Poruszę dzisiaj temat mocno śmierdzący. Niewyobrażalnie śmierdzący. Dosłownie śmierdzący, bo tytułowy Pan Smrodek jest bezdomnym. Samotnikiem. Wrażliwym człowiekiem. Włóczęgą, który z higieną jest na bakier od wielu lat. Stąd ten smród.

Jednak temat jest śmierdzący również w przenośni, bo mam wrażenie, że zagłębiając się w lekturę dotykamy spraw, które na co dzień raczej omijamy szerokim łukiem. Chodzi o ludzi bezdomnych oraz samotność. W naszym szybkim, kolorowym, mocno zapracowanym i mocno wirtualnym życiu, nie ma miejsca i czasu na te dwie śmierdzące sprawy.

Już nie raz wspominałam, że David Walliams jest autorem, który nie boi się poruszać bardzo niewygodnych (tak, również śmierdzących) tematów. Zazwyczaj dotyczą relacji rodzinnych i zderzenia pozornie niepasujących do siebie scenariuszy, emocji i światów. Więcej o twórczości tego autora opowiedziałam w filmie.

Jeśli nie chcesz przegapić moich filmowych opowieści o książkach, subskrybuj kanał Tylkodlamam.pl na You Tube.

Pan Smrodek

Jest właściwie wizytówką sposobu myślenia i pisania tego autora. W tej opowieści mamy dwunastoletnią dziewczynkę z dobrego domu, która na swojej drodze spotyka starego włóczęgę.
Mamy dziewczynkę, której tydzień wypełniony jest po brzegi lekcjami i zajęciami dodatkowymi oraz bezdomnego, który skrywa pewną tajemnicę.
Mamy tu Chloe, której brakuje bliskości matki, zajętej robieniem kariery politycznej i kloszarda, przy którym trudno wytrzymać, bo tak śmierdzi.
Mamy rodzinę, w której jedno dziecko jest faworyzowane, a ojciec chowa się w szafie, bo boi się powiedzieć żonie, że stracił pracę.
Mamy tu mnóstwo nieszczerych zachowań, sztucznych uśmiechów i samotności w przeżywaniu swoich problemów.

Pan Smrodek też jest samotny. Spotkała go w życiu tragedia, za którą się obwinia i tą swoją samotnością, bezdomnością i smutkiem, chyba próbuje sam się ukarać. Właśnie samotność łączy tych dwoje ludzi z tak różnych światów.

Pozamiatane

Byłabym ślepa gdybym nie doszukała się w tych bohaterach współczesnego wizerunku wielu rodzin. Zabiegani, w ciągłym wyścigu szczurów, bez czasu na zastanowienie się, co tak naprawdę jest ważne. Bez odwagi w rozwiązywaniu rodzinnych problemów zupełnie szczerze. Bo łatwiej to wszystko zamieść pod dywan.

I pewnie w rodzinie Okruchów trwałoby to jeszcze długo, gdyby nie odważna decyzja dziecka. Chloe zaprosiła Pana Smrodka do domu. Oczywiście bez zgody rodziców. Ba, nawet w wielkiej tajemnicy przed nimi. Dobrze, może nie do domu, ale do zamieszkania w garażu. A ten zaproszenie przyjął, co również jest jakimś aktem odwagi człowieka od lat samotnego z wyboru. I tak powoli rodzi się między nimi przyjaźń. Wcale nie oczywista, ale ważna.

Dziecięce tajemnice mają to do siebie, że spora ich część jakoś zawsze przypadkiem wychodzi na jaw. W tym wypadku też tak się stało. Podczas śniadania „na pokaz”, takiego do felietonu dla prasy, matka dowiaduje sie, że mieszka z nimi włóczęga i udaje, że to był świadomy zabieg. Dobry uczynek. Jej pomysł. Prasa podchwytuje temat, bo to bardzo ciekawe, że bogata pani polityk okazuje serce śmierdzącemu bezdomnemu. Sprytna mama szybko przekuwa własne zdziwienie (świerdzący szok!) w podbudowanie własnego wizerunku w oczach opinii publicznej. I nawet przez chwilę to się udaje.

Śmierdząca prawda

Do czasu kiedy jednak Pan Smrodek postanawia powiedzieć prawdę. Jedno muszę zauważyć z całą stanowczością – stereotypowo uważa się, że politycy to kłamcy i krętacze. W tej książce ten stereotyp też funkcjonuje. Nie trudno więc odgadnąć, że prawda kompletnie nie jest na rękę zakłamanej matce. Przynajmniej na początku. Historia dalej toczy się gładko, szybko i naprawdę ciekawie.

Jest jedną z niewielu opowieści Davida Wallimsa, w której spotkałam klasyczy happy end. Wprawdzie Pan Smordek nadal pozostaje kloszardem wędrującym po świecie, ale robi to z własnego wyboru. Rezygnuje z zamieszkania wraz z rodziną Okruchów, bo czuje, że jest wolnym duchem i coś pcha go w dalszą drogę. Zostawia za sobą rodzinę, w której zapanowała szczerość i która – paradoksalnie – zapraszając na chwilę Pana Smrodka, pozbyła się całego smrodu ze swoich relacji. Cóż za ironia losu.

Każdy ma jakąś historię

Autor nie byłby jednak sobą, gdyby nie zamieścił także trudnych i smutnych wątków w całej tej opowieści. Tragiczna śmierć żony Pana Smrodka jest jednym z takich elementów. Ktoś mógłby zapytać, po co takie drastyczne sprawy w książce dla dzieci? A ja cieszę się, że i takie tematy poruszamy. Za każdym człowiekiem stoi przecież jakaś historia. Za bezdomnym również. Mniej lub bardziej smutna. Żeby spróbować się zaprzyjaźnić, pomóc lub choćby odrobinę zrozumieć drugiego człowieka, trzeba tę historię poznać.

Wybór oczywiście należy do nas. Można też wszystkie niewygodne tematy zamiatać pod dywan. Każdy ma do tego prawo. Problem polega jednak na tym, że one leżąc tam miesiącami i latami, w końcu zaczynają śmierdzieć. A nie każda rodzina ma tyle szczęścia, nie u wszystkich pojawi się Pan Smrodek. Czasem trzeba samodzielnie coś naprawić lub po prostu zbudować od nowa

Autor David Walliams
Dom Wydawniczy Mała Kurka
Spodoba się dzieciom 7+.

Jestem wielką fanką książek tego autora, dlatego na blogu znajdziesz jeszcze kilka zrecenzowanych tytułów:

Mały Miliarder

Babcia Rabuś

Chłopak w sukience

Jeśli masz ochotę dołączyć do grupy na FB, gdzie rozmawiamy o ciekawych książkach dla dzieci i polecamy sobie fajne tytuły, to zapraszam serdecznie Aktywne czytanie 📚

 

Spodobała ci się recenzja? Sprawdź cenę tej książki!

Data recenzji
Nazwa produktu
Anna Jankowska
Ocena
51star1star1star1star1star

Te wpisy również mogą cię zainteresować:

Shares
Share This