Chodzi o to, że nie wszyscy przepadają za matematyką. I w sumie nie każdy musi, to jasne. Jednak nie da się zaprzeczyć, że jest ona sporą częścią naszego życia. Być może ta niechęć, wynika właśnie z nieznajomości tematu? Niemożności pokazania dziecku zbyt wielu przykładów.

Nie odkrywam żadnej tajemnicy kiedy mówię, że łatwiej zapamiętać fakty oparte na jakieś ciekawej historii. Tak wiele legend i baśni przemawia do dziecięcego świata wyobraźni, prawda? Nie znam dziecka, które miałoby problem z odpowiedzią na pytania: Gdzie mieszkał Smok Wawelski? Jakie zwierzęta zjadły Popiela? albo Kim był Ikar?

Legendy mają moc i przekazują wiedzę. Tak zupełnie niepostrzeżenie, bo w trakcie zabawy i ciekawej opowieści. Niestety, matematyka nie miała tyle szczęścia, co język polski i niewiele jest legend/opowieści z nią związanych. To znaczy są, ale w większości nie są znane.

Chcesz porozmawiać z pedagogiem on-line? Kliknij po więcej informacji»

Bardzo szkoda, bo jestem pewna, że gdyby historie o liczydle, liczbach naturalnych, pojawieniu się na świecie zera, królikach Fibonacciego czy liczbach absurdalnych, doczekały się rozpowszechnienia w lekturach szkolnych, sam przedmiot – matematyka – dla wielu dzieci byłby ciekawszym doświadczeniem. I bardziej zrozumiałym.

Niezmiernie się cieszę, że ktoś w końcu podjął się tego wyzwania. Dzięki temu powstały dwie ważne książki: Pan Kartezjusz gra w statki i Bakterie do kwadratu. Same tytuły są już intrygujące, prawda?

Doświadczenie

To są bardzo ciekawe historie. Opowiedziane w formie bajek i legend (a tak naprawdę oparte na faktach i doświadczeniach). Naprawdę mogą sprawić, że dziecko wszystko dokładnie zrozumie i zapamięta. I to zupełnie naturalnie. Podczas zabawy lub jednej z ulubionych czynności maluchów – podczas wspólnego czytania.

Oprócz tego, że jest w tych książkach historia, to jest także zachęta do doświadczania. Do samodzielnego obliczania, mnożenia, dzielenia, poszukiwania matematycznych zagadek. Te wszystkie historie opowiada swojemu wnuczkowi – Filipowi – pewien bardzo mądry dziadek.

Dziadek jest emerytowanym nauczycielem matematyki, dlatego tak świetnie snuje historie o jej zawiłościach i zna te opowieści, które nie trafiły do kanonu legend i lektur szkolnych. Ale mam nadzieję, że prędzej czy później, trafią.

Walka ze stereotypami

Jedyną rzeczą, do której mogę się przyczepić, to fakt, że narratorką jest dziewczynka, która nie jest tak zainteresowana matematyką, jak brat. To bratu dziadek opowiada więcej (wszystko), to brat jest zainteresowany. Nie siostra.

Dziadek – oprócz tego, że chce zrobić z Filipa świetnego kucharza – ma ambicje, żeby mój brat został też matematycznym geniuszem. Mnie już dawno zostawił w spokoju, bo wolę sztukę od nauk ścisłych. Mimo to zawsze stara się zainteresować mnie matematyką. Gdy tylko może, szepcze mi natchnionym głosem: Pamiętaj moja droga, matematyka to też sztuka”.

Wiem, mamy ostatnio wielkie ciśnienie na walkę ze stereotypami. Że chłopcy to lepsi z matmy, a dziewczynki z polskiego i przedmiotów artystycznych. Opowiedziałam o kilku tych krzywdzących stereotypach (i badaniach je obalających) w poniższym wpisie.

Wielkie odkrycie Bubal

A tu właśnie tak zarysowana historia. Ale już sama nie wiem, czy się czepiać? Momentami mam wrażenie, że być może jestem zbyt poprawna politycznie. Pewnie autorka nie miała na myśli powielania stereotypów. Zwłaszcza, że jest Włoszką i pewnie nie ma pojęcia o wskaźnikach i statstykach w Polsce.

Jednak póki te nasze badania statystyczne są jakie są, a wyniki wskazują na to, że nauczyciele matematyki łaskawszym okiem oceniają wysiłek chłopców niż dziewczynek i nie ma mowy o równym traktowaniu, to jednak chcę o tym mówić głośno.

Must have każdego ucznia

Książki są dwie i mam nadzieję, że będzie ich więcej w całej serii. Zdecydowanie są przeznaczone dla uczniów szkół podstawowych. I to takich 7+. Bo jednak trzeba mieć jakieś pojęcie o matematyce, liczeniu i przede wszystkim – myśleć abstrakcyjnie. Zaanagażowanie w opowieści matematyczne wymaga tego od małego czytelnika.

Jeśli mogę coś doradzić, zwłaszcza przy pierwszej części i tych młodszych czytelnikach – czytajcie razem. Nie zostawiaj dziecka sam na sam z tą opowieścią. Jeśli nie zrozumie czegoś na początku, to pewnie zrazi się do całej reszty. Jeśli jednak wciągnie się, to polubi na pewno.

U nas też sprawdził się sposób czytania na raty. Czytanie rozdziału po rozdziale – wielu w krótkim czasie – może okazać się zbyt trudne dla siedmiolatka. Dlatego spokojnie dawkujemy sobie rozdział lub dwa i ze dwa dni przerwy. Bardzo sprawdza się ta metoda. Zwłaszcza, że wtedy dziecko ma możliwość przemyśleć, dopytać, pobawić się wiedzą, którą właśnie zdobyło.

Bardzo pomocne są wszystkie ilustracje w książce. Nie jest ich bardzo dużo, ale te które są, obrazują w punkt to, co dziecku trzeba też pokazać. Samo przeczytanie, to czasem za mało. On też podrzucają dorosłemu pomysły na to, jak inaczej opowiedzieć maluchowi o pewnych matematycznych zagadnieniach. I jak się nimi bawić.

 

Ważny argument

Muszę powiedzieć, że jestem pod wielkim wrażenim tych książek i samego pomysłu opowiadania o matematyce, w tak ludzki sposób. Faktycznie ona jest wszędzie. Towarzyszy nam na każdym kroku. Niby wiemy o tym i często się powtarza takie zdanie. Jednak, kiedy przychodzi co do czego, to nasze (dorosłe) udowadnianie jej obecności sprowadza się najczęściej do wyjaśnienia: Żebyś umiał sobie policzyć pieniądze w sklepie.

Sporo o motywowaniu dziecka do współpracy (zatem i lekcji) opowiedziałam w podkaście. Posłuchaj koniecznie tego odcinka i pobierz darmową aplikację Tylko Dla Mam dostępną na telefony z systemem Android oraz iPhone’y.

TDM 030: Motywowanie dziecka do współpracy

A przecież jest tego o wiele, wiele więcej. Te książki mogą być też argumentem dla rodziców, którym trudno namówić dzieci odrabiania zadań domowych. Zwłaszcza z matematyki, bo dziecko nie lubi i nie rozumie.

Podstawowa zasada motywowania dziecka (każdego zresztą) polega na wyjaśnieniu, po co się to robi. Do czego to się może przydać. Te książki są twoim asem z rękawa, a poniższy wpis małą sciągą z motywacji!

Zadanie domowe. To trudniejsze niż myślałam

Autorka Anna Cerasoli
Wydawnictwo Adamada
Spodoba się dzieciom w wieku 7-12 lat.

Jeśli masz ochotę dołączyć do grupy na FB, gdzie rozmawiamy o ciekawych książkach dla dzieci i polecamy sobie fajne tytuły, to zapraszam serdecznie Aktywne czytanie 📚

 

Spodobała ci się recenzja? Sprawdź cenę: Pan Kartezjusz gra w statki!

Spodobała ci się recenzja? Sprawdź cenę: Bakterie do kwadratu!

Mocno się napracowałam przy tym wpisie, teraz liczę na Ciebie, bo chciałabym żebyśmy zostały w kontakcie. Jak? Jest kilka możliwości, mam nadzieję, że skorzystasz:

  • Zostaw proszę komentarz, bo dla mnie każda informacja zwrotna na temat mojej pracy, jest bardzo ważna.
  • Jeśli uważasz, że piszę z sensem i o ważnych sprawach, podziel się wpisem ze znajomymi.
  • Polub Fan Page na Facebooku, jest tam już mnóstwo mam, zapraszamy!
  • Koniecznie zajrzyj na stronę Podcasty, gdzie czeka cała masa krótkich porad wychowawczych do odsłuchania.
  • Obserwuj profil na Instagramie, tam znajdziesz kulisy bloga i moją codzienność.
Data recenzji
Nazwa produktu
Pan Kartezjusz gra w statki
Ocena
51star1star1star1star1star

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This