Umiejętność planowania czasu i organizowania sobie przestrzeni, powinna być przedmiotem w szkole podstawowej. Nie jest, dlatego edukacja z tego zakresu, leży w rękach rodziców.

Dlatego zadaję 7 pytań, które mogą pomóc poukładać codzienność. Mniej nerwów, więcej odpowiedzialności w rękach dzieci.

Specjalnie używam słowa „edukacja”, bo planowanie czasu, działań, nawet marzeń, to coś, czego trzeba się po prostu nauczyć. I nie dlatego, że wypada, ale dlatego, że wtedy wszystkim łatwiej się żyje.

Wiele osób uważa, że rozmawianie o planowaniu czasu jest dzisiaj modne i tak naprawdę nic nikomu do tego, jak sobie układamy dzień. Teoretycznie to prawda. W praktyce jednak, nasza nieumiejętność w zakresie planowania, ma ogromny wpływ na ludzi dookoła.

Spóźniam się. Jakie to urocze!

Najprostszym przykładem jest spóźnianie się w różne miejsca. Jasne, że w życiu różnie bywa, wiadomo, że każdemu się zdarza. Jednak nie ma niczego uroczego w przepraszającym uśmiechu osoby, która robi to notorycznie. Jest za to ogromny brak szacunku dla innych.

Pamiętam, jak prowadząc szkolenia dla nauczycieli, starałam się zaczynać o czasie. Nie zliczę, ile razy zdarzyło mi się słuchać pretensji od osób dorosłych, że… zaczęłam o czasie, a przecież oni jeszcze tylko kończyli palić, rozmawiali przez telefon itd.

Z czasem zaczęłam wyjaśniać, dlaczego zaczynam szkolenie o umówionej godzinie. Do dziś uważam za absurdalną konieczność tłumaczenia się z punktualności. Dlatego tak bardzo zależy mi na nauczeniu dzieci szanowania własnego (i cudzego) czasu.

nerwowe poranki?

Umiejętność zaplanowania tej trudnej dla wielu pory dnia, może sprawić, że rozpoczniemy go z uśmiechem na ustach. A przynajmniej, bez wybuchających emocji, związanych poganianiem, ponaglaniem, pospieszaniem i krzyczeniem, że już pora!

Oczywiście, jeśli ktoś lubi tak spędzać poranki lub nie przeszkadza mu poczucie, że marnuje czas innych (tych, których zmusza do czekania na siebie) w porządku. Jednak wiele osób chce coś zmienić. A już na pewno wielu świadomych rodziców, chce nauczyć dzieci, jak sobie zorganizować dzień tak, żeby jak najmniej się denerwować.

Ja jestem zdecydowanie w tej drugiej grupie. Artystyczny bałagan jest dla mnie jedynie ładniejszym określeniem na zwykły bałagan. Nie odnajduję się w twórczym bałaganie, choć rozumiem, że wielu dorosłych to potrafi.

Posprzątaj ten pokój

Nie ma sobie co wmawiać, że dzieci cudownie odnajdują się w artystycznym bałaganie. Artystyczna dusza i twórcze zamiłowania, to nie do końca to samo, co życie w bałaganie. Zwłaszcza dla dziecka.

Jeśli chcemy w jakikolwiek sposób pomóc dziecku odnaleźć się w codziennych obowiązkach, warto zacząć od nauczenia, jak ogarnąć najbliższą przestrzeń. I nie chodzi o to, żeby nie było choćby pyłku kurzu. Chodzi o uwolnienie wzroku od elementów rozpraszających uwagę.

Zabierz te zabawki. Kiedyś ci podziękuje

Uwaga współczesnych dzieci rozprasza się tym łatwiej, że nie są przyzwyczajone do cierpliwego czekania na cokolwiek. Nie jest to wina złego charakteru, wychowania czy rozwydrzenia współczesnej młodzieży.

To znak czasów. Kiedyś nie było jedzenia, picia, zabawek i gadżetów na wyciągniecie ręki. Dzisiaj są, za to brakuje okazji do ćwiczenia cierpliwości.

Dlatego ważne są umiejętności lawirowania pomiędzy tymi wszystkimi rozpraszającymi pokusami. Mając w domu dziesięciolatkę, naprawdę wiem, o czym mówię. Słynne: Za chwilę! Ale mamo, zaraz skończę! Później to zrobię!… to chleb powszedni rodzica.

Dlatego zebrałam podpowiedzi, wskazówki, zabawy, zadania, które pomogą dzieciom w nauce zarządzania własnym czasem.

1. Jak podzielić dobę?

Podzielcie dzień lub całą dobę na kilka głównych części. Najlepiej na jakimś sporym kawałku kartonu lub na tarczy zegara np. poranek 1h, dojazd do szkoły/przedszkola (20 minut), szkoła (5 godzin), powrót ze szkoły, odpoczynek, obiad, zadanie domowe, relaks (tu można podzielić na dodatkowe elementy np. gra na komputerze, czytanie, obowiązki domowe, podwórko itd.), kolacja, przygotowanie do snu.

To uzmysłowi dziecku, ile czasu zajmują poszczególne czynności. Pokaże też, że przesunięcie jednej np. godziny snu, wiąże się z przesunięciem całości lub ze skróceniem czasu spania.

Przegięcie z graniem na komputerze, odbiera czas na czytanie lub wyjście na podwórko itd. Dziecko nie ma ogólnego wyobrażenia o tym, że doba nie jest z gumy. Rysunek lub rozpiska pomogą to zrozumieć.

2. Ile czasu to zajmuje?

Bawcie się w mierzenie pewnych czynności stoperem. Ile (mniej więcej) czasu zabiera zjedzenie obiadu? Wspólne przygotowanie kolacji? Powrót ze szkoły? Powieszenie prania? Powkładanie naczyń do zmywarki?

Większość dorosłych, nie ma świadomości, ile trwa wykonanie poszczególnych czynności. Dlatego tak często źle szacują czas potrzebny do przygotowania posiłku lub do wyjścia z domu. Licząc (oczywiście w zabawie) czas trwania tych czynności, dajemy dziecku narzędzie do umiejętnego planowania dzisiaj i w przyszłości.

3. Jak usprawnić działanie?

Weźcie pod lupę czynności, które są konieczne do wykonania, ale zajmują (waszym zdaniem) za dużo czasu. Co można zrobić, żeby je usprawnić? Czasem wystarczy usunąć jakiś rozpraszacz z pola widzenia. Często jest nim telewizor. Ubieranie się, jedzenie, sprzątanie przy oglądaniu bajki, zajmują o wiele dłużej, niż bez niej.

Więcej o oderwaniu od ekranu napisałam w artykule pt. Jak oderwać dziecko od telefonu? >>

Zrozumiałe jest, że dla dziecka np. sprzątanie zabawek, może być nudne. Poszukajcie alternatywy, sposobu uatrakcyjnienia, bo przecież można sprzątać zabawki np. przy audiobooku.

Choć bez popadania w przesadę, bo czasem po prostu trzeba coś zrobić i już. Na tym polega wspólne mieszkanie. Nie zawsze to musi być atrakcja z fajerwerkami.

Bawcie się w wykonywanie czynności na czas, sprawdzajcie, czy coś da się zrobić szybciej, czy coś się da usprawnić (np. układ zabawek na półkach w pokoju dziecka), żeby to, co trzeba zrobić codziennie, było łatwe i wygodne.

4. Jak pokazać upływający czas?

Używajcie zegarka lub innych odmierzaczy czasu. Jeśli jakaś czynności zabiera go sporo, a nie musi np. mycie zębów powinno trwać 2-3 minuty, korzystajcie z pokazania dziecku, ile tak naprawdę potrzebuje czasu. I co może zrobić z resztą, to też jest świetna motywacja.

Do pokazania czasu potrzebnego na poranną toaletę, można użyć klepsydry lub jakiejś piosenki, trwającej ok. 2 minuty. W tym czasie dziecko myje zęby i słucha muzyki. Przyjemne z pożytecznym.

To samo dotyczy grania na komputerze czy oglądania telewizji. Dziecko mające obok zegar odmierzający czas (nie musi się na nim znać, czasem sprawę załatwia stoper), rozumie, że nie spędzi przed ekranem całego dnia. Może mu się nie podobać, że czas się skończył, ale ma świadomość, że wykorzystało limit tego dnia.

5. Jak pokazać przyszłość?

Mając ogarnięty dzień, zacznijcie ćwiczyć tydzień, a potem miesiąc. Miesiąc w zupełności wystarczy, bo kilkulatkowi trudno planować sprawy, na pół roku do przodu. To wieczność.

Jeden tydzień czy jeden miesiąc, to najbliższa przyszłość. Warto stworzyć rytuał planowania miesiąca.

Oprócz usystematyzowania pewnych spraw, dajemy możliwość przygotowania się  do np. urodzin babci. Jasne, że dziecko po takim planowaniu może zapomnieć o tych urodzinach, dlatego warto mieć miesięczną rozpiskę w zasięgu wzroku dziecka. Sprawdzi się z wielu powodów.

  • Daje możliwość przygotowania się (technicznie, psychicznie itd.) na konkretny dzień/zdarzenie np. zaplanowanie niespodzianki, zakupienie potrzebnych materiałów, oswojenie z koniecznością szczepienia, które nie jest przyjemnym (ale koniecznym) zabiegiem.
  • Pokazuje dziecku, ile rzeczy ma zaplanowanych w danym tygodniu lub miesiącu. Kiedy pociecha przychodzi z kolejnymi pomysłami, wspólnie możecie sprawdzać czy aby nie za wiele wzięła na siebie w danym czasie. A to już wstęp do nauki dbania o siebie na różnych obszarach i umiejętności odpoczywania.
  • Widoczne (zapisane) plany są o wiele trwalsze, niż te jedynie wypowiedziane. Dziecko raczej ich nie zapamięta. Dopiero zapisywanie/rysowanie planów utrwala je w dziecięcej pamięci.
  • Wspólne planowanie, zaznaczanie dat np. wyjazdu, wyjścia do kina, urodzin, daje dziecku możliwość cieszenia się z tego, co ma nastać. Jasne, że z planami różnie bywa i czasem coś nie wypali. Bywa, że nie da się uniknąć rozczarowania, co nie zmienia faktu, że wspólne planowani przyszłości, jest ważnym elementem budowania relacji rodzinnych.
  • Pokazanie, że plany często ulegają zmianie, to też ważna lekcja radzenia sobie w sytuacjach kryzysowych i szukania rozwiązań.

6. Planować obowiązki domowe?

Koniecznie zapisujecie obwiązki domowe. Najczęściej w planowaniu skupiamy się na dalszych celach np. wakacje, odrobinę zapominając, że to drobiazgi tworzą codzienność i atmosferę każdego dnia. Mając wyszczególnione obowiązki domowników, pokazujemy dzieciom kilka rzeczy.

  • Tych obowiązków jest całkiem sporo i nic się samo nie zrobi.
  • Nie każdy musi mieć jednakową liczbę obowiązków, trzeba je dostosować do możliwości i wieku, wiadomo. Jednak mając świadomość że np. mama ma więcej na głowie niż starsza siostra czy tata, reszta rodziny będzie bardziej skłonna do pomagania mamie, gdy zajadzie taka potrzeba. Wiedzieć (lub domyślać się) to jedno, widzieć czarno na białym, to drugie.
  • Widząc rozpisane obowiązki domowe, dziecko zaczyna rozumieć, na czym polega prowadzenie gospodarstwa domowego. To ważny element budowania rodzinnych więzi, poczucia wspólnoty i szacunku dla pracy innych.
  • Możliwość manipulowania obwiazakmai domowymi np. przenoszenie na innych dzień, gdy zajadzie taka potrzeba lub wymienianie się nimi między dziećmi i rodzicami, to okazja do ćwiczenia asertywności i umiejętności negocjowania.
  • Nie warto, za wszelką cenę, trzymać się sztywno wyznaczonych reguł, bez możliwości zmiany planów, bo właśnie możliwość ich zmiany, jest też ważną częścią życia. Pewna elastyczność jest więc wskazana, wszystko w granicach rozsądku.

7. Chwalić czy nie chwalić?

Czasem bywamy oszczędni z pochwałami kierowanymi do dzieci w kwestii umiejętność planowania. Nie robimy tego, nie chcąc przesadzić, żeby sobie nie pomyślało za dużo, bo odpuści.

Czasem też mamy wątpliwości, czy chwalenie (generalnie) ma sens, bo wiele się mówi o złym wpływie nagród na wychowanie, a pochwała jest rodzajem nagrody. Pomieszanie z poplątaniem, tych, którzy się w tym gubią, odsyłam do artykułu pt. A chwalić wolno? >>

Chwalenie dzieci (i dorosłych!) ma sens, tak samo jak konstruktywna krytyka ma sens. To jest bardzo motywujące, kiedy za włożony wysiłek, porządne wykonanie zadania, podążanie za kalendarzem i i staraniami, dziecko usłyszy miłe słowa. Każdego dnia.

Nie ma w tym najmniejszej przesady. Pochwały są elementem komunikacji, dzięki któremu zaczynamy wierzyć w siebie i zauważać, że naprawdę robimy postępy.

Oczywiście, nie chodzi o o chwalenie za pierdoły, ale jeśli np. umówiliście się, że dziecko planowo zakończy oglądanie telewizji o godz. 17:00 i ono to zrobiło (nawet jeśli trzeba było przypomnieć), to pochwała wzmocni poczucie dobrze wykonanej roboty.

Dorośli też ich potrzebują

Żeby lepiej zobrazować sprawę osobom, które cedzą pochwały z umiarem, zostawiając je sobie na wyjątkowy czas, o wiele chętniej dzieląc się krytyką, można sobie wyobrazić prostą sytuację.

Robimy pyszny obiad, zajmuje nam to dużo czasu i energii, a rodzina po zakończeniu jedzenia, bez słowa wstaje od stołu. No dobrze, z jednym „dziękuję”. Czy to naprawdę jest jakoś mega motywacja do postarania się z obiadem kolejnego dnia?

Albo inny wariant. Wstając od stołu mówią: Dziękuję, ale następnym razem może nie syp tyle soli, co? Pomidorowa jest lepsza z odrobiną cukru, a nie wyłącznie posolona. Poczujesz się bardzo doceniona?

Może jednak większą motywacja byłoby usłyszenie: Mamo, ten obiad jest przepyszny. Zrobiłaś moje ulubione gołąbki, dziękuję. Jesteś super. Jest różnica, prawda?

Plany planami, a życie życiem

Czasem zdarza się, że nie mówimy dzieciom o planach, nie uczymy planować, żeby (w razie czego) nie były potem rozczarowane. Ale przecież życie właśnie tak wygląda, że czasem plan się udaje, innym razem bierze w łeb.

Wychodzę z założenia, że lepiej wspólnie planować, niż uczyć, że co będzie to będzie. Lepiej cieszyć się wiele tygodni na wspólny wyjazd, niż zakładać, że nie ma się co cieszyć, bo coś może się nie udać.

Takie wspólne planowanie dalszej przyszłości, to też sposób na ćwiczenie pozytywnego nastawienia związanego z realizacją zamierzonych działań. Motywacja jest większa przy założeniu, że się uda, niż przy asekuracyjnym – nie ma się co starać, bo i tak nie wyjdzie.

Planery rodzinne 

Ten artykuł powstał przy współpracy z Familiowo. I nie jest pierwszym, jaki gości na blogu Tylko dla Mam. O planerach w dwóch odsłonach, opowiadałam w recenzjach filmowych. Są wersje magnetyczne na lodówkę lub (jak w moim przypadku) na taśmę dwustronną.

Są propozycje dla uczniów i różne warianty rodzinne. Na zdjęciu widać mój ulubiony, ale każda rodzina ma swoje upodobania, prawda?

Dodam tylko dla porządku, że sierpniowe zapiski widoczne na tych zdjęciach, są najprawdziwszą prawdą. Tak wygląda mój zawodowy plan na wakacje. Jak się wczytasz, zauważysz mnóstwo cennych informacji.

Kliknij w zdjęcie, żeby sprawdzić cenę,
dostępność i rodzaje planerów Familiowo!

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i mnóstwo aktywnego czytania.
Tytuł
planowanie czasu