Co jakiś czas na moim Fan Page rozpętuje się burzliwa dyskusja na temat klapsów. Jedni uważają już jeden klaps za przemoc. Inni tłumaczą, że to po zwykła metoda wychowawcza.

Kiedyś ktoś mi powiedział, że bardzo dobrą techniką manipulacyjną wzmacniającą argumenty i przekaz, jest użycie powiedzenia: Mój ojciec/dziadek/pradziadek tak robił. To on mnie tego nauczył. Choćby to była nieprawda, jeśli powiesz, że ojciec cię tego nauczył, brzmi to jak coś ważnego.

Z klapsami też tak jest. Skoro tak robiono z dziada na pradziada, to chyba jest przyzwolenie? Ba, używanie klapsów często nazywane jest „tradycyjną metoda wychowawczą”. Cóż to za smutna tradycja… a jednak:

Jak wynika z badania Millward Brown i Fundacji Dzieci Niczyje, ponad 60 proc. Polaków dopuszcza stosowanie kar fizycznych, a do uderzenia swojego dziecka przyznaje się 70 proc. Polaków. Najczęściej dajemy klapsy, ale jedna trzecia rodziców sięga też po pas albo uderza w twarz.

To tylko klaps

W każdym razie, te dyskusje o klapsach zawsze dzielą ludzi na zwolenników (którzy bacznie i do upadłego zwracają uwagę żeby klaps nie był nazywany biciem ani przemocą) i na przeciwników. Czasem ktoś kogoś do czegoś przekona, jednak zazwyczaj kończy się na kłótni. Czasem któraś z mam pisze do mnie żebym reagowała, rozgoniła towarzystwo albo zabroniła bicia dzieci. O matko, gdybym tylko miała taką moc!

Mam jednak tylko słowa. Tylko zrozumienie dla osób, które jako dzieci doznały na własnej skórze tej „tradycyjnej metody wychowawczej”. Znają ją i używają, bronią jej nawet często, bo nie widzą w tym niczego złego. Nie dlatego, że nie ma w niej niczego złego. Ale dlatego, że klaps uwarunkował w nich inny sposób myślenia o przemocy. Dlatego zwolennicy i przeciwnicy nie mogą się dogadać. Trudno tak w kilku komentarzach przestawić komuś sposób myślenia o świecie, o sobie i swoich bliskich.

Po czym poznać bitego dorosłego?

Po pewności (mówieniu o tym na głos), że na bicie/klapsa zasłużył jako dziecko. Nie mówię o katowaniu do upadłego, ale o używaniu przez rodziców klapsów jako metody wychowawczej. Ma two związek z „syndromem sztokholmskim”, gdzie ofiara – w jakiś sposób – jest wciąż przywiązana do kata i dla własnego zdrowia psychicznego stara się usprawiedliwiać jego czyny.

Chcesz porozmawiać z pedagogiem on-line? Kliknij po więcej informacji»

Nie jest to psychologiczny bełkot, ale dowiedzione badania. Jeśli rodzice stosowali w wychowaniu ciebie (od czasu do czasu) klapsy, to pewnie uważasz, że nic takiego się nie stało, a jak dostawałaś, to zawsze „za coś”. Nie bez powodu, prawda? Bo co byś musiała pomyśleć o swoich rodzicach jeśli doszłabyś do wniosku, że bili cię bez powodu?

Tak działa mózg człowieka – broni się przed przemocą żeby nie zwariować. Mały człowiek mając świadomość, że jest zależny od bijącego (a dziecko niewątpliwie jest zależne od dorosłego) musi jakoś ratować swoją psychikę. Bo jak to? Ja tak kocham mamę/tatę, a oni robią mi taka krzywdę. Pewnie na to zasłużyłam, bo byłam niegrzeczna.

To tylko jeden z wielu elmentów „programowania” myślenia, które pojawiają się kiedy w grę wchodzą klapsy. O innych przeczytasz w tym artykule:

To tylko jeden klaps! Od jednego klapsa nikt nie umarł!

Kat i klaps

Kat (wiem, brzmi groźnie, ale chodzi o osobę wymierzającą klapsy) często utwierdza ofiarę w przekonaniu, że tak właśnie jest, że zasłużyła. Tym samym usprawiedliwia własne postępowanie. Im mniejsze dziecko, tym łatwiej wytresować jego posłuszeństwo klapsami: Tak pyskowałaś, że nie wytrzymałam! Dwa razy ci powtarzałam, a ty dalej swoje! Był zakaz, złamałaś go więc dostaniesz klapsa!

A ofiara potrafi śmiać się (może bardziej wyśmiewać) z tego, że ktoś nazywa ją ofiarą. Zwłaszcza gdy dzieje się to w przestrzeni publicznej. Ja,ofiarą? Absurd! Mózg nie przyjmie tego do wiadomości, bo to by zaburzało samoocenę i wiele innych spraw. Choćby rodzinnych. Zatem zostaje przy stanowisku: To przecież były tylko klapsy, na które zasłużyłam.

I tak zamyka się błędne koło, które widać z boku, ale nie widać jeśli się w nim tkwi. Bez pomocy osób trzecich lub ogromnej pracy włożonej w zmianę wyuczonego schematu działania, nie da się z niego wyjść.

Mnie najbardziej cieszy, że tak wiele osób zdaje sobie z tego sprawę. Pisze, że zrozumiała to błędne koło i chce spróbować przestać. Te chęci to już połowa sukcesu. Podjęcie próby to też sukces. Chcesz przestać dawać klapsy? Przeczytaj jak to zrobić!

Klapsy. Jak przestać je dawać? I co zamiast klapsa?

Bądźmy w kontkacie!

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This