Każdy pewnie choć raz w życiu miał wrażenie, że świat bawi się w najlepsze, a ja jakoś „trybu zabawa” nie mogę uruchomić w danym momencie.

Takie wrażenie często towarzyszy rodzicom małych dzieci, które generalnie przez długi czas uważają świat za wielki plac zabaw. A skoro to jest plac zabaw, należy się tam bawić. Można, a nawet trzeba.

Dorośli w tym samym czasie bardzo skupiają się na tym żeby wychować dziecko na porządnego człowieka. Zrobić wszystko by słuchało i działało zgodnie z naszymi wytycznymi (tudzież wyobrażeniami).

Kiedy zderzają się te dwa światopoglądy, mamy do czynienia z małym konfliktem: No bo ja mu mówię, że nie wolno, a on to wciąż robi. Widzę, że wie. Rozumie co mówię, ale dalej to robi. Nie wiem co w niego wstąpiło? Jest złośliwy? Zdecydowanie nie wrzucałabym tego do worka „złośliwość”, napisałam o tym cały artykuł:

Ja mówię „nie”, a on patrzy mi w oczy i rzuca we mnie zabawką. Znasz to?

Wydaje mi się, że w większości przypadków nic w malucha nie wstąpiło, po prostu się bawi. Jeśli rozchlapuje wodę z wanny na podłogę, a ty mówisz, że nie wolno, to przecież słyszy. Na tym polega ta zabawa: on rozchlapuje, a ty mówisz, że nie wolno.

Jeśli ucieka przed tobą kiedy chcesz mu złożyć piżamę, a ty krzyczysz, że nie wolno, to na tym (jego zdaniem) polega zabawa: on cieka, a ty mówisz, że nie wolno.

Dla dorosłego „nie wolno” jest wyraźnym zakazem, dla dziecka niekoniecznie. Najcześciej jest częścią zabawy, w którą się codziennie bawicie: ja coś robię, a mama mówi, że nie wolno. I naprawdę mogą to być zupełnie dziwaczne czynności: plucie na lustro podczas mycia zębów, uderzanie resorakiem w szybę, mazanie twoją szminką po ścianie. To wszystko jest zabawą. Wiem, nie dla ciebie, ale dla dziecka – tak.

To jest też poznawanie świata i każdy rodzic jakoś tam to rozumie, co wcale nie znaczy, że trzeba się na te wszystkie niepożądane zabawy zgadzać. Ja się nie zgadzam żeby mi dziecko coś psuło, niszczyło lub krzywdziło. Ale zdaję sobie sprawę z tego, że otaczanie dziecka żądnego poznawania świata, wyłącznie zakazami, niewiele wnosi do rozwoju (o harmonii w relacjach rodzinnych nie wspominając).

Nie wolno!

Zamiast mówić „nie wolno”, spróbuj powiedzieć: Nie podoba mi się ta zabawa, dlatego ją przerywam. Skoro dla dziecka większość działań sprowadza się do zabawy, dawaj informacje, na które zabawy się zgadzasz, a na które nie. Tylko tyle. I aż tyle, bo za tym komunikatem powinno iść przerwanie czynności. Wrócicie do niej po chwili albo za jakiś dłuższy czas.

I pewnie jeszcze kilka razy zdarzy się, że maluch zechce sprawdzić czy nadal ci się ta zabawa nie podoba. Może się też zdarzyć (co jest zupełnie normalne), że dziecko zapomni o tym, że nie lubisz tej zabawy. Przypominaj za każdym razem i przerywaj czynność.

Może komuś się wydawać, że przerwanie np. mycia zębów dwulatkowi jest uciążliwe, bo trzeba to za jakiś czas dokończyć i to podwójna robota. Być może tak jest, w zasadzie na pewno tak jest. Jednak chyba nie mniej uciążliwe jest powtarzanie w kółko: „Nie wolno!” i siłowanie się z tym myciem.

Przerwanie czynności oznacza przerwanie zabawy, a do tego dzieci są najczęściej przyzwyczajone. Jeśli jeszcze pójdzie za tym konkretny komunikat: „Nie podoba mi się ta zabawa”, maluch w końcu zrozumie, że nie tędy droga. Że tak się nie da z mamą bawić, bo ciągle przerywa.

Baw się inaczej

Im starsze dziecko tym więcej rozumie, można więc dodawać kolejne informacje: To mi się nie podoba, ale możesz… i tu jakaś oferta, zabawa, którą akceptujesz. Nie prosisz dziecka o zamianę: Nie pluj, ale pobaw się gąbką. Informujesz, że jest wybór, choć malec wcale nie musi z niego korzystać. Jego decyzja, w każdym razie na zabawę w plucie zgody nie ma – przerywamy ją i wracamy za jakiś czas do wykonywanej czynności.

Jak większość rzeczy we wczesnym rodzicielstwie, warto to przemyśleć, zaplanować na ile się da, poćwiczyć żeby sprawdzić, czy działa w twojej rodzinie. Wiedząc, że macie problem z myciem zębów, zakładaniem piżamy czy czymkolwiek innym, po prostu przeznacz na to więcej czasu. Zacznij pół godziny wcześniej, z marginesem, bo pewnie trzeba to będzie przerwać i pokazać dziecku, że ta zabawa ci się nie podoba.

Czy to się mojemu dziecku spodoba? Byłabym naiwna mówiąc, że na pewno tak. Ale wychowanie wspierające nie polega na robieniu wyłącznie tego z czym zgadza się dziecko. Zwłaszcza, że najmłodsi sami miewają problemy z decydowaniem o tym czego chcą w danej chwili. Napisałam o tym tutaj:

Chcesz banana? Tak, nie, nie wiem! To jak w końcu rozmawiać z półtoraroczniakiem i dwulatkiem?

Są jednak przyzwyczajeniu do konieczności przerywania zabawy, dlatego przypuszczam, że u niektórych przejdzie to gładko, bez wielkiego sprzeciwu. Przerwanie zabawy to nie to samo co groźne rodzicielskie: Nie wolno!

Jeśli czujesz lekki niedosyt i zależy ci na dowiedzeniu się więcej na temat wychowania wspierającego, zapraszam cię do naszej grupy, w której rozmawiamy na wszystkie rodzicielskie tematy – klik.

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.

Te wpisy też mogą Cię zainteresować: