcję z rozwijania osobistych predyspozycji. Tego, w czym dana osoba czuje się dobrze. Nikt nie jest dobry we wszystkim. A jednak, kiedy uczeń przynosi do domu świadectwo z ocenami, jakoś tak chciałoby się, żeby od góry do dołu były piątki. Czerwony pasek zdobywa się za bycie dobrym ze wszystkiego i jeszcze wzorowe zachowanie. A nie za rozwijanie pasji lub rozumienie swoich mocnych i słabych stron. Zawsze mnie to zastanawiało…

Mali dorośli

Coraz więcej ludzi szuka wsparcia w dorosłym życiu. W zderzeniu z pracą, emocjami w związku czy odpowiedzialnością przy zakładaniu rodziny, zaczynają dopiero poznawać swoje mocne i słabe strony. Nie ukrywam, że ja też dopiero jako osoba dorosła, zaczęłam je lepiej poznawać.

Pamiętam za to dokładnie publiczne ocenianie moich  słabości. Do dzisiaj wspominam lekcje gry na pianinie, które były czystą męczarnią. I publiczne występy przed rodzicami. Ż a d n e g o   z nich nie wspominam dobrze. Muzyka, to nie moja działka.

Dlatego tak wielką rolę przypisuję rodzicom. Jesteśmy ważni. Jesteśmy kluczowym elementem między światem, a naszym dzieckiem. Możemy pokazać maluchowi, co może być dla niego ważne, a co mniej interesujące. Możemy uszanować (słuchając, co mówi) dążenie do szczęścia, rozumiane jako podążanie za tym, co sprawia radość.

Możemy też – i to jest ten czarny scenariusz – pchać na siłę w ślepą uliczkę. Ona może być bardzo długa, ale kiedyś kończy się zamkniętymi drzwiami. I co dalej? Wracać, tracąc czas? Czy może wyważać głową te drzwi, narażając się na guzy i siniaki? Żadne z tych rozwiązań nie brzmi zachęcająco, choć wiele dzieci (i rodziców) tymi ślepymi ulicami podąża. Naprawdę można inaczej.

Ładnie brzmi, ale podrzuć konkret

Zazwyczaj staram się podrzucać konkretne rozwiązania i porady, bo codziennie (i to mnie cieszy) dostaję maile z prośbą o jeszcze więcej artykułów z propozycjami zabaw dla dzieci. Żeby były jednocześnie: edukacyjne, rozwijające i ciekawe. A do tego przystosowane do wieku i możliwości malucha. Zawsze chętnie podrzucam takie pomysły. Dzisiaj tego nie zrobię. Nie muszę wymyślać żadnych zabaw, bo znam miejsce, w którym zebrano je i poukładano tak, jak trzeba.

Ten wpis został zainspirowany współpracą z wyjątkowym miejscem. Stacja Rodzic to projekt, w któremu bardzo kibicuję. Dlaczego?

Z kilku powodów

Zaglądając na tę stronę www.StacjaRodzic.pl możesz na wstępie zrobić prosty test na temat najmocniejszych stron własnego dziecka. Test dotyczy maluchów 0-6 lat. Przeglądałam go. Jest naprawdę przyjazny, skupiony na wsparciu rodzica w poznaniu mocnych stron dziecka. Zatem nie musisz się zastanawiać, czy dobrze ci się wydaje, że twoja pociecha to humanista, a druga to mały filozof. Dostaniesz podsumowanie i dowiesz się.

Znając mocne strony pociechy, pewnie zechcesz wesprzeć je podczas zabaw i wspólnie spędzanego czasu. I tu samo sedno, to co rodzice lubią najbardziej: fachowcy przygotowali mnóstwo zabaw, uwzględniających potrzeby twojego dziecka. Tego, dla którego wypełniłaś test. Nie dostajesz więc przypadkowego zestawu, ale pomysły podyktowane twoimi odpowiedziami.

Kolejny krok (lub jak wolisz wagon, bo w końcu to stacja, a ty wypełniając test, wsiadłaś do pociągu), to możliwość miesięcznego testowania programu i zabaw przygotowanych dla pociechy. Oczywiście wszystko za darmo. Dopiero potem zdecydujesz czy chcesz nadal jechać (kupując bilet), czy może wysiadasz.

Przyznam się, że sama kiedyś myślałam o stworzeniu takiego miejsca w wirtualnej rzeczywistości (nie ma się co oszukiwać, jest tu wygodnie i spędzamy w niej mnóstwo czasu, to świetnie, że można z niej czerpać pomysły na zabawy w tzw. realu). Cieszę się, że powstało i rodzice mają możliwość korzystać z ukierunkowanych, przemyślanych propozycji zabaw ze swoimi pociechami.

Ciekawa jestem twojego zdania na temat tego projektu. Każdy komentarz (uwaga, wskazówka, przemyślenie, podpowiedź) jest dla mnie bardzo cenny.

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This