Nie chcę odrabiać zadania! Uczniowie często powtarzają to zdanie i świetnie roumiem ich niechęć. O zadaniach domowych już wiele razy rozmawiałyśmy na blogu Tylko dla Mam. 

Tym razem spróbuję podpowiedzieć, co zrobić w sytuacji kiedy dziecko stanowczo buntuje się przeciwko odrabianiu zadań. Nie przepadam za ich zadawaniem, jednak rozumiem, że jeśli już są, rodzicom zalezy na tym, żeby zostały odrobione. Zauważ, jak to brzmi… rodzicom zależy. Najczęściej własnie do tego się sytuacja sprowadza. Do nacisków ze strony rodziców.

Obowiązki ucznia

Zostawiam też wszystkie artykuły związane z zadaniami domowymi, w których wyjasniam, skąd ta niecheć dzieci i dlaczego warto ją zrozumieć.

Wolę oglądać bajkę niż odrabiać zadanie domowe!

Wspólny czas przeznaczony tylko na zadanie domowe będzie wam bardzo potrzebny. Przynajmniej na początku. To znaczy, że dziecko odrabia lekcje, a ty czuwasz i patrzysz. Tłumaczysz i się angażujesz w razie potrzeby (bez przesady, nie w każdej sekundzie). Jeśli dziecko w trakcie odrabiania lekcji nie ogląda bajek, to ty też tego nie rób. Telefon na bok, słuchawki na bok, gotowanie na bok. Szybciej wam pójdzie, jak się nad zadaniem porządnie skupicie. Szybciej będzie z głowy.

Jeśli dziecko zaraz po szkole ma ochotę obejrzeć bajkę lub pobawić się na podwórku (mamy ustalone, że nie za długo), to super. Musi mieć ten czas, żeby odciążyć głowę od szkolnych wymagań i przede wszystkim hałasu, który dla zwykłego człowieka jest nie do zniesienia. A dzieci (i nauczyciele) znoszą go każdego dnia.

Zajęcia dodatkowe

Skoro już jesteśmy przy tym co dziecko woli, co musi, a z czego powinno zrezygnować, to może też się zdarzyć tak, że trzeba będzie zrezygnować z dodatkowych zajęć. Sama szkoła jest naprawdę sporym obciążeniem. Jeśli po szkole ma za dużo (nawet przyjemnych) zajęć tzw. dodatkowych, zorganizowanych, to może się okazać, że brakuje czasu na zadanie domowe. I na odpoczynek (zajęcia dodatkowe nie są odpoczynkiem).

Świadome rodzicielstwo polega też na zapewnieniu dziecku wystarczającej ilości czasu na odpoczynek i zadanie domowe. To twoja decyzja, czy ważniejsze jest dla ciebie wypoczęte dziecko z odrobionym zadaniem domowym, czy przemęczone dziecko z zadaniem odrobionym na kolanie, ale zaliczonymi dodatkowymi zajęciami z baletu czy plastyki.

Rozumiem, że to trudne decyzje, bo taki talent się marnuje na rzecz głupich zadań domowych. Serio, rozumiem doskonale. Jednak doba ma tyle godzin ile ma. Nie rozciągniesz jej. Możesz, co najwyżej, bardziej obłożyć grafik dziecka. Tylko jakim kosztem?

Jeśli rezygnacja z czegokolwiek przychodzi ci z bólem, to może pocieszeniem będzie, że to tylko na jakiś czas. Uczeń, prędzej czy później, wpadnie w rytm szkolny i nauczy się radzić sobie z zadaniami. Sam ci powie (i zresztą zauważysz), że jest gotowy na coś więcej.

Mam powód więc nie odrobię!

Upór pokonaj zrozumieniem. Jeśli twój szkolniak nie wykazuje żadnej chęci współpracy związanej z odrabianiem zadań domowych, masz kilka możliwości działania do wyboru.

Zapytaj, dlaczego dziecko nie chce odrabiać zadania. Wiem, że ciśnie się na usta: Ja też nie chcę, ale musisz! Ważne, żebyś usłyszała i pokazała, że interesujesz się tą informacją. Często jest to ze zmęczenia, z głodu, ze złego samopoczucia albo (uwaga, ja tak miałam!), bo wkurzające jest kiedy siedzisz i gapisz się przez ramię, czy ładnie pisze. Znając argumenty dziecka możesz o nich porozmawiać, a nie po prostu wydawać rozkazy.

Pozwól się nudzić

Może chodzi o to, że dziecko ma ochotę najpierw się chwilę pobawić, ponudzić. Ustal wtedy, ile możesz mu dać na to czasu. Najlepiej tyle, ile zechce (potrzebuje), ale wiem przecież, że nie zawsze się tak da. Ustalcie tyle, żeby obie strony czuły, że to jest w porządku, a zadanie domowe zostało odrobione.

Z tym gapieniem się przez ramię też trzeba uważać. Nie ma nic bardziej irytującego niż ktoś sapiący nad uchem i komentujący robotę. Dziecko odczuwa to dokładnie tak samo jak dorosły. Pozwól na odrobinę samodzielności i na popełnienie kilku błędów (które wydłużą czas odrabiania zadania, niestety). Inaczej maluch nie nauczy się kontrolowania tego co robi, bo będzie wiedział, że ty mu zawsze powiesz, jak napisać dobrze.

To zadanie domowe nie ma sensu!

Na takie stanowcze „nie”, możesz zareagować tłumaczeniem, dlaczego dziecko powinno odrabiać zadanie domowe. Kilka pozytywów wyłuszczyłam na początku wpisu. Wiem, że dla dorosłego to upierdliwe i męczące. Kolejny, często bezsensowny obowiązek. Ale jest jak jest i chcąc mieć współpracujące dziecko, to raczej zachowaj swoje dorosłe zdanie na temat zadań domowych dla siebie i innych dorosłych.

Jeśli dziecko kilka razy usłyszało do ciebie, że te zadania to męka, bezsens i ten system szkolny powinno się wysadzić w powietrze, to bądź pewna, że nie będzie miało ochoty ich odrabiać. I będzie się czuło usprawiedliwione.

Porozmawiaj z dzieckiem na spokojnie i wyjaśnij, że nie uczy się dla ocen, dla szkoły, dla uśmiechu pani ani dla ciebie. Tylko dla siebie. Robienie zadań domowych jest nudne i najczęściej męczące, ale opłaci się, bo dzięki temu, dziecko będzie więcej umiało i rozumiało.

Jeśli kusi cię dłuższa przemowa w stylu: Wykształcony człowiek znajdzie lepszą pracę, daruj sobie. To nie jest przemowa do kilkulatka, ale już do licealisty – jak najbardziej. Pomijam fakt, że licealista (nastolatek) jest odporny na tego rodzaju argumenty. Na wszelkie twoje mądrości jest odporny.

Każdy ma obowiązki

Użyj argumentu o tym, że duże dzieci mają nowe obowiązki. Jednym z nich jest odrabianie zadań domowych. Uświadom, że dorośli też mają swoje obowiązki, które mniej lub bardziej lubią.

Pokaż dziecku, że zadanie domowe może być przyjemnością. Choćby dlatego, że z dnia na dzień widać, jakie robi postępy w nauce. Pokazuj te postępy np. wracając do kartek z ćwiczeniami w kaligrafii, gdzie jeszcze miesiąc temu były same krzywe kulfony, a dzisiaj już widać jakie równe litery stawia.

Olewam zadanie domowe!

Jeśli przerobisz z dzieckiem te wszystkie rozmowy, a ono nadal konsekwentnie będzie stawiało opór, to po prostu pozwól nie odrobić zadania. Raz i drugi pozwól pójść do szkoły bez zadania domowego. Od tego świat się nie zawali. Taki rodzicielski eksperyment (wiem, że nie każdemu się spodoba, ale dla mnie – szkoła to miejsce, gdzie powinno się eksperymentować).

Decydując się na tę strategię, pamiętaj, że to świadoma decyzja dziecka, którą postanowiłaś zaakceptować. Więc daruj sobie foch i zastraszanie: Jeśli tak, to nie ma sprawy. Idź z niedorobionym zadaniem i zobaczysz, co się stanie! Akceptacja polega na porozmawianiu o tej decyzji, wysłuchaniu argumentów ucznia i jeśli są sensowne, to w porządku. Jeśli są bezsensowne (np. nie chce mi się) to też w porządku. Zadbaj tylko o to żeby dziecko miało świadomość, że to ważna, dorosła decyzja. Zapytaj, co jego zdaniem stanie się, jeśli przestanie odrabiać zadanie domowe.

Brak zadania

Jak taka sytuacja może się potoczyć? Jeśli nauczycielowi faktycznie nie zależy na sprawdzaniu tych zadań i zadaje żeby zadawać, to sama nie widzę sensu ślęczenia nad nimi. Też bym nie robiła. Wiem, że dziecko uczy się dla siebie, ale choćby szacunek dla pracy drugiego człowieka, nakazuje sprawdzenie tego zadania.

Bardziej prawdopodobne jednak będzie przyniesienie jakiejś uwagi lub upomnienia za brak zadania. Jeśli są to sensowne zadania domowe, to dziecko szybko się zorientuje, że ich brak utrudnia funkcjonowanie na lekcji np. nie ma odpowiedniej wiedzy, nie ma materiałów potrzebnych do zajęć itd. Wtedy pewnie dojdzie do wniosku, że mimo wszystko, opłaca się odrobić zadanie domowe.

Jeśli bardzo cię męczy ta decyzja dziecka o nieprzygotowaniu, możesz wyjaśnić (na boku) nauczycielowi, dlaczego pozwoliłaś dziecku przyjść bez zadania i że to taka forma eksperymentu. Poproś przy okazji, żeby traktował dziecko normalnie, jak każdego innego nieprzygotowanego ucznia. Zdarza się czasem, że nauczyciel bardzo wczuwa się w ten eksperyment i nadmiernie gani za brak zadania domowego. A nie o to chodzi żeby kopać leżącego, tylko żeby dziecko poczuło, jak to jest ponosić odpowiedzialność za swoje decyzje.

Kiedy po takim eksperymencie dziecko postanowi jednak odrobić zadanie domowe, to się po prostu uciesz. Bez zbędnych komentarzy, bez a nie mówiłam, bez masz nauczkę. Częścią dzieciństwa i dorastania jest podejmowanie samodzielnych decyzji i odważne uczestniczenie w życiu społecznym. Masz bardzo odważne dziecko, jeśli zdecydowało się sprawdzić co się stanie jeśli… Uszanuj to, doceń i pozwól tak działać również w przyszłości.

Odrobisz za mnie?

Kiedyś tak bardzo oburzałam się na samą myśl o odrabianiu lekcji za dziecko. Gdy widzę, ile dziś dzieci mają zadane, to naprawdę walczę ze sobą żeby nie usiąść i nie odrobić wszystkiego sama. Wiem, że jest to niepedagogiczne i przede wszystkim, jest to bez sensu. Jednak, nie jestem już pierwsza na linii frontu do krzyczenia: Nigdy w życiu!

Powiem ci dlaczego. Mam siostrzeńca, który kiedyś w gimnazjum miał zadane zrobienie na szydełku czegoś prostego. Zośki, czy szalika. Nie pamiętam już, to nie jest najważniejsze. Ważne jest, że pani zadała im to na ocenę i zaliczenie przedmiotu.

Lekcja szydełkowania

Pomijam stracony czas na zastanawianie się, po co gimnazjaliście (w dzisiejszych czasach) umiejętność robienia czegokolwiek na szydełku? Pamiętam, że jako dziecko miałam ZPT (zajęcia praktyczne-techniczne) i tam takie cuda roboliśmy. To było w młodszych klasach, kiedy jeszcze dzieci uczyły się pisać i każde ćwiczenie dla rąk miło sens. W fińskich szkołach do dzisiaj robią karmniki na takich fajnych zajęciach, bo to rozwija umiejętność planowania i działania według instrukcji. Ale szydełkowanie w gimnazjum?

Siostrzeniec zrobił kilka wersji Zośki, która za każdym razem nie podobała się nauczycielce. Za każdym razem nie dostawał zaliczenia. W końcu babcia nie wytrzymała i zrobiła za niego tę głupią Zośkę. I to jest ten przypadek, kiedy z ręką na sercu usprawiedliwiam odrabianie pracy domowej za dziecko. A co jest najciekawsze w tej historii? Babcia też oblała. Jedne Zośki były – zdaniem nauczycielki – za ładne, inne za brzydkie. Ale zadanie domowe było i to na wiele tygodni.

Bywają zatem przypadki, w których jestem w stanie zrozumieć pomoc rodzica, polegającą na zrobieniu czegoś za dziecko. Ale nie ulega wątpliwości, że sensowniej i wygodniej jest nauczyć pociechę samodzielnego radzenia sobie z zadaniami.

Ma to też ogromny związek ze sposobem postrzegania siebie (poczucie wartości) przez ucznia. Dziecko wiecznie wyręczane w swoich obowiązkach, nigdy nie zacznie o sobie pozytywnie myśleć i wierzyć we własne możliwości. Im dalej w las, tym będzie trudniej. Dotyczy to samego odrabiania (co z tego, że nie będzie to najpiękniej wyklejona choinka na świecie), jak i planowania. To może nawet i ważniejsze.

Plan na zadanie domowe

  • Planowanie działań związanych z zadaniem domowym, bynajmniej nie sprowadza się jedynie do odrobienia. Sama dobrze wiesz, że to także obiad o odpowiedniej godzinie, wciśnięcie w grafik odpoczynku po szkole i wreszcie lekcje.
  • Naucz dziecko zaczynać od najtrudniejszych, a kończyć najłatwiejszymi zadaniami. Na początku oczywiście będziesz musiała pomóc w tym wyborze, ale po jakimś czasie, oboje będziecie wiedzieli, do czego zabierać się w pierwszej kolejności.
  • Dla niektórych będzie to matma, dla innych wypracowanie. Jedyne co mogę doradzić, to zostawianie zadań mechanicznych (np. kaligrafia, szlaczki itd.) i artystycznych (praca plastyczna) na sam koniec. Na pierwszy ogień bierzcie najtrudniejsze, które będą od dziecka wymagały świeżości umysłu (o ile można o tym mówić po kilku godzinach w szkole).
  • Nie zostawiajcie zadań na rano, bo rano to tylko bieganina i stres. To samo dotyczy pakowania plecaka i szykowani rzeczy potrzebnych do szkoły na kolejny dzień. To jest też część zadania domowego, bo przecież bez tego wszystkiego, nie da się sprawnie funkcjonować w szkole.
  • Jeśli chodzi o sprawdziany i większe powtórki, opowiedziałam o tym sporo we wpisie Jak pomóc dziecku przygotować się do sprawdzianu bez ględzenia i prawienia morałów?
  • Szanuj ten zaplanowany czas ucznia i nie odrywaj dziecka od odrabiania. Zwłaszcza jeśli jesteście już na etapie, że ty wychodzisz z pokoju, bo dziecko samo odrabia. Wiem, że to świetne uczucie, bo masz już wolne i możesz robić co chcesz. Dziecko nie ma i pewnie ci zazdrości. Doceń ten samodzielny czas nad lekcjami. Uświadom, że wychodzisz, bo ufasz i wierzysz, że sobie poradzi. To powód do dumy.

Samodzielny uczeń

Raz będzie lepiej raz gorzej z tą samodzielnością. Małymi krokami. Buduj ją i nie zaburza np. odrywając pociechę od zadania żeby opowiedzieć dowcip lub pokazać zabawny filmik na Fejsie. Na to będzie czas wieczorem.

Jednak w tym całym planowaniu, weź pod uwagę też krótkie przerwy, których potrzebują, zwłaszcza młodsi, uczniowie. Oni nie potrafią zbyt długo usiedzieć przy lekcjach. Dlatego z nimi lekcje odrabia się zazwyczaj dłużej. Kombinuj, jak zaspokoić ich potrzebę ruchu podczas odrabiania zadania domowego.

Wiadomo, że przy pisaniu trzeba siedzieć przy biurku. Ale jeśli jest jakaś praca plastyczna, to nie widzę problemu żeby ją wykonywać na podłodze albo nawet zabrać farby, plastelinę czy inne gadżety do parku, na plac zabaw, przed dom i tam coś stworzyć.

To samo zresztą dotyczy uczenia się najróżniejszych rzeczy na pamięć.  Takie zadania najlepiej ćwiczyć w ruchu i przez skojarzenia. Rycie na pamięć to jedna z najgorszych męczarni dla uczniów.

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.
Tytuł
Zadania domowe
Autor