Najbardziej przydatne książki dla rodziców i poradniki o wychowaniu to moje bardzo subiektywne zestawienie. Tworząc je wyobrażałam sobie współczesnego rodzica. Bardzo świadomego, z dostępem do wielu informacji, których jeszcze nawet dekadę temu, nie mieliśmy na wyciągnięcie ręki. Wyobraziłam sobie też rodzica, który nie ma czasu czytać kilkunastu lektur lub przeszukiwać tysiąca recenzji w internecie. 

Stąd pomysł na trzy główne założenia.

  1. Moim pierwszym założeniem było więc hasło – jedna książka wystarczy. Naprawdę bardzo wierzę, że jeśli tylko każdy rodzic przeczyta choćby jeden, dowolny tytuł z tego zestawienia, będzie lepiej rozumiał potrzeby swojego dziecka. Oczywiście można przeczytać wszystkie, ale szczerze wątpię żeby komuś naprawdę była potrzebna aż taka biblioteczka.
  2. Drugim założeniem było ułatwienie odnalezienia tytułu dla ciebie i twojej rodziny. Dlatego przy każdej notatce wytłuściłam, komu najbardziej może się przydać dana lektura. Zdaję siebie sprawę z tego, że każdy ma inne potrzeby, znajduje się na innym etapie życia i przyswaja wiedzę w najwygodniejszy dla siebie sposób. Jednym przypadną do gustu konkrety, innym filozoficzne rozważania. Jedni potrzebują dzisiaj motywacji i ogarnięcia chaosu rodzinnego, inni gotowych odpowiedzi. Wzięłam pod uwagę wszystkie te potrzeby. Mam nadzieję, że znajdziesz tu książkę dla siebie.
  3. Ostatnie ułatwienie – klikając na tytuł lub zdjęcie, szybko sprawdzisz najlepszą cenę i dostępność danego tytułu.

Książki dla rodziców i poradniki o wychowaniu

Kryzys narodzin, Mamania – zacznę dość mocnym tytułem. Zastanawiam się, czy pisać, że jest to propozycja dla kobiet w ciąży, czy może dla tych, które już urodziły. Znajdziesz tu sporo o tym, jak się przygotować do porodu. Jednak mam obawę, że po przeczytaniu całości, kobietę może dopaść strach przed porodem. Najchętniej poleciłabym ją mamom, które przeszły już trudny poród i szykują się do kolejnego. Warto też po nią sięgnąć już po pierwszym porodzie, który niekoniecznie wspomina się jak „magiczne przeżycie”, a raczej jako zderzenie fizjologii z warunkami szpitalnymi i podmiotowym traktowaniem kobiety.

Jest to pozycja napisana przez brytyjską antropolożkę Lesley Saunders, mamę gromadki dzieci, które urodziła w domu. Jednak nie jest to książka o tym, jak fajny jest poród w domu, ale generalnie o emocjach z nim związanych. Zwłaszcza kiedy kobieta czuje, że podczas porodu była traktowana podmiotowo lub boi się, że tak będzie jeśli rodzi po raz pierwszy. To książka dla tych, którzy nie wiedzą, jak sobie poradzić z trudnymi emocjami na początku nowej drogi (jako mama).

Konstrukcja treści jest mi o tyle bliska, że całość składa się z opowieści kobiet dzwoniących na infolinię po wsparcie właśnie w kryzysie po narodzinach dziecka. Wszystko o czym piszę na blogu jest odpowiedzią na pytania zadawane przez mamy i swego rodzaju wsparciem w kryzysie, który niekoniecznie musi oznaczać koniec świata, ale jest trudnością do zrozumienia pokonania. Zerknij na artykuł pt. Urodziłam dziecko, dlaczego jest mi tak smutno? Za każdym moim artykułem czy nagraniem też stoi konkretna historia (lub więcej historii).

Jeśli ktoś czuje żal, smutek związany z porodem, którego nie przeżyło się dobrze, ta pozycja może pomóc uporać się z tymi emocjami. Brzmi jak coś bardzo smutnego, ale ogólny wydźwięk jest naprawdę pozytywny, dlatego uważam, że książka może pomóc wielu osobom. 

Nieperfekcyjna mama, Anna Dydzik, Muza – z tematu cięższego wskoczę w trochę lżejszy klimat, choć nie daj się zwieść tytułowi. To książka, w której znajdziesz opowieść jednej konkretnej mamy trzech córek (w tym bliźniaczki). Przechodząc przez kolejne rozdziały poznajemy historię o tym, że macierzyństwo perfekcyjne nie jest, ale też dostajemy prosty komunikat – nie daj sobie wmówić, że takie powinno być. A pierwszą osobą, która będzie ci to wmawiać jesteś najczęściej… ty sama.

Myślę, że książka spodoba się wszystkim, którzy szukają w życiu równowagi, a unikają skrajności. Jeśli ktoś się spodziewa przeczytać, że faszerowanie dziecka słodyczami i dawanie telefonu dwulatkowi, „bo chce” jest spoko, przecież tak właśnie robią nieperfekcyjne mamy, to się zdziwi.

Nie będę się dłużej rozpisywać, bo filmowo już dawno zrecenzowałam ją na blogu – KLIK do recenzji!

Mamo, tato, co ty na to? O opiece, rozwoju i pielęgnacji waszego maleństwawydawnictwo Zawitkowski.pl – pamietam jak Marek uczył się przewijać Karolinę oglądając płytę (bo do tej książki dołączona jest płyta DVD). Ja wtedy prychałam, że przecież „co to za filozofia, nie potrzebujemy instrukcji do zmiany zasikanej pieluchy”. Szybko to odszczekałam, bo książka okazała się skarbnicą konkretnych, bardzo przydatnych rzeczy związanych z opieką nad dzieckiem.

Jeśli ktoś przygotowuje się do pierwszego porodu lub szuka prezentu, jaki mógłby ucieszyć młodych rodziców, to jest strzał w dziesiątkę. Paweł Zawitkowski spokojnie, bez wygłupów, konkretnie i przede wszystkim prosto, prowadzi młodego rodzica za rękę. Tego potrzebują początkujący rodzice. Bez dorabiania filozofii do zwykłego ubierania kaftanika, kąpieli czy zmiany pieluchy. Nie każda czynność przy dziecku ma wymiar ponadczasowy, nie każdą trzeba okrasić zdjęciami i zachować w albumie na wieki wieków. Czasem dzień może uratować zwykła (prosta, konkretna, techniczna wręcz) informacja o tym, jak założyć niemowlakowi bodziaka bez awantury, bo tego raczej nie uczą w szkołach rodzenia… ani w żadnych szkołach.

A jak się spodoba część pierwsza, zawsze można sięgnąć po kolejne, dotyczące zdrowych nawyków u przedszkolaków, szkolniaków oraz trzecią – z pytaniami do specjalistów, bo w tej serii ukazały się również:

Jak Eskimosi ogrzewają swoje dzieci. Rodzicielskie przygody z całego świata, Mamania – zafascynowała mnie ta lektura napisana przez Mei-Ling Hopgood, zdecydowanie polecam każdemu rodzicowi. Nawet babciom i dziadkom, którzy czasem upierają się przy jedynie słusznych tradycyjnych metodach wychowawczych, bo takie znają ze swojego doświadczenia. Jej przekaz jest bardzo uniwersalny, dlatego myślę, że jako „odskocznia” od czasami radykalnych poglądów rodzicielskich, może być cudownym lekiem na myślenie: „Przecież wiem najlepiej, co jest dobre dla mojego dziecka”. Czasem można nie wiedzieć. Ba, mało kiedy wiemy wszystko. 

Bardzo często rozmawiamy na blogu o tym, że rodzicielstwo ma różne odcienie i każdy wybiera najlepszą dla siebie drogę. Trudno jednak coś wybrać kiedy widzi się tylko jedną trasę. Tutaj mamy pokazane, jak te drogi wyglądają w różnych zakątkach świata. Zdecydowanie jest to nie tylko książka o rodzicielstwie, ale też o różnych kulturach i chyba to jest jej największa moc. Napisana przez dziennikarkę i to widać, to bystre oko, wrażliwe na ludzkie historie. Myślę, że spodoba się wszystkim rodzicom, którzy czują, że nie trzeba podążać drogami pokazywanymi przez popularne trendy o wychowaniu, a świat nie zamyka się na „badaniach amerykańskich naukowców”.

Świadome rodzicielstwo to też przystosowanie pewnych zasad i komunikacji z dzieckiem do okoliczności, w których żyjemy i wsłuchiwanie się w intuicję. To świetna lektura dla osób, które czują się „spięte” nakazami, zakazami i powinnościami rodzicielskimi. Warto po nią sięgnąć żeby zobaczyć, jak różne może mieć oblicza „bycie mamą” lub „bycie tatą”. 

Twoje kompetentne dziecko, MiND – wbrew pozorom, książki Jespera Juula wcale nie są proste do przyswojenia i korzystania z wiedzy tam zawartej. Łatwo się czyta, ale często potem rozmawiam z rodzicami mówiącymi: „Przeczytałam, ale nadal nie wiem skąd zacząć”. Dla osób oczekujących uporządkowanych, wypunktowanych informacji (nie ma w takim oczekiwaniu niczego złego, każdy szuka tego, co dla niego jest najwygodniejsze), czasem te treści wydają się zbyt luźne, nawet chaotyczne. Nierzadko spotykam się z takimi opiniami rodziców. 

Te treści to przekaz na temat wychowania, słowa wspaniałego duńskiego mentora, który zakłada, że rozmawia z ludźmi potrafiącymi dokonywać wyborów i obserwować własną rodzinę. Inaczej mówiąc – refleksyjnymi, wyciągającymi wnioski, dlatego nie podaje gotowych rozwiązań na tacy, ale daje do myślenia.

Bardzo się cieszę, że są i takie książki, choć nie raz spotkałam się ze zbyt dosłownym traktowaniem zdań wyrwanych z kontekstu i przekładaniem ich na praktykę np. „Nie stawiaj dziecku granic” odczytywane, jako wyłączne podążanie za słowami, bez założenia, że mały człowiek potrzebuje dorosłego podejmującego ważne decyzje. Pisałam o tym trochę więcej w tym artykule: Podążam za potrzebami dziecka czy spełniam zachcianki?

Ten konkretny tytuł dotyka niezmiernie ważnej strefy rodzicielstwa – właśnie świadomego zauważania tego, co mówi nam dziecko każdego dnia. Nie tego, co nam się wydaje, że chce powiedzieć, ale naprawdę mówi. Żeby lepiej zrozumieć własnego malucha i siebie, warto przeczytać choć jedną książkę Jespera Juula. Napisał ich więcej, może inny tytuł jest ci potrzebny na tym etapie rodzicielskiej drogi? 

Znaczenie miłości. Jak uczucia wpływają na rozwój mózgu, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego – lubiącym nieco bardziej naukowe opracowania tematów rodzicielskich, ta książka na pewno się spodoba. Od razu powiem, że jest napisana bardzo przystępnym językiem.

Miałam zamiar umieścić w tym zestawieniu jakiś tytuł ściśle związany z inteligencją emocjonalną, bo ona jest jednym z najważniejszych elementów budujących poczucie wartości i ogólne spojrzenie na siebie. Wychowując dziecko, warto rozumieć, jak rozwijać tą sferę. Ten tytuł to krok dalej, moim zdaniem lepiej (a książka polecana jest osobiście przez Daniela Golemana, autora „Inteligencji emocjonalnej”). 

Sue Gerhardt jest psychoanalitykiem, wie doskonale o czym mówi. Opowiada, jak budować relację z dzieckiem od pierwszych chwil i jak to wszystko, co dzieje się w pierwszych latach, wpływa na rozwój dziecka, a potem dorosłego. Fascynująca lektura, zapewne otworzy też oczy niektórym rodzicom już starszych dzieci, którzy zastanawiają się np.: Dlaczego moje dziecko tak kiepsko radzi sobie w sytuacjach stresowych lub nie potrafi do końca zaangażować się w daną relację? Ale zdecydowanie przyda się też rodzicom najmłodszych, bo przecież od narodzin budujemy więź z maluchami. Warto robić to od początku świadomie. 

Rodzeństwo bez rywalizacji, Media Rodzona – to jedna z najbardziej znanych książek dotyczących komunikacji z dziećmi, choć nie pierwsza część. Pierwsza część (Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły) powstała jakieś 30 lat temu, kiedy to autorki wybrały się na warsztat umiejętności rodzicielskich do psychologa Haima Ginotta i zostały tam na… całą dekadę. Dzięki zebranym doświadczeniom powstała ta, a potem kilka kolejnych książek.

Autorki same prowadziły warsztaty z rodzicami, a ich wszystkie publikacje mają charakter spisu warsztatowych opowieści z życia przeciętnej rodziny. Mówimy o rodzinie amerykańskiej, ale nie ma to jakiegoś wielkiego znaczenia, bo tłumaczenia polskie są bardzo przystępne. I to jest naprawdę jedna z książek, którą powinien przeczytać każdy człowiek mający do czynienia z dziećmi. Zwłaszcza rodzice więcej niż jednego dziecka. Spodoba się osobom zmęczonym kłótniami i wiecznymi prośbami ze strony maluchów, o rozwiązanie konfliktu.

Jeśli ktoś nie lubi zagłębiać się w sprawy rozwojowe czy psychologiczne, a potrzebuje rozwiązań tu i teraz, powinien być zadowolony. Jest tu mnóstwo rozwiązań i podpowiedzi, jak działać w konkretnych sytuacjach. Łącznie z komiksowymi rysunkami. Myślę, że właśnie dlatego książka zyskała taką popularność, trafia do wielu osób prostym przekazem. Zamiast umoralniać i wytykać błędy (nie to, że tematu unikamy, o błędach jest sporo, tylko że bez grożenia palcem, raczej z podaniem innego rozwiązania), autorki skupiają się wyłącznie na emocjach i komunikacji. Tu są same konkrety. 

Osobiście uważam, że nie trzeba czytać wszystkich części, bo wiele pomysłów powtarza się (z pewnymi modyfikacjami) w kolejnych tytułach. Chodzi bardziej o zrozumienie sposobu rozmawiania, przekazywania informacji i zauważania uczuć, a potem można to dopasowywać do wieku i miejsca oraz konkretnej sytuacji. 

Inne książki z tej serii dostępne w Polsce:

Mama w harmonii, Ridero – o tej książce opowiadałam już kiedyś na blogu, choć mam wrażenie, że trochę przeszła bez echa. A szkoda, bo może się bardzo przydać kobietom, które czują, że wraz z wejściem w nową rolę, w ich życiu zapanował chaos. Niby wiadomo, że warto jakoś inaczej pewne sprawy zorganizować, jednak zawsze jest jakieś „ale”: brak czasu, kiepski nastrój, zmęczenie itd.

Książka została opracowana w formie mini-warsztatu. Ma miejsce na notatki, własne przemyślenia, zapisywanie rzeczy wartych uporządkowania. Co najważniejsze, przeprowadza przez cały ten proces (3 miesiące) krok po kroku. I w tym tkwi jej moc, bo to są małe kroki prowadzące do sporych zmian.

Ze szczegółami opowiedziałam o niej w recenzji – KLIK do recenzji!

Dzieci są gośćmi, którzy pytają o drogę, Jedność – nie wiem czy książka jest łatwo dostępna, ale na pewno warta uwagi, poszperania w bibliotekach. Autorka jest Czeszką, psycholożką i pediatrą, propagatorką metody Mocnego Trzymania. Pamietam inną jej książkę, która kilkanaście lat temu cieszyła się ogromnym zainteresowaniem rodziców. Tytuł „Mały tyran. Jak mądrze kochać dziecko” był niewątpliwie hitem w centrum zajęć dla dzieci, w którym wtedy pracowałam. 

W obu skupia się na budowaniu relacji ze współczesnym dzieckiem. Patrząc zupełnie obiektywnie, współczesne dziecko zdecydowanie różni się od dziecka, którym sami byliśmy. A warto pamiętać, że zazwyczaj nasz styl rodzicielski nosi cechy tego, czego doświadczyliśmy w przeszłości. Może to być zarówno chęć odcięcia się od przeszłości, jak też powielanie błędów, niezauważanie pewnych trudności, unikanie czy bezrefleksyjne naśladowanie tego, co uważaliśmy za „normalne”. Ta „inność” dzisiejszych dzieci nie do końca polega na innych emocjach. Chodzi o  warunki, w których dorastają nasze pociechy. 

W społeczeństwach wysokocywilizacyjnych, „bycie człowiekiem” – jak to określa sama autorka – jest naprawdę trudne. Łatwo się zgubić pomiędzy rzeczywistością, w której mamy prawdziwych ludzi i tą, gdzie tak naprawdę można wszystko, czyli wirtualną. Nie tylko dzieci są w niej zagubione, ale może właśnie bardziej dorośli. To nie jest jednak książka o uzależnieniu od nowych mediów. To książka o wartościach i sposobach przekazywania ich dzieciom żyjącym tu i teraz.

Lubię książki, które tak mocno zachęcają do myślenia o tym, jaki dorosły wyrośnie z tego małego człowieka. Zmuszają momentami do zastanawiania się nad tym, czy to co dziś robię jest w porządku. Czy moje dziecku na początku drogi, którą potem będzie musiało przebyć już samodzielnie, jest świadome, czy może zakładam, że „jakoś się wychowa”. To ważne, żeby malucha dobrze na przyszłą drogę wyposażyć. 

Inne książki tej autorki dostępne w Polsce: 

  • Mały tyran, Jacek Santorski & Co, 
  • Niespokojne dzieci, Media Rodzina,
  • Wczuwanie się, czyli inteligencja serca, Media Rodzina.

Wychowanie bez porażek, czyli trening skutecznego rodzica, Instytut Wydawniczy Pax – książka autorstwa Thomasa Gordona jest dość specyficzna. Od razu powiem, że nie jest nowa, bo ma jakieś 30 lat, choć w Polsce wydana została o wiele później. Najprościej rzecz ujmując, pomoże rodzicom, którzy czują, że „przeginają” w jedną ze stron – są zbyt surowi lub zbyt ulegli. Autor uważa, że metoda unikania porażek jest właśnie gdzieś pomiędzy tymi dwoma postawami. Przy czym trzeba przyznać, że bardzo dokładnie precyzuje to „gdzieś”, nie pozostawia czytelnika z informacją: szukaj złotego środka, który jak wiadomo, najtrudniej samodzielnie namierzyć. 

Gordon bazuje na wielu konkretach i przykładach, które być może momentami są nieco przestarzałe, ale wydźwięk metody pozostaje bez zmian. Chodzi o to żeby każdy w rodzinie czuł się dobrze, a to wymaga pracy i konkretnych działań. Wiele podpowiedzi z tej książki może naprawdę pomóc w budowaniu lepszych relacji i przede wszystkim – ustawieniu sobie w głowie kim jest rodzic i jak powinna wyglądać relacja z dzieckiem. Niektórzy idą w stronę przyjaźni, inni tyranii, jeszcze inni chaosu, edukacji, spełniania własnych marzeń, współpracy itd. Autor pomaga zrozumieć, co jest najważniejsze w pozytywnej komunikacji rodzinnej. 

Jednym z moich ulubionych cytatów z tej książki podsumuję, o czym jest: „Kiedy ludzie zostają rodzicami, (…) zapominają, że są ludźmi (…) Usiłują zachowywać się w określony sposób, ponieważ sadzą, że rodzice powinni zachowywać się tak właśnie.”

W Polsce wydane zostały również kolejne tytuły tego autora:

Naucz mnie samodzielności, Wydawnictwo Trzy Kropki – Maja Putamic cudownie opisuje samą metodę zachęcania do samodzielności (tak, dobrze kojarzysz, chodzi o inspirację Marią Montessori), ale też podsuwa pomysły na zabawy i praktyczne rozwiązania w domu. Nie mam pewności, czy ta książka jest jeszcze dostępna (pewnie w bibliotekach). 

Na wszelki wypadek podrzucam też inny ciekawy tytuł: „Naucz mnie robić to samodzielnie” wyd. RM, w którym Charlotte Poussin opowiada o korzystaniu z tej metody i właściwie samej esencji, czyli podejściu do edukacji. Jest trochę historii, jest trochę ciekawostek i pomysłów na zabawy. Jeśli ktoś słyszał o metodzie montessoriańskiej, a nie wie właściwie od czego zacząć, czy chce zacząć i jak to do końca wygląda, z tej książki na pewno dowie się wiele. Warto po nią sięgnąć zanim jeszcze dziecko pójdzie do przedszkola, zanim rozpocznie przygodę z edukacją w placówkach.Choćby po to żeby wprowadzić jedynie niektóre elementy czy proponowane zabawy.

Najpiękniejsze w tej metodzie jest podejście do dziecka, jego potencjału i możliwości. Nawet jeśli cała edukacja nie będzie przebiegać w duchu montessoriańskim, to świadomość możliwości i wagi samodzielnego podejmowania pewnych tematów lub choćby dojrzałości do nich, z pewnością pomogą rodzicom lepiej dogadywać się z maluchami na wielu polach. 

Więcej o montessoriańskim spojrzeniu na relację z dzieckiem napisałam w tym artykule: Maria Montessori nieustannie inspiruje

Hygge. Duński przepis na szczęście, Wydawnictwo Muza – szczęście to bardzo ogólne pojęcie, jeśli jednak mamy się „uczyć”, jak je odczuwać, to właśnie od narodu od lat plasującego się w czołówce najszczęśliwszych ludzi na świecie. Jakimś dziwnym sposobem, Duńczycy odczuwają szczęście, podczas gdy reszta świata chce być szczęśliwa, zamiast po prostu być szczęśliwa. Oni są. Ta książka jest informacją w czystej postaci o tym, jak poczuć szczęście. Jak oni to robią, że czują się szczęśliwi. Każdy może je poczuć, nie trzeba być Duńczykiem, by to umieć. 

Przyznam, że podchodziłam do niej z pewną rezerwą, bo hasło hygge jest takie modne, a ja za modą niekoniecznie chcę w rodzicielstwie podążać. Już kiedyś opowiadałam, że książkę poleciła mi jedna z czytelniczek bloga. Wysłała do mnie zdjęcie i napisała, że czytając ją pomyślała o mnie, bo te treści tak pasują do tego co mówię i robię. Faktycznie, po przeczytaniu stwierdziłam, że w głębi serca zawsze byłam Dunką, tylko nie potrafiłam tego zdefiniować.

Filozofia hygge i duńskie podejście do życia/wychowania są mi najbliższe ze wszystkich, jakie znam. I wcale nie sprawił tego Jesper Juul, tylko właśnie autorki tej książki. Po przeczytaniu poczułam się trochę jakby usiadły i spisały wszystko, co mam w głowie od lat. Nie pozostaje mi nic innego jak powiedzieć: Dziękuję. Więcej na jej temat opowiedziałam w filmowej recenzji – KLIK do recenzji!

Jeśli lubisz zerkać do innych krajów i podglądać podejście do wychowania, koniecznie zerknij też na:

Dialog zamiast kar, Wydawnictwo Mind – autorka tej książki jest bardzo doświadczoną trenerką programu Porozumienie Bez Przemocy, a treści, o których rozmawiamy, są podstawą do budowania relacji opartych na szacunku. Na pewno jest to tytuł dla rodziców, którzy czują, że krzykiem, biciem, zawstydzaniem, szantażem i zmuszaniem, nie bardzo budują autorytet w oczach dzieci. Jeśli zdarzyło ci się widzieć w oczach dziecka lęk, obojętność podczas ważnej rozmowy, ten tytuł zdecydowanie jest dla ciebie.

Jeśli czujesz bezsilność, bo mówisz i mówisz, a dziecko ignoruje, spróbuj dowiedzieć się więcej o dialogu zamiast kar. Wiem, że spora część dorosłych uważa zachęcanie dziecka do dyskutowania i asertywności, za rozwydrzenie i brak szacunku. To smutne, że mając w zasięgu ręki (a czasem nawet jednego kliknięcia) tak wiele książek na temat budowania, często wciąż wolimy burzyć. Uciekać się do „sprawdzonych” i naprawdę mniej skutecznych metod opartych na wymaganiach i bezwzględnym posłuszeństwie.

Rozumiem, że wielu z dzisiejszych dorosłych było wychowywanych bez dialogu z dzieckiem i nie jest to zarzut do babć i dziadków, ale fakt. Kiedyś wiedziano o tym mniej, mniej się też interesowano relacjami. Jeśli jednak miałabym polecić tylko jedną książkę dla rodziców, którzy mają w domu kilkulatki i już zastanawiają się: „Co poszło nie tak?”, będzie to książka Zofii Aleksandry Żuczkowskiej. 

Dziecko z bliska. Zbuduj szczęśliwą relację, Mamania – Agnieszka Stein przybliżyła polskim czytelnikom rodzicielstwo bliskości i opisała w książce najważniejsze aspekty budowania relacji w tym właśnie nurcie. Czasami (a właściwie dość często) rodzice bliskościowi uważani są za dziwaków, odmieńców podążających za chwilową modą. Tak naprawdę rodzicielstwo bliskości nie odkrywa Ameryki, choć pewnie dla wielu osób wychowanych w atmosferze konieczności (podkreślam słowo konieczności) bezwzględnego respektowania wymagań dorosłych, jest pewnego rodzaju rewolucją. 

Nie bez powodu pewnie autorka zamieściła w książce metodę 3R, z czego drugim hasłem jest właśnie „rewolucja”, polegająca na poukładaniu sobie w głowie własnych emocji i reakcji, zanim zacznie się „wychowywać dziecko na porządnego człowieka”. Temat bliskości przewija się na blogu dość często, staram się przekładać teorię na konkrety: Zrób trzy kroki zanim zaczniesz wychowywać. Dasz radę?

Bliskościowy sposób rozmawiania z dzieckiem to nie jest chwilowa fanaberia, nie jest to też wychowanie bezstresowe. To właściwie styl życia. Dokładnie tak samo jest ze zdrowymi nawykami żywieniowymi. Nie da się ich wprowadzić na chwilę, potem zrezygnować, a potem to się zobaczy. To znaczy da się, ale nie ma sensu. Jeśli ktoś jest zainteresowany budowaniem bliskościowych relacji, to z pewnością ta książka pomoże zrozumieć, o co w tym chodzi.  

Inne książki tej autorki Agnieszki Stein:

Pozytywna dyscyplina, CoJaNaTo – w tej książce rozmawiamy o dyscyplinie, ale nie w pejoratywnym znaczeniu, jak często kojarzymy. Tu wracamy do podstaw, z których wzięła się pozytywna dyscyplina. Podstawy to pierwotne znaczenie słowa dyscypilna, czyli: „nauka, kształcenie się, uczenie się”. Jeśli ktoś szuka konkretów związanych z pokazaniem dziecku, jak stawać się odpowiedzialną i samodzielną osobą, myślę, że będzie zadowolony.

Inspiratorem tej metody był Alfred Adler, choć obecną, bardzo konkretną strukturę, metoda zawdzięcza Jane Nelsen oraz Lyn Lott, którym bardzo zależało na wypracowaniu porozumienia między rodzicami i dziećmi. Jeśli więc ktoś obawia się, że książka naszpikowana jest zachęcaniem do rodzicielskiej musztry (bo dyscyplina wciąż tak się kojarzy) to uspokajam. Idziemy tu raczej w kierunku odpowiedzialności rodzicielskiej i zdawania sobie sprawy z tego, że z tego małego człowieka kiedyś wyrośnie dorosły. I tu pojawia się pytanie, jaki on będzie? I jak możemy temu dziecku pomóc, żeby kiedyś po prostu umiało poradzić sobie w życiu.

Wiem, że te treści przemówią do wielu polskich rodziców, zwłaszcza, że w środku znajdziemy wiele przykładów codziennych sytuacji, a na rynku dostępne są też karty (taka ściąga) ze strategiami stosowanymi w pozytywnej dyscyplinie. Być może zainteresuje cię też tytuł „Pozytywną dyscyplina dla przedszkolaków”.

Różowy mózg, niebieski mózg, Media Rodzina – książka napisana przez neurobiologa, mamę trójki dzieci. Opowiada o różnicach między płciami, a właściwie o tym, czym się różnią mózgi kobiet i mężczyzn, dziewczynek i chłopców. Akurat badania w tej dziedzinie zmieniają się z prędkością światła, bo też z każdym rokiem mamy dostęp do nowszych technologii, dowiadujemy się coraz więcej. Jeszcze kilka lat temu badania pokazywały zasadnicze różnicę w tym temacie. Były też takie, które wszystko równały do jednego, a przecież nie trzeba być neurobiologiem żeby jednak dostrzegać, że pod wieloma względami, nie jesteśmy tacy sami. W tej książce mamy coś pomiędzy skrajnymi teoriami, czyli informację o różnicach, ale też komentarz, jak są one niewielkie. 

Dzięki tej publikacji można też uporać się z kilkoma mitami i stereotypami, a co za tym idzie (i to jej największa wartość), zmienić odrobinę postępowanie i traktowanie dzieci różnych płci np. zachęcając dziewczynki do większej samodzielności w niektórych wypadkach i nie powtarzając bezmyślnie, że chłopaki nie płaczą.

Dla mnie to bardzo delikatny temat, bo często słyszę, że dzieci są dziećmi, nie dzielmy ich na chłopców i dziewczynki. Utożsamienie z własną płcią jest niezmiernie ważne, dlatego boję się popadania w takie skrajności. Czym innym jest dzielenie dzieci na różowe i niebieskie w sposób dosłowny, a czym innym podążanie za potrzebami rozwojowymi. Pewne sprawy są dyktowane naturą. Książka otwiera nam oczy na to, co jest związane z naturą, a co z kulturowo i historycznie przypisanymi rolami społecznymi. Czy te badania za jakiś czas ulegną zmianie? Pewnie tak, ale to nie zmienia faktu, że warto je znać. 

Wychowanie do osobistego rozwoju, Difin – to właściwie książka kierowana do nauczycieli i wychowawców, bo zawiera scenariusze zajęć. Jednak jest też jedną z niewielu na rynku, które zachęcają do rozmawiania ze starszymi dziećmi o rozwijania kompetencji miękkich m.in. zarządzaniu własnym czasem, komunikacji, współpracy zespołowej, kreatywności. Stąd pomysł za umieszczenie jej w tym zestawieniu i zaproszenie do zerknięcia rodziców uczniów. To właśnie kompetencje miękkie decydują o świadomych wyborach, dogadywaniu się z innymi. Pozwalają odnaleźć się w różnych sytuacjach i w odpowiednich momentach powiedzieć „nie”.

Obie części książki pomagają też zbudować autorytet w oczach starszych dzieci, a nawet nastolatków, z którymi czasem tak trudno się dogadać. Tak wiele rozmawiamy o budowaniu relacji z najmłodszymi, jednak przecież na przedszkolu świat się nie kończy, właściwie dopiero się zaczyna. Nie twierdzę, że trzeba w domu przerabiać proponowane tam scenariusze, ale znać je i wiedzieć, jak rozmawiać z dzieckiem na różne tematy – oczywiście, że warto. 

Z książek w podobnym klimacie, które mogą się przydać także nauczycielom, dotyczącą młodszych dzieci, proponuję „Dzielne dzieci! Wspieranie odporności psychicznej w wieku przedszkolnym”, Wydawnictwo Edukacyjne – KLIK do recenzji!

Witamina N, Mamania – autor tej książki uświadamia rodzicom jedną (niby oczywistą) prawdę – nasze dzieci mają ogromny deficyt kontaktu z naturą. Zresztą, nie tylko dzieci, ale dorośli również. Jeśli jesteś rodzicem, który często myśli, że tego właśnie brakuje waszej rodzinie, ale nie masz motywacji żeby częściej organizować wypady za miasto, sięgnij po ten tytuł. 

Wiem, że pośród wielu najróżniejszych problemów wychowawczych, kontakt z naturą może wydać się lekko drugoplanowy, bo przecież „cywilizacja, postęp, jest jak jest”. Sama mieszkam w środku miasta, tak wybrałam. Tu bym się jednak zatrzymała w szukaniu argumentów za tym, co zrobić żeby usprawiedliwić siedzenie godzinami w betonowych ścianach. Nikogo oczywiście do niczego zmusić się nie da, ale czasem brak działania i bezradność (choćby w kwestii uzależnienia coraz młodszych dzieci i ich rodziców od nowoczesnych technologii) często wynikają z braku wystarczającej dawki informacji na temat rozwoju organizmu i psychiki najmłodszych, którzy obcują z przyrodą i tych, którzy nie mają takiej szansy.

Nie jest to książka nawołująca do rzucenia wszystkiego i wyjazdu w Bieszczady, ale z pewnością jest to porcja rzetelnej wiedzy na temat szukania równowagi w życiu. Jest w nim stres, są nerwy, są wyzwania, jest pęd i codzienne zmagania. Dlaczego nie może być tam też miejsca na dawkę witaminy N, czyli natury? Dawkowanie tej witaminy zależy od rodziców, od świadomości dorosłych. Informacje są na wyciągnięcie ręki, wystarczy chcieć się dowiedzieć. Między innymi dzięi tej lekturze powstał jeden z najchętniej czytanych na blogu artykułów: 50 ważnych rzeczy, których powinno choć raz doświadczyć każde dziecko. Co z listy marzeń już macie „odhaczone”?

Wcześniejszą, równie świetną, książką tego autora jest Ostatnie dziecko lasu.

 

Wychowanie bez nagród i kar, MIND – Alfie Kohn, czyli klasyk dla rodziców pragnących odejść od tradycyjnych metod wychowawczych (czyli kar, nagród, zawstydzania, klapsów), na rzecz budowania porozumienia opartego na dialogu, szacunku i miłości. Wiem, niemal każdy chce budować na miłości do dziecka, jednak w wielu przypadkach mamy błędne pojęcie o jej okazywaniu. Stąd cała rozmowa o miłości warunkowej, czyli takiej, którą dziecko może od nas dostać, jeśli spełnia nasze wymagania (pasuje do wyobrażeń). Jakie wymagania? Choćby posłuszeństwo, czyli nazywanie miłością władzy rodzicielskiej: „Jestem twoim rodzicem i masz mnie słuchać bez gadania”. Trochę więcej o okazywaniu miłości bezwarunkowej napisałam w tym artykule: Jak wspierać poczucie wartości u dziecka?

Według autora, miłość warunkowa oparta jest na metodzie odmawiania (za karę) lub wzmacniania pozytywnego (nagroda). Takie postępowanie daje natychmiastowe (choć krótkotrwałe) efekty. Cała książka opowiada o metodach wychowania bez żadnych warunków, budowania relacji opartej na dialogu i miłości wynikających z szacunku i rozumienia potrzeb, a nie błędnie pojętego budowania autorytetu rodzica. I mówiąc szczerze, nie jest to łatwa lektura.

Nie mam na myśli języka, bo ten jest akurat bardzo przystępny. Mam na myśli odejście od zasad i norm, które wpajano nam od dzieciństwa. Mówię o zrezygnowaniu z działań, które są szybkie i pozornie skuteczne. Mówię o zejściu na trudniejszą ścieżkę i efektach, które da się zauważyć dopiero po czasie. Pod tym względem jest to bardzo trudna lektura. Warto przeczytać, nawet jeśli nie zdecydujesz się całkowicie odejść od nagród i kar. Jest tu zawarta wiedza otwierająca oczy na wiele rodzinnych dylematów. 

Być może zainteresuje cię też kolejny tytuł tego autora: Mit rozpieszczonego dziecka. Wyzwanie rzucone stereotypom na temat wychowania.

Najszczęśliwsze dziecko w okolicy, Mamania – Harvey Karp jest pediatrą i parentingowym objawieniem ostatniej dekady. Bardzo lubię lekkie pióro, poczucie humoru tego autora i konkrety, którymi opisuje budowanie relacji z dzieckiem. Ten tytuł jest jednym z serii „Najszczęśliwsze dziecko”, moim ulubionym, bo zahacza o okres 2-5 lat, czyli słynny bunt dwulatka i naprawdę ciekawe momenty, kiedy dziecko zaczyna odkrywać własną autonomię.

Doktor Karp skupia się na zachowaniach, co w dobie nacisku na rozmawianie wyłącznie o emocjach, jest trochę powrotem do przeszłości. Ale bez paniki, bo oczywiście, w tym wypadku, rozmowa o zachowaniach najmłodszych, jak najbardziej uwzględnia też potrzeby i emocje, chyba nie może być inaczej w XXI wieku. 

Jego styl pisania przypadnie do gustu rodzicom poszukującym konkretnych podpowiedzi, bo książka oparta jest na wielu przykładach, ale też z ogromną lekkością. Nie zawsze da się to zauważyć w poradnikach kierowanych do rodziców. Żadnego straszenia, wmawiania winy, pokazywania placem, że robisz źle. Znajdziesz tu metody na wzmacnianie pożądanych zachowań dziecka i redukowanie tych mniej ciekawych. W pełnym szacunku dla potrzeb malucha, z uwzględnieniem etapów rozwoju poznawczego i emocjonalnego. Light motywem całej opowieści jest porównanie dziecka do jaskiniowca rzuconego do naszych czasów – tu i teraz. Trzeba mu wszystko wytłumaczyć, wiele nauczyć, a praca z tym związana może być naprawdę cudownym doświadczeniem. Bywa ciężko, ale da się. 

Pozostałe książki w tej serii:

Wy wszyscy moi ja, 989 Instytut Kreowania Skuteczności – od razu powiem, że nie jest to poradnik dla rodziców, jednak uważam, że bez tej książki rodzicielstwo i wyzwania z nim związane, mogą wydać się przytłaczające. Dla kogo? Dla osób, które mają wrażenie, że podejmują ciągłe próby zmiany na lepsze, jednak wciąż coś idzie nie tak. Obwiniają się za słaby charakter lub brak silnej woli. Chcą zmiany, ale nie wiedzą jak się do niej zabrać. 

Zdecydowanie jest to jedna z najbardziej inspirujących książek jakie miałam okazję ostatnio czytać. Do tego stopnia, że po przeczytaniu ebooka zapragnęłam mieć egzemplarz papierowy. I mam! Wiedziałam, że jest ładnie wydana, ale dopiero jak ją zobaczyłam, to szczęka mi całkiem opadła. To jest cudeńko. Nietypowe cudeńko. Może niekoniecznie dla młodej mamy, ale już z pewnością dla mamy 3-4 latka (i każdego starszego dziecka), jak najbardziej tak.

Miłosz Brzeziński bardzo dokładnie opracował i zebrał mnóstwo badań składających się na fascynującą opowieść o motywacji wewnętrznej, porządkowaniu własnego życia, godzeniu się ze sobą i akceptacji. Wiem, że to lektura potrzebna rodzicom na różnych etapach, choć naprawdę niewiele jest tam wzmianek o dzieciach czy wychowaniu. Jednak właśnie ta książka pozwoliła mi trochę od nowa poukładać sobie w głowie podejście do relacji rodzinnych i do własnych możliwości. Dzięki niej wiem, rozumiem i akceptuję to, że nie da się codziennie działać na najwyższych obrotach i to jest w porządku. Nie jest też łatwo wprowadzać zmiany w życiu i najlepiej to robić małymi krokami. Ze spokojem podchodzę do konfliktów, odmienności, nawet kłótni, bo wiem, że relacje z innymi ludźmi są często dziwnym, ale bardzo potrzebnym elementem życia. Była inspiracją do powstania tego odcinka podkastu: Dlaczego czasami nie potrafimy cieszyć się z macierzyństwa?

Ile jest osób, które mówią: „Wiem, ale nie stosuję tej wiedzy, bo nie mam czasu lub warunków”? Otóż to, warunki nigdy się same nie stworzą. My je stwarzamy, a z tej książki dowiesz się, jak to zrobić motywując się do drobnych zmian. Bo czasem nie chodzi o to żeby przeczytać dziesiąty poradnik o wychowaniu, tylko właśnie sięgnąć po coś z (pozornie) innej półki. 

Tańcowała żyrafa z szakalem. Cztery kroki empatycznej komunikacji, Czarna Owca – to jest krótka i prosta książka o komunikacji. Lubię takie książki, bo zamiast uciekać w teorię, zwięźle skupiają się na praktyce. Ta podrzuca rady dla tych, którzy są już zmęczeni nerwową, agresywną komunikacją w rodzinie np. niekończącymi się kłótniami. Język żyrafy jest spokojny i łagodny, język szakala raczej napastliwy i agresywny.

Jesteś bardziej żyrafą czy szakalem? Jeśli uważasz, że tym drugim, już wiesz, że to książka dla ciebie. Posługujemy się tymi dwoma językami każdego dnia, choć zdecydowanie łatwiej dogadać się kiedy dwie osoby znają i rozumieją język żyrafy. To propozycja dla osób, które nie przepadają za poradnikami dla rodziców i nie mają czasu na czytanie długich tekstów, a jednak czują, że kilka wskazówek mogłoby pomóc. Tutaj je znajdą bez wielkiego zagłębiania się w teorię.

Księga rodzicielstwa bliskości, Mamania – jeśli ktoś nie jest pewien czy odpowiada mu nurt RB, sięgnięcie po ten poradnik z pewnością pomoże rozwiać wątpliwości, bo jego autorzy to małżeństwo, które wprowadziło „w obieg” ten termin. Jesteśmy zatem u źródła i poznajemy filary rodzicielstwa bliskości. William i Martha Sears są rodzicami ośmiorga dzieci, w dodatku pediatrami, dlatego w książce mamy mnóstwo badań, konkretów. 

Jednak czułabym, że sprawiedliwości dziejowej nie stało się zadość, gdybym nie dodała, że tak naprawdę RB jest współczesnym (poszerzonym) nawiązaniem do znanej od dawna teorii psychologicznej mówiącej o tym, że jakość naszych relacji społecznych i rodzinnych zależy od „odpowiedzi” opiekuna/rodzica na potrzeby dziecka już od pierwszych chwil życia. Zazwyczaj widzimy te potrzeby, jednak nie zawsze odpowiadamy adekwatnie do sytuacji. To ma wpływ na rozwój fizyczny i psychiczny dziecka.

W książce znajdziesz podpowiedzi na wiele ogólnych pytań np. Jak reagować? Na co się godzić? Na ile pozwalać? Jak rozmawiać z dzieckiem? Wszystko napisane prostym językiem, rodem z amerykańskich podręczników. Mnie to akurat nie przeszkadza i myślę, że wiele osób doceni powtórzenia, utrwalenia i powielanie treści. Niektórym to działa na nerwy. To prawda, że całość dałoby się napisać o wiele krócej, ale księga to księga. Dajmy jej być grubym tomiszczem, nie czepiajmy się. Może to się podobać, zwłaszcza jeśli sama koncepcja rodzicielstwa bliskości jest dla kogoś nowością. Może stać się odkryciem zmieniającym życie. 

Self-reg. Jak pomóc dziecku (i sobie) nie dać się stresowi i żyć pełnią możliwości, Mamania – autorem tej obszernej książki jest dr Stuart Shanker, kanadyjski psycholog. Głównym założeniem tego nurtu jest rozpoznanie symptomów stresu, dotarcie do źródła, prawidłowe rozpoznanie jego przyczyn i dopiero wtedy, radzenie sobie w trudnych sytuacjach. Być może dla niektórych brzmi to jak ogólnik, jednak po lekturze tej książki o wiele łatwiej będzie zrozumieć siebie i dziecko. Własne reakcje na różne bodźce. 

Nie dziwię się, że w naszym szybkim, zestresowanym świecie, ten właśnie nurt zyskuje na popularności. Wszyscy potrzebujemy umiejętnego wyciszania się, wsłuchiwania we własny organizm i tym samym – potrzeby. Nasze dzieci liczą na to, że jako rodzice będziemy potrafili czytać sygnały, które nam wysyłają. Nie mówię tylko o dzieciach nie potrafiących jeszcze mówić, ale o wszystkich maluchach i starszych. Czasami dostajemy bardzo wyraźne komunikaty, widzimy, czujemy (bo np. nie możemy się dogadać lub mamy płaczliwe dziecko, wybuchowe itd.), a jednak zamiast identyfikować i starać się redukować te stresory, próbujemy je zakrzyczeć, zamiatać pod dywan lub ignorować. To wszystko może działać, niestety na chwilę, do czasu. 

Self-reg oznacza samoregulację, której nie warto mylić z samodyscypliną, bo to trochę co innego. To czytanie sygnałów ciała, za pomocą których możemy wspierać własną odporność, koncentrację, radzenie sobie z trudnymi doświadczeniami i emocjami. Mnóstwo tu przykładów konkretnych sytuacji i podpowiedzi, co mówić, jak reagować, jak pomagać sobie i dziecku. Właśnie to zaopiekowanie się rodzicem, nie tylko dzieckiem, uważam za jedną z cenniejszych lekcji przekazanych w książce. Nie ma tu za to pustych haseł w stylu: Wszystko będzie dobrze, musisz tylko… Nic nie musisz, ale możesz chcieć coś zmienić w swoim zestresowanym życiu i relacjach rodzinnych. 

Psychologia geniuszu. Odblokuj talenty i kreatywność swojego dziecka, Mamania – wiem, że nie każdy przepada za książkami, w których już na wstępie mamy do czynienia ze słowem „geniusz”. Sama do takich osób należę. Tym razem jednak jestem pod wielkim wrażeniem zawartości. Autor zakłada, że każdy się rodzi geniuszem i z tym mocno się zgadzam. 

To propozycja dla rodziców szukających sposobów na rozwijanie potencjału dziecka. To taki ogólnik, a w praktyce mamy tu bardzo dokładnie, jasno i szczegółowo opisane, jak funkcjonuje rozwijający się mózg dziecka. Co dzieje się z emocjami, jak pomóc nauczyć się pewnych zachowań i w konsekwencji, jak rozwijać własne możliwości poznawcze i społeczne. Same fascynujące konkrety, do tego stopnia sprecyzowane, że znajdziesz tu kilka tabelek z podpowiedziami zabaw i czynności, jakie powinno wykonywać dziecko w danym wieku żeby najbardziej rozwijać potencjał. Nie są to jakieś skomplikowane ani wydumane pomysły, za to świetna ściąga dla rodziców. Książka naszpikowana jest ciekawostkami i podpowiedziami dotyczącymi wspierania rozwoju oraz edukacji. Przyda się więc bardzo także rodzicom uczniów.

Więcej na jej temat opowiedziałam w filmowej recenzji – KLIK!

Jak kochać dziecko w rodzinie, Biuro Rzecznika Praw Dziecka – pedagogika Janusza Korczaka jest dla mnie bezdyskusyjnym fundamentem. Wszystko co robię, piszę i jak podchodzę do relacji, ma początek tu. Przyznam, że nie są to łatwe lektury, bo język autora daleki jest od amerykańskich „gotowców”, do których dzisiaj jesteśmy przyzwyczajeni. Jednak warto po nią sięgnąć, bo tak naprawdę ona jest właściwie połączeniem rodzicielstwa bliskości, porozumienia bez przemocy, wychowania przez zabawę i paru jeszcze innych nurtów, o których dzisiaj tak głośno. 

Janusz Korczak nie podaje gotowych recept, ale daje do myślenia współczesnym rodzicom. Zmusza do zastanawiania się nad fundamentalną sprawą: Czy ja traktuję moje dziecko z szacunkiem? I jeśli każdy rodzic po tej lekturze zada sobie tylko to jedno pytanie, to już będzie dużo. Bardzo dużo.

Często mówię, że Janusz Korczak jest dla mnie inspiracją i wtedy słyszę, że przecież to starocie i gdzie ja się do nich dokopię? Dla wszystkich zainteresowanych podaję link do darmowych publikacji: brpd.gov.pl/janusz-korczak. 

Skąd się biorą dorośli, Wydawnictwo G+J – pozycja napisana przez psychoterapeutkę Małgorzatę Liszyk-Kozłowską. Dla mnie ważna głównie dlatego, że podczas wielu rozmów z rodzicami słyszę: „Ja tak miałam w dzieciństwie i nie wiem jak robić inaczej”. Bardzo dobrze to rozumiem, bo powielanie wzorców z dzieciństwa przychodzi bardzo naturalnie. Znamy je, rozumiemy i w jakiś sposób są nam bliskie. Nawet kiedy czujemy, że nie są dobre, to często powielamy (mniej lub bardziej świadomie).

Ta książka właśnie pozwala je dostrzec i uświadomić sobie, jak przeszłość (dzieciństwo) wpłynęła na to, kim dzisiaj jesteśmy, jak reagujemy w określonych sytuacjach. Jakimi jesteśmy rodzicami i… jakimi będą nasze dzieci. Daje też konkretną informację, że przeszłość jest ważna, zostanie w nas na zawsze, determinuje nasze dzisiaj, ale nie jest jedyną perspektywą. Uporanie się z przeszłością wymaga ciężkiej pracy, ale warto ją wykonać dla siebie i dla dzieci, które nie muszą być skazane na kalkę z przeszłości.

Kiedyś nasze dzieci będą dorosłymi z wdrukowanymi, zapamiętanymi emocjami i zachowaniami. Niekoniecznie tymi, których chcieliśmy nauczyć. Najczęściej tych, które po prostu obserwowały każdego dnia. Mając taką świadomość, z trochę mniejszą lekkością usprawiedliwia się własne zaniedbania, potknięcia czy niechęć do poszerzania wiedzy na temat rodzicielstwa. 

Kim jesteśmy –  a kim moglibyśmy być, Wydawnictwo Dobra Literatura – autorem tej nieoczywistej książki jest Gerald Huther, profesor neurobiologii. Jak na naukowca przystało, w sposób naukowy mierzy się z ważnymi pytaniami o to kim jesteśmy, jak odnajdujemy się w społeczeństwie, jaki mamy obraz siebie, czy się akceptujemy? Jak to jest z indywidualistami w dzisiejszych czasach i czy społeczności są nam do czegoś potrzebne? A może przeszkadzają? 

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie są to dylematy „pierwszej potrzeby” i na pewnym etapie przegrywają w starciu z histeriami i odpieluchowaniem. Jednak kiedy te etapy mamy już za sobą, wracamy do przespanych nocy, a nasz przeciążony do tej pory mózg, zaczyna sobie przypominać, jak to było kiedy organizm nie był przemęczony, właśnie takie pytania stają się ważne. O tym przemęczeniu opowiedziałam sporo w artykule: Jak brak snu wpływa na twoje życie.

Bo to, jak motywujemy, wspieramy i rozmawiamy z naszymi dziećmi, zostawia ślad na całe życie. Powrót do własnej przeszłości niejednego pewnie przekona, że takie książki są ogromnie ważne, bo gdyby nie to czy tamto wiele lat temu, nasze losy potoczyłyby się inaczej. I nie chodzi o to żeby teraz usiąść i rozpaczać nad rozlanym mlekiem, ale o to żeby w naszym rodzicielstwie nie przegapić pewnych szans na wsparcie dziecka. 

Inna książką tego autora wydana w Polsce nosi tytuł „Wszystkie zdolne dzieci” i jest niezmiernie ważnym głosem zachęcającym do tego żeby w maluchach szukać tego, co najlepsze, a nie wytykać błędy i podkreślać czerwonym długopisem potknięcia, „bo inaczej się nie nauczy”. 

Dziecko z ADHD w klasie. Planowanie pracy dzieci z zaburzeniami koncentracji uwagi, GWP – wiem, że tytuł może trochę mylić, bo i klasa i sprecyzowany problem. Nie wiem czy jest wciąż dostępny, ale opowiem, bo może w bibliotekach da się go zdobyć.

Od dawna polecam tę książkę wszystkim rodzicom uczniów. Im więcej lat mija od jej wydania, tym bardziej aktualne i potrzebne wszystkim dzieciom są zawarte w niej wskazówki. Dotyczą budowania przestrzeni wokół dziecka, które ma za dużo bodźców. Jeśli jesteś rodzicem ucznia, który miewa problemy z koncentracją, motywacja lub widzisz po prostu, że trzeba mu pomóc się zorganizować zamiast w kółko powtarzać, że szkoła to przykry obowiązek. Każdy przez to przeszedł, da się przeżyć, trzeba tylko zacisnąć zęby i przetrwać. 

Większość dzieci ma zdecydowanie za dużo bodźców/rozpraszaczy pod ręką, dlatego trudniej o skupienie, są problemy z koncentracją. Nawet jeśli masz dziecko bez zdiagnozowanego ADHD, a jest uczniem, któremu trudno przychodzi poświęcanie czasu na lekcje, naukę, przeczytaj jak można mu  pomóc. A można na wiele prostych sposobów – od zrozumienia, że to nie zawsze lenistwo i zła wola, po aranżowanie przestrzeni czy uczenie, jak sobie radzić z planowaniem czasu, odpoczynkiem i frustracją. Tej ostatniej uczniom nie brakuje. Więcej o przebodźcowaniu opowiedziałam tu: Niekontrolowane wybuchy złości. Ja do niego grzecznie, a on do mnie krzyczy, dlaczego taki jest?

Jak wychować dwujęzyczne dziecko, Media Rodzina – wiele osób wie, że w 2016 roku przeprowadziłam się do Anglii i posłałam dziecko do angielskiej szkoły. Stąd codzienne pytania o dwujęzyczność i „radzenie sobie w angielskiej szkole”. U nas sytuacja była o tyle specyficzna, że kontakt z językiem obcym (taki żywy) miliśmy dopiero po przyjeździe. Jednak wielu rodziców mieszkających za granicą mówi wyłącznie w ojczystym języku do malucha, z trwogą odliczając chwile, kiedy dziecko pójdzie do szkoły, gdzie będą mówić w obcym języku.

Dla wszystkich rodziców obawiających się tej sytuacji polecam tę książkę i metodę „otaczania drugim językiem” na ile tylko jest to możliwe. Oczywiście, że maluch i tak się nauczy, ale będzie mu zdecydowanie łatwiej jeśli pozwolimy na ten delikatny start zamiast rzucać na głęboką wodę. Tu znajdziesz mnóstwo podpowiedzi, jak pomóc dziecku uporać się z dwujęzycznością. 

Nie ma rodziców doskonałych, Esprit – to jest moja propozycja dla tych, którzy widzą swoje potknięcia. Jeśli nie dosłownie, to w zachowaniach dziecka, które są zawsze pochodną relacji rodzic-dziecko. Widząc te potknięcia, niekoniecznie chcą od razu biec do psychologa i prosić o pomoc. A może chcą tylko nie mają odwagi lub wstrzymują ich jakieś inne względy. Tutaj mamy taką porządnie opisaną wizytę u psychologa. 

Isabelle Filliozat jest ekspertką w dziedzinie psychologii i rozwoju dziecka. W książce podaje mnóstwo przykładów rozmów z rodzicami, którzy (jak to na kozetce) opowiadają o swoich potknięciach i błędach. I te błędy nie są opisane po to żeby komuś grozić palcem, ale bardziej po to, żeby uzmysłowić czytającym, że nie ma na świcie rodziców idealnych i nigdy nie będzie.

Świadomość, że nie jestem sama i nie jestem najgorsza, bardzo często pomaga uporać się z problemem. Rozmawiamy tu też o emocjach rodziców, o gniewie, nieprzepracowanych sytuacjach, stresie, różnych obliczach miłości i obojętności. Ogromnym plusem są ćwiczenia warsztatowe przygotowane przez autorkę. Bo wiedzieć o błędach i zdawać sobie z nich sprawę to jedno, a popracować nad wnioskami i rozwiązaniami, to drugie. 

Kolejne tytuły książek tej autorki wydane w Polsce: 

Świadomi rodzice, Biały Wiatr – książka jest specyficzna, bo i autorka jest wyjątkową osobą. Doktor Shefali Tsabary urodziła się w Indiach, ale studiowała psychologię kliniczną w USA. Bardzo sprawnie opowiada o rodzicielstwie z perspektywy emocji i duchowości. Ale zawsze jest to połączone z twardym stąpaniem po ziemi, w końcu jest psychologiem klinicznym. Sporą część swojej pracy zawodowej poświęciła ludziom, których los potraktował surowo i to nie z ich winy (np. ofiary kataklizmów). Opowiada o rodzicielstwie w sposób bardzo holistyczny, zachęca do zastanawiania się nad świadomością.

To dla mnie bardzo ważne hasło, bo wiele spraw związanych z wychowaniem wspierającym, skupiam wokół świadomego rodzicielstwa. Z jednej strony mamy tu pokazane słabości i rany wyniesione przez dorosłych z przeszłości. Są to też konkretne działania, powielanie negatywnych wzorców. Z drugiej, autorka wiele opowiada o tym, jak rozmawiać z dzieckiem żeby w drobnych, codziennych rozmowach, gestach, świadomie budować poczucie bezpieczeństwa i zaufanie. Nikt się nie rodzi świadomym rodzicem, do tego trzeba dojrzeć i przede wszystkim – otworzyć się na to doświadczenie i wyzwania. 

Jeśli podoba ci się koncepcja świadomego rodzicielstwa i chciałabyś zgłębić temat, to w Polsce ukazały się jeszcze dwa tytuły tej autorki: 

Trudne tematy dla mamy i taty, Zielona Sowa – to książka, którą napisałam z myślą o rodzicach dzieci w wieku przedszkolnym i starszych. Motywem, który przyświecał mi od początku był dystans. Często rozmawiam z rodzicami podczas konsultacji online i zauważyłam, że większość od samego początku czuje potrzebę zadeklarowania, w którym nurcie wychowania działają. Czy bliskościowo, czy może bardziej konserwatywnie? Z mojej zawodowej perspektywy powiem, że nie ma to większego znaczenia. Myślę, że dla dzieci takie głośne deklaracje też nie mają znaczenia.

Najważniejsze jest wsparcie, którego maluchy oczekują i potrzebują ze strony dorosłych. A ono dotyczy nie tylko tych dobrych chwil, wtedy najłatwiej. W książce poruszam tematy trudniejsze, od których nie da się uciec będąc rodzicem. Nie ma też potrzeby od nich uciekać, o ile jesteśmy gotowi rozmawiać szczerze i… właśnie z dystansem. Pisałam ją z myślą o rodzicach poszukujących konkretnych odpowiedzi, a nie próbujących określić ogólną drogę w rodzicielstwie. Poruszam tematy uniwersalne np. zaufanie, autorytet, przyjaźń. W równym stopniu skupiam się na trudnych sytuacjach np. przemoc (czasem nieuświadomiona), rozwód (te rozdziały mocno poszerzyłam na prośbę czytelników) , uzależnienie od telefonu, choroba, śmierć itd. Więcej o treści opowiedziałam w tym filmie – KLIK! 

Niezmiernie mi miło, że Trudne tematy znalazły się w serii tworzonej przez polskich specjalistów dla rodziców dzieci w różnym wieku, zakładającej otwarte rozmowy i pomoc w rozwiązywaniu problemów. W tej serii także:

Tu znajdziesz wsparcie

 

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This