Ostatnio na placu zabaw, widziałam pewną sytuację. Krótki kurs, jak nauczyć dziecko bicia mamy po twarzy. Brzmi strasznie, prawda? Jak scena z jakiegoś głupiego filmu. Jadnak to nie był film, tylko prawdziwa, placykowa sytuacja.

Dwulatek usłyszał od mamy, że czas wracać do domu. Chłopiec się zdenerwował i zaczął płakać. Mama bez żadnego tłumaczenia wzięła go na ręce i zaczęła wynosić z placyku. Widząc, że jest niesiony w kierunku wyjścia, chłopiec – oprócz płaczu – zaczął się szarpać. Kiedy mama nie dała za wygraną, maluch uderzył ją w twarz.

Mama powiedziała, że tak robić nie wolno i dalej szła w kierunku wyjścia. Płaczące dziecko ponownie uderzyło mamę w twarz. Ale byli już prawie przy furtce więc mama szybko wyszła, zamknęła ją za sobą i dziecko się uspokoiło. Wiedziało, że nie ma już o co walczyć. Wtedy mama wyciągnęła w wózka lizaka i dała chłopcu z informacj: Żebyś się czymś zajął, zamiast bicia.

I to właściwie koniec tej krótkiej instrukcji. Dwulatek z tej lekcji zapamięta tyle, że się zdenerwował i uderzył mamę. Ta mu powiedziała, że niewolno, a potem on jeszcze raz uderzył. Żeby sprawdzić, czy na pewno nie wolno. I generalnie, wciąż był zdenerwowany. A potem dostał lizaka.

Opisana sytuacja idealnie wpisuje się w temat dzisiejszego odcinka podcastu. Szacunek, którego rodzice domagają się od dzieci.

Stracone pokolenie

Często właśnie tak mówi się o dzisiejszych dzieciach. Nie szanują niczego i nikogo. A już te starsze, to na pewno. Hejtują i generalnie wychowujemy emocjonalnie rozchwiane gamonie. Być może jest w tym ziarno prawdy, ale też wiele przesady. A słowem kluczem jest w tym przypadku wychowujemy. My, rodzice, dorośli. Same te dzieci się nie wychowują.

Chcesz porozmawiać z pedagogiem on-line? Kliknij po więcej informacji»

Skoro więc każdy doskonale wie, że przykład idzie z góry, dlaczego dziwimy się kiedy dziecko nie okazuje szacunku? Założę się, że ta mama z placyku będzie zdziwiona, kiedy kolejny raz dostanie w twarz od dziecka. Przecież mu powiedziała, że tak się nie robi.

I co to w ogóle znaczy, szacunek?

Zapytałam podczas warsztatów kilkoro rodziców. I usłyszałam, że okazywanie szacunku oznacza tyle co posłuszeństwo, wykonywanie poleceń i ogólnie rozumiana współpraca.

Nie wiem jak inni rodzice, ale ja nie uważam, że szacunek należy mi się „z urzędu”. Tylko dlatego, że jestem rodzicem. Może brzmi to dziwnie w ustach byłego ciała pedagogicznego i osoby, która dużo zajmuje się sprawami wychowawczymi. Jednak właśnie dlatego, że tak często mam okazję widzieć, jak dorośli traktują swoje dzieci, uważam, że szacunek rodzicowi się „z urzędu” nie należy.

Nie przegap kolejnego artykułu. Zapisz się na newsletter »

Co wcale nie oznacza, że przymykam oko na brak okazywania szacunku osobom, które na to zasługują. Za swoje dokonania, życie, autorytet. Mówię raczej o sytuacjach, w których dorośli wymagają do dziecka, a kompletnie nie wymagają od siebie. Wychodząc z założenia, że oni już swoje zrobili – zostali rodzicami.

Tak się składa, że rodzina to bardzo skomplikowana jednostka, w której obowiązują najróżniejsze reguły, zasady, układy i komunikacja. Ładnie to podsumowała jedna z mam na Fan Page, kiedy zapytałam o ten „szacunek z urzędu”.

Z urzędu to się szacunek należy dziecku sprowadzonemu na świat. A my – rodzice – musimy sobie na szacunek zapracować.

Podpisuję się pod tym rękami i nogami. I zapraszam do wysłuchania kolejnego odcinka podcastu. Okazywania szacunku można przecież dziecko nauczyć. A nawet trzeba. Własnym przykładem. Tak po prostu.

Możesz posłuchać tego odcinka podcastu właśnie teraz albo ściągnąć darmową aplikację Tylko dla Mam na telefon i odsłuchać w wolnej chwili. Mając aplikację, nie przegapisz żadnego kolejnego.

Jeśli wysłuchałaś tego odcinka, to wiesz już, jak ważne jest twoje podejście do „trudnej sprawy”, masz już świadomość, że szacunku uczysz:

  • spokojem,
  • odpowiednią reakcją,
  • zadbaniem o zaplecze,
  • oceną sytuacji z dystansu.

Zawsze chętnie podrzucam zabawy wspierające rodzicielskie działania. Tym razem wcielacie się w role podczas zabawy, która ma więcej niż jeden edukacyjny wymiar.

Zagubiony piesek

Zaproponuj, by dziecko wcieliło się w rolę ulubionego zwierzątka np. pieska, który się zgubił. Za każdym razem sytuacja zagubienia może dziać się w innych okolicznościach np. w parku, w supermarkecie, na wsi, w lesie itd.

Pomóż dziecku dojść do tego, jak szukać pomocy i jak odnaleźć drogę do domu. W różnych miejscach należy przecież zwracać uwagę na inne szczegóły. Na wsi wejść do najbliższego sklepu lub kościoła, w markecie udać się do punktu obsługi klienta, a w lesie…?

Zabawa nie tylko uczy radzenia sobie w trudnych sytuacjach, ale też uwrażliwia dziecko wsadzone „w skórę” kogoś innego. Musi tego kogoś poobserwować, poznać, przemyśleć czyjeś zachowanie. Poszukać mocnych stron. Pies może wykorzystać węch, sowa bystry wzrok w nocy itd. Oczywiście różne zwierzęta mogą się znajdować w tarapatach np.:

  • sowa zagubiona w dżungli,
  • jeż zagubiony na pustyni,
  • słowik zagubiony w hipermarkecie itd.

Wiem, że to dopiero początek góry lodowej, a rozmów o szacunku trzeba odbyć setki, żeby to jakoś zaczęło działać. Nie ma właściwie dolnej granicy ich rozpoczynania. Tak jak nie ma dolnej granicy dawania dziecku przykładu własnym działaniem. Im szybciej, tym lepiej dla wszystkich.

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This